Przedział numer 4

Dodane przez: marcinov123, 21.04.2015, 14:08
Reklama:
Prawie się spóźniłem. Podbiegłem do pociągu w momencie, kiedy konduktor już miał dmuchać w gwizdek.
- Przepraszam - zdążyłem wykrztusić - Korki.

Kiwnął głową i przesunął się, żebym mógł wejść do środka. Pierwszy dzień w pracy i już spóźnienie. Cudownie.

Kierownik składu dmuchnął w gwizdek i kiwnął ręką maszyniście.

Kiedy pociąg zaczynał nabierać rozpędu stał jeszcze przez chwilę na schodach. Potem dopiero wszedł do środka i podał mi rękę.
- Heniek - zmiażdżył mi dłoń w uścisku - kierownik składu.
Wyglądał jak krasnolud - niski, przysadzisty, z siwymi, pożółkłymi trochę od papierosów wąsami. Niewiele sobie robiąc z przepisów wewnętrznych chodził z podwiniętymi rękawami koszuli. Granatowa kamizelka PKP InterCity ledwo zapinała się na wydatnym brzuchu.

- Chodź, powieś się - wskazał na przedział służbowy i puścił mnie przodem. W środku pachniało kiełbasą i papierosami. Na jednym z siedzeń leżała napoczęta kanapka na gazecie.
- Tutaj się powieś - wskazał na wieszak – ta półka twoja, to siedzenie twoje, jak chcesz kimać to zasłonkę opuść. Ten kontakt nie działa, tamten czasami. Okno się niekiedy zacina - musisz pierdolnąć.

Wyciągnął z kieszeni pomiętą paczkę fajek.

- Jakieś pytania?
Pokręciłem głową.
- To dobrze, do Gdańska lecim to dużo czasu będzie na gadkę. Chociaż żeś prawie pociągu nie złapał – zarechotał.
- Przepraszam, stałem w korku i generalnie…
- Młody – machnął ręką zniecierpliwiony- ja nie z tych czepialskich co kierownictwo. Papierosa?
- Tutaj chyba nie wolno…
- Kierownik zezwala - uśmiechnął się i wyciągnął w moją stronę paczkę. Męskie Mocne. Bez filtra. W sumie czego innego mogłem się spodziewać?

Wyszliśmy na korytarz stając przy drzwiach wyjściowych. Pociąg nabrał już pełnej prędkości i powoli wyjeżdżał z miasta.
Z każdą chwilą mijaliśmy coraz mniejsze bloki, w końcu ustąpiły rzadko rozstawionym domkom jednorodzinnym. Na końcu minęliśmy nieczynną fabrykę i cały skład wjechał w pola.

Kierownik Heniek odpalił jednego papierosa od drugiego, a niedopałek wyrzucił za okno.
- Pizgo. Zima idzie. Nie, młody?
Kiwnąłem głową.
- Pierwszy raz jedziesz na składzie, nie? Wiesz co i jak? Numery do SOK znasz, kody na radiu też?
Potwierdziłem.
- No to świetnie. Dojem i drzemnę się z godzinkę, obejdźże pociąg z raz czy dwa, popatrz czy ktoś nie rzyga, nie chowa się w kiblach.
- Dobra.
- Zresztą do Woodstocku daleko, rezerwistów już nie ma, także spokój będzie. Piłkę oglądasz? Są mecze jakieś teraz?
- Nie ma.
- No to tym lepiej.

Staliśmy chwilę w milczeniu patrząc za okno. Zaczynał prószyć śnieg i powoli się ściemniało. Do Gdańska dojedziemy za osiem godzin - zaliczając po drodze kilka stacji. Szykowała się długa, nudna noc.

Wróciliśmy z Heńkiem do przedziału.

