Smutna Caroline

Dodane przez: aaxelle, 27.12.2015, 01:47
Reklama:
Każda miejscowość ma swoją legendę. Nasze niewielkie miasteczko także posiada swoją. Historia Smutnej Caroline znana jest wszystkim. To nią matki straszną niegrzeczne dzieci, a nastolatkowie próbują przywołać jej ducha przy ognisku. Ja także próbowałam, gdy byłam młodsza, ale nic z tego nie wyszło.
Teraz jestem już na studiach i mam w planach napisać pracę o sławnej Caroline. Zawsze interesowałam się sprawami paranormalnymi, nazwałabym to moim hobby, pasją. Czytanie o duchach, wampirach i innych stworach potrafi przenieść w inny świat. A wiara w nie sprawia, że nasz świat jest o wiele bardziej interesujący.
W każdym razie, podciągnęłam naszą miejską legendę pod historię miasteczka, a promotor przyjął taki temat. Porzuciłam życie towarzyskie i rozrywki, całkowicie poświęcając się pracy. Przesiadywałam w bibliotekach i archiwach całymi dniami. Technologia ruszyła do przodu, jednak tutaj wciąż wszystko składowano w wielkich pudłach. Potrafiłam spędzić siedem godzin bez przerwy na przeglądaniu starych gazet. Ale wcale mnie to nie nużyło. Im dłużej będę szukać, tym więcej znajdę, czyż nie?
I w końcu, po dwóch tygodniach i trzech dniach znalazłam luźno latające kartki. Były stare, jednak nie rozpadały się przy najdelikatniejszym dotyku, co przyjęłam z ulgą. Nie były to kawałki gazety, raczej strony z zeszytu. Może pamiętnika. Kiedyś ludzie je pisali. Teraz wszystko było dotykowe i elektroniczne. Nieważne. Spakowałam kartki do teczki, z postanowieniem, że wieczorem zaparzę sobie mocnej kawy i wszystko dokładnie przeczytam.
Tego samego dnia znalazłam jeszcze trzy artykuły mówiące o niejakiej Caroline M. Smutna Caroline, Caroline Mosse, już wkrótce poznamy się dokładniej!

W tle leciała wolna, melancholijna muzyka. Owinęłam się kocem i zaczęłam czytać kartki, które wcześniej posegregowałam datami. Udało mi się dowiedzieć, że są to fragmenty listu, który napisał bliski przyjaciel Caroline, niejaki Percy Villiers, dla miejscowej gazety.
Z podekscytowania nie mogłam usiedzieć w miejscu.
„Znałem ją od bardzo dawna. Mogliśmy mieć z dziesięć lat, gdy się poznaliśmy. Już wtedy nazywali ją smutną. W sumie nigdy nie rozumiałem dlaczego. Ona nie była smutna, lecz obojętna. Na jej twarzy niemal nigdy nie gościły emocje, nie drgnął ani jeden mięsień. Czasem uśmiechała się szyderczo, jednak to były nieliczne wyjątki. Na co dzień była chłodna, nieprzystępna i wyrachowana. Tak mogę ją określić. Nie wiem czemu taka była. Pusta, mroczna. Nie miała problemów, nikt jej nie gnębił, miała kochających rodziców i brata, nie brakowało jej pieniędzy.
Jednak mimo to miała znajomych. Ja byłem jej jedynym bliskim przyjacielem. Myślę, że wiedziałem o niej najwięcej. Bo, wbrew pozorom, gdy byliśmy sami bardzo dużo mówiła. Ona sama dziwiła się, że ludzie tak do niej lgną. Nawet nie była dla nich specjalnie miła, a jednak wszyscy ją uwielbiali. To pewnie dlatego, że była piękna. Niska i drobna, o cudownej twarzy. Miała wielkie szare oczy, mały nos, nieco zadarty ku górze oraz kształtne i zawsze różowe usta. Pamiętam, że gęste blond włosy wiązała w wysoki kucyk. Zawsze używała to tego niebieskiej wstążeczki.
Bardzo dobrze pamiętam także to, że czasem mnie przerażała. Potrafiła w milczeniu wpatrywać się w ścianę przez godziny, czasem z kimś rozmawiając. Jednak nikogo przy niej nie było. Lubiła ostre narzędzia, zachwycała się nożami, mieczami i tasakami. Zawsze jednak zamienia to w żart, a ja śmiałem się wymuszenie.
Chodziła na zajęcia szermierki, była najlepsza. Raz zabrała z pokoju swojego brata katanę, która wisiała na ścianie jako ozdoba. Chciała mi pokazać jak walczyć. W pewnym momencie wbiła ją w nieistniejącego przeciwnika, mówiąc: „Nigdy nie celuj w serce. Wbij nóż trochę niżej, niech cierpią i umierają powoli”.
Miała węża. Zwykła zbożówka o brązowej skórze, miał jakieś półtora metra. Był oczkiem w głowie Caroline, kochała go. Często nosiła go na ramionach, głaskała i rozpieszczała. Uwielbiała go karmić. Wrzucała do terrarium żywą mysz i z zafascynowaniem patrzyła jak wąż na nią polował, a potem pożerał. Czasem najpierw bawiła się z myszą, choć świetnie wiedziała, że ta za chwilę umrze. Chyba nigdy nie zapomnę, gdy kiedyś wyrwała z pyska węża martwą już mysz. Użyła to tego specjalnych szczypców. Potem przesuwała trupa przez nosem węża, a gdy go złapał – szarpała ciałem myszy i znów je wyrywała. Trwało to jakieś czterdzieści minut.”

