Zapomniany

Dodane przez: jellycat, 30.03.2016, 20:10
Reklama:
Do moich nozdrzy wdarł się zapach jajecznicy na boczku, wyrywając mnie ze snu. Z początku byłem wdzięczny losowi za taką pobudkę. Miałem paskudny koszmar, nie pamiętam detali. Motywem przewodnim snu było to, że nigdy się nie urodziłem i oglądałem znajome miejsca i twarze w życiu, które toczyło się bez mojej obecności. Po otworzeniu oczu sen nie wydawał się już tak straszny. Wstanie z łóżka jednak również nie należało do najprzyjemniejszych. Łeb bolał mnie niemiłosiernie, a żołądek podchodził do gardła. Wczorajsza impreza imieninowa zdecydowanie dała mi się we znaki. Podziwiałem Laurę, że po tym wszystkim wstała wcześniej jakby nic, posprzątała panujący w mieszkaniu bałagan i wzięła się za robienie śniadania. Moja matka zawsze śmiała się, że moja własna baba ma mocniejszą głowę ode mnie. Pomaszerowałem powoli do łazienki i oblałem się kilkakrotnie zimnym strumieniem wody. Niewiele to dało, ale przynajmniej próbowałem. Choć nadal trochę mnie mdliło, postanowiłem potraktować klina klinem i udałem się w stronę kuchni. Tam, w chłodnym majestacie lodóweczki, miałem zamiar odszukać nektar bogów o wdzięcznej nazwie jasne pełne. Laura właśnie nalewała sobie do kubka gorące kakao. Tak, kakao – nigdy nie wyrosła z nałogu, jakim była poranna porcja czekoladowego napoju dla dzieci. Nuciła sobie skoczną melodyjkę, ruszając przy tym swoim seksownym tyłeczkiem, odzianym tylko w koronkowe, różowe majteczki. Nadal nie zauważyła mojej skromnej osoby, stojącej w drzwiach kuchni. Podszedłem cicho i klepnąłem ją trochę niedelikatnie w tę roztańczoną „bułeczkę”. Podskoczyła zaskoczona i odwróciła się w moją stronę. Zrobiła tę swoją minę „udaję, że jestem mocno oburzona”, a ja z całych sił złapałem ją w ramiona i pocałowałem. Kochałem ją jak cholera. Kochałem od pierwszego dnia, gdy tylko ją ujrzałem. Jej delikatną buźkę, długie, jasne włosy i zielone oczy. Jej niewysokie, szczupłe ciało, drobne piersi i nieco szerokie biodra. Byłem nią oczarowany, gdy nasz pierwszy wspólny raz okazał się być jej pierwszym razem z jakimkolwiek mężczyzną. I jestem nadal, gdy po tylu nocach wciąż czerwieni się i wtula w moją pierś chowając wzrok, jakby wstydziła się przeżytej przed chwilą rozkoszy. Była moją największą miłością. Sensem mojego życia.
– Ej, udusisz mnie ty wariacie! – wyrwała się z mojego uścisku, śmiejąc się i podskakując. Potem spragniona słodyczy złapała za kubek z kakao. Po naczyniu „biegały” niebieskie baranki. Była taka niewielka. Mimo swoich 29 lat wciąż wyglądała jak nastolatka, słodka i niewinna. Wyciągnąłem z lodówki piwo, trzasnąłem korkiem i wziąłem ogromnego łyka. O tak. Czułem, jak wszystkie przykre dolegliwości gasi chmielowy chłód. Laura spojrzała na mnie z ukosa, siorbiąc złośliwie swoje kakao.
– Dawid – zaczęła nieśmiało – może pojedziemy po południu wybrać farbę do pokoju? Jeśli mam niedługo zostać twoją żoną, to chcę nią być wśród schludnych ścian.
– No dobra – odpowiedziałem średnio zadowolony (ech, nie potrafię jej odmawiać) – ale tylko po tę farbę, bo muszę się wyspać przed robotą.
– Znowu pracująca niedziela? – odparła, nadymając usteczka – Mam dość twojej niedostępności.
– Ja za to nie mam dość twojej dostępności. – pocałowałem ją lubieżnie w szyję – Wycieczka do sklepu potem, a teraz krótka wyprawa do sypialni.
– No dobrze… – Laura zarumieniła się, kiedy zsunąłem ramiączko jej koszulki – Ale będę mogła wybrać kolor?
– Będziesz, będziesz. – czułem, że zaraz eksploduję z podniecenia – Ale tylko farba i szybciutko do domu.

