Rok 1943, odległa wieś w Bośni. Część II: Mężczyzna powraca

Dodane przez: seventhseal, 22.03.2015, 18:16
Reklama:
Część pierwsza: http://straszne-historie.pl/story/10406-Rok-1943-odlegla-wies-w-Bosni-Czesc-I

Mieszkańcy byli załamani śmiercią rodziny Radenovic. Uważam, że istniały dwie przyczyny ich żalu: smutek z powodu wiadomości o śmierci drogich przyjaciół oraz strach przed tym, co miało nadejść. Z pewnością, każdy z nich był raz czy dwa świadkiem odejścia kogoś bliskiego, ale cała rodzina, łącznie z dziećmi? Martwi, siedzący przy stole i uśmiechający się? Nie, to był o coś innego, i z pewnością, nie była to robota Niemców.

Ksiądz po raz kolejny zebrał całą społeczność lub to, co z niej zostało, w kościele. Próbował odnowić w ludziach przekaz Chrystusa Zbawiciela, jednak ci nie chcieli jej słuchać. Jeden po drugim, kolejno, zaczęli opuszczać świątynię. Wystarczyło jedenaście dni oraz śmierć sześciu ludzi, by całkowicie utracili wiarę w Boga. Wszyscy, oprócz mojej babci.

"Proszę księdza" powiedziała " czy ksiądz uważa, że sam Szatan po nas przyszedł?"

"Nie wiem, dziecko, ale na to wygląda." odpowiedział.

Babcia, po raz kolejny postanowiła obserwować nocą wieś. Ich dom znajdował się na końcu drogi, więc miała doskonały widok na pozostałe gospodarstwa. Noc zdawała się być wyjątkowo cicha. Babcia pamięta, że kilka godzin potrwało, zanim przyzwyczaiła się do ciemności panującej w obejściu Radenoviców. Ich dom był zazwyczaj najlepiej oświetlony.

Po trzech godzinach warty, babcia zaczynała powoli odpływać. W momencie, kiedy jej oczy po raz ostatni przed zapadnięciem w sen przeczesały drogę, spostrzegła cień. Po chwili, znów pojawił się przybysz, który odwiedził ich wieś poprzedniej nocy. Babcia stwierdziła, że mężczyzna wydawał się być przeciętnego wzrostu i wagi, nie mogła jednak dostrzec w co jest ubrany. Była jedynie pewna tego, że jego ubranie jest całe czarne.

Mężczyzna zatrzymał się przed kolejnym domem, domem rodziny Milinkovic. Babcia chciała krzyczeć, ale po chwili, zorientowała się, że cała wieś jest niespotykanie cicha. Zawsze słychać było zwierzęta (lub to co z nich zostało) poruszające się w oborach; wiatr huśtający niedomkniętymi okiennicami; psy szczekające na przechodzącą obok dziką zwierzynę. Tej nocy, było jednak cicho jak w trumnie.

Obcy, jakby wyczuwając intencje mojej babci, zwrócił się w jej stronę i zaczął iść. Zamarła, sparaliżowana strachem. Nie bała się tylko o siebie, lecz i o resztę jej rodziny. Widziała, co ów mężczyzna zrobił Radenovicom. On, zatrzymawszy się przed oknem, podniósł palec do ust i wyszeptał:

"Jeszcze nie wasza kolej, ciiiiiii"

Miał na sobie długi, czarny płaszcz oraz czarny kapelusz. Odwrócił się, poszedł pod drzwi Milinkoviców, nacisnął klamkę i wszedł do środka. Babcia wciąż nie mogła się ruszyć, widziała więc, jak intruz po chwili opuścił dom, strzepnął z płaszcza niewidzialne pyłki, spojrzał na nią, uśmiechnął się i odszedł w ciemność.

W tej chwili cały paraliż trzymający babcię nagle przestał działać. Zbiegła na dół, obudziła swojego ojca i powiedziała:

"Tato... wydaje mi się, że coś złego stało się Milinkovicom."

Mój pradziadek chwycił nóż rzeźnicki i poszedł do sąsiadów. Pomimo, że nakazał babci zostać w domu, poszła za nim. Nie powinna, ponieważ nie była gotowa na widok czterech ciał.

Rodzina Milinkovic zajmowała się produkcją nabiału. Mieli 18 krów, a po najściu niemieckich oddziałów pozostały tylko dwie. Mimo to, starali się jak mogli, aby każde dziecko we wsi mogło coś zjeść. Babcia pamięta ich, jako bardzo miłą, spokojną rodzinę. Mąż, żona i dwójka dzieci (z którymi często się bawiła) nierzadko przychodzili w odwiedziny.

Stała w drzwiach wejściowych spoglądając na horror przed nią. Przy stole w jadalni było osiem krzeseł. Cała czwórka, przecięta w pasie siedziała właśnie tam, nogi i tułowia na innych krzesłach. W ten sposób, ich torsy "siedziały" obok krzeseł, na których spoczywały ich dolne kończyny, poruszające się od powiewu wiatru spowodowanego otwarciem drzwi. Wydawało jej się, że śni, do czasu kiedy nie zauważył jej ojciec. Złapał ją i szybkim krokiem zaprowadził do domu. Następnie zebrał pozostałych mieszkańców na drodze. Babcia obserwowała wszystko przez okno swojego domu.

