M@il...

Dodane przez: białadama, 10.01.2013, 03:46
Reklama:
Był 30 sierpnia 2008 roku. Cieszyłem się jak małe dziecko z powodu otrzymania swojej pierwszej wypłaty. Równe 1800 złotych. Jako że mieszkałem z rodzicami pozwolili mi ją zatrzymać dla siebie. Cóż, nie miałem nic przeciwko, gdyż od czasu do czasu lubiłem poimprezować, a taka gotówka byłaby wystarczająca by zaliczyć kilka klubów. Niestety, coś pokusiło mnie, by sprawdzić aukcje internetowe i przeznaczyć część kwoty na nowy komputer, laptop. Stary był już cztery razy w naprawie. Czas na zakup nowego.
Do pierwszej w nocy oglądałem strony z różnymi sprzętami. Ten prawie nowy, ten ma najnowszy procesor... cóż, wszystko jednak ponad kwotę, jaką miałem do przeznaczenia. Tysiąc złotych to jednak trochę mało. Miałem zamykać przeglądarkę, kiedy spojrzałem na pewną aukcję. Był to komputer w nienagannym stanie, wraz z monitorem i myszą. Brakowało mu głośników i klawiatury, jednak miałem nadzieję, że głośniki były wbudowane w monitor. Cena też niska - tylko 800 złotych. Parametry też dobre - biorę.
Zadzwoniłem do sprzedającego - sygnał jest... po chwili zorientowałem się, jaką głupotę popełniłem. Było przecież po pierwszej w nocy. Już miałem się rozłączać, kiedy odezwał się głos z słuchawki.

-Halo?
-Ehm, przepraszam. Pan wystawiał komputer na aukcji?
-Tak, ale jeśli pan ma zamiar tylko go "obejrzeć" to do widzenia.
-Nie nie, chcę go kupić. Ciekawi mnie tylko dlaczego tak tanio pan go wystawił.
-To nie rozmowa na telefon, nie o tej porze. Będzie pan jutro u mnie po 15?
-Tak, akurat będę wracał z pracy to przyjadę.

Sprzedający rozłączył się. Hmm... chyba też nie umiał spać. Ciekawe, dlaczego...

O 4 rano wstałem, ogarnąłem się, zjadłem śniadanie wraz z rodzicami i pognałem do pracy. Pracowałem jako konserwator w pewnym sklepie informatycznym, więc podzieliłem się tamtejszym pracownikom nowiną dotyczącą zakupu. Po podaniu parametrów i ceny usłyszałem od Andrzeja - jednego z informatyków:
-cholera, stary. To zajebista okazja. Dobrze, że wziąłeś bez pytania. Takie komputery są o wiele droższe, nawet te używane.

Teraz już byłem całkowicie przekonany. Po pracy podjechałem pod podany adres. Stał tutaj stary dom jednorodzinny z wyblakłymi drzwiami wejściowymi. Cóż, dom jak dom - każdy mieszka jak chce. Zadzwoniłem do drzwi. Otwarł mi je młody mężczyzna, który wyglądał jakby nie spał od kilku dni. Miał czerwone oczy, zachrypnięty głos i ciągle oglądał się za siebie. Dziwne zachowanie. Zastanawiałem się, czy to nie jakiś ćpun. Wszedłem do środka i zobaczyłem spakowany już sprzęt. Był owinięty folią. Mężczyzna bardzo nerwowo powiedział do mnie:
-Bierze pan go, czy nie? To będzie 8 stów... właściwie 7, z tego co widziałem mieszka pan dość daleko, więc spuszczę panu za paliwo...
Bez wahania dałem mu pieniądze i chwyciłem za komputer. Schowałem do bagażnika i pojechałem do domu.

W domu rozpakowałem sprzęt, podłączyłem do prądu i załączyłem. Prąd przeszedł po mnie. To chyba ten guzik, coś z nim nie tak. Trudno, to było do przewidzenia po tak niskiej cenie. Włączył się ekran windowsa. Okej, trochę się ładuje... może właściciel zapomniał go wyczyścić i został stary system. Dobra, mała kawa nie zaszkodzi - pomyślałem. O dziwo pulpit był pusty - pliki też. Dysk był prawie pusty. Przeskanowałem system - czysty. No, przynajmniej nie będzie kłopotów z formatowaniem. Miałem już włączać przeglądarkę internetową, kiedy z komputera dobiegł pisk, jakby błąd systemowy, ale nie ustępował. Zresetowałem go. Włączyłem internet, wszedłem na pocztę i spojrzałem na wiadomość, która przyszła jakieś 10 minut temu.

