Bolesna miłość

Dodane przez: m.schulz, 3.11.2015, 19:00
Reklama:
A co jeżeli powiem, że nasze słabości i lęki potrafią nam pomóc? Tak wiem, że to dziwne - jak, na ten przykład, lęk wysokości może mi pomóc? - zapytasz. Na przykład tak, że nie wleziesz na dach z, którego możesz się spierdolić, no, ale dobra odbiegam trochę od tematu.

W skrócie: jestem 19 letnim chłopakiem, który przeżył swój pierwszy zawód miłosny jakiś rok temu. Dla wielu może to wydawać się śmieszne - co to za miłość w tak młodym wieku? Wiele razy to słyszałem, ale dla mnie to było coś wielkiego, coś potężnego. Czułem, że przy mojej drugiej połowie mogę wszystko. Nigdy nie czułem takiego szczęścia. Ale nic nie trwa wiecznie jak to mówią.

Rozstaliśmy się. Niekoniecznie w zgodzie. Nigdy w życiu tak nie cierpiałem. Stało się to na początku wakacji więc miałem bardzo dużo czasu na myślenie. Moim głównym zajęciem było patrzenie na ścianę, przerywane płaczem spowodowanym retrospekcją jakiegoś miłego wspomnienia z moją (jeszcze wtedy) ukochaną. Jeżeli ktokolwiek kiedyś rozstał się z osobą, do której czuł jeszcze choć trochę tego samego uczucia co w czasie związku, to wie, że jedną z cięższych rzeczy jest myślenie o tym co ta druga osoba w tej chwili robi. Może teraz właśnie z kimś randkuje? Albo ktoś już ją podrywa?

Wtedy wpadałem w szał. Miałem ochotę zatłuc każdego kto się do niej zbliży, ale wiedziałem, że sprawił bym jej tym przykrość, a tego bałem się jeszcze bardziej, niż że znajdzie sobie kogoś innego. Czułem, że brakuje mi kogoś. Całe dnie spędzałem sam w pokoju. Próbując zająć myśli komputerem czy głośną muzyką. Przyjaciele widzieli, że jest ze mną źle i starali się pomóc, ale całkowicie się odciąłem. Z biegiem czasu nie rozumiem nawet czemu.

Dobra, wszystko zaraz się wyjaśni. Pierwsze dwa tygodnie wakacji zniszczyły mnie. Straciłem na wadze (chociaż już wtedy nie byłem zbyt masywnym chłopakiem), nie potrafiłem z nikim rozmawiać, sen tak naprawdę był najgorszą i najlepszą rzeczą w ciągu doby. Jedyne na co wtedy miałem ochotę to właśnie sen, który choć na chwilę odrywał mnie od wspomnień, ale z drugiej strony myśli napływające do głowy przed zaśnięciem niszczyły mnie coraz bardziej, z dnia na dzień. W końcu, pewnej, nocy naszła mnie jedna z najgorszych myśli jakie mogły akurat wpaść mi do głowy.

Przypomniałem sobie wspomnienie, które dawniej spowodowałoby zapewne uśmiech na mojej twarzy, lecz teraz zadziałało odwrotnie. Piknik na łące, z winem, pocałunkami i wyznaniem miłości. Łzy same podeszły mi do oczu, gardło ścisnęło się nienaturalnie i wtedy usłyszałem płacz. Myślałem, że może moja rodzicielka zobaczyła jak wyglądam i zaczęła płakać, ale to nie była ona. Odwinąłem kołdrę, żeby sprawdzić czy to ona.

Zbladłem. Poczułem jak zimny dreszcz szybko płynie po moich plecach, jak adrenalina daje o sobie znać przyśpieszając bicie mojego serca. Naprzeciw mojego łóżka przy ścianie siedziało coś, jakby kobieta. Cicho płakała, chowając twarz w kolana. Zobaczyłem, że po jej nogach zaczyna spływać krew. Nie potrafiłem się ruszyć, ani wydać z siebie żadnego dźwięku. Podniosła delikatnie głowę. Wtedy zobaczyłem skąd wydobywa się krew. Nie miała oczu, a z dziur w, których powinny się znajdować, lekko spływała krew, jak łzy. To coś miało długie czarne włosy sięgające podłogi. Skóra na twarzy była pomarszczona, wyglądała jak skóra z palców, które bardzo długo były moczone w wodzie. Nie miała ust. Na kolanach spoczywały poskręcane, chude ręce, dłonie pełne blizn, zakończone długimi, ciemnymi paznokciami.

