Rachunek Sumienia

Dodane przez: białadama, 28.06.2013, 10:35
Reklama:
W pierwszej chwili Altin nie czuł nic. Nie wiedział nawet gdzie się znajduje, gdyż wokół niego panowała niemal całkowita ciemność. Dopiero po kilkudziesięciu sekundach zorientował się, że do pomieszczenia wpada niewielki strumyk światła. Wkrótce jego oczy zupełnie przyzwyczaiły się do mroku, w którym rozpoznał niewielki, pachnący wilgocią pokój – nie było widać żadnych mebli ani wejścia, ani też czegokolwiek co mogłoby powiedzieć więcej o tym dusznym więzieniu. Pod bosymi stopami wyczuł kamienie i zaczął się zastanawiać, czy to nie aby piwnica któregoś z domów w Korce …
Ale czy na pewno był w Korce ? Od czasu, gdy nagle stracił przytomność, nie pamiętał nic. Zresztą nawet szczegóły ostatnich minut świadomości zatarły się już w umyśle mężczyzny, nie był nawet pewien, co robił przed ogłuszeniem. Zresztą nie próbował sobie tego przypomnieć, gdyż pulsujący ból w okolicach skroni stawał się nie do zniesienia. „Musieli mnie czymś nafaszerować” – pomyślał.
Umysł Altina minuta po minucie odzyskiwał jasność i z każdą minutą klarował grozę położenia. Mężczyzna spróbował ruszyć ręką i dopiero wtedy zdał sobie sprawę, że jest skrępowany. Zdołał dotknąć palcami wiążącą go materię – był to mocny sznur, którego grubość nie pozostawiała złudzeń co do możliwości uwolnienia się bez ostrego narzędzia. Nogami również nie mógł poruszyć – był uwięziony.
Altin zaczął rozmyślać, kto mógł go tak urządzić. Nie miał poważnych wrogów, ale nie mógł wykluczyć zwykłego napadu rabunkowego. Tylko po co przetrzymywaliby go w tym lochu ?
Skrzypienie nienaoliwionych drzwi wyrwało go z tych rozmyślań, ale nie wzbudziło w nim większego lęku. Coś musiało się w końcu stać, ktoś uwięził go tu w jakimś celu, zapewne będą czegoś żądali …
Ciężkie kroki odbijały się echem od ścian pomieszczenia, potwierdzając jego niewielkie wymiary. Altin wytężał wzrok, ale postać była wciąż skryta w nieoświetlonej części lochu. Mimo to czuł i słyszał, że zbliża się ona nieuchronnie w jego kierunku.
– Kim jesteś ? – miał być to krzyk, ale z gardła wydarł się tylko chrypiący dźwięk, z ledwością przypominający słowa .
Odpowiedzi nie było. Altin chciał krzyknąć raz jeszcze, ale wtedy smużka światła padła na przybysza i strach ścisnął młodemu Albańczykowi gardło …
Postura nieznajomego była imponująca, podobnie jak jego wzrost. Nie było widać żadnych szczegółów twarzy, ale można było rozpoznać kształt kaptura założonego na głowę postaci. Z ramion zwieszała się luźna szata, co nadawało konturowi przybysza wyglądu mnicha.
– Gdzie jestem ? Czego chcesz ode mnie ? – tym razem głos Altina był już mocniejszy, ale nadal dawało się w nim odczuć silną nutę strachu.
Znów nie było odpowiedzi, a postać wciąż stała w bezruchu. Przerażony więzień stracił już zupełnie rachubę czasu i nie potrafił nawet określić, jak długo już patrzy na upiornego mnicha …
A ten w końcu poruszył się. Po kilku mierzonych krokach stanął naprzeciw Altina. Strach mężczyzny był tym większy, że postać w ten sposób ponownie przesunęła się w strefę niemal całkowitego mroku, a zarazem stała tuż przed jego skrępowanym ciałem …
Taki stan „zawieszenia” trwał kilka następnych minut. Choć sytuacja każdego z nich była zupełnie odmienna, ktoś, kto mógłby przeniknąć mrok piwnicy porównałby ich niechybnie do dwóch przeciwników. Stali wpatrzeni w siebie, choć nie mogli się dokładnie widzieć. Obaj tkwili w miejscu jak skały – Altin ze strachu, mnich z tylko sobie znanych powodów.
