Szpital

Dodane przez: nicollaus, 31.05.2013, 12:59
Reklama:
Znajdujesz się w niewielkim pomieszczeniu, otacza Cię półmrok. Wokół, prócz brudnych, betonowych ścian, nie ma nic. Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Stoisz w ciemności otoczony przez troje, równie zdezorientowanych co Ty ludzi. Kiedy Twoje oczy przywykły do ciemności, dostrzegłeś coś jeszcze. Duże, ciężkie stalowe drzwi. Bez klamki, bez żadnego uchwytu. Przypominają te, wstawiane w zakładach psychiatrycznych. W powietrzu unosi się zapach śmierci. Nie masz pojęcia, skąd się tu wziąłeś. Na myśl nasuwają się coraz to nowe pytania - "Gdzie ja jestem?", "Jak się tu znalazłem?", "Co to za miejsce"? Prócz cywilnego ubrania nie macie przy sobie nic. Ostatnia rzecz, jaką pamiętasz, to wzmagające się z każdą chwilą uczucie senności. Potem wszelkie światło zgasło. I teraz jesteś tutaj. Gdziekolwiek to jest.

Kolejne kilka sekund i następny, nowy obiekt wyłonił się z mroku - niewielki, kwadratowy włącznik światła. Centralnie nad Tobą, z sufitu zwisa lampa, wygląda na zdatną do użytku. Serce wali Ci jak młot, nikomu z obecnych nie udało się wykrztusić z siebie jeszcze ani jednego słowa. Bryła prawdziwego przerażenia zastygła Ci w gardle, pogrążony w ciszy, próbujesz wmówić sobie, że to tylko koszmar. Obudzisz się, zaraz będzie po wszystkim... Jeszcze tylko kilka chwil...
Niestety, powoli uświadamiasz sobie, że to nie sen. To rzeczywistość. Przerażająca rzeczywistość... Głuchą ciszę przerywa cichy chichot. Patrzycie po sobie. Nie, to chichot dziecka. Dziewczynki. Dochodzi zza drzwi. Po chwili znów cisza. Nieprzenikniony całun bezgłosu ponownie otulił całe pomieszczenie. Z pod stalowych drzwi zaczyna wydobywać się duża ilość ciemnej cieczy. Coraz więcej, i więcej... Już po kilku sekundach sięgnęła Twoich stóp. Ma charakterystyczny zapach. Znasz go - to zapach krwi. Po chwili czujesz również odór zgnilizny. I znów chichot. I znów cisza...

Podchodzisz do włącznika światła. Ciche kliknięcie...

Słaby blask rozgrzewającej się lampy, zaczął stopniowo rozświetlać otaczający Was mrok. Dostrzegacie dwie rzeczy, które wcześniej umknęły Waszym oczom. Pierwszą z nich jest niewielki stolik, na którym leżą cztery latarki i pistolet, oraz cztery naboje. Obok karteczka - "Miłej zabawy". Niezbyt to pocieszające. Jednak to nic w porównaniu z tym, co dostrzegasz na ścianach. Brodząc prawie po kostki w krwi, rozglądasz się wokół siebie.

"Witajcie w piekle"

"ONI TU SĄ ONI TU SĄ ONI TU SĄ ONI TU SĄ ONI TU SĄ..."

"DEMONY W ŚCIANACH"

"nareszcie w domu..."

Takie oto napisy otaczają Cię ze wszystkich stron. Dostrzegasz również odwrócony pentagram i kilkadziesiąt, lub nawet kilkaset krzyży. Wszystko to napisane jakby w pośpiechu, nieładzie. Charaktery pisma różnią się, co utwierdza Cię w przekonaniu, iż nie zrobiła tego jedna osoba. Przyglądając się w milczeniu napisom, nagle usłyszałeś ciche skrzypienie - drzwi uchyliły się minimalnie. Otworzyły się. Ktoś je otworzył. Coś je otworzyło.

Chichot.

Ktoś się z Wami bawi...

Patrzysz po wszystkich, znajdujących się w tym pomieszczeniu. Nikt nic nie mówi. Nie znasz tych ludzi, nawet ich nigdy nie widziałeś. Wyglądają na równie przerażonych, co Ty. Nie możesz tak stać do końca życia, przejmujesz inicjatywę. Choć nogi uginają się pod Tobą, a ciało zalewają litry zimnego potu, dajesz kilka kroków przed siebie, w stronę drzwi. Drżącą dłonią dotykasz zimnego metalu i popychasz najciszej, jak umiesz. Drzwi nie otworzyły się nawet do połowy i zatrzymały się na czymś. Przed sobą widzisz długi, biały i częściowo oświetlony korytarz, w oddali panuje mrok. Za sobą usłyszałeś ciche chlupanie - towarzysze niedoli postanowili jednak do ciebie dołączyć. Spuszczasz lekko wzrok. Teraz już wiesz, na czym zatrzymały się drzwi.