Złapaliśmy kontakt wzrokowy (jeżeli można tak powiedzieć), przez chwilę trwaliśmy w bezruchu, przez parę sekund, które trwały dla mnie jak wieczność. Nie wiem co mi odbiło, ale odezwałem się do tego czegoś jak do przyjaciela. Czułem, żal i smutek patrząc na to nią, co jednak nie zmieniało faktu, że byłem przerażony jak nigdy w życiu.

- Kim jesteś? - zapytałem.

Przez chwilę słyszałem jedynie lekki płacz, który ucichł jakby ktoś podarował lizaka małemu, płaczącemu dziecku. To coś, ta istota, przechyliła lekko głowę, popatrzyła na mnie zakrwawionymi oczodołami i zaczęła się lekko podnosić. Zauważyłem, że była okryta długą, ciemną płachtą, która trzymała się tylko na metalowym haku. Hak był wbity pod skórę lekko nad obojczykiem. Usłyszałem ogłuszający pisk, jakby coś wierciło dziury od środka mojej głowy. Wtedy ją usłyszałem, jeżeli mogę to tak nazwać. Nie usłyszałem jej uszami, ale całym sobą. Tak jakby była moimi myślami.
- Jestem tym co niszczyło najpotężniejszych, tym co spędza sen z powiek matek, ojców, synów i córek, tym co zabija równie skutecznie jak broń, tym co nie pozwala ci spać. Wiesz czym jestem.

Pierwsza myśl jaka po tym wszystkim wpadła mi do głowy to czy naprawdę, aż tak mi odjebało? Słyszę głosy, widzę rzeczy, które nie powinny istnieć, ale to wszystko wydawało się takie... prawdziwe. Już miałem powiedzieć kolejne zdanie skierowane do tego czegoś, kiedy znów zostałem ogłuszony przez ten okropny dźwięk. Straciłem wtedy przytomność. Kiedy obudziłem się z rana pierwszą rzeczą jaką zrobiłem było sprawdzenie przeciwległej ściany. Żadnych śladów krwi, żadnych włosów, nic. Wiedziałem, że to było prawdziwe. Przynajmniej w pewnym sensie. Wiedziałem, że widziałem to wszystko, że to się zdarzyło, nie wiedziałem jedynie tego czy działo się to tylko w mojej głowie czy także poza nią.

Próbowałem skupić myśli. Poukładać sobie to wszystko, ale to nie miało sensu... "Jestem tym co niszczyło najpotężniejszych, tym co spędza sen z powiem matek, ojców, synów i córek, tym co zabija równie skutecznie jak broń, tym co nie pozwala ci spać. Wiesz czym jestem". Te słowa dudniły w mojej głowie. Nie wiedziałem czym była, ani jaki miała cel w tym wszystkim.

Parę dni strachu przed zaśnięciem, ale, w pewnym sensie, wszystko wracało do starego biegu. Znów moją głowę zaczęła w głównej mierze zajmować utracona miłość. W pewnych momentach mówiłem sobie, że chce żeby to coś wróciło i mnie zabrało. Przynajmniej przestałoby boleć.

Po jakimś miesiącu od rozstania, powoli stawałem na nogi.W takim sensie, że zacząłem znów jeść. Nadal nie rozmawiałem z ludźmi i nie chodzi o to, że chciałem być wtedy sam. Nie cierpiałem samotności. Nienawidziłem tego, że nie jestem nikomu potrzebny, że nie mam kogoś do kogo mogę się przytulić i zapomnieć o problemach. Po prostu bałem się zaufać innym, po tym jak osoba, którą kochałem pozwalała mi tak cierpieć. Pewnego dnia idąc po mieście zobaczyłem ją. Wyglądała pięknie. Zawsze tak uważałem, nawet gdy chodziła po domu w dresie, bez makijażu i z majonezem na brodzie. Była dla mnie jednym z cudów świata. Ogarnąłem się ze świata marzeń. Wtedy podszedł do niej jakiś chłopak. Przytuliła go.

