Marry

Dodane przez: muru00, 25.07.2015, 09:53
Reklama:
Marry była zwyczajną nastolatką. Stroniła od imprez i alkoholu, nie paliła też papierosów. Zamiast imprezować wolała wyjść na wieczorny spacer czy też pobiegać ze swoim psem. Żyła na typowym osiedlu. Naprzeciwko mieszkała jej najlepsza przyjaciółka Sandy. Wprowadziła się tam w sumie niedawno, jakieś pół roku temu, podobno uciekła z poprzedniego miasta, bo rodzice dostali tutaj lepszą ofertę pracy. Marry bardzo szybko się zżyła z nią. Wystarczyły dwa miesiące, a już były dla siebie jak siostry. Sandy była zupełnym przeciwieństwem Marry, imprezowała każdego weekendu, piła litry alkoholu, potrafiła spalić paczkę papierosów dziennie. Mimo wszystko Marry to nie przeszkadzało. Sandy bardzo chciała aby przyjaciółka była do niej podobna, jednak ta starała się być asertywna, by nie dać się przekonać. Aż do pewnego wieczoru...

***

To był zwykły wieczór, Marry jak zwykle spotkała się z Sandy. Jednak tym razem nie było to zwykłe spotkanie.
-Marry, chodź ze mną dzisiaj na imprezę.
-Dobrze wiesz, że nie lubię takich klimatów.
-Będzie tam Bill. Nie daj się dwa razy prosić.

Bill był chłopakiem za którym Marry szalała. Zakochała się w nim od pierwszego spojrzenia. Siedzi przed nim w szkole od pierwszej klasy. Zawsze miała z nim dobry kontakt, jednak nigdy na tyle, żeby powiedzieć co do niego czuje. Po chwili rozmowy uległa swojej przyjaciółce, poszła do domu i założyła swoją ulubioną sukienkę. Już po 40 minutach przygotowań była gotowa do wyjścia.
-Mamo, tato wychodzę na urodziny do Sandy- Zaczęła blefować dziewczyna.
-Córciu, o której wrócisz?
-Będę nocowała u Sandy, mieszka przecież naprzeciwko.

Rodzice Marry doskonale znali rodzinę Sandy, byli to bogaci ludzie. Jej matka pracowała w biurze ubezpieczeń a ojciec był menadżerem jednej z większych firm na rynku.

-Masz dla niej jakiś prezent?- Zapytał ojciec podnosząc głowę spod gazety.
-Tak, umówiłam się z kolegą i kupujemy prezent na spółkę.
-Dobrze, w razie jakichś problemów dzwoń.

Dziewczyna wyszła z domu i poszła po Sandy. Ta również była gotowa, więc wyruszyły w drogę. Miały bowiem do przejścia sporo, ponad 10 kilometrów.

-I jak Marry, jesteś podekscytowana?
-Szczerze, trochę się martwię.
-Nie bój się! Zawsze imprezuję z tymi ludźmi, oni nic ci nie zrobią.

Nagle Sandy zmieniła kurs - z chodnika zeszła na ścieżkę do lasu. Marry była zdziwiona, gdyż wcześniej tego lasu nigdy tutaj nie widziała, a chodzi tędy zawsze na swoje wieczorne spacery. O nic jednak nie pytała, myślała bowiem, że to po prostu skrót. Jednak już po chwili coś nie dawało jej spokoju.

-Sandy, dlaczego idziemy przez ten ciemny las?
-Spokojnie, wiem co robię, zaufaj mi.

Dziewczyny nagle znalazły się na pustym polu w środku lasu, nie było żadnych drzew, tylko puste pole. W okół lasu unosił się niesamowity smród, jakby coś zdechło, zwymiotowało i jeszcze raz zdechło.

-Co tutaj tak śmierdzi, Sandy gdzie są wszyscy? Co my tutaj robimy?
-Spokojnie, poczekaj do północy.

Marry spojrzała na zegarek, do północy zostało dokładnie 10 sekund.
Nagle rozległ się okropny dźwięk, jakby miliony dzwonów zaczęły bić na raz. W tym momencie ziemia zaczęła się rozstępować. Spod ziemi ujrzała strzygę, niezgrabny twór, coś na wzór Beksiński plus Giger. Strzyga wywijała ogonem i wydała z siebie głos, bardzo cienki ale za to cholernie głośny.
-Sandy, jesteś wolna, dostarczyłaś mi kolejną ofiarę.

Marry osłupiała a Sandy szybko wybiegła z lasu.

-Teraz jesteś moja. Masz wybór, albo zginiesz, albo znajdziesz mi kolejną ofiarę...

***

Po dwóch tygodniach od wydarzenia rodzina Marry się wyprowadziła. Jej rodzice dostali nową pracę, wszystko zaczęło się układać. Widzę Marry codziennie, w sumie zaprzyjaźniłem się z nią. Wczoraj wieczorem przyszła do mnie z papierosem w ustach. Spytała się czy nie poszedłbym z nią wieczorem na imprezę...
Oceń:
1
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!