"Kamil Stępniak"

Przepraszam cię za to, że ci nie powiedziałem wszystkiego... wyrzuty sumienia wzięły górę... Ten komputer jest przeklęty, przez niego popadniesz w paranoję. Ja już mam samobójcze myśli... wybacz mi za to, że ci go sprzedałem..."

Wystraszyłem się. Był to sprzedający... Wyłączyłem komputer, nie włączyłem go już tego dnia. Dnia następnego po pracy pojechałem do tego człowieka, jednak przed domem zobaczyłem policję. Z tego co się dowiedziałem, właściciel strzelił sobie w głowę z broni kalibru 9mm. Prawie się popłakałem. Pisał, że ma skłonności samobójcze... Pierdolić ten komputer, sprzedam go, albo wyrzucę, jeśli nikt nie kupi... nigdy go nie włączę. Nie po tym.
Po powrocie do domu zobaczyłem, że komputer jest włączony i włączona jest strona z pocztą. Nie wyłączyłem? Niee, jestem pewny że wyłączyłem. Sprawdziłem pocztę. Były tam 2 wiadomości. Pierwsza była bez tytułu, oraz z nadawcą "Anonim". Co to może być? Kliknąłem.

"Witaj. Myślę, że nie masz zamiaru mnie sprzedać. Słyszałem że poprzedni właściciel miał mały problem. Cóż, z tobą tak nie będzie, prawda?"

Wyłączyłem go! Zrobiłem to tak szybko, że przez przypadek uszkodziłem przycisk zasilania. Poleciały iskry... może to lepiej. Nie włączy się przynajmniej. Kładąc się spać słyszałem znowu jakieś piski, komputer znów się włączył. Wyłączyłem go z prądu. Położyłem się znowu... nie mogłem spać.
Nad ranem spakowałem komputer i poszedłem na dół do rodziców.
-Wyglądasz jak upiór - powiedziała mama - cały czas siedziałeś na tym komputerze? Ciągle coś tam rzępoliło.
-Mamo, o czym ty mówisz... nie mogłem spać, ale nie siedziałem na komputerze.
-Dziwne... no nic, jedz śniadanie i ubieraj się do pracy, bo się spóźnisz.

W pracy byłem dziwnie wystraszony. Jakby coś mnie śledziło. Te piski, ten dźwięk komputera... pomyślałbym, że to normalne. Pracuję przecież w pracowni informatycznej. Jednak ten dźwięk był inny... przerażający. Po pracy wróciłem do domu, by zrobić zdjęcia spakowanego sprzętu. O dziwo ten był znów rozpakowany i włączony do prądu. Kolejny mail...

"Robisz to, co poprzedni właściciel... tej nocy nie zapomnisz..."

Przeraziłem się, ale byłem ciekaw co się stanie. Do wieczora nie wchodziłem do pokoju, spędziłem ten czas z ojcem naprawiając jego auto.
W końcu wieczór, położyłem się i znów... dźwięki, piski... te jednak były coraz bardziej "chore", jakby krzyki ludzkie, krzyk cierpienia... Znowu bez snu. Ranem nie poszedłem do pracy, wyrzuciłem komputer przez okno, podpaliłem go benzyną i patrzyłem, jak się topi. Dźwięki były takie, jakbym palił żywcem człowieka. Słyszeli to wszyscy na ulicy. Odwiedziła nas nawet policja, ponieważ któryś z sąsiadów myślał, że kogoś katujemy.
W końcu wolny - pomyślałem. Cały dzień spędziłem sprzątając ten stopiony złom i wywożąc go daleko na wysypisko - na wszelki wypadek. Gdy wróciłem, poszedłem spać... była może 16, ale byłem tak zmęczony, że padłem szybko... nagle szepty "nie pozbędziesz się mnie tak szybko". Zerwałem się z łóżka, pobiegłem do sypialni rodziców i spytałem, czy coś słyszą... mówili, że mam jakąś chorą wyobraźnię. Matka jednak miała w sobie jakiś niepokój, do końca nie wiem dlaczego nic nie mówiła.

To nie ma znaczenia. Ciągle słyszę szepty, płacz, piski... Broń naładowana, ciekawe czy starczy mi odwagi, by tak po prostu odebrać sobie życie.
Oceń:
44
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!