Ukryte pomieszczenie

Dodane przez: dynamo, 25.08.2015, 23:02
Reklama:
Jestem 20 letnim studentem prawa. Nadal mieszkam z rodzicami, głównie dlatego że jest to korzystne dla obu stron. Nie mam zbyt wielu znajomych, więc moje najczęstsze zajęcia wieczorami to nauka lub grzebanie w internecie w poszukiwaniu czegoś ciekawego. Dzisiejszy wieczór spędzałem właśnie przed komputerem czytając jakiegoś bloga, kiedy nagle mój kot wdrapał mi się na kolana jak zwykle mrucząc i domagając się uwagi. Mieszka z nami 2 lata i robi tak od kiedy pamiętam. Po dziesięciu minutach leżenia na mnie wstał i zaczął wpatrywać się w przeciwległą ścianę wściekłym wzrokiem. Nie zdziwiło mnie to zbytnio, wiele razy słyszałem, że zwierzęta miewają takie dziwactwa. Nagle Mruczek (jakże oryginalne imię, pomysł mamy) wskoczył z powrotem na biurko, utkwił wzrok w punkcie około 1,5 metra nad ziemią i zaczął syczeć. Nie zdarzało mu się to wcześniej, więc postanowiłem sprawdzić co go zirytowało. Delikatnie zapukałem w ścianę. Moja ręką natrafiła na pustą przestrzeń wewnątrz niej. Moi rodzice kupili ten dom zaraz po moim urodzeniu. Nie wiedziałem nic o poprzednich właścicielach domu ani o tym, kto i kiedy go zbudował. Z tego co wiem, nie jest zrobiony z cegły, więc byłem co najmniej zdziwiony. Mój pokój sąsiaduje z kuchnią, ale między tymi pomieszczeniami jest trochę przestrzeni, jednak nie da się tam wejść. Może jakaś wentylacja? Nie mam pojęcia. Było już późno, więc olałem całą sprawę i poszedłem spać. Przez cały następny dzień byłem na uczelni, więc prawie zapomniałem o wszystkim. Właśnie, prawie. Po powrocie do domu moich rodziców jeszcze nie było. Wspominali że jadą po sadzonki do ogródka, mama zwykle przy tym strasznie marudzi, więc nie chciałem się mieszać. Byłem sam. Wczorajsze odkrycie nie dawało mi spokoju. Chciałem sprawdzić co się tam znajduje. Ale jak miałem to zrobić nie rozwalając ścian? To głupie, ale dobrym sposobem wydało mi się powiedzenie rodzicom, że chciałem wkręcić śrubkę na obraz i stało się. Nie widziałem wtedy lepszego rozwiązania. A jednak najlepszym byłoby zostawić to w spokoju... Wracając, wygrzebałem z garażu spory młotek, wróciłem do pokoju i starałem się lekko uderzyć w ścianę, tylko tak, żeby zrobić małą dziurkę. Skończyło się na tym, że w mojej ścianie znajdował się otwór o średnicy ponad pół metra. W środku było kompletnie ciemno. W sumie, czego innego mogłem się spodziewać. Jedyne co znalazłem w środku to mała saperka. Wyglądała na strasznie starą i zniszczoną. Pierwszym co przyszło mi do głowy były stare westerny, w których więźniowie kopali tunele w ścianach zakrywając je plakatami. Wiecie o co chodzi. W tym momencie zadzwonił mój telefon. Rodzice chcieli jeszcze pojechać do mojej babci, która mieszka kilka kilometrów za miastem. Kupili jej jakieś drzewka na działkę i mieli wrócić wieczorem. Uff, do tego czasu może zamaskuję dziurę jakimś meblem. Odłożyłem telefon do kieszeni i postanowiłem sprawdzić co jest po drugiej stronie tunelu. Średnica była odpowiednia, abym mógł się w nim czołgać. Jestem raczej drobnej budowy, więc nie sprawiło mi to problemu. Tunel był dłuższy niż myślałem i schodził lekko w dół. W moim domu nie było piwnicy, więc dość mocno mnie to zdziwiło. Oświetliłem przeciwległy koniec. Zobaczyłem tylko drewnianą ścianę, nic więcej. Na szczęście korytarz już się skończył. Wyszedłem do małego pomieszczenia ze ścianami wyłożonymi nielakierowanymi deskami. Dość dziwne. Pokoik był mały, około 2x2m i 1,5m wysokości. Nie było żadnych drzwi ani okien. Skierowałem strumień światła na ścianę po mojej prawej stronie. Zamarłem. Nie uwierzycie co tam było. Pod ścianą siedział trup mężczyzny. Widać było że jest tu od dawna. Bardzo dawna. Ubrany był w mundur, wyglądał mi na ten używany podczas drugiej wojny światowej. Obok leżał pistolet i zeszyt. Postanowiłem zabrać zeszyt i jak najszybciej stamtąd spierdalać. Kiedy wpadłem z powrotem do mojego pokoju nie mogłem pozbierać myśli. Skąd trup jakiegoś żołnierza w moim domu? Czemu nikt przez tyle lat go nie znalazł? Kiedy trochę ochłonąłem zabrałem się za przeglądanie zawartości znalezionego zeszytu. Wyglądało mi to na dziennik. Nie będę wam przytaczał wszystkich wpisów, bo jest ich po prostu zbyt wiele. Przedstawię jeden który przeraził mnie najbardziej:

3 czerwca, 1942
Siedzę tu drugi dzień. Wody starczy mi na około 4 dni, jedzenia na 2. Nie wiem co robić, stad nie ma wyjścia. Nie wiem jak się tu znalazłem. Ostatnie co pamiętam to sąd wojskowy. Wyrok: zdrajca i dezerter. Myślałem że za to grozi stryczek. Dobry boże, wolałbym naprawdę być martwy.

Reszta wpisów była mniej więcej podobna. Dowiedziałem się, że mężczyzna był polskim żołnierzem najprawdopodobniej niesłusznie oskarżonym o zdradę stanu i za karę pogrzebanym żywcem. Kiedy skończyłem czytać dziennik, moi rodzice już wrócili. Bałem się im powiedzieć co znalazłem, ale musiałem jakoś wyjaśnić ogromną dziurę w ścianie. Byłem tak przerażony, że wygadałem wszystko. Pierwszą reakcją był telefon na policję. Przyjechali zaskakująco szybko, udało im się wyciągnąć ciało, zabezpieczyli cały pokój. Niedługo po tych wydarzeniach wprowadziłem się od rodziców. Będąc w tym domu za dużo myślałem o tym człowieku. Jak musiał cierpieć i jak niewiele mu brakowało żeby przeżyć...
Oceń:
1
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!