Szał zaczął, płynąć we mnie jak potok. Miałem ochotę podbiec tam, tłuc go do nieprzytomności, a potem wyrwać jeszcze bijące serce z jego klatki piersiowej i wepchnąć mu je do gardła. Zamiast tego zacisnąłem zęby, odwróciłem się i poszedłem pewnie do domu. Nie zauważyli mnie. Wchodząc do domu, uderzeniami o metalową futrynę, doprowadziłem do dość obfitego krwawienia z kostek. Następnie wziąłem parę tabletek nasennych, które przepisał mi lekarz po incydencie z tamtym czymś i położyłem się do łóżka, zakrwawiając przy tym pościel. Nie wiem ile spałem, ale w końcu lekko przebudziło mnie drganie mojego łózka, tak jakby ktoś uderzał czymś obok niego. Poczułem w ustach metaliczny posmak, otworzyłem oczy i zobaczyłem to coś. Wielką bestię stojącą na dwóch łapach pochylającą się nade mną pyskiem. Łapy jakby jaszczurze, pokryte łuską były pierwszym co zobaczyłem zaraz po pysku. Co do pyska - pół było pokryte porozrywaną skóra i skrawkami mięsa, druga zaś nie miała nic poza kośćmi tworzącymi czaszkę tego czegoś. Mięso na twarzy krwawiło, tak jakby ktoś dopiero co rozerwał temu czemuś twarz granatem odłamkowym. Ciało pokryte futrem podobnym do lwiego, ale o wiele bardziej wyblakłym i nijakim pokrywało ogromne ciało bestii.

Wtedy zobaczyłem coś okropnego, w jego paszczy, było ciało. Dopiero po paru chwilach zrozumiałem, że było to ciało tamtego chłopaka, który przytulał moją byłą dziewczynę.

Zrozumiałem, że ten metaliczny smak w moich ustach to jego krew. Zacząłem wymiotować. Bestia wypluła zwłoki. Przez ten cały szok dopiero wtedy zauważyłem, że nie jestem w moim łóżku. Byłem na jakiejś wielkiej skale, która cała pokryta była szkarłatną krwią. Niski głos bestii zabrzmiał jak bęben
- Tego właśnie chciałeś. Chciałeś jego śmierci. Więc umarł. - Moje oczy skierowały się na bestię która była ode mnie 2 razy wyższa i kilkukrotnie szersza.
- Udało mi się popchnąć cię do ostateczności - Zaśmiał się obrzydliwie, plując wszędzie krwią. Zacisnąłem zęby i wykrzyczałem.
- Nie chciałem tego! Ty to zrobiłeś! Nie ja!
Odpowiedział coś czego do końca życia nie zapomnę
- Jestem częścią ciebie, to ja sprawiam, że chcesz zabijać, krzywdzić i masakrować. Dzięki mnie możesz stać się mordercą.

Upadłem na kolana i podparłem się rękoma. Wszystko stało się wtedy obojętne. Czy zginę czy nie, nie miało to wtedy dla mnie żadnego znaczenia. Poczułem jak moich dłoni dotyka ciepła krew rozpływająca się po powierzchni skały. Podniosłem głowę, żeby spojrzeć jeszcze raz na tę istotę. Popatrzyła na mnie jakby dumna z siebie. Szybkim doskokiem przeszyła mój bark jednym z kłów wystających z jego paszczy. Zawyłem z bólu.
- Masz coś na pamiątkę, żebyś o mnie nie zapomniał, kochany - powiedział trzymając mnie cały czas na jednym ze swoich kłów. Nie przestawał się śmiać. Czułem jak krew wydostaje się z rany i delikatnie spływa po moim ciele. Wtedy zobaczyłem zdziwienie tego czegoś. Przestał się śmiać i patrzył na moje ramię. Resztkami sił złapałem za kieł i podciągnąłem się lekko, żeby zobaczyć co mogło wprawić w osłupienie to monstrum. Mój bark ku mojemu zdziwieniu nie był cały czerwony od mojej krwi. Po mojej skórze spływała jasna substancja, przypominająca trochę błękitną farbę.
- Rozumiem, jednak nie jesteś taki jak na początku pomyślałem - powiedziała bestia.