Farba i do domu… Co ja, kuźwa, sobie myślałem. Przecież trasa do hurtowni budowlanej prowadziła akurat obok centrum handlowego. Niewstąpienie do niego byłoby grzechem, przynajmniej z punktu widzenia mojej narzeczonej. Jednak po tym, co mi dała kilka godzin temu, nie miałem sumienia odmówić jej czegokolwiek. Nawet tego, że będziemy mieli teraz w salonie jakiś pieprzony ”lawendowy poranek” złamany „mgłą nad Pacyfikiem” (czy coś w tym stylu). Zakupowe szaleństwo miało jednak drobne plusy. Lubiłem blask w jej wielkich oczach, gdy przymierzała te wszystkie płaszcze i inne bibeloty. Jak dziecko w fabryce żelek. Przyjemnie mi się na to patrzyło. I, jak się okazało, nie tylko mi. Niedaleko, przy wieszakach z jakimiś szmatami, stał facet. Facet jak facet, ale coś mi się w nim nie podobało. I nie chodziło wcale o te głupkowate ciemne okulary, które nosił jak debil w zamkniętym pomieszczeniu. Ani nawet o ten durny warkoczyk z tyłu głowy, który wyglądał jak szczurzy ogon przy całej reszcie ściętych na jeża włosów. Nie, te ekstrawaganckie dodatki, dołączone do kogoś, kto wyglądał na więcej niż 50 lat, nie robiły na mnie wrażenia. Ale gościu po prostu przewiercał moją maleńką wzrokiem. A kiedy zaczęła przesuwać swoimi delikatnymi rączkami wieszaki z kompletami bielizny, koleś wyraźnie zamarł.
– Dawid, Dawid! – zawołała radośnie w moją stronę – Na tych majteczkach jest naszyty mały pingwinek! Zobacz jaki słodki!
– To weź, zapłacę – złapałem Laurę, nadal nie spuszczając wzroku z natrętnego gościa – tylko chodźmy już stąd, trochę tu duszno.
Zapiszczała, ucałowała mnie w policzek i pociągnęła do kasy. Ewidentnie nie zdawała sobie sprawy, że ktoś nas obserwuje. Nie, właściwie to nie nas. Ją. Gość wciąż gapił się na Laurę jak opętany. Kiedy, jak mi się wydawało, nasz wzrok się spotkał, facet się uśmiechnął i jak gdyby nigdy nic wyszedł ze sklepu. W dodatku odwalił szopkę i przechodząc obok mnie musnął moją dłoń swoją ręką. Kuźwa, niech się zdecyduje, czy woli laski czy facetów! Spojrzałem jeszcze z bliska w te jego przeciwsłoneczne bryle w poszukiwaniu ukrywanego zeza. Doznałem wrażenia, że za okularami…. Nie ma nic. Ale przecież ciemne szkła maskują oczy, więc pewnie tylko mi się wydawało. Zdałem sobie jednak sprawę, że moja koszula jest cała mokra na plecach, dłoń zaś bolała, jakby ktoś ją przypalił. Tłumaczyłem sobie, że to tylko zmęczenie daje mi się we znaki, mimo wszystko chciałem jak najszybciej znaleźć się w domu. Zielonooka zrobiła jednak ten błagalny pyszczek porzuconego kotka i chcąc nie chcąc, przystanąłem na wizytę w ostatnim sklepie. Nieco już chwiejnym krokiem wszedłem z Laurą do drogerii. Przywitał nas uśmiech puszystej ekspedientki.
– Zapraszam do kupna kul zapachowych do kąpieli – zaproponowała, wskazując półkę – dziś mamy rabat, a co dziesiąta para otrzymuje upominek!
– Mam nadzieję, że nie jesteśmy parą numer dziewięć! – odparła wesoło Laura, przykładając do noska kulę o zapachu mango.
Zatrzymaliśmy się jeszcze przy półce z jej ulubionymi perfumami. Zachwycona zaczęła psikać nadgarstki testerami. Od nadmiaru słodkich zapachów zaczęło mi się robić niedobrze.
– Co ci jest? – spytała zmartwiona – Jesteś bardzo blady. Chcesz wracać do domu?
– Chyba tak będzie lepiej… – odparłem, podając jej kluczyki od wozu – Poprowadzisz?
– Jesteś pewien? Nie zdążyłeś jeszcze uporać się z wgnieceniem na drzwiach po mojej ostatniej przejażdżce – schowała kluczyki do torebki.
– Tak – odparłem, uśmiechając się lekko – jakoś to przetrwam.
