Żołądek

Dodane przez: kucykicka, 13.08.2013, 17:34
Reklama:
Zwykła najzwyklejsza szkoła podstawowa w przedmieściu. Zwykłe klasy, zwykłe korytarze, zwykłe ławki, zwykli uczniowie, zwykli nauczyciele, zwykłe życie. W tej dzielnicy nie działo się nic specjalnego. Przedmieście też takie sobie. Choć od czasu do czasu na przedmieściu zdarzały się wiejskie zabawy w których wszyscy bez względu na wiek mogli się tam bawić. Zabawy te odrywały ludzi od monotonnych prac codziennych które człowieka doprowadzały do wymiocin. Nie ze względu na obrzydliwe rzeczy bo nie było nic w tym obrzydliwego lecz w nic nie zmieniającym się formie pracy. Codziennie wykonujesz tą samą czynność po kilkadziesiąt razy. Nie miałbyś dość? No właśnie.

Pewnego dnia rodzeństwo - brat i siostra - Przechadzali się po ulicach przedmieścia ot tak po prostu. Mieszkali tutaj od pół roku. Ich ojciec był blisko załamania nerwowego od ciągłego mieszkania w wielkim mieście. Nie miał depresji lecz miał słabe nerwy. Ich mama natomiast zawsze była marzycielką. Zawsze marzyła by zamieszkać na dzikim zachodzie. Ale wiedziała, że to niemożliwe. Przeglądali oferty sprzedaży domków jednorodzinnych. Wszyscy mieli dość mieszkania w wielkim mieście. Więc przenieśli się na małe przedmieście. Akurat poprzedni właściciel miał przeciwne zdanie - woli duży ruch w centrum niż siedzieć na tzw "pustyni". Rodzina się ucieszyła i natychmiast się przeprowadziła.

Kiedy weszli do środka szkoły, wszyscy grzecznie się witali nawzajem, nieliczni też pozdrawiali i ucałowali. Mieli w tym dniu odebrać małego synka sąsiadki pani Magdy. Siedząc i czekając na koniec lekcji rodzeństwo ze sobą rozmawiało, w sumie o wszystkim i o niczym. Rzadko się kłócili. To było kochające się rodzeństwo które wspomagało się wzajemnie. Byli samowystarczalni. Zadzwonił dzwonek, odebrali chłopca, ubrali go i poszli z nim do sąsiadki która z niecierpliwieniem czekała na swojego synka.

Któregoś dnia, dziecko pani Magdy zachorowało ciężko na ospę. Rodzeństwo - Jacek i Karolina - zamierzali z ciekawości obejrzeć szkołę, do której uczęszcza dziecko sąsiadki.

Weszli do środka. Przywitali się i zaczęli krążyć od szatni w dół po samą górę. Nic specjalnego. Ale przynajmniej miło było. Poszli do domu.

Nastał pechowy dzień i niewiadomo skąd, na ścianach zaczął pojawiać się grzyb. Czarny, śmierdzący, obślizgły i zaraźliwy grzyb. Szkoła próbowała temu zaradzić różnymi środkami przeciwgrzybicznymi i innymi chemikaliami. Sięgali po wszystkie możliwe środki chemiczne by temu zaradzić. Może i pomagało ale efektów nie było widać.

Nie było wyboru. Poinformowano odpowiednie służby. Przyjechał samochód towarowy. Wysiadło z nich 4 ludzi. Dwóch z przodu, dwóch z tyłu siedziało w pomieszczeniu za kierowcą, kobieta i mężczyzna. Przynieśli ze sobą wielkie 6-litrowe butle. Były grube i plastikowe. Najwyraźniej to coś co w nich trzymano musiało być naprawdę skuteczne.
- Ok, proszę nam pokazać zakażoną część. - Powiedział mężczyzna, który był pasażerem obok kierowcy. Dyrektor wraz z 3 pracownikami weszli do budynku i pokazał im zakażone grzybem ściany.
- Czy były wcześniej jakieś tego oznaki? Ciężki oddech, kichanie, bóle głowy, cokolwiek? -
- Nie, nie było. Wszyscy uczniowie dobrze się czuli. -
Mężczyzna dumał.
- Musimy zamknąć szkołę. -
- Edukacja jeszcze trwa! Zamknięcie szkoły spowoduje, iż uczniowie będą mieli zaległości i nie dostaną dyplomów!
- Nie przesadzaj pan. - Powiedział mężczyzna tak jakby rozmawiał z sąsiadem. - Ok, zrobimy inaczej... -

