Wycieczka

Dodane przez: wolin, 4.05.2013, 08:30
Reklama:
To była całkiem normalnie zapowiadająca się, tygodniowa wycieczka licealistów. Wyruszyliśmy rano z pod szkoły. Jechaliśmy na jakieś zadupie. Nasz ośrodek, był zaledwie kilkadziesiąt metrów, od ogromnego lasu. Podobało mi się to i moim trzem kuplom, gdyż chcieliśmy w nocy wymknąć się na poszukiwanie Slendera Man’a.

Po południu dotarliśmy na miejsce. Zjedliśmy obiad, rozpakowaliśmy się i poszliśmy na zbiórkę – standardowy ciąg zdarzeń. Potem, poszliśmy zwiedzić okolicę, zobaczyć kilka „ciekawych” miejsc i granice, do których możemy się oddalać. Kierownik ośrodka – starszy mężczyzna - przestrzegał nas, żebyśmy w żadnym wypadku, nie zbliżali się do lasu. Mówił to, jakby nie wiadomo jakie okropieństwa tam na nas czekały. Mówiąc, patrzył się w oczy każdemu z osobna, jakby chciał się upewnić, że wszyscy biorą jego słowa na poważnie. Jednak, gdy pytaliśmy, co tam jest takiego złego, używał wymówek typu: Zgubicie się, coś was może ugryźć, wpadniecie do jakiejś dziury, itp... Zgadując, śmialiśmy się, że mogą tam być wilki albo wściekłe bobry, hehe… Sądziliśmy również, że gdzieś w środku lasu, jest chata Leather Face’a albo ukrywa się tam psychopata.

<> z całej siły przekonywał nas dziadek. Nie przejmowaliśmy się tym zbytnio. Do końca dnia mieliśmy czas wolny, ale spędziliśmy go na odpoczynku po podróży. W pokoju gadałem z kumplami, o tym lesie. Wszyscy byliśmy fanami horroru i wymyślanie historii o nim sprawiało nam dużą frajdę. Chcieliśmy tam pójść, ale nie teraz. Na razie było za dużo szumu wokół tego wszystkiego.

Następny dzień, przebiegł zgodnie z planem. Pozwiedzaliśmy różne stare zabytkowe budowle, które i tak nikogo nie obchodziły. Potem zorganizowano nam przejażdżkę bryczką – WOW – po obiedzie poszliśmy popływać kajakami, było śmiesznie, bo kilka osób wpadło do wody. Na jeziorze był wąski kanał przepływający przez środek lasu. Powiedzieliśmy wychowawczyni, że teraz chcemy płynąc w tamtą stronę. Ona, odnosząc się do słów starego przewodnika wyrażała niechęć, do obrania tego kursu. Była jednak kobietą wyluzowaną i twardo stąpającą po ziemi, nie wierzyła w potwory i tajemnicze zjawiska. Myślała, że przewodnik mówił o sprawach typu: groźne zwierzęta, możliwość utonięcia, zgubienie się, itd… Po chwili namysłu, przeliczyła nas i gęsiego wpłynęliśmy w ten kanał.

Strasznie nam się to podobało. Wypatrywaliśmy czegoś niezwykłego w otoczeniu, kręciliśmy filmiki i robiliśmy zdjęcia, żeby potem ewentualnie coś na nich wypatrzeć. Niestety nie natknęliśmy się na nic ciekawego. Parę razy widzieliśmy przebiegającego w oddali dzika, czy jelenia. Raz nawet przy brzegu leżała martwa sarna, była jakby wypatroszona przez jakieś zwierzę. Ten las był naprawdę wielki.
Po dwóch godzinach wiosłowania zmęczyliśmy się i szukaliśmy jakiegoś miejsca na postój. Zatrzymaliśmy się na małym, piaszczystym brzegu, ledwo mieszczącym nasze 5 trzyosobowych kajaków. Przez ten czas rozejrzeliśmy się trochę po lesie. Nigdzie daleko nie odchodziliśmy. Nagle złapała nas ulewa i musieliśmy szybko wracać,
nie dopłynęliśmy niestety do końca. Deszcz padał tak obficie, że w kajakach było coraz więcej wody. Wracając z szokiem zauważyłem, że martwa sarna przy brzegu zniknęła. Wokół tego miejsca nie było żadnych śladów, deszcz je musiał zmazać. Zrobiłem zdjęcie temu miejscu i przestrzeni wokół niego do późniejszej analizy.

W ośrodku na laptopie przyglądaliśmy sie zdjęciom. Najbardziej skupiliśmy się na tym, gdzie nie było już sarny i przestrzeni wokół tego miejsca, ale nic szczególnego tam nie zobaczyliśmy, ponieważ gęsty deszcz zniekształcił zdjęcia. Nagle do naszego pokoju weszła wychowawczyni pytając, czy widzieliśmy gdzieś Karolinę i Agatę. Mówiła, że nigdzie ich nie ma, wygląda na to, że zniknęły. Zaniepokoiliśmy się bardzo. Wszyscy zaczęli ich szukać. Następnego dnia, kiedy deszcz ustał, potajemnie wymknęliśmy się do lasu chcąc odszukać dziewczyny i zostać bohaterami wycieczki. Nie baliśmy się wchodząc tam, ale każdy z nas odczuwał wewnątrz jakiś niepokój. Wołaliśmy je, cały czas kręcąc film i robiąc zdjęcia. W końcu się ściemniło, i widoczność znacznie się pogorszyła. Co jakiś czas słyszeliśmy za sobą pękające gałęzie, ale nie widzieliśmy co po nich stąpa… Pomyślałem, że będzie ciekawie, jeśli będę trzymał kamerę za plecami, kręcąc co dzieje się z tyłu. Po chwili jednak zrezygnowałem z tego pomysłu, gdyż było mi niewygodnie i nienaturalnie wygięta ręka zaczęła mi drętwieć.

