Strażnik Królewski. Część: I

Dodane przez: seventhseal, 9.04.2015, 17:10
Reklama:
Służyłem w brytyjskiej armii. Dwie misje w Iraku, jedna w Afganistanie. Matka nienawidziła mnie za karierę, którą wybrałem. Jako żołnierz, widziałem w życiu naprawdę wiele. Ubóstwo, głód, śmierć, wojna i destabilizacja potrafiły zrobić z ludzi prawdziwe potwory, wykrzesać w nich pierwotne, dzikie instynkty.

Co ciekawe, pomimo wszystkich okropności, które dane było mi widzieć na Bliskim Wschodzie, najgorsze wspomnienia przynoszę z centrum zachodniej cywilizacji. Z Londynu.

Po trzeciej misji, zostałem odznaczony. W końcu, przeżycie walki z Talibami, w górach, na ich terenie, samo w sobie jest powodem do uhonorowania. Zaoferowano mi posadę Strażnika Królewskiego. Nie wiem, co wiecie o tej pracy, ale powiem wam, że w Anglii, to naprawdę było coś. Szczerze, nienawidziłem tej roboty. W zamian za moje zasługi na misjach, mogłem na stałe zostać w domu stojąc w bezruchu przed zabytkowymi budynkami, podczas gdy irytujący Azjaci próbowali mnie rozśmieszyć. Chciałem odejść, wrócić do armii, jednak pozycja społeczna, którą zyskałem dzięki tej posadzie, a także zadowolenie mojej matki, spowodowane brakiem śmiertelnych zagrożeń w pracy sprawiło, że zostałem. Gdybym tylko wiedział, że będę bezpieczniejszy w jakiejś jaskini w Kabulu, niż tutaj, w centrum Londynu.

Miałem kilka zmian w tygodniu, trwających zazwyczaj od 2 do 4 godzin. Zależało to od tego, ile osób było dostępnych w danym dniu. Powiem szczerze, ta robota bardzo szybko zaczęła mnie irytować. Pijacy próbujący cię zaczepiać, wespół z turystami, którym wydaje się, że są pierwszymi, którzy starają się cię rozśmieszyć. Cholera, czasem naprawdę chciało się wyjść z siebie i stanąć obok. Jednak, praca to praca. W dodatku, pensja była bardzo wysoka, więc trzymałem gębę na kłódkę i robiłem swoje.

Nic nie wskazywało na to, że pewien dzień w 2012 będzie w jakikolwiek sposób wyjątkowy, ponieważ zaczął się tak, jak każdy inny. Na początku, zaczepiali mnie jacyś Francuzi (Boże, są najgorsi ze wszystkich, w dodatku nic nie możesz zrobić, dopóki nie zaczną ci grozić), później, naszła mnie grupka pijanych Rosjanek, co było całkiem fajne. Słońce było niemal w zenicie, więc gorąco zaczynało wtapiać moją czapkę prosto w czaszkę, kiedy pojawiła się bardzo duża grupa turystów. Podejrzewałem: jakaś zorganizowana wycieczka. Robili to co wszyscy inni: głupie miny, kawały, zdjęcia itp. Wszyscy mieli wyciągnięte aparaty, koszulki z Big Benem czy innym gównem. Wszyscy z wyjątkiem jednej. Stała nieco z tyłu, gapiła sie na mnie. Atrakcyjna babka, koło 40stki, długie, sięgające po pas, proste, czarne włosy. Była dosyć blada, dlatego stwierdziłem, że jest Brytyjką. Wyglądała, jakby uczestniczyła w wycieczce, ponieważ stała z innymi.

Po pewnym czasie, turyści narobili już wystarczającą ilość zdjęć, zdali sobie sprawę, że nijak nie są w stanie mnie rozśmieszyć, więc ruszyli dalej. Ta blada kobieta została, wciąż nie spuszczając ze mnie wzroku oraz nie ruszając się. Widziałem już wielu ludzi próbujących najdziwniejszych sposobów na rozśmieszenie mnie, ale to było coś nowego. Ta kobieta naprawdę się przyłożyła. Po bitych dwóch godzinach, setkach turystów i tysiącach zdjęć, wciąż stała w tym samym miejscu, patrząc się dokładnie w moje oczy. Było cholernie gorąco i nie było opcji, żeby ta babka czuła się komfortowo w taki upał, ale, serio, była o wiele spokojniejsza ode mnie. Na twarzy nie miała nawet cienia uśmiechu, co było dziwne, ponieważ wydawało mi się, że chce u mnie wywołać jakąś reakcję. Po kolejnych trzydziestu minutach, kiedy tłum wokół nas znacznie się przerzedził, zrobiła krok w moją stronę. Potem następny. I następny. Nie spieszyła się. Ani trochę.