- Termos mam tutaj jakbyś kawy chciał to się częstuj- pokazał na torbę. – Gazety na półkę kładziemy na górę. Ale chyba wziął Kazek, on teraz u maszynisty siedzi- to przejdź tam, pokaż się ze jesteś. Swój chłop, wcześniej na kopalni robił.
Kiwnąłem głową.
Przeklinałem w duchu, ze nie wziąłem nic do czytania.
Z zadaniami zleconymi przez kierownika zejdzie mi góra czterdzieści minut.
Już miałem wychodzić kiedy Heniek przywołał mnie z powrotem.

- A! Żem zapomniał! - powiedział, przełykając ostatni kęs kanapki z kiełbasą - masz tutaj klucz konduktorski. Sprawdź w ostatnim wagonie czy przedział czwarty jest zamknięty.
Schowałem klucz do kieszeni.
- A cze…
- Awaria tam była - uciął szybko - po prostu szarpnij, zobacz czy zamknięte na pewno. Tam taka kartka wisi.
Kiwnąłem głową. Przypiąłem krótkofalówkę do pasa i ruszyłem wąskim korytarzem. Pociąg nie miał wielu pasażerów. Pojedyncze przedziały były zupełnie puste. Kilku studenciakom zwróciłem uwagę, żeby nie pili piwa w przejściu. Przyjęli to zresztą bez przesadnej powagi - w końcu byłem niewiele starszy od nich. Jedną staruszkę poprosiłem, żeby trzymała psa na smyczy. Potem wszedłem do ostatniego wagonu.

Skład pociągu nie był najnowszy. Nie wiem czy kojarzycie - cztery pierwsze wagony to te z zielonymi fotelami - sześć miejsc w przedziale. Wyprodukowane kilkadziesiąt lat temu, ale wciąż w zaskakująco dobrym stanie. Generalnie zauważyłem, ze wszyscy znacznie bardziej je wolą, od ostatniego wagonu - reliktu i legendy Polskich Kolei Państwowych. Tutaj obicia są żółtopomarańczowe, stoliki przy oknie rozkładane, osiem miejsc w przedziale. Okna, których prawie w ogóle nie da się otworzyć i grzejniki które ledwo działają. Kojarzycie? - http://images22.fotosik.pl/184/726c3e5f156f89a8med.jpg

Zamknąłem za sobą drzwi łącznika i wszedłem na korytarz. O tak. To wagon który pamiętałem jeszcze z dzieciństwa. Wąski korytarzyk z rozkładanymi siedzeniami. Niedziałające kontakty, niedziałające głośniki, które kiedyś w zamierzeniu miały służyć do komunikatów konduktorskich. Temperatura była o kilka stopni niższa - widocznie ogrzewanie kiepsko działało. Z toalety śmierdziało na tyle nieprzyjemnie, że szybko ruszyłem w stronę przedziałów. Pociąg jechał stukając monotonnie. Usypiający dźwięk.

Niektóre świetlówki nie działały poprawnie - jedna, na końcu korytarza, delikatnie mrugała. W pierwszym przedziale parka emerytów kroiła właśnie jajko na twardo. W drugim spał na zwiniętej marynarce wyraźnie wczorajszy mężczyzna. W trzecim matka czytała dwójce dzieci bajkę. Czwarty był zamknięty. W pozostałych również było nikogo.

Doszedłem do końca składu i stanąłem przy rozsuwanych drzwiach. Przez moment patrzyłem na uciekający za pociągiem krajobraz. Rzadko widzi się ten widok - trzeba stanąć dokładnie przy drzwiach, na końcu składu. Poklepałem kieszenie w poszukiwaniu papierosów, ale przypomniałem sobie, że zostawiłem fajki w przedziale służbowym.

Usłyszałem odgłos spuszczanej wody - tak przynajmniej w PKP mówi się na otworzenie zapadni toalety. Wszystko leci na tory - dlatego nie można korzystać z niej na peronach. A potem młode pary robią sobie na tych torach sesje ślubne i tak dalej.

