W głębi lasu cz 6.

Dodane przez: izuska04, 6.01.2013, 11:09
Reklama:
Obróciłam się na drugi bok. Zobaczyłam jego twarz. Kiedy spał, wygladał tak bezbronnie. Dzisiaj nie spałam z Maćkiem, tak jak wcześniej. Dzisiaj dotrzymywał mi towarzystwa Nikodem.
Przysunęłam sie w jego stronę, poczułam ciepło jego ciała, wtuliłam sie w jego pierś, czułam się, chocby to była dla mnie codzienność, ale jednak, było to wyjątkowe. Nie wiem, czy był swiadomy
tego co robi. Przysunął mnie do siebie. Poczułam się... kochana... Nagle obudził go jakiś trzask. Zerwał się z łóżka, Dopiero teraz mogłam przyjrzeć się jego postawie. Nie rozumiem, jak taka drobna
dziewczyna jak ja, mogła tak bardzo spodobać sie komuś 2 razy wiekszemu.

Ni: Slyszałaś to?
N: Nie..
Ni; Jak mogłas tego nie słyszeć?

Fajtycznie... Skoro trzask był tak głośny, że zerwał go z łózka, to jak ja mogłam tego nie usłyszeć. Moze to przez to, że przez moją głowę przeplatywały sie mysli, typu: "Chce, aby ta chwila trwała
wiecznie". Wstałam i podbiegłam do niego, złapałam się teatralnie za jego ramię udając, że się boję. Spojrzał się na mnie jak na wariatkę. Czy on nie był aidmy tego, co sie niedawmo stało?
Puściłam go i odsunęłam sie do tyłu. on dalej tkwił w tej samej pozycji, jakby zastanawiał sie, czy zaryzykować

D: Zaryzykuj... Może twoje winy zostaną odkupione...

Znów poczulam ten nieprzyjemny chłód na szyi. Podeszłam do drzwi i... Do dzis nie wiem jak on to zrobił, ale dostałam tak mocno, że znalazłam sie a drugim końcu pokoju.
Nikodem, dopiero po chwili uswiadomił sobie, że mnie uderzył. Podbiegł do mnie, ale za bardzo się go bałam. Dostałam w brzuch, nie mogłam oddychać. Chciał mnie przytulic, ale odepchnęłam go od siebie,
próbowałam wstać, ale kazdy ruch sprawiał mi ból. zaczęłam zastanawiac sie, gdzie do cholery jest moja katana. Dopiero po chwili przypomnialam sobie, że nadal nie mogę oddychać. Każda tkanka w moim ciele
łakneła odrobiny tlenu. Z trudem wstałam. Nagle coś wyważylo nam drzwi. Z jaka łatwością mu to poszło. Choćby nie uzyl ani grama sily. Podbiegł do Nikodema, złapał za szyję i zaczął go dusic.
Chciałam mu pomóc, ale nie wiedziałam jak, Już myślałam, że bedę winna 3 śierci, ale nagle usłyszałam strzały. Znów polała się fontanna krwi. Twarz pokryta zgnilizną miała w sobie 3 dziury na wylot.
Zluzował dłoń i wypuścił Nikodema. ten łapczywie próbował złapać oddech, natomiast trup wylądował tuż przed moimi nogami. Upadłam z przerażenia. Poczułam na sobie coś mokrego, to była krew.
Zobaczyłam, kto go zabił. W futrynie stał Mateusz. Zaczęłam plakać. Łzy lały się strumieniami. Wstałam podbiegłam Do niego i go uściskałam. Spojrzałam na Nikodema... Miał do mnie żal. Poczułam
się źle.

Ma: Nic Ci nie jest?
N;Nie, co z chłopakami?
Ma: Wszystko w porządku... idę po nich.

Pobieglam do Nikodema, kiedy wzięłam jego twarz w dłonie i zwrociłam ku sobie. Zobaczyłam jego twarz. Nigdy nie zwróciłam uwagi na jego zielone oczy, ale nie to było teraz najwazniejsze.
Wrócił mu oddech. Przytuliłam go, nie odwazjemnił uścisku. Nie dziwi mnie to. Nagle usluszałam krzyk, wybiegłam z pokoju i zobaczyłam Mateusza. Stały przed nim 2 zombie. Strzelil 2 razy, poczym
skończyły mu się naboje. "Ma jeszcze sporo amunicji"- pomyślałam, lecz ten, rzucił broń i Krzyknął
Ma: Zostawcie ich... wezcie mnie...
N: NIEEEEEE!

Krzyczałam, piszczałam, padłam na kolana, aby tylko odwrócic ich uwagę. Nie udało się. Mateusz w ostatniej chwili spojrzał sie w moją stronę i uśmiechnął. Zamarłam.
Jeden z trubów wbił mu dloń w klatkę piersiową i wyrwał mu serce. Przez kilka sekund jeszcze biło. Cały korytarz zalała krew. Miałam już dosyć. Chciałam w tym momencie się zabić
Zza swoich pleców usłyszałam

D: Jesteś już winna 3 śmierci... Jak się wytłumaczysz?

Nie wierzę, ze pomagam tej dziewczynie. Piotrek i maciek wybiegli z pokoju. Zobaczyli mnie i przerazili się. Byłam cała we krwi, a do tego jeszcze zapłakana. Nie mogłam wydusić z siebie ani słowa.
Nikodem wyszedł na korytarz. Podał mi moja katanę, pomóg wstać i powiedział:

Ni:Najlepszą obroną jest atak.
N:Gdzie jest ciało?- wydusilam z siebie. Nie mogłam przyjąc do wiadomości, co się z nim stało.
P: Zabrali je.
N:...

Milczałam. Po chwili dotarły do mnie slowa Nikodema.

N: On ma racje... musimy sie wziąć w garść, bo inaczej bedzie z nami kiepsko.
M: i co masz zamiar zrobic?
N: Idziemy do piwnicy!

C.D.N
Oceń:
9
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!