– Ok! – pocałowała mnie troskliwie w czoło, wspinając się na palce - Poczekaj tu chwilę i odpocznij, skoczę alejkę obok po chusteczki i pędzimy do kasy.
Obraz zaczął mi się zamazywać. Ledwo dostrzegałem sylwetkę Laurki, znikającą za brzegiem regału. Kręciło mi się w głowie, a oczy paliły mnie, jakby ktoś psiknął mi w nie gazem. W dłoni czułem bolesne pulsowanie. Moje ciało osunęło się bezwładnie na podłogę. I wtedy urwał mi się film. Nie wiem, ile czasu trwał ten stan. Miałem wrażenie, że cholernie długo. Miałem wtedy sen. Leżałem zwinięty w jakimś ciasnym pomieszczeniu. Było ciepłe i wilgotne. Moje oczy były zamknięte, podobnie jak usta. Ale słyszałem stłumiony kobiecy głos, dobiegający zza jednej ścian mojego więzienia. Chyba śpiewała jakąś kołysankę. Po chwili jednak piosenka się urwała, a zastąpił ją bolesny krzyk tej samej kobiety. Wtórowały mu szum i męskie, stanowcze głosy wydające polecania. Poczułem niepokój i ból. Po chwili miękkie ściany zaczęły na mnie napierać i wypychać w dół. Szarpałem się i kopałem, ale nagle w moje oczy wdarło się oślepiające światło.
– Proszę pana, proszę pana! – poczułem szturchanie i coś zimnego na czole. Otworzyłem ostrożnie oczy. Nade mną stała mocno przestraszona, pulchna brunetka. Ta sama, która proponowała kule zapachowe.
– Co się stało…? – wymamrotałem do dziewczyny, która w stresie nadal cuciła mnie szarpaniem.
– Chyba Pan zemdlał! – odparła, pomagając mi wstać – Ma pan jak wrócić do domu? Może wezwać taksówkę?
– Nie, trzeba…. – powoli wracała mi świadomość i siły – Jestem tu z dziewczyną, zawiezie mnie do domu.
– Rozumiem. To proszę może do niej zadzwonić, niech przyjdzie do drogerii. Nie powinien pan być teraz sam.
– Ona jest tutaj, poszła po chusteczki. Wchodziliśmy razem, proponowała nam pani rabat dla par.
Dziewczyna spojrzała na mnie dziwnie.
– Widocznie nie pamiętam… – nadal patrzyła na mnie jak na wariata – Ale proszę jej w takim razie poszukać. Jakby co, postój taksówek jest przy bocznym wyjściu z galerii handlowej.
Spojrzałem na zegarek - byłem nieprzytomny jedynie kilka minut. Zacząłem powoli kroczyć między regałami. Kiepską pamięć ma ta dziewuszka, ale w końcu codziennie wita mnóstwo klientów. Trudno kojarzyć twarze wszystkich, którym proponowała promocję na te śmierdzące kulki. Niestety Laury nie było przy regale z chusteczkami. Wróciłem więc do perfum w nadziei, że czeka tam na mnie. Dalej nic. Obszedłem wszystkie alejki, ale nie było po niej śladu. Zrezygnowany zacząłem przeczesywać kieszenie w poszukiwaniu telefonu. Moja palce trafiły na chłód stali. Wyciągnąłem dłoń. Klucze. Od samochodu. Jakim cudem mam je w kieszeni? Jestem pewien, że dałem je Laurze. Tak, na pewno! Wzięła je, zanim poszła po chusteczki. Albo po prostu jestem bardziej zmęczony, niż myślałem… Na moje nieszczęście telefon rozładował mi się do stanu tymczasowej nieużywalności. Westchnąłem ciężko. Może Laura musiała iść do łazienki? Postanowiłem poczekać na nią przed drzwiami drogerii. Idąc w kierunku wyjścia dostrzegłem jednak długi blond warkocz, sięgający do pasa drobnej sylwetki jego właścicielki. Wykładała właśnie towar na kasę, gaworząc uroczo z ekspedientką. Odetchnąłem z ulgą i podbiegłem do narzeczonej.
– Ładnie to tak zostawiać przyszłego męża na pastwę losu? – zażartowałem, łapiąc Laurę za ramię.
Odwróciła się do mnie nerwowo i spojrzała zdziwiona. Pomyślałem, że się wygłupia i pogłaskałem ją po policzku. Wtedy gwałtownie odepchnęła moją rękę i odsunęła się do tyłu.
– Nie znam Pana, proszę mnie zostawić! – krzyknęła przerażona, ściskając w dłoni torebkę.