Z kibla wyszedł młody chłopak w dresowej bluzie. Minął mnie bez słowa i wyszedł na korytarz. Śledziłem go wzrokiem. Zauważyłem, że zatrzymał się w pewnym momencie, wyciągnął telefon i zrobił zdjęcie drzwiom wejściowym do jednego z przedziałów. Potem ruszył dalej i znikł w kolejnym.

Dziwne.

Przeciągnąłem się, czując nadciągającą senność. Przypomniałem sobie, o kawie którą w termosie trzymał kierownik. Pewnie jest czarna jak smoła i bez cukru. Stawia na nogi niczym kreska amfetaminy. Uśmiechnąłem się w myślach, wspominając pierwszy rok studiów. Wracając przypomniałem sobie o przedziale czwartym. Wyciągnąłem z kieszeni klucz konduktorski i sprawdziłem czy zamek jest zamknięty. Zasłonki były opuszczone, a kartka z odręcznym napisem: „Awaria techniczna, przedział zamknięty” wisiała na rozsuwanych drzwiach. Ogrzewanie zapewne - pomyślałem i wzdrygnąłem się na samą myśl o podróży w ujemnej temperaturze. Ruszyłem w stronę przodu składu, ziewając po drodze.

- Proszę pana! - usłyszałem za sobą, kiedy już rozsuwałem drzwi łącznika. Odwróciłem się. Stał za mną chłopaczek, którego minąłem przy toalecie. Miał góra osiemnaście lat, był chudy, pryszczaty, ze słuchawek zwisających z kołnierza bluzy leciała jakaś metalowa kapela. Słuchał strasznie głośno.
- Tak?
- Proszę pana, a mógłby pan na chwilę otworzyć czwórkę? - zapytał nieśmiało. Zdziwiłem się. Mówili mi już na szkoleniu, ze w pociągu będę spotykał często różnych dziwnych ludzi. Dzieciak nie wyglądał jednak ani na narkomana ani na wariata.
- Ale po co? - spytałem.
Speszył się.
- Bo ja mam bloga. I generalnie chciałem o tym przedziale napisać.
Dalej nic nie rozumiałem. Blog o kolei państwowej? Stałem dalej w przejściu, gdzie kołysało i hałasowało jeszcze bardziej. Zamknąłem drzwi i zawróciłem na korytarz.
- Dobra, otworzę ci, ale tylko na chwile bo wracam na przód pociągu.
- Super - ucieszył się i wyjął telefon z kieszeni.
- A po co ci te zdjęcia?
- No na bloga, mówiłem panu - powiedział kiedy włożyłem klucz w zamek i zwolniłem blokadę. Szarpnąłem drzwi. Chodziły bardzo ciężko. Prowadnica była pewnie w opłakanym stanie. Norma w starych składach. W środku było ciemno, pachniało długo niewietrzonym pomieszczeniem. Podłokietniki były złożone, w koszu założony nowy worek. Na półkach żadnych śmieci. Odruchowo lustrowałem przedział konduktorskim okiem.Potem odsunąłem się i wpuściłem młodego do środka. Zrobił kilka zdjęć. Potem obejrzał je na podglądzie. Był wyraźnie rozczarowany.

- Coś nie tak?
- Nie, właśnie wszystko w porządku- powiedział dalej gapiąc się w ekran telefonu. – Myślałem, że no wie pan… coś będzie nie tak.
Dalej nic nie rozumiałem.
- Nie tak?
Dzieciak spojrzał na mnie.
- Nooo… z tym przedziałem. Mój dziadek jeździł na kolei jeszcze rok temu i opowiadał.
- Ale co opowiadał?- dopytywałem.
Dzieciak jakby zrozumiał.
- Aha, pan nowy jest? – powiedział patrząc na datę wydania na moim identyfikatorze.
Skinąłem głową.
- Tu straszy.