Przerwałam czytanie. Musiałam powstrzymać odruch wymiotny. Oczami wyobraźni widziałam tę scenę i była ona okropna. Z dat wynikało, że Caroline miała wtedy około czternastu lat. Jak nastolatka może robić coś tak niehumanitarnego? I jeszcze czerpać z tego przyjemność… W tak młodym wieku miała sadystyczne skłonności.
Przerzuciłam dwie strony listu. Tutaj znajdowały się opisy zdarzeń z czasu, gdy Caroline była szesnastolatką.

„Nie wszyscy lubili Caroline. Była pewna dziewczyna, Isa, chodziły razem do klasy. Care twierdziła, że Isa jest zbyt idealna i sztuczna. Nigdy nie rozmawiały, unikały się jak ognia. Tylko raz, raz wydarzył się incydent. Nie wiem o co poszło, po prostu spotkały się w parku i zaczęły kłócić. Dobrze, że byliśmy tam tylko my, inaczej na pewno wzbudziłyby niezłą sensację. W końcu odciągnąłem przyjaciółkę i zabrałem ją do mojego domu. Była wzburzona, cały czas mówiła o Isie, a nie były to pochlebne rzeczy.
Jednak w pewnym momencie zamilkła i spojrzała na mnie jakoś inaczej. Nigdy wcześniej nie widziałem u niej tak pewnego i poważnego wzroku. Jej jasne oczy przewiercały mnie na wskroś, chociaż brakowało w nich głębi. Cały czas pozostawały lodowate. Caroline patrzyła na mnie bardzo długo, a potem bez słowa wyszła.
Nie goniłem jej, nie było sensu. Drugiego dnia rano dowiedziałem się, że Isa została zamordowana. Ktoś wbił nóż w jej klatkę piersiową. Ojciec kazał mi uważać na siebie i Caroline. Wtedy pomyślałem, że ona wcale nie potrzebuje ochrony.
Nie było jej w szkole. Przyszła do mnie wieczorem. Dokładnie zamknęła drzwi do mojego pokoju, usiadła na łóżku. Monotonnym głosem oznajmiła, że nie mogę nikomu powiedzieć o ich kłótni. „Wtedy zaczną mnie podejrzewać”, dodała. Wzdrygnąłem się. Była coraz bardziej obca. Zapytałem prosto z mostu, czy mają ją o co podejrzewać. Przeniosła wzrok ze ściany na mnie. Uśmiechnęła się słabo, delikatnie. To był pierwszy i ostatni raz, gdy widziałem ją z uśmiechem na twarzy. Nie odpowiedziała.”

Ze stosu kartek wygrzebałam wycinek z gazety. Mówił o tragicznej śmierci nastolatki. Data się zgadzała, imię ofiary także. Isa W., lat szesnaście. Została dźgnięta nożem, tuż pod serce. Kilka milimetrów, a nóż przebiłby jej serce na wylot.
Wzdrygnęłam się. Mordercy nigdy nie złapano.
To robi się coraz bardziej interesujące.
„Potem było coraz gorzej. Caroline niemal nic nie mówiła, była bardziej zamyślona niż zwykle. Niemal się nie spotykaliśmy. Jednak od jej brata wiedziałem, że kupiła łuk i trenowała na podwórku za ich domem.
W szkole wyglądała okropnie. Była blada, jeszcze chudsza niż zwykle, miała podkrążone włosy. Ciągle jednak pozostawała piękna, a otaczająca ją aura mroku tylko się wzmocniła.
Ostatni raz rozmawiałem z nią w nocy, tuż przed tym wydarzeniem. Obudziłem się w nocy przez zimno, które owiało moje stopy. Otworzyłem oczy, chcąc poprawić kołdrę. Pierwsze, co spostrzegłem to para błyszczących oczu tuż przed moją twarzą. Chciałem krzyczeć, ale lodowata dłoń zasłoniła mi usta. Wtedy ją poznałem, światło księżyca oświetliło jej mizerną twarz.
Caroline kucała na moim łóżku, patrząc na mnie z wyczekiwaniem. W jej oczach zobaczyłem powierzchowny smutek. Po policzku popłynęła jej pojedyncza łza. Przez głowę przeszła mi myśl, że Smutna jednak idealnie do niej pasuje. Smutna Caroline.
„Nie idź jutro do szkoły, rozumiesz?”, powiedziała swoim cichym, aksamitnym głosem. Nie mogłem się skupić. Rozpraszał mnie zapach jej kwiatowych perfum, a także błyszczący ślad po łzie. Jej jasny, długi kucyk łaskotał mnie w szyję. „Słyszysz? Zostań w domu. Masz zostać”. Głos miała tak zdecydowany, że odruchowo skinąłem głową.
Zwinnie zeskoczyła z łóżka i podeszła do okna. Nie obejrzała się, a jej sylwetka szybko zniknęła mi z pola widzenia.
Rano powiedziałem mamie, że w nocy wymiotowałem i nie dam rady pójść do szkoły. Uwierzyła. Tego samego dnia przez łzy wychwalała mój słaby żołądek.”

