Najlepsi przyjaciele

Dodane przez: białadama, 13.07.2013, 04:10
Reklama:
Kiedy byłam dzieckiem, mieszkałam w skromnym domku w Zachodniej Wirginii. Dom był dosyć mały, a z tyłu rozciągał się duży las. Jak każde małe dziecko, byłam dość ciekawa tego co kryję się w środku. Rodzice zgodzili się żebym tam poszła, ale nie wolno mi było zbliżać się do rzeki w głębi lasu. Na początku byłam tym lekko zawiedziona, ale później przestało mi to przeszkadzać i po prostu trzymałam się z dala od niej.

Będąc jedynakiem w wieku 8 lat można się poczuć samotnym. Byłam typem odludka, za to miałam potężną wyobraźnię i po prostu stworzyłam sobie grupę przyjaciół do zabawy, którzy mieszkali w lesie. Jednak nigdy go nie opuszczali, tak więc moje przygody z nimi omawiałam z rodzicami przy kolacji.

Pewnego dnia, gdy mój tata wyszedł na zajęcia do seminarium (chciał zostać pastorem w naszym kościele), postanowiłam udać się na krótki spacer do lasu, zwłaszcza, że miałam dzień wolny od szkoły. Ubrałam kurtkę, z pomocą mamy odnalazłem swoje buty i wybiegłam na spotkanie mojego wymyślonego królestwa. Kiedy dotarłam do najbardziej oddalonego miejsca, w którym kiedykolwiek byłam nagle zawładnęła mną ciekawość. Byłam zmęczona ograniczaniem się do małego skrawka lasu, więc powoli ruszyłam do przodu, omijając wielkie korzenie i nisko zwisające gałęzie, aż w końcu dotarłam do tej niesławnej rzeki, przed którą przestrzegali mnie rodzice. Posiadała silny prąd i wyglądała na groźną. Spojrzałam na drugą stronę, gdzie las nagle gęstniał. Pomiędzy cienkimi pniami i niskimi gałęziami ujrzałam ruch. Cień? Cokolwiek to było, zbliżało się, aż w końcu pojawiło się po drugiej stronie rzeki. Człowiek. Wychudzony, prawie dwumetrowy mężczyzna. Spoglądał na mnie poprzez rzekę. Jako samotna dziewczynka, pomyślałam, że może być moim przyjacielem. Uśmiechnęłam się i pomachałam, ale nie zareagował. Po dokładniejszym przyjrzeniu się, odkryłam, że lekko się uśmiecha. Z jakiegoś powodu ten uśmiech mnie przeraził, więc zdecydowałam się wrócić do domu.

Następnego dnia, po szkole, wróciłam tam. Zaczęłam tam wracać codziennie. Po jakimś czasie, jego uśmiech przestał mi przeszkadzać. Uważałam go za słodki. Mężczyzna nigdy nie przekroczył rzeki, ale ciągle znajdowaliśmy sposoby na wspólną zabawę. Związaliśmy się ze sobą.

Pewnego dnia tata zapytał mnie co robię w lesie tyle czasu. Naturalne pytanie, w końcu dziwnym jest, że mała dziewczynka chodzi codziennie sama do lasu, przecież co tam można robić. Opowiedziałam mu, że znalazłam przyjaciela.
- Tak? A jak ma na imię? - roześmiał się.
- On nie umie mówić. Przynajmniej tak mi się wydaje. - odpowiedziałam.
Nie zagłębiając się w temat, tata odpuścił, a ja wróciłam do codziennych wizyt u mojego przyjaciela.

Pewnego dnia w końcu wyjawił mi swoje imię.

Biegłam do rzeki uśmiechając się z powodu chęci spotkania go. Był to dzień jak co dzień: on był po drugiej stronie rzeki. Jednak teraz, zamiast połowicznego uśmiechu, jego twarz w pełni się uśmiechała. Tak, że było widać zęby. Nie byłoby to nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że wszystkie jego zęby były ostre. Wszystkie. Co jakiś czas jego rozwidlony język zasysał powietrze pomiędzy jego cienkimi, żółtymi kłami. Zaparło mi dech w piersiach. Mój przyjaciel po raz kolejny stał się małym potworem. Chciałam się odwrócić i uciec, ale nie mogłam ruszyć nogami. Chciałam nie patrzeć, ale nie mogłam odwrócić wzroku.