Ciało.

Ubrany w biały kaftan człowiek. Bez twarzy. Zamiast niej, ma zmasakrowaną kupę mięsa. Wszystkie mięśnie poszarpane, kawałki oderwanego ciała walają się wokół ciała. Robi Ci się niedobrze i choć próbujesz z tym walczyć, po chwili wymiotujesz tuż obok trupa. Chcesz jak najszybciej się stąd wydostać. Ocierasz twarz i zamykasz na chwilę oczy.

To tylko sen, to tylko pieprzony sen...

Minęło kilka sekund. Pełen nadziei ponownie podnosisz powieki. Nic się nie zmieniło, nadal jesteś w tym budynku. Nadal stoisz obok trupa.

Chichot.

Następnie słyszysz krzyk i gwałtownie się obracasz - po pozostałych nieszczęśnikach, ani śladu. Zostałeś sam. Wracasz się do pomieszczenia, które przed chwilą opuściłeś, zabierasz pistolet, załadowujesz do niego cztery naboje i chwytasz latarkę. Pozostaje tylko jedno... Musisz iść przed siebie, w końcu natrafisz na jakiś plan budynku. Powoli, stąpając najciszej jak się da kroczysz przed siebie. Tym razem starasz się nie zwracać uwagi na leżącego na ziemi truposza. Twoje kroki rozchodzą się echem wzdłuż całego korytarza. Nie wiesz jak długo już idziesz... Kilka sekund? Minutę? Godzinę? Dzień? Czas dłuży się niemiłosiernie. Wtem dostrzegasz drzwi po swojej prawej stronie. Wyglądają praktycznie tak samo, jak wcześniejsze, z tym że te mają sporą klamkę. Być może to jest wyjście. Nawet nie zauważyłeś kiedy stanąłeś w pomieszczeniu. Latarka wypadła Ci z dłoni, nogi odmówiły posłuszeństwa. Znajdujesz się w sali, wyglądającej bardzo podobnie do poprzedniej. Gołe ściany poplamione są jednak krwią. Na środku stoi stół, do którego przywiązana jest półnaga kobieta. Otaczają ją dziwne postaci w białych koszulach i maskach. Wyglądają jak chirurdzy. W dłoniach trzymają różnorakie narzędzia, jakich nie powinno używać się w medycynie; młotek, świder na korbkę, obcęgi... Ponownie robi ci się niedobrze.

Rozlega się krzyk kobiety.

Jeden z lekarzy zauważył Twoją obecność i uśmiechnął się. Rozległy się cztery strzały. Mężczyzna stoi niezruszony, a Ty rozpoczynasz szaleńczy bieg wgłąb korytarza.

Chichot.

Upadasz, poślizgnąłeś się na plamie krwi. Podnosisz wzrok ku górze. Wiesz już, co Cię czeka.

Szaleńczy śmiech.

Widzisz małą, kilkunastoletnią dziewczynkę, odzianą w białą koszulę, ubrudzoną czerwoną cieczą. Dziewczynka przechyliła lekko głowę przyglądając Ci się bacznie. Ma nienaturalnie bladą skórę, czarne niczym noc oczy i rzadkie, siwe włosy opadające na plecy. Uśmiechnęła się ukazując szereg cienkich, spiczastych zębów. Wyciąga w Twoją stronę dłoń z kilkucentymetrowymi, czarnymi szponami i łapie cię za włosy. Jednym szarpnięciem podrywa cię do pozycji klęczącej, wyrywając przy tym garść włosów i zadając Ci ból. Teraz stoisz z nią twarzą w twarz. Czujesz jej oddech. Smród rozkładającego się mięsa...

Nagle otwierasz oczy. Leżysz na czymś miękkim. Tak... Tak! Jesteś w sypialni. To był tylko sen... Pieprzony koszmar...

Cały zlany zimnym potem wstajesz z łóżka tak, aby nie obudzić żony i udajesz się do kuchni. Musisz się napić, strasznie zaschło ci w gardle.

Machinalnie wymijając meble, półprzytomny docierasz do kuchni. Bierzesz szklankę z półki i odkręcasz zimną wodę w kranie. Nagle zamierasz w bezruchu. W ułamek sekundy oprzytomniałeś.

Chichot.

Wcale nie jesteś w domu.

Leżysz na chłodnym stole, a kończyny masz związane skórzanymi pasami.
Otacza cię grono lekarzy. Jeden z nich uśmiecha się do Ciebie.

"Spokojnie... Niedługo wyzdrowiejesz... Już niedługo..." usłyszałeś cichy głosik dziewczynki.


Źródło: własna głowa
Oceń:
35
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!