Straciłem przytomność.

Wyrwałem się do pionu, spocony, próbujący łapać oddech. Czułem, że bark w, którym tkwił kieł boli jak diabli. Spojrzałem na miejsce w, którym znajdował się kieł. Ręka była cała. Żadnego otworu, jednak coś przykuło moją uwagę. Dość pokaźna blizna, której nigdy do tej pory nie zauważyłem znajdująca się zaraz pod prawym obojczykiem. Teraz byłem pewny, że to wszystko było prawdziwe. Widziałem, że te istoty miały jakiś cel. Nie wiedziałem jednak czy chciały mnie zabić czy mi pomóc. O ile przy pierwszym spotkaniu wszystko poszło dość gładko, choć strasznie, to futrzak zostawił po sobie nieprzyjemny ślad, co oznaczało, że mogą mnie skrzywdzić.

Myślałem nad tym wszystkim parę dni. Wiedziałem już, że były częścią mnie. Wiedziałem, że gdyby chciały mogłyby mnie z łatwością zabić. Coś jednak mówiło mi, że miały inny cel. Pod koniec wakacji moi rodzice musieli wyjechać. Zostałem w domu na dwa tygodnie, myślałem nawet o zrobieniu imprezy, co było dla mnie wielkim krokiem do powrotu do normalności. Podzwoniłem po przyjaciołach i znajomych. Okazało się, że większość nadal jest poza miastem, parę osób się zgodziło, a jeszcze inne chciały spędzić te ostatnie dni spokojnie. Nie opłacało mi się ani trochę robić imprezy dla 2-3 osób dlatego też spędziłem sam ten cały czas.

Tydzień bez wychodzenia z domu, bez spotkań z ludźmi, przewijane paroma smsami od znajomych pytającymi jak się trzymam. Nie lubię pokazywać innym swoich słabości więc zawsze odpowiadałem, że wszystko się układa i ogólnie wszystko gra.

W rzeczywistości czułem się coraz gorzej. Wiedziałem, że za chwilę wrócę do szkoły, w której uczy się też moja była dziewczyna. Bałem się tego. Nie miałem komu powiedzieć o tym co mi się przydarzyło, poza tym wiedziałem, że dotyczy to tylko mnie i sam muszę sobie z tym poradzić. Jednak bardziej dobijała mnie samotność. Brakowało mi wieczorów spędzanych razem przy horrorach i popcornie. Ciepła drugiej osoby. Możliwości opowiedzenia swoich najskrytszych tajemnic bez obawy, że wyjdzie to poza nas dwoje. Kolejny wieczór spędzałem przy kompie. Rodzice zrobili mi duże zapasy alkoholu i żarcia więc nie musiałem się o nic martwić. Grałem akurat w grę, w której głównym bohaterem był znany polski zabójca potworów z książek Sapkowskiego. Starałem się przejść tę samą misję po raz cholera wie który. Nie zauważyłem nawet kiedy oczy same zaczęły mi się zamykać. Uderzenie twarzą o kant biurka jednak szybko znów mnie ocuciło.

Wstałem od biurka, zacząłem zdejmować ubrania i kłaść na krzesło, na którym przed chwilą siedziałem. Służyło jako wieszak w czasie snu. Już miałem kłaść się na łóżko, kiedy usłyszałem upadek jakiegoś metalowego przedmiotu w kuchni.