Gdy się już lekko pozbierałam, odwróciłam się, żeby uciekać. Wtedy jednak odezwał się, po raz pierwszy.
- Jak ci na imię, dziecko?
- C-Cassie... Nazywam się... Cassie Littman.
Jego uśmiech poszerzył się.
- Jestem Levi.
Zaczęłam uciekać. Sposób w jaki to powiedział... Jego głos... Wiedziałam, że już nigdy więcej nie chcę go widzieć. To było okropne. Czułam się jakby szeptał mi do ucha, mimo, że woda w rzece głośno rozbijała się o skały, a on stał po drugiej stronie. Nigdy wcześniej nie słyszałam takiego głosu. Jakby nie był z ludzkiego świata. Gdy tylko zrobiłam pierwsze kroki, usłyszałam jak mnie woła.
- Nie zostawiał mnie Cassie.
Nie mogłam zostać, musiałam stamtąd uciec. Możliwe, że płakałam, nie pamiętam. Dobiegłam do domu i wpadłam na tatę.
- Mój Boże, Kochanie, co się stało? - zapytał.
- Mój przyjaciel. Mój przyjaciel z lasu ma ostre zęby. Przeraża mnie!
- Spokojnie skarbie, to tylko twoja wyobraźnia. Jeśli twój "przyjaciel" tak cię przeraża, nie chodź więcej do lasu.
To miało sens. Już nigdy nie chciałam widzieć tego... czegoś. Więc nie wracałam tam przez kilka miesięcy. Stałam się trochę odludkiem. Bałam się wyjść z domu. Bałam się, że on... będzie na mnie czekał.

Spałam kiedy to usłyszałam. Płacz. Podskoczyłam lekko i po cichu podeszłam do okna. Miałam idealny widok na las, ale nic nie widziałam. Słyszałam jak ktoś mówi przez łzy, ale nie mogłam dopasować twarzy do przytłumionego i zniekształconego głosu. Nie wiedziałam też skąd dochodzi ten dźwięk, więc udałam się na dół, aby od niego uciec, ale stawał się coraz głośniejszy.
- Tęsknię za tobą, Cassie. Proszę, przyjdź do mnie. Cassie, kocham się. Tak bardzo tęsknię.
Nie chciałam iść za głosem. Naprawdę. Jednak coś w głębi mnie, powiedziało mi, że musze. Coś mówiło mi, że muszę pocieszyć to co przeze mnie cierpi. Wyszłam na dwór. Nie wiedziałam dokąd idę, ale dokładnie wiedziałam którędy. W stronę lasu. Szłam dłuższą chwilę, aż dotarłam do rzeki. Wtedy wszystko zrozumiałam. Wpadłam w panikę, zaczęłam płakać i rozglądać się z obawy przed Levithisem, czy jak się zwał. Usłyszałam szmer. Słowa zostały teraz zastąpione przez okropne, nieludzkie krzyki agonii.

Nie mogłam go zobaczyć, ale słyszałam co mówił.
- DLACZEGO MNIE ZOSTAWIŁAŚ? POTRZEBOWAŁEM CIE! BYŁAŚ MOJĄ JEDYNĄ PRZYJACIÓŁKĄ I OPUŚCIŁAŚ MNIE!
Kilka minut później pojawił się po drugiej stronie rzeki. Byłam zbyt przerażona żeby się odezwać. Otarł łzy z twarzy.
- Wybacz Cassie. Po prostu strasznie cię kocham. Jesteś moją jedyną przyjaciółką. Proszę, przejdź na drugą stronę rzeki, pobaw się ze mną.
Przemyślałam to. Był samotny... jak ja.

Wtedy przypomniałam sobie co moja mama powiedziała mi kiedy nie chciałam wychodzić z domu.
- Nie mogę powiedzieć, że cieszę się z tego, że już nie wychodzisz na dwór, ale jestem bardzo zadowolona, że nie zbliżasz się do lasu. Ta rzeka ma złą historię. Wiele dzieci się w niej utopiło. To... takie dziwne.
Połączyłam to wszystko w głowie. Zaczęłam krzyczeć aby nie dopuścić go do mojej głowy. Musiałam uciec. Powiedziałam mu, że musze iść, ale on ciągle mnie zwodził. Obiecał mi radość, zabawę, owoce i długie, szczęśliwe życie razem. Jedyne co musiałam zrobić to przejść przez rzekę. Jedyne co musiałam zrobić, to zanurzyć się.
Pomimo tego co mi mówiła mama, stanęłam na krawędzi rzeki. Byłam taka samotna. Chciałam tylko przyjaciela...

W czerwcu 2004 roku ciało Cassie Littman zostało znalezione po drugiej stronie rzeki Shaver Fork. Prawie każdy centymetr jej ciała był pogryziony.

Tłumaczenie: DarkAlchemy
Wersja oryginalna na: creepypasta.com
Źródło: paranormalne.pl
Oceń:
36
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!