Terapia cz.6

Dodane przez: poltergeist, 24.06.2013, 00:53
Reklama:
Nagle w progu mieszkania stanęła uśmiechnięta Iza. Nagle wszystkie moje wątpliwości i udręki umyslowe zeszły na drugi plan. Iza, moja piękna Iza. Anioł stróż w najgorszych chwilach, przyjaciel w chwilach słabości. Pełna ciepła i miłości twierdza i ostoja spokoju dla mojej umęczonej przez pracę duszy. Bez słów poddaliśmy się miłosnemu uniesieniu. Tak bardzo mi jej brakowało.
Mrok. Znów czerń oplatająca mnie niczym wąż, dusząc mnie z każdą próbą oswobodzenia się. Nad swoim łóżkiem stał Cezary z odrgyzionymi tętnicami. Patrzył się na mnie, a ja… ja nie mogłem się ruszyć. Czułem się jakby ktoś przyspawał mnie do mojego własnego łóżka. Po chwili usłyszałem krzyk Izy gwałconej przez mojego byłego pacjenta na moich oczach. Nie mogłem nic zrobić, nie mogłem się ruszyć. Obraz kołysał się to w prawo to w lewo, wszędzie słyszałem jej krzyk bólu i przerażenia. Krzyczała moje imię, chciała bym jej pomógł. Ja… nie mogłem nic zrobić tylko się patrzeć. Głuche szepty, co raz wyraźniejsze mówiły mi że to wszystko moja wina. Popadałem w obłęd… Godzina trzecia nad ranem. Zerwałem się z łóżka. Iza spokojnie spała obok mnie. To był tylko chory sen. Moja przedziwna i tragiczna wyobraźnia. Gardło paliło mnie, jakbym do środka wrzucił ognisty żar. Na raz wypiłem butelkę wody. Uspokojony świadomością że to był tylko koszmar położyłem się spać.
Te kilka wolnych dni spędziłem z moją piękną Izą. Biegaliśmy po sklepach, odwiedzaliśmy okoliczne festyny i imprezy. Przy niej zupełnie zapomniałem o koszmarach minionych dni i nocy. Była moją ostoją… ucieczką. Nie wiem co by się stało gdybym stracił tego swojego osobistego anioła. Kobieta dla mężczyzny zawsze jest ucieczką. Jeżeli zbyt wysoko się wznosimy, ściąga nas na ziemie. Jeżeli zbyt nisko upadamy, ciągnie nas ku górze. Cudowny skarb, często nie doceniany, a przecież w zasięgu ręki. Któregoś dnia, odwiedzając Gdański Park Oliwski rozmawialiśmy o mojej pracy. Unikałem rozmowy o tragediach minionych dni. Tym bardziej nie mówiłem nic o Mateuszu. Zręcznie zmieniałem tematy. Nie zasługiwała na to by ją przerażać. Zatrzymaliśmy się pod dworkiem by podziwiać luksusowy apartament szlachecki- Wiesz Krystian? Moja firma prosperuje świetnie, mam godnych zaufania i bardzo utalentowanych pełnomocników. Miałabym teraz dużo czasu dla siebie, dla nas i… dla dziecka. Może powinniśmy o tym pomyśleć?- Nie wierzyłem w to co mówi. Byłem w niebowzięty. Do pełni szczęścia brakowało już tylko dziecka w naszej skromnej, kochającej się rodzinie.- Kotku, myślałem że już nigdy się nie zdecydujesz. Dziecko to fajna sprawa, pod warunkiem że to będzie chłopiec. Nie jestem jeszcze gotowy na dobór spódniczek- wybuchnęliśmy śmiechem. Żona złapała mnie pod ramię i przespacerowaliśmy resztę ogrodu w słodkim milczeniu. Przed wieczorem byliśmy już w domu. Jutro miałem wrócić do mrocznych piwnic „Hadesu”. Przerażała mnie ta myśl. Pójdę tam, porozmawiam z Ordynatorem i z Mateuszem. Potem kończę pracę w klinice. Chce się zająć żoną, przyszłym dzieckiem. Zostanę lekarzem w zwykłym miejscu.
Źródło: Moje własne
Oceń:
1
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!