Ostatecznie, zatrzymała się pół metra ode mnie, wciąż patrzyła mi prosto w oczy. Przechyliła głowę w lewo, potem w prawo, stwierdziłem, że chce mnie rozśmieszyć. Potem, zdałem sobie sprawę, że ta kobieta nie jest tutaj, by robić sobie ze mnie jaja. Wciąż stała pół metra ode mnie. Zaczęła się pochylać w moją stronę. Było coś naprawdę dziwnego w jej ruchach, niby pochylała się nade mną, ale tak jakby i zbliżała do mnie, lecz jej stopy nawet nie drgnęły. Nawet na ułamek sekundy nie straciła ze mną kontaktu wzrokowego. Jej twarz zatrzymała się kilka milimetrów przed moją. Jej głowa zaczęła się delikatnie trząść. Tak jak człowiek trzęsie się, gdy wychodzi z ciepłej wody na basenie i jest mu zimno.

Następnie wydarzyło się coś, co spowodowało, że o mały włos nie puściłem w gacie. Widziałem ludzi wydzierających się na mnie, był nawet jeden, który chciał się bić, ale to, co zrobiła było gorsze. Otworzyła jamę ustną tak, jakby miała za chwilę wydobyć z siebie najgłośniejszy krzyk, ale nic się z niej nie wydobyło. Nic. Stała, pochylona przede mną, milimetry od mojej twarzy, oczy wpatrzone w moje, gęba rozdziawiona. I szybkość, z jaką trzęsła głową zwiększyła się. Pomimo, że było bardzo gorąco, poczułem zimny pot spływający po moich plecach. Zebrałem się jakoś do kupy i odmaszerowałem. Od czasu do czasu, możemy przemaszerować 10 kroków, po prostu na poprawę krążenia.

Po dziesiątym kroku zatrzymałem się i zamknąłem oczy. Chciałem, żeby zniknęła. Odwróciłem się o 180 stopni i zamarłem. Stała dokładnie przede mną, milimetry od mojej twarzy. Gęba rozdziawiona, nachylona nade mną, głowa drżała z niesamowitą prędkością. Byłem tak porażony, że nie potrafiłem zareagować. Hałas, krzyki, jestem w stanie to znieść, ale to straszne, ciche zachowanie po prostu mnie sparaliżowało.

"Przejście dla Straży Jej Królewskiej Mości!" krzyknąłem. Możemy wypowiedzieć tylko to jedno zdanie, w uzasadnionych przypadkach, kiedy ktoś umyślnie nie daje nam przejść.

Jej reakcja ograniczyła się jedynie do odsunięcia ode mnie o kilka centymetrów.

"PRZEJŚCIE DLA STRAŻY JEJ KRÓLEWSKIEJ MOŚCI!" miałem nadzieję, że moje struny głosowe to przetrwają.

W ogóle nie reagowała na moje słowa, a ja nie chciałem się z tym gównem dłużej cackać. Zrobiłem krok w tył i skierowałem w jej stronę ostrze bagnetu. Była to nasza ostatnia linia obrony przez irytującymi turystami.

Natychmiast zawarła gębę i wyprostowała się do normalnej ludzkiej postaci. W dupie miałem czekanie na to, co miała zrobić dalej, więc maszerowałem, omijając ją. Doszedłem do swojego poprzedniego stanowiska, i zwróciłem się w prawo, do oryginalnej postawy. Nie widziałem jej nawet kątem oka, co dało mi nieopisaną ulgę. "Kurwa, co za robota." pomyślałem, "Będę musiał poga..."

"10, 9, 8." ktoś wyszeptał w moje prawe ucho. To musiała być ona. Stała za mną.

"10, 9, 8." szept dochodził tym razem z lewej strony. Ciarki oblazły mnie całego. Komiczna sytuacja. Weteran wojenny, który ma na swoim koncie mnóstwo trupów, stoi teraz przerażony w obecności jakiejś turystki.

"10, 9, 8, 10, 9, 8, 10, 9, 8." przyspieszyła odliczanie. Następnie stanęła przede mną. "10, 9, 8, 10, 9, 8." wyszeptywała słowa naprawdę bardzo, bardzo szybko. Właściwie, szept to złe określenie. To był krzyk, wypowiadany jedynie w formie szeptu. Darła się po cichu. Jeżeli to ma w ogóle jakiś sens. Po raz kolejny nachyliła się nade mną, wypowiadając liczby.

Nie mogłem tego wytrzymać. Pękłem. To było tak popierdolone, że nawet nie wiem jak to opisać.

"Przepraszam..." mój głos był cienki, przestraszony, frajerski, "Przepraszam, czy mogła by pani się odsunąć?"