„Weź się w garść, człowieku, walcz !” – najbardziej wojownicza część duszy Altina odezwała się teraz w jego umyśle.
Wtedy więzień poczuł, że zimny metal przecina skórę na jego palcu wskazującym. Jednocześnie mnich chwycił go za dłoń, co przeraziło Altina jeszcze bardziej niż sam ból. Z każdą sekundą ostrze wbijało się coraz głębiej w słabe mięśnie …
– Pamiętasz Vesnę ? – przemówił mnich, a Altin nie wiedział co jest najstraszniejsze – grobowy, nieludzki wręcz głos zakapturzonego człowieka, ból w palcu, czy też wymienienie prze oprawcę imienia Vesny, które przywoływało nieubłaganie wspomnienie pewnego czerwcowego dnia …
Vesna … była pierwszą. Wspaniała brunetka o cudownym uśmiechu, jedna z tych, które każdy mężczyzna chciałby posiąść. Romans z nią nawiązał w jeden wieczór, wystarczyło parę drinków. Była to zresztą znajomość krótka – ale wyryła się w pamięci Altina na zawsze, wszak pierwszy raz smakuje najlepiej … torturował ją długo, przelewając na jej ciało wszystkie swe chore wizje, które przez dziecięce lata podpowiadał mu jego wynaturzony umysł. Zaczął od odcięcia dwóch palców wskazujących. Potem piersi, brzuch, kształtne uda … ale to było za mało, dopiero rozrzucone po hotelowym pokoju resztki jelit sprawiły, że czuł się zaspokojony. Nóż, sekator i skalpel stały się od tamtego dnia ulubionymi przedmiotami Altina.
… a teraz stał przed nim człowiek, który wiedział o tej zbrodni. Więzień żył dotychczas w przekonaniu, że ślady zostały skutecznie zatarte, ze nikt nie dowie się o losie Vesny …
– A teraz przypomnij sobie, co zrobiłeś z Kateriną – odezwała się ponownie postać, a tembr jej głosu poruszył każdy zakamarek w głębi nikczemnej duszy Altina. Po chwili strach ustąpił jednak amokowi, kiedy dwa ostrza zacisnęły się na jego genitaliach, zamieniając narządy mężczyzny w krwawą masę, której część opadła na ziemię. Resztki wisiały jeszcze pomiędzy jego nogami, a po kilku chwilach dało się usłyszeć odgłos kropel krwi ściekających z nich na kamienną podłogę. Mnich wyciągnął rękę i energicznym ruchem wydarł to, co pozostało jeszcze z genitaliów Altina. Nie drgnął nawet słysząc kolejny rozdzierający krzyk torturowanego człowieka.
– Czyżby pamięć cię zawodziła ? – szept mnicha rozbrzmiał w uszach Altina niczym przerażająca melodia.
Tak jednak nie było, gdyż w umyśle mężczyzny ponownie pojawiły się wspomnienia sprzed lat. Katerina … poznał ją w jednym z kurortów nadmorskich, kochali się przez kilka nocy, wydawała mu się ideałem … ale żądza mordu była silniejsza. Kiedy zasnęła u jego boku wbił jej ukryty pod materacem sekator w narządy rodne i wyciął je. Krzyk, jaki się wtedy rozległ, poruszyłby nawet umarłych, ale nie jego. On czerpał z niego radość, z lubieżnością patrzył nie tylko na jej kształtną figurę, ale i na krwawiące krocze …
… a teraz strumień krwi płynął spomiędzy jego własnych nóg, tworząc coraz większą kałużę ciepłej posoki na kamieniach. Altin był na skraju rozstrojenia nerwowego, wydawało mu się, że za chwilę straci zdolność logicznego myślenia. Spojrzał jeszcze raz w kierunku oprawcy, mimo iż wiedział, że nie zdoła ujrzeć jego ukrytej w cieniu kaptura twarzy.