"Ludzie, słuchajcie!" krzyknął mój pradziadek do zbierających się mieszkańców. "Coś lub ktoś nas atakuje. Nie wiem czy to Niemcy, ale nie wydaje mi się. Mogli nas przecież wszystkich zabić, kiedy ograbili nasza wioskę. Więc, jeżeli to nie o ni, to nie wiem kto lub co to jest. Wiem jedno, udam się do sąsiedniej wsi (była jeszcze jedna, podobna do naszej, niezbyt daleko) i postaram się dogonić Niemców. Doszły mnie słuchy, że tam obozują. Postaram się uzyskać odpowiedzi, na dręczące nas pytania. Jeżeli okaże się, że to na pewno nie oni, postaram się o przyznanie nam jakiejś ochrony. Wyruszam o świcie."

Mieszkańcy spędzili resztę nocy w budynku szkoły. Ksiądz namawiał ich, aby udali się do kościoła, lecz nikt nie chciał go słuchać.

Mój pradziadek wyruszył jeszcze przed świtem. Przez większość dnia nic się nie działo, poza żałobnym płaczem i pogrzebem zamordowanych. W chwilę po zakopaniu grobów, mieszkańcy usłyszeli dźwięk silnika. Niemcy.

Mieli rację, był to niemiecki samochód, jadący w stronę wioski. Kiedy zatrzymał się przy cmentarzu, babcia rozpoznała wewnątrz swojego ojca. Przyjechał z dwoma niemieckimi żołnierzami. Jeden z nich mówił biegle po serbsku.

"Powiedziałem im co nas spotkało i posłuchali mnie. Posłuchali, ponieważ też napotkali coś podobnego. Ta wioska, pełna trupów? Niemcy też ją widzieli. Wysłali tych ludzi, aby zostali z nami, do czasu, kiedy cały oddział się tutaj nie przeniesie."

W każdej innej sytuacji, duch patriotyzmu wznieciłby okrzyki gniewu, co uniemożliwiłoby współpracę z najeźdźcami, jednak wioska była zagrożona czymś innym. Mieszkańcy nie mieli innego wyboru, więc zgodzili się na towarzystwo Niemców w zamian za ochronę. Niestety, mało wtedy wiedzieli.

Nadeszła noc i zapanowała cisza. Atmosfera w domu babci była nieco luźniejsza niż ostatnio, ponieważ czuli się troszkę bezpieczniej w towarzystwie niemieckich żołnierzy (o ironio). Babcia widziała ich dokładnie, siedzących przed domem Stojiców, trzecim w kolejności na wsi. Obaj uzbrojeni w karabiny maszynowe i pistolety. Babcia obawiała się, że to za mało.

Pomimo tego, że chciała znów czuwać całą noc, zapadła w sen przy oknie. Po kilku godzinach obudził ją dziwny dźwięk.

"Pssst!" usłyszała. "Psssst!"

Dźwięk całkowicie ją rozbudził. Pod jej oknem zobaczyła dwóch żołnierzy. Jeden z nich odezwał się po serbsku:

"Zobacz co mamy!" powiedział uśmiechając się i prezentując swój karabin. Drugi z nich chichotał cicho.

Babcia pomyślała, że po prostu chcą być mili, ale nie lubiła Niemców, dlatego nie odzywała się wcale. Nagle, żołnierze przestali się uśmiechać i spojrzeli w lewo. Po drodze szedł mężczyzna. Zatrzymał się przed domem Stojiców i patrzył na nich. Nie ruszał się, po prostu stał, z rękami w kieszeniach i patrzył prosto na mundurowych. Ci, z pełną powagą, spojrzeli jeszcze raz na moją babcię i jeden z nich powiedział "Nie odzywaj się do niego ani słowem. Nigdy."

Potem odbezpieczył pistolet, przyłożył głowę do głowy swojego kolegi, tak że stykali się uszami., następnie przystawił sobie broń do skroni. Drugą ręką wykonał gest, podnosząc palec do ust i wydając z siebie dźwięk "ciiiii". Pociągnął za spust. Obaj padli martwi.

Rodzice mojej babci wybiegli na zewnątrz i ujrzeli dwóch żołnierzy, leżących na ziemi, z krwią wylewającą się z ich uszu. Jednak babcia spostrzegła jeszcze mężczyznę wychodzącego z domu Stojiców. Zanim oddalił się w ciemność, pokazał jej ten sam znak, co przed chwilą zmarły żołnierz.

Część trzecia: http://straszne-historie.pl/story/10442-Rok-1943-odlegla-wies-w-Bosni-Czesc-III-Uwiezieni-w-swiatyni

Autor: inaaace
Źródło: reddit.com
Tłumaczenie: seventhseal
Źródło: http://www.reddit.com/r/nosleep/comments/14mbsp/remote_bosnian_village_1943_the_man_returns/
Oceń:
3
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!