Klaustrofobia

Dodane przez: scaryguy, 13.05.2013, 05:07
Reklama:
Pociągowa fobia mojej mamy to nie jedyna znana mi historia dziwnego, paranoicznego wręcz lęku przed najzwyklejszymi rzeczami. To aż niepokojące, kiedy słuchasz tych wszystkich opowieści, a ich głównymi "bohaterami" są przedmioty, z którymi stykasz się na co dzień.
To jakby inna, mroczna strona życia.

Wracając do tematu, ostatnio o uszy obiła mi się jedna z najdziwniejszych i najbardziej chorych historii dotyczących lęków, jakie słyszałem.

Zaczęło się od zakończenia jednego z najważniejszych etapów w życiu, mianowicie liceum. Rodzina była prze szczęśliwa, gdyż udało mi się dosyć przyzwoicie zdać. Po wakacjach, w które starałem się dorobić tu i ówdzie przyszedł czas na zmianę miejsca zamieszkania. Studia w wielkim mieście, otóż to.

Na swoje szczęście miejsce w akademiku dostałem od razu. Pomimo drobnych utarczek z kilkoma mieszkańcami było dosyć znośnie, a studia na wymarzonym kierunku matematycznym spodobały mi się od razu. Po około tygodniu do mojego pokoju został przydzielony pewien chłopak. Nie dziwiłem się zbytnio. W akademiku nie było wiele miejsca, więc liczyłem się z tym, że niedługo moje gniazdko nie będzie już tylko moje.

W sobotę około południa do moich drzwi zapukał nowy współlokator. Był to drobny czarnowłosy chłopak o sympatycznym uśmiechu. Na imię miał Ted. Studiował medycynę i był niezwykle wygadany. Szybko się zaprzyjaźniliśmy.

W naszym akademiku często zdarzały się imprezy pełne alkoholu i przemycanych narkotyków. Czasami brałem w nich udział, natomiast mój przyjaciel nigdy się na nich nie pojawiał. Mimo że jego grupa niesamowicie go lubiła, bo był pomocny i zabawny i nieraz otrzymywał od nich zaproszenia.

Kiedy ja próbowałem go wyciągnąć na imprezę do swoich znajomych, także się wykręcał. Mówił, że boli go głowa lub ma wiele nauki.

Przed kolejną imprezą, na którą się wybierałem, zapytałem go czy pójdzie po prostu z przyzwyczajenia. Przecież wiedziałem, że i tak odmówi. Tym razem jednak otrzymałem inną odpowiedź.

"Nie, dzięki, takie imprezy źle mi się kojarzą."

Zdziwiony, zacząłem się zastanawiać, o co mu chodzi. Spojrzałem pytająco na Teda. On, jak gdyby trochę niechętnie, dał znak, żebym usiadł obok. Po chwili zaczął swoją opowieść.

Zdarzyło się to kilka lat temu.

Ted mieszka w jednej z tych małych wiosek, gdzie dzieciakom zawsze się nudzi i wszędzie jest daleko. Do dyskoteki także.

Kiedy tylko w sąsiedniej wsi przerobiono starą remizę strażacką na klub i zaczęły się imprezy, cała młodzież z okolicznych wiosek jeździła tam by się bawić i chociaż na chwilę poczuć się jak w wielkim mieście.

Ted też tam poszedł. Raz. Zaciągnęła go tam jego starsza siostra, Emily. Tego wieczora chłopak nie miał co ze sobą zrobić, więc uznał, że pojedzie z siostrą i jej znajomymi.

Jak wyglądała impreza, mogłem się domyślać. Ted w kilku zdaniach opowiedział o huku, tłoku i zbyt głośnej muzyce. Powietrze lokalu było przesiąknięte zapachem alkoholu i seksu.

W pewnym momencie kumpel Emily, Daniel zaproponował im "umilacz" imprezy. Były to ściągnięte nie wiadomo skąd i przez kogo kolorowe, podłużne tabletki. Ted odmówił, za to Emily i jej paczka wzięli po kilka.

Impreza trwała dalej w najlepsze.

Po kilku godzinach Emily powiedziała bratu, że źle się czuje i chce wracać do domu. Chłopak cieszył się, że nie brał alkoholu do ust tego wieczoru. Zapakował dziewczynę na tylne siedzenie samochodu i ruszył w drogę powrotną.

