Niezłomni część 1

Dodane przez: karolina jabłońska, 9.01.2016, 20:27
Reklama:
Biegł
W płucach go paliło, a mięśnie nóg drżały od wysiłku, ale mimo to nie zatrzymał się.
Jeszcze kilka metrów. Jeszcze kilka metrów. Jeszcze kilka metrów. Powtarzał sobie w myślach jak mantrę.
Widział już wielki zgasły neon na dachu hotelu mówiący: Victoria Hotel. Kawiarnia & Bar. DARMOWY PARKING. To sprawiło, że przyśpieszył. Jednak nie ważne jak szybko biegł, żarłacze wciąż byli kilka kroków za nim. Nie widział ich, ale czuł na plecach ich ciepłe, cuchnące padliną oddechy.
Biegnij. Nie odwracaj się. Biegnij. Mówił głos w jego głowie. Jednak nie było to takie proste. Pot spływający po czole zalewał mu oczy, płuca bolały go tak, że gdy brał wdech wydawało mu się, że w jego klatkę piersiową wbija się tysiące igieł, a w głowie kręciło mu się. Zatrzymał się.
Biegnij.
Nie, nie dam rady. Już nie mogę-odpowiedział w myślach pochylając się do przodu i opierając dłonie na kolanach.
Biegnij.
Nie mogę. Nie dam rady. Nie mam sił...
-Tato!
Nie zareagował. Był przekonany, że to omamy słuchowe spowodowane odwodnieniem.
-Tatusiu!
-Ola?-wysapał w przerwie między oddechami i spojrzał w kierunku hotelu.
Stała tam mała dziewczynka, ubrana w niebieskie spodnie i o wiele za dużą szarą bluzę. Do piersi przytulała niedużego, białego misia.
-Potwory tatusiu! Potwory idą!-krzyczała pokazując palcem na trupy za nim.
-Wejdź do środka!-odkrzyknął ponownie biegnąc.
W jednej chwili droga skróciła się i był zaledwie pięć metrów od hotelu. Jednak nie ważne jak szybko biegł, dystans między nim a budynkiem się nie skracał, inaczej było z trupami.
-Schowaj się, Olu!-rozkazał
-Nie mogę tatusiu-pokręciła głową-Potwory już tu są.
Ze środka hotelu wyszła kobieta. Szła z głową spuszczoną tak, że ciemnobrązowe włosy zakrywały jej twarz. Kobieta stanęła za dziewczynką, a ta złapała ją za dłoń.
-Mama wróciła-Ola uśmiechnęła się do ojca.
Wtedy kobieta wyprostowała się. Z jej twarzy zwisały kawałki skóry i mięsa, dolna szczęka praktycznie nie istniała a oczy pokrywała biało mleczna błona. W żadnym stopniu nie przypominała kobiety, żony i matki którą znał.
Kobieta wbiła palce w ramię małej i zaciągnęła ją w mrok hotelu. Ostatnie co usłyszał zanim żarłacze pochwyciły go swoimi łapami, to przeraźliwy krzyk dziecka.
***
Zerwał się z siedzenia łapiąc w panice powietrze i o mało co nie uderzając w kierownice samochodu czołem.
-Pieprzony sen.-mruknął przecierając oczy.
Poranne słońce raziło go w oczy i nasilało ból głowy. Mężczyzna otworzył schowek i wyciągnął z niego butelkę wody mineralnej. Najlepszego przyjaciela skacowanego. Lepsza mogła by być tylko butelka zimnego piwa.
Po opróżnieniu butelki,mężczyzna rozejrzał się po wnętrzu jego Chevroleta Silverado. Na tylnym siedzeniu leżało kilka butelek po jakimś tanim piwie które znalazł, puste puszki po konserwach i brudne ubrania. Czyli nic niezwykłego. Za to z przodu, na siedzeniu pasażera leżała opróżniona butelka Ballantines'a. To wyjaśniło jego gówniane samopoczucie.
Nie powinieneś tyle pić, Rob-odezwał się znajomy głos w jego głowie.
-Gdybyś tu była, to bym nie pił.-odparł masując palcem wskazującym i kciukiem grzbiet nosa.
Zawsze jestem z tobą.
-Gówno prawda.
Robert wyszedł z samochodu głośno trzaskając drzwiami. Chłodny jesienny wiatr rozwiał poły jego skórzanej kurtki i zmierzwił włosy. Mężczyzna wyciągnął z wewnętrznej kieszeni paczkę Lucky Strike'ów i zapalniczkę. Pierwsze trzy próby odpalenia papierosa spełzły na niczym, dopiero za czwartym razem Rob poczuł w płucach tytoniowy dym.
Znajdował się na kompletnym odludziu. Po obu stronach drogi nie było nic, poza polami usianymi różnymi rodzajami zbóż. Na horyzoncie widział nieduże zabudowania. Prawdopodobnie miasteczko.
Miałeś rzucić palenie.
Mężczyzna wypuścił z ust kłąb szarego dymu, po czym wyrzucił papierosa na ziemie. Z wewnętrznej kieszeni wyciągnął zgięte na pół zdjęcie.
Przedstawiało ono uśmiechniętą kobietę trzymającą na rękach około trzyletnią dziewczynkę. Kobieta miała ciemne włosy związane w koński ogon, niebieskie oczy i szczery uśmiech. Dziecko było do niej podobne, jednak jej oczy były różnobarwne. Jedno niebieskie, drugie szare. Obie postacie ubrane były w sukienki. Dziewczynka wyciągała dłoń w stronę fotografa jakby chciała pomachać na pożegnanie.
-Brakuje mi was.-wyszeptał mężczyzna i pocałował zdjęcie.
Zawsze jesteśmy z tobą.
-Wiem.-uśmiechnął się blado-Wiem.
Oceń:
0
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!