Mnich wykonał powolny ruch ręką i przesunął się w stronę oświetlonej części lochu. Altin miał nadzieję, że przy tek okazji uda mu się dojrzeć oblicze prześladowcy, ale ten wyciągnął w kierunku światła jedynie odzianą w rękawiczkę dłoń, trzymając w niej …
Altin ujrzał tylko kształt owego przedmiotu, ale nie musiał widzieć szczegółów aby go rozpoznać. Był to niewielki grzebyk, a z nim wiązał się kolejny epizod z mrocznego życia mężczyzny.
„Kiedy to się skończy ? On wie o mnie chyba wszystko” – ta myśl przemknęła z prędkością błyskawicy przez umysł więźnia, ale szybko ustąpiła kolejnym wspomnieniom. Grzebień ten należał do Jordany, jednej z jego pierwszych ofiar. Był to okres, kiedy jego żąda krwi była wyjątkowo mocna, rozpaczliwie potrzebował zabijania, aż w końcu …
Myśli Altina przerwał palący ból … ale zupełnie inny od dotychczasowego, wydawało mu się, że skóra na jego klatce piersiowej płonie. Potworne uczucie i drażniący zapach jaki poczuł w nozdrzach nie pozostawiał wątpliwości – mnich oblał go kwasem siarkowym ...
Ciało ostatecznie przestało podlegać umysłowi, więzień wił się, jakby próbował strząsnąć z siebie jakiegoś niewidzialnego wroga. Prawdziwy wróg był jednak już z nim złączony – kwas solny wyżerał jego skórę i mięśnie, spływając aż do ranionego krocza.
Mignęło mu jeszcze w myślach wspomnienie Jordany, której piersi oblał kwasem pewnej letniej nocy w swoim mieszkaniu … wydawało mu się, że za chwilę zapadnie w nicość – nicość, będącą przedsionkiem śmierci. Tak się jednak nie stało, gdyż przed jego oczami rozbłysł płomień. Altin wykonał jeszcze jeden wysiłek, aby opanować swoje poranione ciało. W pierwszej chwili światło oślepiło go, a gdy czerwone plamki zniknęły już sprzed jego oczu, stało się coś, czego pragnął i obawiał się jednocześnie – postać sięgnęła w kierunku kaptura i powoli opuściła go …
Oczy Altina po raz kolejny rozszerzyły się z przerażenia. Dotychczas każdy moment grozy sprawiał, że pocił się i czuł gorąco, ale teraz strach niemal zmroził mu krew w żyłach. Oblicze mnicha było obliczem kogoś, kto … – a może czegoś ? Nie był to jednak człowiek. Wysuszona skóra i krwistoczerwone ślepia czyniły z postaci bestię, jakiej Altin nie widział nawet w swych najstraszniejszych koszmarach.
Nie zdążył już jednak zapamiętać tego przerażającego widoku, gdyż mnich sięgnął po leżącą u jego stóp siekierę i błyskawicznym ruchem odciął głowę mężczyzny. Gdy upadła na ziemię, można było zobaczyć wykrzywioną w grymasie przestrachu twarz więźnia. Twarz człowieka, którego spotkał okrutny koniec.
– Łajdaku, powinieneś być mi wdzięczny – wyszeptał upiorny mnich w ten sam sposób, w jaki odzywał się do Altina – pomogłem ci uczynić rachunek sumienia.
Mówiąc to kopnął odciętą głowę, która potoczyła się w kąt lochu, gdzie dopadła do niej grupka zwabionych mdłym zapachem krwi szczurów.

Autor: Cezary Namirski
Źródło: horror.com.pl
Oceń:
12
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!