W tym czasie rodzeństwo przypatrywało się całej sytuacji. Samochód, butle, trzech mężczyzn i kobieta... Coś jest nie tak. Nie wiedzieli dokładnie co. Ale nie chcieli marnować czasu. Lubili przygody, więc pomyśleli iż wejdą do środka szkoły i poniuchują.
- Ej siostrzyczko, widziałaś kiedyś schron? -
- Nie a czemu akurat teraz mnie o to pytasz? -
- Mamy odrobinę czasu więc możemy go poświęcić na małą penetrację... -
- Obrzydliwy jesteś! - Rzuciła Karolina.
- Miałem na myśli rozejrzeć się po schronie jak on wygląda... -
- Ach... Wybacz. -
- Spoko. - Uśmiechnął się. - Przyzwyczaiłem się do twojej zboczonej natury. - Pocałował siostrę w policzek i wziął ją za rękę. - Chodź. Oni se pogadają a my mamy szansę
obejrzeć coś czego być może nigdy więcej nie zobaczymy! -

Dziwnym trafem drzwi od schronu były otwarte. Jakiś woźny musiał tam od czasu do czasu sprzątać i zostawiał tam pod koniec dnia wszystkie swoje "woźne" rzeczy. Nawyraźniej tam woźny sięgnął po chemikalia niedostępne na co dzień. Rodzeństwo weszło do środka. Na dzień dobry poczuli silny odór. W końcu to pomieszczenie jest pod ziemią i mało lub wcale nie wentylowane. Weszli głębiej. Trzynaście metrów dalej w brudnej ścianie zauważyli jak na schron bardzo ładne, wręcz można powiedzieć nowe drzwi. Klamka pozłacana niedotknięta przez kurz, drzwi z ciemnego drewna nie były nawet myte ani nie pachniały chemikaliami. Wszędzie był kurz tylko nie tutaj. Jacek złapał za klamkę lecz siostra go powstrzymała.
- Porąbało Cię? Nie wiemy co tam jest! -
- Tam może być ściana... Kto by trudu tyle sobie narobił żeby takie piękne drzwi tutaj wstawiać? -
Złapał klamkę i pociągnął. Doznali szoku. W środku było... Czysto i schludnie. Zero kurzu czy bałaganu... Porządek i czystość. Choć bardzo chłodno, nie było widać oparów zimna. Weszli do środka i delikatnie zamknęli za sobą drzwi. Było ciemno. Dziesięć metrów dalej przy jednej silnej żarówce stało krzesło. Na krześle siedział mężczyzna. Nie ruszał się. Bardzo powoli szli w jego stronę. Być może ich zaraz usłyszy. Kiedy byli już wręcz pół metra od siedzącego mężczyzny, delikatnie wychylili się zza niego by ten ich nie zauważył. - "Ja pierdolę, po co ja się zgodziłam..." - Pomyślała Karolina.

