Pamiętnik

Dodane przez: poszukiwaczdobrejcreepypasty, 28.01.2015, 21:55
Reklama:
Jaki zbieg okoliczności, że właśnie dzisiaj mija dokładnie jedenaście miesięcy od dnia, kiedy moja córka popełniła samobójstwo. Nazywała się Gemma, miała siedemnaście lat i chociaż minęło już sporo czasu, to nadal łzy napływają mi do oczu, gdy o tym piszę. Moja żona i ja byliśmy na kolacji, by uczcić jej awans w pracy. Nigdy nie zapomnę tego widoku, kiedy podniosły się drzwi garażu, a ona zwisała z krokwi. Jej oczy niegdyś szczęśliwe i pełne życia nagle zimne i puste. Podbiegłem do niej by ją unieść i przytrzymać, ale z chwilą, kiedy dotknąłem jej zimne, blade ciało wiedziałem, że nic nie mogę dla niej zrobić. To był dla nas okropny cios, tylko ci, którzy stracili dziecko mogą wiedzieć, co to za uczucie. Nasze życia jak gdyby się zatrzymały; jakby wszystko, co w nas dobre zostało wyssane z tego świata. Radziliśmy sobie z tym w różny sposób. Trudno mi było wysiedzieć w domu; coraz dłużej przebywałem w pracy, spacerowałem po supermarketach, chociaż nie kupowałem zupełnie nic, czasem po prostu siedziałem w samochodzie na pustym parkingu. Wszędzie, tylko nie w domu. Za to moja żona robiła zupełnie odwrotnie, aż w końcu przestała w ogóle wychodzić z domu, czasami przez kilka tygodni. Potem dowiedziałem się, że zamykała się w pokoju Gemmy, leżała na jej łóżku trzymając jej ubrania; Boże, chciałbym wówczas o tym wiedzieć. Którejś nocy pół roku temu wróciłem do domu około 2:30 nad ranem po tym, jak ostatnie trzy godziny przesiedziałem w samochodzie na stacji kolejowej wpatrując się w nicość. Gdy wjeżdżałem na podjazd przeszedł mnie okropny dreszcz, tak intensywny, że już wiedziałem, że czeka na mnie coś nieuniknionego. Nie sądziłem jednak, że gdy uniosę drzwi garażu ponownie będzie na mnie czekało coś tak strasznego. W mojej głowie widok córki i żony bezwiednie zwisających z tego samego miejsca połączył się w jedno, w jeden okropny koszmar wrzynający się w mój umysł.
W zeszłym tygodniu, po wielu godzinach rozważań, po raz pierwszy od dawna poszedłem do pokoju Gemmy. Nie wyglądał tak, jak go pamiętałem, nie cieszył mnie widok jej rzeczy, teraz porozrzucanych przez moja żonę po podłodze. Przez głowę przeszła mi myśl, aby je pozbierać i poczuć zapach, ale z obawy przed bólem, jaki może to wywołać, nie odważyłem się. Delikatnie usiadłem na jej łóżku i zapłakałem, zostałem całkiem sam w miejscu, które kiedyś było moim domem.

W końcu, w zasadzie bez żadnego celu, otworzyłem kilka z szuflad Gemmy, chyba tylko po to, by popatrzeć na ich zawartość. Pełne były przyborów do makijażu i kosmetyków, płyt CD, znalazła się na wpół opróżniona paczka papierosów, o których udawaliśmy, że nikt nie wie; artefakty przeszłości, która dla mnie już nie istniała. Spoglądałem na szuflady szukając pocieszenia, jakiegoś szczęśliwego wspomnienia, nawet czegoś, co wywoła we mnie ból, ale nic z tego. Równie dobrze mogłaby być to półka w sklepie, nic nie czułem. Jednak było coś jeszcze. Na dole szuflady, pod stertą czasopism, znalazłem pamiętnik.
Nie będę was zanudzał szczegółami; była w końcu nastolatką. Moją młoda damą. Ważne jest to, w jaki sposób to pisała. To wyglądało, jakby miała rozdwojenie jaźni i rozmawiała sama ze sobą. Najpierw coś pisała, na przykład co robiła tego dnia z przyjaciółmi, a następnie odpowiadała sama sobie. Nigdy nie myślałem, że moja córka może mieć rozdwojenie jaźni, czy schizofrenię, lecz nagle oblało mnie poczucie winy, ciężkie i przytłaczające; czy gdybyśmy wiedzieli, nadal by tutaj była? Moglibyśmy coś z tym zrobić, pomóc jej, kiedy naprawdę tego potrzebowała.