***

Odsunąłem drzwi przedziału służbowego starając się nie obudzić drzemiącego w fotelu kierownika. Przyświecając sobie telefonem znalazłem termos i nalałem do zakrętki czarnej i aromatycznej kawy. Była dwudziesta pierwsza. Za oknem już czarna noc. Widziałem tylko płatki śniegu wirujące szaleńczo w nikłym świetle wypadającym za okno. Postawiłem kawę na stoliku żeby ostygła. Kiedy się pochylałem klucz konduktorski wypadł mi z kieszeni i stuknął o podłogę. Szlag. Henryk zachrapał kilka razy i otworzył oczy. Był strasznie zaspany. Poklepał się po brzuchu i odkaszlnął.

- O, młody! Żem się trochę dłużej drzemnął widzę! - zaczął podnosić się z fotela
- Bilety sprawdzone, elektryka działa jak trzeba, w przedziałach porządek, kible sprawne - zacząłem wyliczać.
Uspokoił się. Uśmiechnął i wyciągnął paczkę fajek.
- No, to super! Widzę, że fachowca przyjęli.
Wziąłem papierosa i zapaliliśmy.
- Jeden poszukiwacz duchów w ostatnim wagonie - powiedziałem z uśmiechem - kręci „Blair Witch” telefonem.
Henryk znieruchomiał z zapałką o kilka centymetrów od papierosa.
- W ostatnim? - zapytał patrząc na mnie znad płomienia.
- Ta, dzieciak bloga pisze. Duchy, diabły, ufo i trójkąt bermudzki.
Kierownik powoli przyłożył płomień i zaciągnął się papierosem.
- Ale czwórka zamknięta, nie?
Nie bardzo rozumiałem jego zachowanie.
- Zamknięta była. To jakaś kolejowa legenda czy coś? Bo nigdy nie słyszałem.
- Tak jakby.
- Otworzyłem mu ten przedział na chwile, niech sobie filmik nagra i zdjęć porobi. Przyjdę za dziesięć minut jak będzie obchód i go wyrzucę.

Papieros wypadł kierownikowi z ręki.

***

Pierwsza zasada pracy konduktora - jeśli coś idzie nie tak - NIE BIEGAJ. W momencie kiedy pasażerowie widzą biegnącego jak wariat konduktora momentalne zaczynają się bać. Nie wiedzą co się dzieje, wychodzą z przedziałów, pytają o co chodzi. Kiedy przechodziliśmy koło pustych sekcji przechodziliśmy na sprint.

Byłem przerażony, zdziwiony. Nie wiedziałem co się dzieje. Pociąg cały czas jechał do przodu miarowo stukocząc na podkładach. Henryk odpiął od paska krótkofalówkę.
- Kazek? Kazek, kurwa, słyszysz?
Cisza.
- Kazek, kurwa, obudź się! - prawie krzyknął.
- Co jest?- szczeknęła krótkofalówka.
- Problem z czwórką jest. Migiem.

Radio trzasnęło na moment i słychać było dźwięk pośpiesznie rozsuwanych drzwi.

- Co się…
- Zamknij pysk - przerwał mi otwierając drzwi z taką siłą, ze huknęły w ogranicznik.
Przeszliśmy przez łącznik.

W jedynce staruszkowie drzemali smacznie przy oknach.

W dwójce mężczyzna kimał na drugim boku.

Matka z dziećmi z trójki wysiadła godzinę temu.

Podeszliśmy do czwórki.

Henryk miał czoło pokryte kropelkami potu. Trzęsły mi się ręce. Najgorsze jest to, ze nadal nie miałem pojęcia o co chodzi. Kierownik przekręcił odsunął drzwi i zajrzał do przedziału. Przez chwile się rozglądał, po czym cofnął się i zamknął drzwi na klucz.
- Za późno…

Zajrzałem mu przez ramie, kiedy zasuwał drzwi. Przedział był pusty. Kazek - drugi konduktor - dobiegł do nas po kilkunastu sekundach. Dysząc ciężko oparł się plecami o okno. Był stary, zostało mu kilka lat do emerytury. Słabo słyszał. Gadałem z nim przez prawie godzinę przy obchodzie pociągu. W sumie w porzo gość. Teraz trząsł się jak osika i nerwowo splatał palce.
- Jak?
- Kible jeszcze sprawdź - mruknął Heniek, przez zaciśnięte zęby.
Wytarł czoło chusteczką.
-Żeś narobił młody… żeś narobił! Kurwa! - zapalił papierosa.

