Funny dog

Dodane przez: badger, 20.07.2013, 07:59
Reklama:
Zawsze od kiedy pamiętam miałem, czy tam w rodzinie był, jakiś pies. Pierwszy, którego pamiętam to był wilczur (taki niby, bo bez rodowodu), mieszkał w budzie na podwórku, potrafił urwać każdy łańcuch, i rzadko kiedy kogoś się słuchał.. Na smyczy nie lubiał chodzić i nieraz przeciągnął mnie kilkanaście metrów po trawie (miałem wtedy ze 12 lat). Dzieci tolerował, obcych dorosłych nie bardzo. Kolejny pies (ona) to byłmaleńki kundelek, bardzo zadziorny, ale rozumieliśmy się bez słów. Następny pies (znowu ona), to już po kilku latach przerwy, pierwszy mój pies w dorosłym życiu, pudel, z początku dziki, panikujący w każdej niespodziewanej sytuacji. Po kilku latach, jak urodziła mi się córka, okazał się idealnym psem dla rodziny. Przez ostatnie 14 lat, po pudlu - Mice, mieszkał z nami znowu niby wilczur. Moja córa wychowała się z nim, spali w jednym łóżku, jedli, nieomal z jednej miski. Kora – tak się zwała sunia, potrafiła przeciągnąć córkę, przez całe mieszkanie, łapiąc ja za nogi lub ręce, i nie zrobiła jej nawet siniaka. Od dziesiątego roku życia córa chodziła z nią samodzielnie na spacery. Mogłem je razem wypuścić na spacer o dowolnej porze dnia czy nocy i wiedziałem, że mojej córce nic nie grozi, bo jest z Korą. Niestety, czas mijał i wiek psa spowodował, że coraz mniej wychodziła na dwór, i w końcu nas opuściła. Córka długo przeżywała odejście przyjaciela. Jednak wciągnęła się do jakiejś grupy „kuglarzy”, jak to nazywała. Robili pokazy z ogniem. Oczywiście najczęściej po zmroku, dla lepszego efektu. Jednocześnie powstał pewien konflikt między nowymi, a starymi znajomymi córki (miała jakieś 17 lat wtedy). Pewnego razu wracając z pokazu „Fire Show”, na przystanku autobusowym, spotkali się starzy i nowi koledzy córki. Jak opowiadała mi córka, zadyma wisiała w powietrzu. W pewnym momencie , próbującą godzić zwaśnione strony, córę pchnął któryś z jej zacietrzewionych kolegów... Do bijatyki nie doszło, do końca nie wiem dlaczego, ale córa mówiła, że na jej kolegów coś się rzuciło. Kilku upadło, kilku krzyczało w panice. Po zajściu okazało się, że zostali pogryzieni, chyba przez psa, ale uzębienie nie do końca pasowało. Któryś z kuglarzy zrobił zdjęcia, aby udokumentować agresję „blokerów”. Córka pokazała mi je później. Twierdziła, że to Kora ja obroniła. Widzę pewne podobieństwo do mojej suni, ale ...ona nigdy nie była agresywna...

Na dzień dzisiejszy moja córa nie boi sie wyjść w nocy zdomu, na spacer, z naszym nowym przyjacielem (zadziorny kundel, mały, ale rzuca sie na wszystkich i wszystko, z poza domowników, a w domu nawet kota toleruje). Twierdzi, że Kora ja zawsze obroni jak zajdzie taka potrzeba.

Historia alternatywna:http://straszne-historie.pl/story/3436
Źródło: straszy.pl
Oceń:
6
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!