Gdy przejechali jakieś dwa kilometry, Emily nagle zaczęła krzyczeć. Był to wrzask gorszy od wszystkiego, co Ted kiedykolwiek słyszał (jest ze wsi, był przy zarzynaniu niejednej świni).

Szybko zaparkował na poboczu i wysiadł z samochodu. Otworzył tylne drzwi. Jego siostra wyskoczyła z samochodu jak oparzona wciąż krzycząc. Ted, starając się ją przekrzyczeć, pytał co się stało. Próbował ją przytulić, ale odpychała go od siebie szlochając głośno.

Ted nie miał pojęcia jak tej nocy znaleźli się domu. Najgorsze było to, że Emily kategorycznie odmówiła wejścia do budynku, a na próby wniesienia jej do środka reagowała histerycznym krzykiem. W końcu rodzice ustalili, że dziewczyna będzie spać pod gołym niebem, a brat będzie jej pilnować.

Jak opowiedział mi Ted, noc mijała spokojnie. Dochodziła właśnie czwarta rano. Emily leżała na kocu patrząc w gwiazdy, a on siedział oparty o pień jabłonki. Nie spali wcale, gaworząc sobie w najlepsze, gdyż zawsze byli zgodnym rodzeństwem. W pewnej chwili Ted zapytał siostry, dlaczego zaczęła krzyczeć. Wtedy ona powiedziała mu, ze odkąd wyszli z imprezy panicznie boli ją głowa i ma stałe wrażenie, że każde pomieszczenie czy pojazd w jakim się znajdzie zaraz zawali jej się na głowę.

Wtedy Ted zasugerował, że może to "umilacz" działa w ten sposób. Dziewczyna wzruszyła ramionami i uznała, ze jutro na pewno wszystko jej przejdzie.

Niestety, nic takiego się nie stało. Było nawet dużo gorzej.

Emily nie tylko z trwogą wchodziła do domu. Zaczęła także mówić bratu, że słyszy głosy straszące ją zamknięciem w małym pomieszczeniu bez drzwi i okien. Stała się nieufna dla całej swojej rodziny oprócz Teda. Nie chciała rozmawiać z psychologami, po których ciągali ją rodzice.

Pewnego dnia Ted wrócił wcześniej z pracy. W tamtym czasie dorywczo pracował jako rozwoziciel gazet. Gdy tylko otworzył drzwi domu, już wiedział, że coś jest nie tak. Nie mylił się.

Znalazł Emily w jej pokoju. Na podłodze leżał wielki kuchenny nóż do mięsa. To, co zrobiła ze swoim ciałem napawało chłopaka obrzydzeniem. Była całkowicie naga. Jej lewa ręką, dekolt, szyja i piersi zostały obdarte ze skóry. Obok niej było pełno krwi.

Ted przypadł do siostry pragnąc ją ratować. Niestety, Emily miała już zsiniałe usta, a o wyczuciu pulsu na jej rozdartym ciele nie mogło być mowy. Biedaczka, wykrwawiła się na śmierć...

To była wielka tragedia dla całej wsi. W końcu Emily była taką piękną i zdolną dziewczyną. Na jej pogrzebie była masa ludzi. Wszyscy jej znajomi z imprez, przyjaciele...

Ted nigdy nie powiedział rodzicom, co stało się w czasie tej imprezy. Nie zrobił tego nawet wtedy, gdy po tygodniu od pogrzebu wszedł do pokoju Emily i znalazł pod jej biurkiem ochlapaną krwią kartkę.

"Ciasno mi. Nie mogę oddychać. Muszę to zakończyć."

Chłopak do dzisiaj zastanawia się, czym tak naprawdę były te tajemnicze tabletki, które Daniel przyniósł wtedy do klubu. Zapytałem go, czy nie chciał się tego dowiedzieć. Chciał, a jakże, tyle że nie miał już okazji, gdyż niedługo po śmierci Emily w jej ślady poszli ludzie, którzy tego feralnego dnia poczęstowali się kolorowymi pastylkami. A wraz z nimi Daniel.

Po usłyszeniu tej historii, długo jeszcze siedziałem obok Teda zastanawiając się, ile dzieciaków nieświadomie może paść ofiarą koszmarnych tabletek, wywołujących potworne ataki klaustrofobii.

Wydaje mi się, że on myślał o tym samym.

Jeśli kiedykolwiek w czasie imprezy w klubie, ktoś zaproponuje Wam tabletki zbliżone do opisu, odmówcie.

W końcu lepiej nie ryzykować...
Źródło: upiorne.pl
Oceń:
7
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!