Kazek wrócił po chwili kręcąc głową.
- Pusto.
- No to nic panowie…. – Heniek ciężko westchnął - to już za późno.

Staliśmy chwilę w korytarzu. Kierownik dla pewności sprawdził jeszcze raz drzwi.
- W którym on jechał? – zapytał mnie szukając czegoś w kieszeni.
- Nie wiem. W trójce chyba.
- Sprawdź przedział, jak coś znajdziesz wywal za okno - podał mi gumowe rękawiczki - a potem migiem do służbówki.

Zrobiłem tak jak mówił. Bałem się pytać czemu.

***

W służbówce nalali mi wódki do plastikowego kubeczka. Henryk palił peta za petem, Kazek nerwowo skubał tapicerkę. Niewiele myśląc wychyliłem spory łyk i zakrztusiłem się. Alkohol spłynął mi do żołądka ciepłą falą. Kolejarze milczeli. Okno było uchylone, lodowate powietrze wpadało do środka razem ze śnieżynkami. Nikt z nas nic sobie z tego nie robił.

- Dobra, powiecie mi o co chodzi? - nie wytrzymałem w końcu.
Byłem zdenerwowany. Koszulę na plecach miałem mokrą, a głoś mocno mi się załamywał. Popatrzyli po sobie niepewnie. Kazek odkręcił butelkę wódki i pociągnął spory łyk. Potem podał ja kierownikowi.
- Ty mów - mruknął.
- Młody, bo to jest tak - zaczął, ale zaraz zrobił przerwę i łyknął z butelki - składy muszą być wymiarowe, inaczej kary mogą nałożyć. Izba transportu czy jak się tam ta kurwa zwie. To góra czasem się decyduje, z tym kierowniczkiem na cele, Bystrzyckim…
- Izdebskim - poprawił go Kazek, a kierownik uciszył go ręką.
- Czasem się decyduje, żeby dopiąć do składu wagony gdzie są usterki. Wiesz, formalnie nikt nic nie wie. Wiesz ile kosztuje nowy wagon?
Pokręciłem głową.
- Dużo - łyknął raz jeszcze - dlatego czasami jeżdżą dalej wagony, które jeździć nie powinny, tak jak ten nasz ostatni.

Milczał przez chwilę.

- I co z nim jest nie tak?
- On idzie do kasacji za tydzień, to jego ostatni kurs. Potną, przetopią i będzie po problemie. Cholera jasna, po coś ty mu ten przedział otwierał?
Napiłem się łyka wódki. Czułem, jak ciepło rozlewa mi się powoli po ciele odrobinę kojąc zszarpane nerwy. Pociąg powoli zbliżał się do Gdańska. Zostało nam jeszcze kilkanaście kilometrów. Za oknem, gdzieś na horyzoncie, niebo powoli się rozjaśniało.
- Tam znikają ludzie - powiedział w końcu, trochę ciszej. - Po prostu, jadą, wszystko jest ok. Potem przechodzisz, a ich nie ma. Nikt nie widział jak wysiadają, nie ma szans, żeby wyskoczyli, bo tam okno zepsute. Po prostu znikają.

Poczułem jak lodowaty dreszcz przebiega mi po plecach.