Dokładnie w tym momencie naszła nas duża, głośna grupa turystów. Wariatka wyprostowała się, wciąż nie tracąc kontakt wzrokowego. Wyszeptała "10, 9, 8." po raz ostatni. Następnie odeszła, tak wolno, jak podchodziła do mnie na początku. To był naprawdę dziwny widok, patrzeć jak odchodzi razem z tłumem. Wszystko, co po sobie zostawiła, to poczucie, że właśnie doświadczyłem czegoś nienaturalnego. Grupa turystów zatrzymała się przede mną. Nigdy nie sądziłem, że będę tak szczęśliwy widząc obiektyw Nikona, trzymanego przez dobrotliwie uśmiechniętego Chińczyka.

Po skończonej zmianie, udałem się do siedziby i opowiedziałem moją historię kilku kumplom. Każdy z nich miał jakieś doświadczenie z przerażającymi ludźmi, jednak to było nic, w porównaniu do tego co mnie spotkało. Gdy przyszedł kierownik zmiany, kumple zaczęli żartować o tym, jak mnie dzisiaj napastowano. Miał ochotę na dobrą historię, więc poprosił mnie, abym opowiedział ją w całości. Juz po usłyszeniu wstępu, mina mu zrzedła.

"Czekaj, czekaj." powiedział, "Odezwałeś się do niej?"

"Sir?" zapytałem zaskoczony.

"Synu, czy powiedziałeś coś do tej kobiety?"

Nie chciałem stracić tygodniowej wypłaty, więc skłamałem "Oczywiście, że nie, sir."

Wyglądał na uspokojonego. "Dobrze. Jeżeli kiedykolwiek wróci, nie odzywaj się do niej ani słowem, zrozumiano? Tyczy się to każdego z was!"

Żartobliwa atmosfera natychmiast wyparowała. Byłem ogromnie zaintrygowany tym wszystkim. Górę jednak wzięło zmęczenie. Zdecydowałem więc, udać się do domu i zaznać trochę snu, zamiast przejmować się jakimiś zwariowanymi turystkami.

Kilka następnych wart było cholernie nudnych. Nigdzie nie widziałem kobiety, w dodatku moja luba miała dzisiaj przylecieć z Holandii, więc niemalże zapomniałem o tym nieprzyjemnym incydencie.

Wtorek, w okolicach 3 nad ranem, obudziło mnie głośne walenie do drzwi. Z jakiegoś powodu od razu pomyślałem, że to ta wariatka sprzed tygodnia.

"Kochanie, pójdziesz zobaczyć kto to?" niewyraźnie wypowiedziałem słowa i delikatnie pchnąłem swoją kobietę. Spała jak zabita, poważnie, nic nie jest w stanie jej zbudzić. Półświadomy, stanąłem przed drzwiami wejściowymi. "Kto tam?" powiedziałem cicho, podczas zaglądania przez judasza, ale było zbyt ciemno. To mnie nieco rozbudziło. "Kto tam?" Zapytałem głośniej, w odpowiedzi słysząc jedynie głośniejsze walenie do drzwi.

"E, jebać to." pomyślałem. Wziąłem głęboki oddech i otworzyłem drzwi.

Było chyba milion rzeczy i osób, które spodziewałem się zobaczyć przed drzwiami w tamtym momencie. Na świecie istniała jedna osoba, której tam nie oczekiwałem.

Moja dziewczyna.

Miałem ją odebrać z lotniska.

Niemal straciłem władzę w nogach. Tysiące myśli przelewało się przez mój umysł, miałem problem ze zrozumieniem, co się właśnie stało.

"Dzięki za odebranie mnie z lotniska dupku." moja luba była wściekła, trzasnęła drzwiami, ominęła mnie i stanęła w holu.

"Lecę tyle kilometrów, tylko po to, żeby cie zobaczyć, a ty zapominasz? No wiesz co?"

Nie słyszałem tego co mówiła. Wiedziałem, że byłem jeszcze półprzytomny, kiedy wstawałem, ale ktoś BYŁ w moim łóżku, razem ze mną. Nie przyśniło mi się to, nie ma takiej opcji.

"Zostań tutaj." wymamrotałem.

"Co jest?"

"Po prostu, zostań tutaj."

Nie wiedziałem skąd mam odwagę pójść do mojej sypialni, powoli jednak kroczyłem tam.

Wiem, co sobie teraz myślicie, w książkach, filmach, bohater wchodzi do pokoju i BUM! pusty, prawda? Gówno prawda.

Wszedłem do pokoju, panował tam nieprzenikniony mrok, nie mogłem nic dostrzec. Dało sie jednak słyszeć oddech. Ciężki oddech. Bałem się, że serce wyskoczy mi z piersi, tak szybki miałem puls. Byłem pewien, że zemdleję, mimo wszystko włączyłem światło.