Błąkaliśmy się po tym lesie, aż w końcu postanowiliśmy zawrócić. Okażę się jeszcze, że teraz nas zaczęli szukać i będzie potem nieprzyjemnie. Obracając się dostrzegłem jakiś dziwny ruch na ekranie kamery, ale kiedy spojrzałem na las nic tam nie było. Pomyślałem, że w pokoju to sprawdzę, na większym ekranie.

Kiedy wróciliśmy okazało się, że dziewczyny jeszcze się nie znalazły, a naszego zniknięcia nikt nie zauważył. Sprawdziliśmy film z mojej kamery. Ten dziwny ruch, kiedy się obracałem był zbyt niewyraźny, żeby można było na nim cokolwiek zobaczyć. Włączyliśmy film od nowa. Tym razem skupiliśmy się na tym fragmencie, kiedy kręciłem to, co jest z tyłu. Po maksymalnym wbiciu wzroku w każdy cal ekranu, zobaczyliśmy, że jakieś 50m za nami, wtapiając się w otoczenie, coś szło. Poruszało się na czterech kończynach, a jego ruchy były nienaturalne i ostrożne. Zdawało się być niemal łyse albo mieć szarą sierść. To na pewno nie był wilk. Szedł za nami te całe dwie minuty, kiedy trzymałem rękę z tyłu, ciągle się przybliżając. Nie mieliśmy pojęcia, co to było. Skradało się za nami, to pod jego łapami pękały te gałązki i szeleściły liście. Kiedy, szybkim ruchem cofałem rękę, speszyło się i stanęło na dwóch nogach. Był niezwykle wysoki i łysy. Ręce i nogi miał nieproporcjonalnie długie. Jego głowa również była łysa, a oczy duże, czarne, puste. I pewnie szło za nami całą drogę!

Oglądaliśmy to w milczeniu. W naszych głowach szalała burza. Byliśmy przerażeni. Postanowiliśmy wygooglować co to było, wpisując w wyszukiwarkę opis postaci i miejsce jej występowania. Udało się. To był Rake. Drapieżny stwór. Spotykany był aż na czterech kontynentach. Doprowadzał swoje ofiary do szaleństwa, potem popełniały samobójstwa. Z innymi zaś krwawo się rozprawiał. Miał humanoidalną postawę ciała. Lecz był tak szpetny i paskudny, że trudno było sobie wyobrazić coś tak okropnego.

Postanowiliśmy o tym na razie nikomu nie mówić. Po kolacji poszliśmy spać. Nie chcieliśmy o tym rozmawiać. Obudziłem się o drugiej w nocy. Strasznie bolała mnie głowa. Musiałem otworzyć okno i się przewietrzyć.
W cieniu latarni zobaczyłem dużą, skradającą się postać. On przyszedł za nami. Wskazaliśmy mu drogę. W pewnym momencie obrócił się i spojrzał na mnie. W blasku niedużej lampy nad wejściem zobaczyłem jak błyszczą jego czarne oczy. Natychmiast zamknąłem okno i schowałem się pod kołdrę. Nie wiedziałem co mam robić. Usłyszałem skrzypnięcie otwieranych na dole drzwi, potem zduszony krzyk recepcjonisty. Rake był w środku. Teraz słyszałem jak wchodzi po schodach. Byłem już w totalnym obłędzie. Otwierał każde drzwi na korytarzu. Rozpruwał wszystkich w łóżkach swoimi szponami, każąc im na siebie patrzeć przed śmiercią. Parę razy słyszałem przerwany krzyk. W końcu wszedł do pokoju na przeciwko mojego. I znów te same odgłosy. Zaświtało mi, żebym szybko zakluczył drzwi i schował się głęboko pod łóżko. Zrobiłem to i czekałem. Zaczął szarpać klamkę. W końcu ją urwał i wszedł do środka. Podchodził najpierw do łóżek moich kumpli, jakby chciał mnie zostawić na deser. Słyszałem szarpanie kołdry i jęki. Wydałem z siebie pisk, lecz chyba go nie usłyszał.

Stanął przy moim łóżku. Zrzucił kołdrę. Widziałem w półmroku jego wielkie stopy, z ostrymi pazurami. Już myślałem, że zajrzy pod łóżko i mnie znajdzie, ale on jeszcze chwilę stał, rozejrzał się po pokoju, łazience i wyszedł oknem.

Resztę nocy spędziłem pod łóżkiem. Zbyt się bałem, żeby wyjść. Rano wkroczyła policja. Usłyszeli moje szlochy i zakrywając mi oczy, zaprowadzili do samochodu. Złożyłem zeznania plącząc się w składnej mowie. Zdawało mi się, że wszędzie go widzę, nawet, gdy zamknę oczy. Wiedziałem, że będzie mnie prześladował do końca życie, aż w końcu z sobą nie skończę...”

Prawie wszyscy w tym budynku zginęli. Dziewczyn nigdy nie odnaleziono, prawdopodobnie dopadł je Rake. Tymi słowami, Paweł zakończył swój list pożegnalny… Jeśli to przeczytałeś, wiesz już czym jest Rake. Od teraz, będziesz starał się unikać dużych lasów. Jeśli wolisz żyć w niewiedzy, że on za tobą kroczy, nie będziesz robić zdjęć, ani obracał się za siebie, bo będziesz się bał, że on tam będzie. W każdej chwili, nawet teraz…

Autor: Wolin - Trzecia strona wyobraźni
Źródło: https://www.facebook.com/3strona
Oceń:
46
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!