- I to nie zawsze. Nie ma reguły. To się po prostu czasem dzieje. Pierwsza w dziewięćdziesiątym… piątym? Szóstym?
- Szóstym - mruknął Kazek, dalej patrząc się tępo przed siebie i skubiąc tapicerkę.
- Potem dwóch studenciaków, rok później. Jakiś pijaczek, trzy lata temu..
- Potem spokój był z rok - dopowiedział Kazek - a potem znowu…
- A góra? Zarząd?
Kierownik uśmiechnął się smutno.
- A co im do tego. Policja po prostu przepytała co i jak, czy wychodzili, czy jechali tacy a tacy. Tyle. Nawet nie wiedzą, że wszyscy siedzieli w tym samym przedziale. Mało to ludzi w Polsce ginie?
- To czemu nie zamykaliście go wcześniej?
Obydwaj zarechotali ponuro.
- Zamykaliśmy, oj uwierz, że zamykaliśmy. Nawet na zaciski plastikowe. Tylko z oczu spuściłeś to już pęknięte na podłodze leżały. Tylko na klucz konduktorski w miarę dział. – odezwał się w końcu Kazek - ale i tak sprawdzać trzeba.
- On się sam otwiera. Czasami. Jakby złośliwie. Pokaże ci coś - Heniek sięgnął do swojej konduktorskiej torby i wyjął sfatygowany brulion w zielonej oprawie - Patrz - otworzył.
Odręcznie narysowana tabelka, daty, imiona. Jedenaście pozycji. W jednym okienku siedem nazwisk obok siebie.
Postukałem palcem.
- Woodstock. Sami sobie przedział otworzyli, weszli. Myśleliśmy, że gnój będzie, ale w tym całym pierdolniku nikt nie doszedł, że oni w pociągu zniknęli.

Dopiłem wódkę i zmiąłem kubeczek w ręce. Miałem wrażenie, ze to wszystko dzieje się jakby obok mnie, że jestem bohaterem jakiegoś pieprzonego filmu. Dwadzieścia minut temu przeze mnie zginął człowiek. W sumie „zginął” nie było najtrafniejszym określeniem.

- Kto jeszcze o tym wie?
- Ze trzy osoby w zarządzie, czterech konduktorów, maszynista. Wszyscy trzymają japy na kłódkę. Zresztą kierownictwo też uwzględnia… dodatkowe czynności serwisowe w premiach - Henryk lekko się zaczerwienił i podrapał po łysinie - zresztą sam zobaczysz.

Cudownie.

- Płaca wam za tuszowanie tych spraw?
- Za pilnowanie przedziału - zgasił mnie ostro kierownik - rozumiesz? Za pilnowanie. Po prostu.
- Wagon idzie do kasacji i nie ma tematu - Kazimierz wstał i podszedł do okna - dojeżdżamy. Pamiętasz legendę młody?
- Nikogo nie widzieliśmy, nic się nie działo, nie pamiętam kto wychodził - wydukałem jak robot. Kierownik klepnął mnie po plecach.

Pociąg leniwie wtoczył się na stację.

***

Nie zmrużyłem oka w służbowej kwaterze. Miałem odespać nockę i wieczorem wracać tą samą trasą (z jednym wagonem mniej) ale tylko przewracałem się z boku na bok. W pokoju za ścianą głośno chrapał kierownik. W drugim Kazek zasnął chyba przy włączonym telewizorze. Leżałem wpatrując się w ekran telefonu. Nie powiedziałem im wszystkiego.

Kiedy przybiegliśmy do przedziału czwartego nie zauważyli małej karty pamięci z telefonu leżącej na podłodze.

Tuż przy drzwiach wejściowych. Podniosłem ją kiedy poszli. Obejrzałem dopiero teraz, w pokoju kolejarskim. Wyrzucił ją, wyrzucił, albo zgubił. Chłopak z pociągu. Na karcie, poza zwykłymi zdjęciami z przyjaciółmi było kilka fotografii przedziału które zrobił. Na pierwszy rzut oka wszystko było ok. Dopiero, kiedy dokładniej im się przyjrzałem zwróciłem uwagę na okno. W oknie odbijało się wnętrze przedziału. Tylko nieco inne niż my je widzieliśmy.

Na każdym fotelu siedziała mglista sylwetka.
Źródło: własne
Oceń:
530
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!