A niech to szlag!

Dodane przez: scaryguy, 31.10.2012, 11:05
Reklama:
W tym roku lato było wyjątkowo natrętne. Żar lał się z nieba wiadrami, nad ulicami falowało rozgrzane powietrze. Niektórzy przechodnie, w znacznej większości uzbrojeni w okulary przeciwsłoneczne i czapki z daszkiem, czmychali do przydrożnych sklepów, by zakupić butelkę wody lub chociaż poczuć kojące działanie wiatraków masowo zalegających lady. Inni wysupływali resztki sił i przyspieszali kroku, by jak najprędzej dotrzeć do celu i ukryć się przed słońcem. Telewizja, radio, prasa - a także zdrowy rozsądek – wszyscy krzyczeli, że od 10 do 15 lepiej nie wychodzić z domu. Patrząc na ulice miasta - wielu jednak musiało. Szczęśliwy ten, kto lipcowe piekło oglądał zza szyby, przy szumie wirującego wiatraka.
Tak jak Klaudiusz Morawski.

Do sklepu komputerowego wszedł starszy człowiek, oblany potem, a razem z nim fala gorącego powietrza. W jednej ręce trzymał pudełko, na którym widniało zdjęcie drukarki, w drugiej chusteczkę. Odsapnął, wytarł krople z czoła, po czym nie bez wysiłku powiedział:
- Dzień dobry.
- Słucham - warknął Klaudiusz, nie odrywając wzroku od monitora.
- Z drukarką coś nie tak. Kupiłem ją wczoraj u pana, podłączyłem, zgodnie z instrukcją, a to ustrojstwo nie drukuje.
- Sprzęt został dobrze podłączony?
- Yyy... Tak mi się wydaje, kierowałem się instru...
- Ach, po co zatem zawraca mi pan dupę? Proszę przyjść wtedy, gdy będzie pan pewny. - Wreszcie podniósł wzrok na zupełnie zbitego z tropu klienta. - To moja diagnoza. Do widzenia.
Starszy mężczyzna podniósł pytająco brwi, pokręcił głową, po czym z bólem serca skierował się w stronę drzwi. Nie dość, że został potraktowany jak śmieć, to na dodatek niczego nie załatwił. A najgorsze, że musiał wyjść z klimatyzowanego sklepu i zmierzyć się z nieludzką temperaturą. Jak jajko wyciągnięte z lodówki, które ląduje na rozgrzanej patelni.
- Niech pan szybko zamknie drzwi - usłyszał na odchodnym. - Nie mam zamiaru znosić kurewskiego gorąca.
Drzwi trzasnęły, tak mocno, że natychmiast odskoczyły i ze zgrzytem zaczęły się otwierać, wpuszczając nieludzko nagrzane powietrze.
Sprzedawca wpadł w szał.
- Do kurwy nędzy, ty stara, niedołężna łachudro!
Wyskoczył na zewnątrz, by dorwać mężczyznę z drukarką.

***

Wczoraj było bardzo podobnie. Bezmózgi klient, który nie potrafił drzwi za sobą zamknąć. Nie obyło się bez wrzasków i gróźb pod adresem bogu ducha winnego człowieka.
O ile kiedyś inwektywy rzucane przez Klaudiusza przynajmniej w pewnym stopniu rozładowywały jego zdenerwowanie, o tyle teraz zupełnie nic nie pomagało. Czasami miał wrażenie, że cały świat sprzysiągł się przeciw niemu, każdy podkłada mu świnie i sypie piaskiem w oczy. Największa furia ogarniała go w pracy. W ubiegłym tygodniu niezliczona ilość klientów wychodziła ze sklepu z oburzeniem, co jednak tylko potęgowało jego wściekłość. Szczęście, że pracował sam – w przeciwnym wypadku każdego dnia dochodziłoby w sklepie do rękoczynów.
A po pracy? Nie lepiej. Najpierw korek. Przeprawa drogą krajową 44 około godziny 15 sama w sobie jest nielichym problemem. Gdy zaś do utrudnień komunikacyjnych dochodzi 40 stopniowy upał, trzeba by prawdziwego stoika wychowanego na Saharze - każdemu innemu mogą puścić nerwy. Nie mówiąc o Morawskim.
Zaraz po wejściu do mieszkania okazało się, że Basia zostawiła wiadomość na automatycznej sekretarce. Ale Klaudiusz nie miał ochoty słuchać rozżalonej eks-nażeczonej, która winy szuka u wszystkich, tylko nie u siebie. Dziwaczka, pomyślał. A do tego szmata. Dobrze, że nasza przygoda się skończyła. Niedługo później Morawski zauważył, że zapomniał kupić masła, soli i czegoś do picia. Nie po raz pierwszy w tym dniu niezwykle trudna dykcyjnie wiązanka przekleństw wypadła z jego ust. Dostało się nawet sprzedawczyni ze spożywczego.
Cały świat źle działał na Morawskiego. I vice versa.

***

A teraz stał przed sklepem, oślepiony jasnością, jaka panowała na zewnątrz i zaskoczony aż tak wielkim upałem. Z zaciśniętymi ustami nerwowo rozglądał się dookoła w poszukiwaniu starszego mężczyzny, nieudacznika, który nie potrafił zamknąć drzwi. Tego jednak już nie było. Klaudiusz nie wytrzymał. Rozłożył ręce w geście niemocy i spojrzał w górę. Zmrużył oczy, słońce było nie do zniesienia.
- Kurwa mać! Mam dość tego świata, mam dość was wszystkich, rozumiecie?! - zaskoczeni przechodnie odwracali głowy w stronę wściekłego Klaudiusza. - Niech wreszcie szlag trafi ludzi, przez których muszę znosić mój pierdolony los! - Nie zdążył powiedzieć ani jednego słowa więcej, bo z lazurowego, zupełnie czystego nieba uderzył piorun, trafiając go prosto w klatkę piersiową. Siła pioruna rzuciła ciało do tyłu, prosto na szklane drzwi sklepu komputerowego.

Świadkowie zdarzenia mówili później, że na twarzy denata malowało się autentyczne zdziwienie.
I złość.

Marcin Paprok dla http://straszne-historie.pl
(CC) BY-NC-ND 3.0 © Przy kopiowaniu proszę zachować autora i źródło.
Źródło: autor - Marcin Paprok
Oceń:
6
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!