Piwnica numer 3.

Dodane przez: mrboo, 22.01.2013, 11:17
Reklama:
Morgan ogarniał coraz większy niepokój. Jej córka, Margaret, nie wracała bardzo długo, a przecież wysłała ja tylko po przetwory do piwnicy. Morgan robiła od lat dżemy i pikle, nauczyła się tego od swojej matki, która zginęła w tragicznym wypadku samochodowym kilka lat temu. Przed śmiercią zostawiła swojej wnuczce mały drewniany krzyżyk w ramach prezentu gwiazdkowego, którego dziewczynka od kilku lat już nie nosiła, bo noszenie krzyżyka stało się passé.
Morgan wykręciła numer telefonu swojej córki, Margaret zawsze brała komórkę ze sobą, zawsze, doprowadzała ją tym do szału, gdy zamiast jak normalny człowiek załatwić się w kiblu, siedziała godzinami grając w Angry Birds.
Telefon milczał jak zaklęty. Szybko wybrała numer męża. Po krótkiej ciszy usłyszała go w słuchawce: „kochanie nie mogę teraz rozmawiać, mam ważne spotkanie. Oddzwonię". Coraz bardziej zaczynała panikować, tworzyła w głowie już miliony nierealnych scenariuszy. Już widziała oczami wyobraźni jak jej córka spada ze schodów w piwnicy i skręca sobie kark albo jak jest gwałcona przez bezdomnego, którego zachęciły otwarte drzwi. Wydawało jej się, ze wręcz czuła odpychający zapach brudnych ubrań i moczu pomieszany z oparami alkoholu. Widziała jak obcy brudny mężczyzna brutalnie ściąga spodnie Angeli, jak guzik strzela i leci w ciemny kąt piwnicy, widziała jak wpycha jej w usta język i wręcz czuła smak wymiocin i starego kurczaka. Potem odciąga jej majtki na wysokość kolan i wsuwa się w nią z całej siły zaciskając jej foliową siatkę na głowie.
Morgan walczy z odruchem wymiotnym i jedyne co przewija jej się przez głowę to „kurwa, trzeba sprawdzić czy nic się jej nie stało”. Gdyby do cholery Herman, łysawy dozorca, który mieszkał tutaj od nie wiadomo jak dawna, nie umarł tydzień wcześniej poszłaby do niego i jako faceta wysłała do piwnicy z misją uratowania Angeli, nie powiedziałaby mu oczywiście o tym jak wyobrażała sobie swoją córkę gwałconą przez bezdomnego. Po prostu by powiedział, że się martwi. Tyle, koniec, kropka.
Zebrała siły i wyszła na klatkę schodową, powoli zeszła do piwnicznych drzwi. Były otwarte, wręcz wychodziła z nich ciemność, chwytała swoimi szarymi mackami wszystkie niedostępne dla światła słonecznego miejsca na ścianie. Czuła charakterystyczny dla takich miejsc wilgotny zapach starych poduszek, mokrych kamieni i delikatną, wręcz nieuchwytną nutkę czegoś, czego nie była w stanie określić.
-Kochanie, Angela, jesteś tam?- krzyknęła.
Odpowiedziała jej cisza, która w obecnej sytuacji była dla niej oznaką, że nie wszystko jest w porządku. Znowu przed oczami błysnęła jej wizja córki leżącej na podłodze w nienaturalnej pozycji, z przetrąconym kręgosłupem i oczami postawionymi w słup, potem znowu wizja tego cholernego bezdomnego, i jego zaropiałego penisa wchodzącego w Angelę. Wyobraźnia dodawała coraz więcej detali, więcej pryszczy i liszajów na jego tyłku.

Dozorca w ciemności piwnicznego zakrętu otarł z ust ciepłą krew z jeszcze słabo pulsujących dziewczęcych tętnic i odparł cienkim głosem Angeli: „tak mamusiu, zejdź tu na dół, światło się zepsuło a ja mam strasznie ciężkie słoiki do zabrania"
Morgan odetchnęła, czyli zwyczajnie dziewczyna sobie nie radziła ze słoikami, wyśmiała siebie samą w duchu. Wyśmiała swoje chore wizje i niepewnie weszła w ciemność, schodziła powoli, aby nie spaść z wąskich schodków.
-Gdzie jesteś- zawołała- za ciemno tu i cię nie widzę kochanie.
-Witaj piękna, tu jestem- usłyszała zachrypnięty głos przy prawym uchu, poczuła zapach wilgotnej ziemi.

***

Mąż Morgan wracał do mieszkania, miał już wchodzić na górę, gdy usłyszał z otwartej piwnicy głos żony:
-Tom, kochanie, czy możesz mi pomóc?
-Kochanie jesteś tam?- krzyknął zdziwiony w stronę ciemności – czemu nie zapaliłaś światła?
-Tak jestem, żarówka się przepaliła- odparła ciemność głosem jego żony- chodź mi pomóc mam dwa spore problemy tutaj na dole.
Mężczyzna odstawił teczkę na podłogę i podwinął rękawy. Wszedł do piwnicy.
Źródło: dA
Oceń:
34
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!