Podskoczyłem przestraszony i zdezorientowany. Jednak przyzwyczaiłem się do tego już jakiś czas temu. Często odkładałem takie rzeczy na krańcach stołu co skutkowało mini-zawałem. Poszedłem pewnie do kuchni. Wcisnąłem włącznik światła. Nic. W tym momencie każdy bohater horroru pewnie szuka latarki i wpierdala się z buta w ciemność jak Leonidas w Persów. Ja jednak w tym momencie wiedziałem, że mam w skrócie przejebane. Zacząłem się cofać nie spuszczając oka z kuchni. Powoli i ostrożnie wszedłem do mojego pokoju. Pech chciał, że miałem tam taki burdel, że zaczepiłem o coś drewnianego i upadłem na plecy z impetem.

Usłyszałem jak coś biegnie z kuchni. Czułem, że to może być koniec. W pewnym sensie poczułem przez chwilę ulgę, jednak instynkt samozachowawczy przejął nade mną kontrolę. Zacząłem się podnosić jak najszybciej potrafiłem, ale było za późno. Czekało na mnie w wejściu do pokoju. Dziwny stwór na czterech łapach z dokładnie widocznym kręgosłupem i jasno niebieskawą skórą, lekko wszedł do pokoju. Byłem pewny, że już po mnie. W przypływie adrenaliny, albo głupoty wyskoczyłem do włącznika światła w moim pokoju. Udało się, światło rozbłysło obejmując cały pokój przyjemnym światłem, ale co dalej?!

Odskoczyłem jak w filmach chcąc przeturlać się jeszcze kawałek. Średnio mi to wyszło bo spadłem na bark, który aż chrupnął od siły uderzenia o drewniane panele mojego pokoju. Wstałem i natychmiast odwróciłem się w stronę zagrożenia. Wtedy zobaczyłem ją. W końcu zrozumiałem o co w tym wszystkim chodzi. Co tak naprawdę działo się ze mną przez te wszystkie dni. Leżała zwinięta w kulkę, dygocząca jakby ze strachu. Nie miała ani ust, ani oczu, ani uszu. Okrągła głowa podobna do ludzkiej była pusta. Przypominała mi coś, albo może kogoś. Mnie. Dygoczącego z obawy przed kolejnym dniem.

- Wiem czym jesteś. Jesteś Samotnością - powiedziałem.

W tej chwili podniosła się. Przytaknęła delikatnie i subtelnie. Ukłoniła się zginając dwie przednie kończyny i powoli wyszła z mojego pokoju. Znów straciłem przytomność. Kiedy się obudziłem byłem w łóżku jednak wszystko wydawało się już wtedy logiczne. Usiadłem na krańcu łóżka musiałem to wszystko przemyśleć.

Pierwsza istota, płacząca krwią, z mocą niszczenia najsilniejszych ludzi była Smutkiem. Bestia, która potrafiła zrobić ze mnie mordercę, która w moim śnie zabiła osobę, którą darzyłem nienawiścią w pewnym sensie, była Gniewem. Ostatnia istota, przebywająca w ciemności, przerażona myślą spotkania z kimś innym, nie widząca ani nie słysząca nic, była Samotnością.

Czy moje wewnętrzne lęki i słabości mogły ożyć w chwilach kiedy potrzebowałem pomocy, aby pokazać mi, że muszę zmienić drogę? Ja odebrałem to tak. Już kolejnego dnia postanowiłem parę rzeczy. Zacznę chodzić na siłownię, utrzymam dietę, znajdę kogoś dla kogo będę najważniejszą osobą w życiu, już nigdy nie zostawię przyjaciół. Od tamtej pory nie widuje moich "pomocników". Cały czas utrzymuje postanowienia. Możliwe nawet, że znalazłem w końcu kogoś, dla kogo jestem drugą połówką. Jesteśmy razem od paru miesięcy, ale historia z moją byłą nauczyła mnie, że muszę uważać na kobiety więc jestem jeszcze trochę zamknięty w sobie. Znów zacząłem żyć. Wróciłem do przyjaciół, spotykamy się kiedy tylko mamy czas. A co z moją byłą zapytacie? Mam krótką odpowiedź. Mam to gdzieś!
Źródło: Własne
Oceń:
2
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!