On czyli kto?

Dodane przez: matti2342, 2.01.2013, 17:09
Reklama:
Dzień I
godzina 4:05

Co jest? Chyba bierze mnie jakaś grypa, czuję jak stado mrówek chodzi po całym moim ciele. Przecież położyłem się spać o 23:56,
do tej pory nie mogę zasnąć, w całym mieszkaniu nie spię tylko ja i to uczucie, uczucie jakby ktoś był w pobliżu. Nie mam ochoty
ruszać się z łóżka, ja chcę już spać. Za oknem pada deszcz ale jest cisza, i bardzo ciemno. Chcę spać! dzieje się coś dziwnego.
Zamknąłem powieki i nie mogę się skupić na zaśnięciu, w głowie krąży tylko ta jedna myśl- ktoś tu jest. Zapaliłem wieczorową lampkę,
rozglądnąłem się,nikogo nie ma, zgasiłem, ja chcę spać! dobra udało się, godzina 4:32 w końcu zapadłem w sen.
On dalej siedział na łóżku i wpatrywał się w śpiącego Mateusza.

Dzień II
godzina 4:21

To już jest męczące, dosyć ze wczoraj bardzo trudno było mi usnąć, to dziś koszmar się powtarza. Ciągle leżę i próbuję zasnąć,
brałem nawet środki na senne i nic. To uczucie, czemu one dalej tu jest? czemu?. zZzamknij Ooczyy.... co?! już chyba szaleję
słyszę dzwięki które w tym momencie nie mają prawa do mnie przemawiać, to na pewno ze zmęczenia. Ale dobra, czas posłuchać
ów dzwięków, zamknąłem swoje oczy. Ałł! otworzyłem je z powrotem ktoś albo coś mnie ugryzło. Nie dobra ja szaleję to tylko
komar. Zamykam oczy, widzę tylko ciemność, i śnieg, taki sam jaki pojawia się w telewizorze gdy są zakłócenia. CO to było?!
szybko otwieram oczy, właśnie przed chwilą w tych ciemnościach pojawiła się twarz, choć rozmazana to była straszna. Wyraz
twarzy nieboszczyka. Od zmęczenia mam już omamy. Godzina 4:51, tak zapadłem już w sen.
On dalej ze swojej bladej twarzy wypuszczał komary.

Dzień III
godzina 3:15

Gdzie ja jestem?! to chyba sen, tak to sen, ale świadomy. Słyszałem że świadome sny można kontrolować, jednak ja nic zrobić nie mogę.
-Nie chłopcze, to nie jest żaden sen odpowiedział mu starszy głoś nie wiadomo skąd. Pomieszczenie wyglądało jak kościół, tak to był kościół.
Przy samym ołtarzu leżała trumna a wokół niej kwiaty, stałem dalej nie podchodziłem. CO JA TU ROBIĘ JEŚLI TO NIE SEN?! wrzasnąłem.
- Mateuszu, znasz to miejsce na pewno, to twój parafialny kościół, a tam przy ołtarzu leży twoja trumna. Skamieniałem, kości mi zdrętwiały,
nie mogłem wydusić z siebie słowa. W głowie jednak poukładałem sobie myśli. Moja trumna, hmm czylii, czyli ja nie żyję?! to nie możliwe.
Podbiegłem pod trumnę, faktycznie, w środku leżało moje ciało, uświadomiłem sobię ze tą twarz którą widziałem poprzedniego dnia, to twarz
która leży tu w trumnie. Tak moja twarz. EJ człowieku co tu się dzieje do diabła?! zapytałem się uniesionym tonem, nieco złym.
-Mateuszu, jam jest ta która zabiera ludzi na inny świat- śmierć, od dwóch dni cię obserwowałam, niestety ale musisz opuścić swój świat.
Drugiego dnia wypuściłam z ust komara śmierci, który ukąsił cię i zostałeś zatruty jadem śmierci. Nie żyjesz przykro mi. W tym momencie
się popłakałem, zapłakany spytałem, czemu ja? śmierć tylko uśmiechnęła się i powiedziała: w waszym świecie dzieje się bardzo zle i niestety
ale muszę interweniować, zabiorę tyle dusz ile będzie trzeba aż się ludzie opamiętają.
- Jak to? jak niby ludzie mają wiedzieć ze idziesz z pomocą dla ludzkości i zabierasz ludzi na inny świat, to absurd powiedziałem.
- No widzisz, jad śmierci w waszym świecie znany jest jako narkotyk, tak, uznają cię za narkomana. Ale nie tylko ciebie, będzie was wielu.
- Jak ludzie dojdą w końcu do wniosku ze ludzie ze swojej nędzy i biednego trybu życia umierają przez narkotyki to może rząd się opamięta.
Śmierć znikła. Dla Mateusza znikło wszystko nie było już nic.

Być może ty będziesz następny?


nie wiem czy wam się spodoba opowiadanie takiego typu, ale napisałem ;d
Źródło: własna głowa
Oceń:
1
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!