Ona...

Dodane przez: isabell, 3.01.2013, 12:25
Reklama:
Był ciepły, wakacyjny dzień. Pogoda dopisywała, słońce mocno grzało, a niebo było przejrzyste. Steve- młody pisarz miał zamiar wybrać się do oddalonego o trzydzieści kilometrów miasteczka aby zrobić zakupy. Powtarzał tą czynność raz w tygodniu, zazwyczaj w poniedziałki. Nie cierpiał miasta. Mieszkał od roku w pięknym domu z bali w środku lasu. Tuż obok była jedynie mała Wieś. Steve za domem podziwiał strumyk źródlanej, krystalicznie czystej wody. Uwielbiał to miejsce. Po dwudziestu trzech latach mieszkania w Londynie, to miejsce było dla niego miłą odmianą. Było tym, czego zawsze pragnął. Te tereny Anglii były przepiękne, wszędzie dookoła barwne wsie i malownicze krajobrazy. Mężczyzna każdego ranka po przebudzeniu wychodził na ganek swojego domu i zaciągał się świeżym, leśnym powietrzem. Tak jak wspomniałam najbliższe dosyć spore jak na te okolice miasto, oddalone było o trzydzieści kilometrów. Steve po oderwaniu się od dużych osiedli, centrów handlowych i wiecznie gdzieś pędzących ludzi, nie lubił wybierać się nawet do tak małego miasteczka. Niestety - mus to mus. Ubrał się więc, wypił spokojnie kawę i rozpoczął poszukiwania rzadko używanych kluczyków od swojego Jeep'a. Udało się, odnalazł je wreszcie i wyszedł z domu. W drodze do samochodu zatrzymał się na chwile aby przywitać dwóch swoich pupili - Blackiego i Devila. Były to dwa piękne Dogi Niemieckie. Bardzo łagodne i skore do zabawy psiaki. Po chwili zabawy z Dogami, wsiadł do auta i ruszył leśną drogą, aby dojechać do tej właściwej prowadzącej do miasta. Po upływie trzydziestu minut, Steve właśnie parkował pod sklepem. Zakupy starał się zrobić szybko, nie chciał długo przebywać w mieście. Gdy juz pakował wszystko do auta, wpadł mu do głowy pomysł wstąpienia do Biblioteki. Był ciekaw czy jego kolega z college'u - Nick, wydał nowy tom z poezją, którym tak się nie dawno chwalił. Wszedł do Biblioteki miejskiej, był sam więc bez skrępowania rozglądał się po półkach. Nie znalazł żadnej twórczości Nick'a, ale za to znalazł swój stary tomik zatytuowany "Steve Anders - Kwitnąć przez miłość". Uśmiechnął się ukradkiem sam do siebie, myśląc na głos:
-Skąd ja u licha wziąłem ten pomysł? Przecież nawet nigdy nie byłem zakochany..
...
-Czy mogę w czymś Panu pomóc?
Steve odwrócił się gwałtownie i z wrażenia wypuścił z rąk swój tomik. Stał przed nim Anioł wcielony. Piękna kobieta, ciemnej karnacji o długich, wspaniałych i gęstych, czarnych włosach, falujących i opadających bezwładnie na piersi. Miała przenikliwe i paraliżujące spojrzenie, a jej oczy były koloru miodu. Delikatne, pełne, różane usta rozchyliły się ponownie:
-Halo? Proszę Pana, czy wszystko w porządku?
Boże, co za powabny, anielski głos..
-Czy Pan się dobrze czuje?
Zapytała znów dziewczyna
-Ymm, tak, tak. Jaa.. Ja przepraszam bardzo zamyśliłem się.
-Ach, dobrze, rozumiem ..
Uśmiechnęła się delikatnie
-Tak więc, czy mogę Panu w czymś pomóc?

-Och, nie, raczej nie. Po prostu się rozglądam.
Dziękuję bardzo.
Dziewczyna schyliła się po książkę, którą Steve wypuścił z ręki.
-Oo, poezja Steve'a Andersa. Polecam gorąco, są tu przepiękne wiersze o miłości. Autor musiał mieć wspaniałą kobietę, która nadawała mu inspirację. Nie dziwota, jest bardzo przystojny. Gdzieś tu jest jego fotografia. O! Proszę, znalazłam.
Zerknęła na Steve'a, znów na zdjęcie.. Natychmiast się zarumieniła. Z tymi rumieńcami na twarzy było jej znakomicie.
-A...ale zaraz.. Przecież to Pan.. Tak? Steve Anders?
-Tak owszem. Bardzo mi miło. Jeszcze przyjemniej byłoby poznać Pani imię, skoro moje jest już Pani znane.
-Ishtar. Ishtar Mendez. Również bardzo mi miło. Przepraszam bardzo za moją gadatliwość.
-Nic nie szkodzi. Proszę mi wytłumaczyć.. Skąd takie imię oraz nazwisko?
-Moja mama była w połowie Arabką, a w połowie Romką. Ojciec z kolei był Hiszpanem. Ale cóż będę opowiadać o sobie. Na pewno ma Pan ciekawsze sprawy na głowie.
-Ależ nie, skądże znowu. Czy dałaby się Pani skusić na kolację? U mnie w domu, dziś wieczorem?
(ale jestem głupi, tylko ją odstraszę..)
-Oczywiście, bardzo chętnie. Dopiero się tu wprowadziłam i miło by było z kimś spędzić czas. Kończę prace o 18.
-Dobrze. W takim razie przyjadę po Panią. Do zobaczenia.
-Do widzenia.

***

Steve udał się więc na większe zakupy. Miał w głowie świetny pomysł, jakim daniem zrobić wrażenie na Ishtar..
-Achh.. Ishtar, Ishtar.. Cóż to za nieziemska piękność. To cud, że przystała na moją propozycje..
Myślał Steve...



Ale biedak nie wiedział w co się wpakował..
Ishtar - mityczna Boginii namiętności i płodności..
Aczkolwiek TA Ishtar..
Ziemska Żona Diabła..
Prawdziwa Femme Fatale..



Wybaczcie mi tak szczegółowe opowiadanie, ale chodzi tu o moje pisarskie doświadczenie i tzw. głębsze zapoznanie z postacią. To dopiero początek, całość będzie spora, więc zobaczymy czy się spodoba :):) pozdrawiam
Oceń:
25
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!