Lilith

Dodane przez: pennywise, 11.01.2016, 18:09
Reklama:
Piwnica. To tam trzymałem je wszystkie. Były spokojne jak owieczki - nieruchome i zimne. Było ich siedem. Tak, wiem co teraz o mnie myślicie : psychol, zboczeniec, pojeb itd... A ja byłem po prostu bardzo samotnym człowiekiem. Mieszkałem w starym domu, w głębi lasu i bardzo pragnąłem towarzystwa. Uznałem, że potrzebuje dziewczyny, lecz kobiety są z natury złe. Potrafią zniszczyć człowieka jak nic innego na świecie, ale kiedy się je zabije... Nie, nie zabije, to złe słowo. Ja ich nie zabijałem, ja je oswajałem. Tak, to jest idealne określenie. Pierwsza była Sylwia. Poznałem ją w jakimś podrzędnym barze, w Bełchatowie. Poznałem ją, zaprosiłem do siebie, a następnie oswoiłem za pomocą kuchennego noża. Potem były : Ania, Kinga, Angelika, Klaudia, Hania i Monika. Monika była złą dziewczynką i nie chciała dać się oswoić, więc musiałem ją przekonać do swoich racji za pomocą pogrzebacza. Niestety po tym nie była już taka ładna. No cóż, trudno się mówi. Czy policja zainteresowała się morderstwami w mojej okolicy? Jasne. Czy było śledztwo? Oczywiście, że było. Sam je prowadziłem. Zabawne, że nikt nigdy nie podejrzewa komendanta policji.

Tej nocy zszedłem do moich dziewczyn. Niestety większość się rozkładała. Pomyślałem o kupieniu im jakiegoś kremu do skóry. Usiadłem na podłodze i postanowiłem z nimi porozmawiać.
- Jesteście samotne? - spytałem.
Trupy nie odpowiedziały.
- Kochacie mnie? - pytałem dalej.
Trupy milczały.
- Nie macie nic przeciwko, żebym wam sprowadził jeszcze jedną koleżankę?
Trupy najwyraźniej nie miały nic przeciwko. Wsiadłem do prywatnego samochodu i pół godziny później byłem w jednym z tych obskurnych, przydrożnych barów, szukając kandydatki na moją ósmą dziewczynę.

Od razu zwróciłem na nią uwagę. Była wręcz oszałamiająco piękna - miała długie rude włosy i najbardziej zielone oczy jakie widziałem w życiu. Siedziała w najciemniejszym punkcie baru i sączyła jakiś ciemny płyn, który wtedy uznałem za piwo z sokiem. Ale to było zbyt czerwone na piwo z sokiem i nie miało bąbelków. Na kolanach trzymała dużą torebkę z jakiejś dziwnej, bladej skóry.
Zauważyła, że na nią patrzę i obdarzyła mnie pięknym uśmiechem. Uznałem, że nada się idealnie do piwnicy. Postanowiłem działać.
- Dobry wieczór. - powiedziałem z uwodzicielskim uśmiechem.
- Nawzajem. - głos miała delikatny, ale trochę dziwny, jakby z zagranicznym akcentem.
- Pani sama?
- Już nie.
Przysiadłem się. Podświadomie zdawałem sobie sprawę, że coś z nią jest nie tak, ale wtedy myślałem tylko o tym, czy polubi resztę dziewczyn z piwnicy.
- Jak masz na imię? - spytałem.
- Lilith.
Lilith... Dziwne imię. Nigdy nie spotkałem nikogo, kto by się tak nazywał, ale skądś znałem to imię. I nie kojarzyło mi się dobrze. Postanowiłem to olać.
- Chcesz dalej siedzieć w tej spelunie, czy pójdziemy do mnie?
- Wybieram drugą opcję. - powiedziała Lilith.

Wkrótce byliśmy w moim domu. Powiesiłem jej kurtkę (była dziwna w dotyku, śliska, jakby skóra węża) i zaprowadziłem do kuchni na herbatę. W szafce trzymałem tasak, którym miałem zamiar ją oswoić.
- Wiesz Lilith - mówiłem cicho - jesteś bardzo piękna.
- Och, to tylko makijaż. Bez niego z pewnością bym ci się nie spodobała.
- Makijaż? - zdziwiłem się. - po co ci w tym wieku? Jak masz więcej niż dwadzieścia lat, to zjem swoją czapkę.
- Jestem o wiele starsza niż ci się wydaję - w jej głosie brzmiało lekkie szyderstwo - o wiele.
- Wierzę na słowo - odpowiedziałem z uśmiechem.
- Zaprowadzisz mnie do toalety? - spytała Lilith.
- Jasne.
Odprowadziłem Lilith i pobiegłem do kuchni po tasak. Stałem z walącym sercem pod drzwiami łazienki. Moje spojrzenie padło na torebkę. Postanowiłem ją przeszukać. Uznałem, że właścicielce się już nie przyda. Gdy tylko otworzyłem torebkę, ze środka buchnął straszny smród. Z trudem powstrzymałem krzyk. Lilith nie trzymała w torebce żadnych szminek czy pomadek, ale wielkiego, martwego węża. Odłożyłem torebkę z dziwnej skóry (to była ludzka skóra, ale nie chciałem przyjąć tego do świadomości) i usłyszałem, że Lilith wychodzi z łazienki. Gdy ją zobaczyłem tasak wypadł mi z bezwładnej ręki. Skóra Lilith łuszczyła się i odpadała. Ręce miały nienaturalnie długie palce, zakończone szponami. Ale najgorsze były oczy - całe czarne, pełne jakiejś pustki, spoza granic wszechświata. Na ich widok nogi odmówiły mi posłuszeństwa i padłem na podłogę.
- Nie podobam ci się bez makijażu? - spytała Lilith.
- Za... zabijesz mnie? - wyjąkałem.
- Nie - Lilith pokazała w uśmiechu ostre kły - oczywiście, że cię nie zabiję. Oswoję cię.
Oceń:
5
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!