Znów wróciłam do starych gazet. Wzięłam tę z samej góry. Drżącymi dłońmi zaczęłam przeglądać strony, szukając tej odpowiedniej.
„Krwawa masakra w miejskim liceum”. Artykuł był długi, jednak przeczytałam go niesamowicie szybko. Uczennica szkoły, uzbrojona w łuk i wielką katanę zamknęła się razem z grupą uczniów na sali gimnastycznej. Zablokowała zamek, zamykając jedyną drogę ucieczki. Najpierw użyła łuku, strzelając niemal na oślep. Kilka osób zostało śmiertelnie rannych. Potem użyła katany. Zabijała tych, których nie trafiła strzałami. Dwie osoby, które to przeżyły, zeznały, że nie chodziło jej o to, aby zabić. Ona się bawiła. Jednej z dziewcząt podcięła żyły na nadgarstkach, a potem patrzyła jak ta się wykrwawia. Używała ich jako ruchomego celu. Wbijała ostrze tak, aby umierali powoli. Ocaleni twierdzili, że zawdzięczają życie temu, że udawali martwych.
W końcu Caroline otworzyła salę gimnastyczną. Przechadzała się korytarzami wolnym krokiem. W dłoni trzymała zakrwawioną katanę, na plecach bujał się ogromny łuk. Całe ubranie miała poplamione od krwi. Wytarła twarz rękawem bluzy, jednak tylko roztarła posokę po bladej skórze.
Zabiła dwie osoby, które próbowały ją zatrzymać. Do czterech strzeliła z łuku.
Zeznania świadków były chaotyczne, podobnie jak cały artykuł. Kończył się informacją, że podejrzana Caroline M. uciekła z miejsca masakry zanim zjawiła się policja. Podobno poruszała się niezwykle szybko, a także była bardzo agresywna i nikt nie mógł jej zatrzymać.
Ciąg dalszy tej historii znalazłam w innej gazecie. „Mordercza nastolatka popełniła samobójstwo!” krzyczał tytuł. Potarłam zmęczone oczy, upiłam łyk kawy i wróciłam do czytania.
Dwa dni później zapaliła się opuszczona leśniczówka, która znajdowała się na obrzeżach miasteczka. Po ugaszeniu pożaru w środku znaleziono resztki szczątków. Odesłano je do analizy, jednak przed budynkiem znaleziono bluzę Caroline, a także jej dokumenty. Kilka dni później okazało się, że nie można dokładnie ustalić kim jest spalona osoba, jednak jasne było, że to kości młodej kobiety, w wieku szesnastu-siedemnastu lat.
Niedługo potem Carolinę uznano za martwą. Tutaj cała historia się kończy. Caroline została postrachem miasteczka, jej rodzina wyjechała, a ludzie długo żyli w strachu. Teraz przeszła do zapomnienia, została tylko duchem przeszłości, służącym do straszenia nieposłusznych dzieci.
Jednak Percy napisał w liście coś jeszcze.

„Uznano ją za zmarłą. Jednak jestem pewny, że widziałem ją na skraju lasu, naprzeciwko mojego okna. Patrzyła prosto na mnie, a jej oczy świeciły w ciemności. Za nią, nieco w cieniu, widziałem zarys bardzo wysokiej postaci o długich kończynach. To akurat uznałem za omamy. Ale Care na pewno tam była. Patrzyła na mnie kilka sekund, a potem zniknęła w gęstym lesie. Bardzo szybko biegła, nienaturalnie szybko.
Nigdy nie uwierzę, że jest martwa.”
Źródło: Własne
Oceń:
5
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!