To coś

Dodane przez: kata, 14.02.2013, 09:50
Reklama:
Na początku chce zaznaczyć, iż jest to historia prawdziwa, działo się to w zeszłym roku, nie jest ona bardzo straszna gdy ją czytasz ale myślę, że jeżeli miałbyś coś takiego przeżyć to uznałbyś to za straszne.

Zaczęło się od tego, że razem z rodzicami i siostrą postanowiliśmy przeprowadzić się do innego miasta. Moi rodzice czytali ogłoszenia o domach na sprzedaż i do wynajęcia. W końcu przeczytali o pięciopokojowym domu na obrzeżach miasta w ładnej dzielnicy, cena mieszkania nie była zbyt wysoka, ani zbyt niska - była normalna.

Na początku moi rodzice sami pojechali obejrzeć mieszkanie, tak bardzo im się spodobało, że od razu postanowili je kupić. Gdy wszystkie sprawy formalne były już załatwione ja i siostra pojechaliśmy razem z nimi, abyśmy przed przeprowadzką mogły obejrzeć mieszkanie i podpowiedzieć jak ustawić meble w naszych pokojach.

Pamiętam, że pierwszą rzeczą jaką powiedziałam wchodząc do mieszkania były te słowa:
"Czujecie to?" - nie chociło mi tu o zapach jaki był w mieszkaniu ale o energię która była wyczuwalna przeze mnie od chwili gdy do niego weszłam.

"Nie, mieszkanie jest bardzo ładne i takie wesołe" - Odpowiedzieli mi wszyscy na raz.
"Nie, ja myślę inaczej, słuchajcie zrezygnujcie z tego mieszkania bo czuje tu coś dziwnego" - powiedziałam.

Ale oczywiście nikt mnie nie słuchał bo wszyscy byli już zajęci wybieraniem pokoju.
A ty który chcesz pokój? - zapytała mnie mama.

Ja nawet nie oglądając pokoju wybrałam ten który był na samym końcu domu. Po 5 minutach dyskutowania na temat ustawienia mebli wyszliśmy.

I nadszedł dzień przeprowadzki, szczerze mówiąc nie pamiętam go bo sama przeprowadzka trwała 4 godziny, a rozpakowani byliśmy dopiero o 21.

"Mamo w tym domu nie ma zawieszonego na ścianie żadnego krzyża" - powiedziałam.
"To nic, mamy jeden krzyż , zaraz go powieszę" - odpowiedziała.

Mama zawiesiła krzyż przed wejściem do głównego pokoju w którym tej nocy mieli spać rodzice. O 23 wszyscy poszli spać, ja zawsze siedzę do późna, więc jak zwykle postanowiłam pograć do 00:30.

Chwilkę po dwunastej strasznie zachciało mi się pić i poszłam po wode do kuchni, która była na drugim końcu domu. Napiłam się w kuchni.

Żeby dojść do mojego pokoju musiałam przejść przez kuchnię, bardzo długi korytarz i salon w którym tymczasowo spali moi rodzice.

Przechodząc przez korytarz zauważyłam że coś idzie za mną. Nie był to człowiek. Odwrociłam się zobaczyłam coś o kształtach dużego psa, to coś było zbudowane z czarnej pary. Biegłam przez korytarz, a to straszne coś za mną, zaczęłam płakać, przed wejściem do salonu ten "pies" znikł.

Obudziłam rodziców i powiedziałam i o tym. Ich odpowiedz była następująca:
"Dziewczyno nie wymyślaj bajek, tylko idz spać. Weszłam do swojego pokoju i zamknęłam drzwi, komputer wyłączyłam. Strasznie bałam się spać, ale zasnęłam.

Rano wznowiłam ten temat ale rodzice nie chcieli mnie słuchać.

"Wiecie czemu to znikło przed salonem? Bo nad drzwiami jest powieszony krzyż!" - powiedziałam.
Nie odpowiedzieli na to. Przy obiedzie znowu zaczęliśmy rozmawiać. "Słuchaj jeżeli tak bardzo się boisz to może zamienimy ci pokój na ten który jest obok pokoju twojej siostry?" - powiedział do mnie ojciec.
"Dobrze" - odpowiedziałam, myśląc że to coś pomoże.

Tej nocy miałam spać już w innym pokoju. Komputer wyłączyłam chwile po 23 i położyłam się na łóżku.
Nagle zaczęłam słyszeć głosy, ale nie było to tak jakby ktoś do mnie mówił, one były w mojej głowie. Myślałam że to moje myśli ale po chwili zdałam sobie sprawę, że jednak nie. Nie pamiętam co te głosy mówiły dokładnie ale to co zapamiętałam napiszę:
"Ze mną było tak samo" - ktoś lub coś powtarzało w mojej głowie.
"Olej to, olej, olej ich wszystkich i tak nic nie rozumieją".

Byłam tak strasznie przerażona, ale zasnęłam.

Wstałam o godzinie 10.

Rodzice zawołali mnie i siostrę do salonu mówiąc że mają nam cos do powiedzenia.
"Dzisiaj była tutaj kobieta, nasza sąsiadka i powiedziała nam, że wcześniejszy lokator tego mieszkania popełnił w nim samobójstwo". Nie byli tym przejęci bo przecież to nie oni słyszeli w nocy głosy i nie widywali czegoś przypominającego psa. Stwierdziłam, że musze im powiedzieć o tych głosach które słyszałam w nocy.

Tak też zrobiłam. Ale każdy myślał że to są jakieś moje chore urojenia, jednak nie olali tego bo załatwili mi wizytę u naprawdę dobrego psychiatry.

Przez kilka dni nie działo się nic nowego, nadal słyszałam te głosy i nadal widywałam to coś w korytarzu.

Ale parę dni po tym wracając do domu ze spaceru na którym był każdy zobaczyliśmy na lustrze ślady rąk. Wszystko było by dobrze gdyby nie to że nie były to ludzkie dłonie, tylko tak chude ze wyglądały jak rece kościotrupa.

"To pewnie któraś z was rysowała po lustrze palcami i w tym efekcie powstały takie dziwne ślady" - powiedzieli nam rodzice.

Jednak ja nie ignorowałam tego i powiedziałam do siostry:
Słuchaj nie będziemy w ogóle dotykały lustra i sprawdzimy czy te ślady nadal będą się tworzyły.
Umyłyśmy lustro i 2 godziny spędziliśmy w salonie oglądając film razem z rodzicami. Przez ten czas nikt ani na chwile nie ruszył się z pokoju.

Poszłam na korytarz, lustro było brudne od śladów trupich dłoni. Pokazałam to rodzicom, ale nic na to nie powiedzieli.

Następnego dnia chwile po dwunastej wyłączyłam komputer i poszłam się położyć. Leżałam twarzą do ściany gdy nagle poczułam czyjąś rękę na moim ramieniu. Odwróciłam się i zobaczyłam coś strasznego.

Na moim ramieniu "leżała" czarna ręka z długimi palcami i długimi paznokciami. Po chwili wpatrywania się w nią znikła. Całą tę noc nie spałam bo byłam w szoku. Jednak była to moja przedostatnia noc w tym domu.

Teraz mieszkamy gdzie indziej, tutaj takie rzeczy się nie dzieją, a ja już nigdy nie będę spała twarzą do ściany.
Źródło: Historia prawdziwa
Oceń:
30
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!