– Laura – odpowiedziałem, samemu czując strach – nie wygłupiaj się w taki sposób, ludzie na nas dziwnie patrzą.
– Skąd Pan zna moje imię? Śledzi mnie Pan? – w jej oczach dostrzegłem nieudawane przerażenie – Mój narzeczony zaraz wróci, proszę mnie zostawić!
Laura nie udawała. Czegoś takiego nie można było tak po prostu odegrać. Naprawdę była przerażona. I naprawdę nie miała pojęcia kim jestem. Kiedy tak patrzyłem osłupiały na jej wykrzywioną w strachu twarzyczkę, podszedł ON. Nadal miał na nosie te wielkie okulary. Spojrzał na mnie gniewnie i złapał Laurę za rękę, a ta wtuliła się w niego, nie przestając dygotać.
– Adam, błagam, chodźmy już stąd! – szlochała, szepcząc w jego rękaw.
– Co się stało kochanie? – odpowiedział, głaszcząc jej jasną główkę.
Nie wytrzymałem. Ten pieprzony zwyrodnialec przytulał moją narzeczoną. Co on jej zrobił, kiedy leżałem nieprzytomny pod półką z cholernymi podróbkami Cwoco Channel?! Krew zaszumiała mi głowie i odruchowo wycelowałem pięść w twarz tego chorego zboka. Ten jakby odczytał mój zamiar, bo złapał dłonią moją rękę. Jego uścisk był cholernie mocny, w dodatku czułem, jakby moją dłoń trawił żywy ogień. Wykręcił mi rękę i powalił na ziemię. Uderzyłem głową w regał. Znów leżałem oszołomiony, ledwo wychwytując słowa toczącej się bez mojego udziału rozmowy.
– Czy mam wezwać policję? – spytał nerwowo kobiecy głos. Po chwili usłyszałem kroki i ktoś podniósł mnie z podłogi.
– Nie trzeba, ten pan nie będzie już sprawiał kłopotów. - odparł mój oprawca, trzymając za rękę Laurę – Skarbie, weź sobie na pocieszenie te kulki zapachowe, ponoć jesteśmy dziesiątą parą.
Potem słyszałem oddalający się stukot szpilek mojej dziewczyny, wtórujący ciężkim krokom „Adama”. Kilka minut później ktoś mnie ocucił i wypchnął na zewnątrz sklepu.
– Nie przyłaź tu więcej koleś – ostrzegł mnie nonszalancko ochroniarz-ogr, wracając do pilnowania mienia drogerii.
Nie wiedziałem co mam począć. Powinienem odszukać Laurę, ale nie miałem pojęcia, gdzie ten psychol ją zabrał. Skoro w ciągu kilku minut zrobił jej pranie mózgu, musi być cholernie niebezpieczny. Nie myśląc wiele postanowiłem pojechać z tym na policję. Zdenerwowany wybiegłem na parking, rozglądając się za moim wozem. Sektor E4, tak mi się wydaje. W końcu go dostrzegłem, stał rzeczywiście tam, gdzie pamiętałem. Coś jednak było nie tak. Miałem wrażenie, że coś się zmieniło, nie miałem jednak czasu na zastanowienia. Włożyłem kluczyk do stacyjki i spojrzałem w lusterko. I wtedy zauważyłem brak maleńkiej maskotki-jeża, którą Laura przyczepiła mi do uchwytu lusterka w zeszłym roku. Koledzy z pracy mieli z niej niezły ubaw. Mi teraz nie było do śmiechu. Zwłaszcza, że okazało się, iż brakuje nie tylko pluszaka. Wiedziony przeczuciem zajrzałem do bagażnika. Zniknęły farby, które dziś kupiliśmy. Zgłupiałem całkowicie. Przecież nikt nie włamuje się do samochodu po starą maskotkę i kilka puszek farby, w dodatku nie zostawiając żadnych śladów. Kiedy tak gdybałem nad nienormalnością tej sceny, ogarnęło mnie jeszcze większe przerażenie. Nie myśląc już w nerwach zbyt logicznie, spojrzałem odruchowo na rejestrację. Tak, to jest mój samochód. A przynajmniej byłby mój… gdyby nie brakowało mu na drzwiach ogromnego wgniecenia, które Laura zrobiła podczas parkowania trzy tygodnie temu.



Co tu się kurwa dzieje…?

Ciąg dalszy: http://straszne-historie.pl/story/12999-Zapomniany-II
Źródło: twórczość własna
Oceń:
10
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!