"7, 6, 5, 7, 6, 5." szepty napływały z kąta, w którym stała. Ta zwariowana kobieta. Stała, jakby przyklejona do podłogi, plecami do ściany, patrząc wprost na mnie. I, pomimo utraty możliwości mówienia, wypowiedziałem ciche "Co do chuja?"

"7, 6, 5." powiedziała, robiąc pierwszy krok w moją stronę. Jej usta cały czas były szeroko otwarte, tak jakby wciąż wydzierała się bezgłośnie. Z każdym następnym krokiem zamykała je na chwilę, alby wypowiedzieć "7, 6, 5."

Nie mogłem się ruszyć. Świat był nicością. Istniała tylko kobieta, powoli idąca w moją stronę. Cóż za przedziwne uczucie. Tak jakbym obawiał się jej fizycznie. Mogłem ją obezwładnić w ułamku sekundy, byłem na to gotowy. Lecz rodzaj strachu, który odczuwałem, był dla mnie kompletnie obcy. Czułem się, jakbym obawiał się o moją, nie wiem, duszę? Wiedziałem, że fizycznie nic nie może mi zrobić, mimo to byłem przerażony do szpiku kości. Nie wspominając już o tym, że, kurwa mać, spałem z nią w jednym łóżku.

Była już bardzo blisko, znajome pochylenie, milimetry od mojej twarzy. Nieregularny i głośny. Taki był mój oddech. Był to jedyny dźwięk w sypialni.

"7, 6, 5."

"CO TO KURWA JEST?"

Natychmiast oprzytomniałem, krzyk pochodził z ust mojej dziewczyny. Stała za mną. Odzyskałem pełnię władzy na swoim ciałem, porwałem lubą i krzyknąłem "Chodu!" Uciekliśmy przez hol do kuchni, gdzie chwyciłem w dłoń największy kuchenny nóż. Moja kobieta, trzymała się kurczowo moich barków stojąc za mną. Nie była w stanie wypowiedzieć słowa.

Usłyszałem kroki. Najpierw, dostrzegłem jej cień, następnie ciało. Spokojnym krokiem szła przez hol do drzwi wejściowych. Jej usta były tak szeroko rozwarte, że było to wręcz niemożliwe. Już nie patrzyła na mnie. Jej wzrok skierowany był na sufit. Głowa drżała, jeszcze szybciej niż ostatnio.

Cała sytuacja była niemożliwa, surrealna, paranormalna. Nie wiem jak to opisać. Najlepiej to sobie wyobrazić. Kobieta, która tydzień wcześniej doprowadziła cię niemalże do kupy w spodniach, idzie po twoim domu o 3 w nocy, wlepiając wzrok w sufit i rozdziawiając gębę, tak że kąciki jej ust zaczynały powoli krwawić. Nie wspominam już o tym, że spałeś obok niej w jednym łóżku, przez nie wiadomo ile czasu.

O kurwa.

Zatrzymała się. Jej wzrok zaczął opadać, patrzyła przed siebie, następnie, bardzo powoli obracała głowę w prawo. W naszą stronę. Mówiąc: bardzo powoli, właśnie to mam na myśli, ledwo widać było jakiś ruch. Zaczęło mi piszczeć w uszach, luba wciskała mi paznokcie w barki tak mocno, że chyba zaczynała sączyć się z nich krew. Nie czułem bólu. Byłem skamieniały. Nie mogłem drgnąć. Wszystko trwało może kilka sekund, mi jednak wydawało się, że są to dni, całe tygodnie w bez ruchu. Odwróciła od nas wzrok i na powrót spojrzała na sufit.

Kiedy w końcu wyszła, odzyskaliśmy władzę na ciałami. Prędko pobiegłem do drzwi i zamknąłem je na wszystkie możliwe zamki. Moja luba nie mogła się pozbierać, nie dała rady złożyć zdania. Przytuliłem ją. Obawiałem się, że mogła mnie podejrzewać o zdradę z tamtą kobietą. Na szczęście tak nie było. Widziała horror wychodzący przez drzwi. Wiedziała, że coś jest nie tak.

Byłem przerażony do granic możliwości, jednak starałem się tego nie pokazywać. Najgorszą część tego wszystkiego było to, że mam pracę, która wymagała ode mnie stania w bezruchu i nie reagowania na otoczenie. Opowiedziałem mej kochanej o tamtej warcie tydzień temu, ale nie wspominałem tajemniczego odliczania. Nie chciałem jej bardziej przerazić.

Ponieważ, czym mogły być te szepty, jeśli nie odliczaniem?

Ciąg dalszy: http://straszne-historie.pl/story/10840-Straznik-Krolewski-Czesc-II-Epilog
Źródło: http://www.reddit.com/r/nosleep/comments/27el9i/i_was_a_part_of_queens_guard_in_england_one_of/
Oceń:
4
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!