Mężczyzna na krześle był... Martwy. Był w zaawansowanym stanie rozkładu. szaro-zielona skóra, usta malutkie jak 5 zł i wywalone na tył białka oczu. Ubranie jego było... Też czyste i schludne. Patrzyli się wzajemnie z podekscytowaniem i ze strachem. Karolina zauważyła jeszcze coś dziwnego... Po lewej stronie, wzdłuż ściany stał mężczyzna, jego średnia wieku była ku skraju starości. Miał piękną i wystylizowaną brodę. Schludny, czysty i porządnicki gość. Czytał sobie magazyn jak gdyby nigdy nic. Stał za drewnianą w połowie budką. Przewracał strony jakiegoś magazynu. Magazyn był nowy. Bez wahania podeszli do mężczyzny. Podeszli do owego mężczyzny i ładnie się przywitali.
- Dzień Dobry... - Mężczyzna chyba się wciągnął w artykuł. Nie widział ani ich nie słyszał. Powtórzyli. Nic. Teraz lekko krzyknęli.
- Dzień Dobry! - Mężczyzna się zerwał w strachu.
- Och, dzieciaki, nie straszcie mnie! I bądźcie ciszej bo obudzicie strażnika. - Wskazał na martwego mężczyznę.
- Przecie on nie żyje! -
- Jacek-k... - Karolina szturchnęła go a ten spojrzał. Na krześle NIKOGO już nie było.

- ŻOŁ-ŁĄDEK-K - Spokojny lecz przerażający głos odezwał się zza nich. Za nimi stał ten sam mężczyzna który przed chwilą siedział na krześle. Serce biło im jak napalony pięściarz.
- ŻOŁ-ŁĄDEK-K - Powtórzył zgniły mężczyzna tóż za nimi.
- Kochani, widzieliście może kogoś obcego na terenie szkoły? - Spytał mężczyzna z niewiarygodnym spokojem na twarzy.
- Czterech ludzi, to znaczy trzech mężczyzn i jedna kobieta. A co? - Karolina odpowiadała tak, jakby nie miała wyjścia. Mężczyzna odłożył magazyn i powiedział wprost zombie stojącym za rodzeństwem.
- Cztery żołądki na górze. Następne cztery dostaniesz później. - Jacek i Karolina byli nie mało przerażeni tym co się dzieje...
- ŻOŁ-ŁĄDK-KI! ŻOŁ-ŁĄDK-KI!!! WSZYST-T-K-KIE MMOJE!!! - Powiedział głośno martwy mężczyzna. Szedł jak kaleka ale pomimo jego rozkładu szedł dość szybko. O mało się nie przewrócił popychając drzwi na lewo od nich, których jeszcze kilka minut temu ich nie było...
- Co się dzieje?! - Z niekrytym przerażeniem w głosie spytał Jacek -
- Ach, no właśnie tego się obawiałem. Nie powinien biec z takim entuzjazmem... To źle się dla niego skończy. - Mężczyzna się uśmiechnął do rodzeństwa i wrócił do czytania magazynu.



WIADOMOŚCI: Jeden mężczyzna w szkole podstawowej na przedmieściu został brutalnie zamordowany. Jego zwłoki znaleziono w łazience z rozdartym tułowiem. Żadnego śladu noża czy jakiegokolwiek ostrza. Ślady wyglądają tak, jakby coś dosłownie rozerwało skórę tego człowieka. W jego organizmie nie znaleziono żołądka. Po drodze też znaleziono rozbity samochód towarowy z chemikaliami który uderzył w drzewo. Wszystkie trzy osoby nie żyją. Po wyjęciu ciał z samochodu stwierdzono u nich też brak żołądków. Władze i policja robią co mogą by złapać mordercę mężczyzny z podstawówki. Jednak nie wiadomo w jaki sposób w ciałach trzech zmarłych wyciągniętych z samochodu nie ma żołądków i w jaki sposób jest to powiązane ze śmiercią mężczyzny z podstawówki...



Kiedy rodzeństwo kładło się spać, Jacek kończył czytać swoją książkę. Kiedy odłożył ją na kredens obok siebie, przez okno zobaczył sylwetkę postaci. Mężczyzna. Chyba na kogoś czeka. Spod ciemnej części latarni odsłonił się na padające światło... To był ten zombiak którego dzisiaj widzieli... Serce mu stanęło. Uśmiechnął się i swoimi białymi ślepiami patrzył na Jacka... Uśmiechnął się, pomachał jackowi jak dobremu kumplowi i odszedł w stronę najzwyklejszej szkoły podstawowej na najzwyklejszym przedmieściu...
Źródło: Własny pomysł
Oceń:
-1
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!