Wertowałem kolejne kartki pamiętnika. W pewnym momencie zabrakło nowych wpisów, a ja wiedziałem, co to oznaczało. Już miałem go odłożyć, kiedy przypadkowo trąciłem kartki palcem i zobaczyłem coś napisanego kilka stron dalej. Przewróciłem strony, byłem zdumiony, że moja żona też pisywała w tym pamiętniku. Rozpoznałem jej subtelny charakter pisma. Jeszcze bardziej mnie zdumiało, że pisała w takim samym stylu, zadawała pamiętnikowi pytania. Ponieważ byłem rozchwiany emocjonalnie, nie wiedziałem, co mam o tym myśleć, a jednocześnie się bałem. bo bez dwóch zdań - moja żona coś pisała, odpowiedź była zapisana charakterem pisma Gemmy.

Tęsknię za tobą Gemma

Ja za tobą też

Słyszysz mnie?

Widzę cię

Gdzie jesteś?

Jestem w domu.

Tak bardzo za tobą tęsknię, Gemma. Nie ma minuty, żebym o tobie nie myślała.

Wiem. Obserwuję cię.

Mogę z tobą porozmawiać? Gdzie jesteś?

Jestem w domu.

Jeśli będę mówić na głos, usłyszysz mnie?

Jestem w domu.
Jestem w domu.
Jestem w domu.

Czuję się taka samotna. Chciałabym, abyś nadal tu była, Gemma, kocham cię

Jestem w domu.

Też chcę cię zobaczyć

Widzisz mnie?

Chodź za mną.

To był ostatni wpis. Byłem wycieńczony bezsennością, emocjonalnym wrakiem, ale przede wszystkim miałem cholernego pietra. Mój mózg po prostu nie ogarniał tego, co własnie czytam. Zastanawiałem się, czy moja żona miała jakieś problemy z psychiką i wmówiła sobie, że musi się zabić, by znów zobaczyć się z Gemmą. Przyjrzałem się pismu dokładnie. Istotnie, było bardzo podobne do pisma Gemmy. A co, jeśli to moja żona to wszystko napisała? Co, jeśli to nie miało nic wspólnego z moją córką, a było jedynie obłąkańczym tworem mojej żony? Zamknąłem oczy i złapałem się za głowę. To było dla mnie za wiele, a ja nie mogłem już więcej tego znieść. Otworzyłem oczy i z powrotem spojrzałem na pamiętnik leżący na łóżku obok mnie.

Tęsknię za tobą tato

Zeskoczyłem z łóżka jak sprężyna, wystraszony i przytomny na umyśle. Tego tam kurwa nie było. Nie napisałem tego. Nie napisałem, prawda? Oczywiście, że nie, więc skąd do cholery się to tam wzięło? Byłem potwornie rozdarty; połowa mnie chciała sięgnąć po zeszyt i wykorzystać szansę, by raz jeszcze porozmawiać z Gemmą, druga połowa chciała uciekać, uciekać i nigdy nie wracać. Po kilku sekundach, czy może nawet godzinach, podjąłem decyzję.

Tęsknię za tobą, Gemma. Bardzo tęsknię za tobą i twoja matką. Jest z tobą?

Wstałem i zszedłem na półpiętro, złapałem się za głowę i próbowałem się uspokoić, by świat przestał wirować. Wiedziałem, co się dzieje. Wiedziałem, co robię, wiedziałem, w co się pakuję, ale jednocześnie nie mogłem nie podążyć ścieżką przede mną. Wziąłem głęboki oddech, odwróciłem się i wróciłem do pokoju. Spojrzałem na pamiętnik, ale już wiedziałem, co zobaczę.

Jesteśmy w domu.

Nie popełnię tego samego błędu, co moja żona. Nie dam się temu pochłonąć, nie dam się zapędzić w kozi róg i nie zabije się. Dlatego własnie spaliłem pamiętnik. To była najbardziej bolesna rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłem, odwróciłem się od nich obu. Zanim wrzuciłem go w ogień, napisałem jeszcze jedną rzecz i nie czekając na odpowiedź zatrzasnąłem kartki.

Kocham was.

------
Oryginał: http://wh.reddit.com/…/c…/2r721j/i_found_my_daughters_diary/
Przetłumaczył: ~Phosphoester
Źródło: creepypasta polska facebook
Oceń:
8
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!