Obserwator

Dodane przez: kostuch, 29.08.2013, 05:22
Reklama:
To było dawno temu, jednak do tej pory na wspomnienie tamtych wydarzeń po moim kręgosłupie przechodzi lodowaty dreszcz. Wciąż mam przed oczami tę istotę...
Na imię mi Henry i kiedy to wszystko się zaczęło miałem osiem lat. Byłem normalnym, zwyczajnym dzieckiem. Grałem z kolegami w piłkę, chodziłem do szkoły, uczyłem się. Moje życie jednak uległo potwornej zmianie a noce zmieniły w bezsenny koszmar.

Pierwszy raz kiedy to zobaczyłem... cóż, nie pamiętam kiedy było to dokładnie. Przypominam sobie tylko, że była to najprawdopodobniej sobota gdyż nazajutrz nie musiałem iść do szkoły. Nie byłem jednym z tych dzieci, które bały się spać samemu przy zgaszonym świetle. Rodzice zawsze gasili światło i po powiedzeniu 'dobranoc' zamykali drzwi pozostawiając mnie samego w ciemnym i cichym pokoju. Nigdy się nie bałem. Aż do tamtej nocy. Pamiętam, że długo nie mogłem zasnąć i wierciłem się z jednego boku na drugi kiedy to przykuło moją uwagę. Szafa, która stała nieopodal mojego łóżka była niedomknięta. Drzwi były lekko uchylone. Mama musiała szukać tam czegoś i zapomniała ich zamknąć. Nie to jednak tak przyciągnęło moje spojrzenie. Tam, wewnątrz, w ciemnym wnętrzu szafy błyszczały dwa punkciki. Niby wypolerowane, gładkie szkło, odbijały nikłe światło docierające od okien. Moje serce zaczęło bić tak głośno, że mogłem je bez problemu usłyszeć. Coś tam było i patrzyło się prosto na mnie. Zakryłem się kołdrą po czubek głowy i leżałem tak przerażony. Nie było mowy o tym bym mógł zasnąć, za bardzo się bałem. Chciałem krzyknąć lub iść po tatę jednak nie byłem w stanie się ruszyć. To spojrzenie... paraliżowało mnie. Nie wiem ile czasu minęło jednak przy pierwszych promieniach słońca zasnąłem ze zmęczenia.

Obudziła mnie mama wołając na śniadanie. Była 9 rano. Zawsze dawała mi pospać trochę dłużej w weekendy. Uśmiech z jej twarzy znikł gdy tylko mnie zobaczyła. Byłem blady, rozczochrany, miałem podkrążone i zaczerwienione oczy. Przytuliła mnie troskliwie i zapytała dlaczego się nie wyspałem. Bałem się jej opowiedzieć. Myślałem, że mi nie uwierzy, że nazwie to tylko wybrykami dziecięcej wyobraźni.
Już po śniadaniu, umyciu się i ubraniu w dzienne ciuchy wszedłem ostrożnie do swojego pokoju. Wyglądał zupełnie normalnie. Wszystko było na swoich miejscach, zabawki, konsola i nie zaścielone łóżko. Odnalazłem jednak szczegół, który sprawił, że oblał mnie zimny pot a gardło wyschło zupełnie jakbym przełknął garść piachu. Szafa była zamknięta... Nie myśląc za wiele sięgnąłem po drewniany miecz jaki kiedyś wystrugał dla mnie tata w swoim warsztacie i puknąłem nim w drzwi mebla. Cisza. Odetchnąłem głęboko i zapukałem jeszcze raz co dało taki sam efekt. Zebrałem całą odwagę jaką w sobie miałem i postanowiłem otworzyć drzwi. Ściskając swoją prowizoryczną broń otworzyłem je gwałtownie i zastałem... pustkę. Były tam tylko wszystkie te rzeczy jakie moi rodzice tu składowali. Jakiś materac, koc, trochę ubrań, stary odkurzacz. Ale nie było już pary, odbijających światło niczym czarne szkło, oczu. Do pokoju wszedł tata i zaśmiał się szczerze widząc, że trzymam zabawkowy miecz.
- Polujesz już na smoka rycerzu? Nie pościeliłeś jeszcze łóżka. Pamiętaj, że dziś jedziemy do wesołego miasteczka.
- Pamiętam tato – odpowiedziałem mu starając się nie dać po sobie poznać jak bardzo się bałem.


Tamtego dnia byliśmy w wesołym miasteczku. Zapomniałem o wszystkim, o szafie, tajemniczych oczach i strachu. Było wspaniale. Z tatą jeździliśmy na diabelskim młynie i gokartach a z mamą na karuzeli. Obiad zjedliśmy w jakiejś knajpce pod gołym niebem. Czułem się szczęśliwy i beztroski. Aż wróciliśmy do domu... Im bliżej było pory spania tym bardziej byłem przybity. Rodzice myśleli, że jestem zmęczony po dniu pełnym wrażeń więc jak gdyby nigdy nic zjedliśmy kolację i udaliśmy się do łóżek.

Przechodząc przez swój pokój zerknąłem na szafę. Była zamknięta, taka jaką zostawiłem ją przed wyjściem do parku rozrywki. Nieco uspokojony położyłem się i zakopałem w pościel. Mama przyszła powiedzieć mi dobranoc i zgasić światło. Mówiłem sobie w myślach, że to był tylko wytwór mojej wyobraźni albo mi się to przyśniło i nie ma się czego bać. W końcu mam już osiem lat a trzęsę się ze strachu przed wyimaginowanym potworem z szafy! Tak się uspokajając, powoli zmierzałem do krainy snów kiedy usłyszałem ten dźwięk. To było jak pojedyncze drapnięcie pazurami o drewno. Zlokalizowanie tego dźwięku nie było trudne. Zamarłem z przerażenia kiedy przez niewielką szczelinę w pościeli widziałem jak to otwiera od środka drzwi szafy. Ta dłoń... z pewnością nie mogła należeć do żadnego człowieka. Była niewyobrażalnie chuda a palce długie, patykowate, zakończone ostrymi, spiczastymi paznokciami. Była niezdrowo blada, niemal mogłem dostrzec kości przez jej skórę. Ręka schowała się do szafy kiedy tylko rozchyliła odpowiednio jej drzwi. Błysnęły. Te przerażające ślepia znów wpatrywały się we mnie bez jednego nawet mrugnięcia.

To trwało tygodniami. Nie mogłem spać, odsypiałem noce gdziekolwiek byle choć na chwilę zmrużyć oko. Zdarzało mi się nawet zasypiać na lekcjach. Opuściłem się w nauce, nie grałem już w piłkę. Byłem ciągle zmęczony i zaspany. Apatyczny.
Próbowałem już wszystkiego, zastawiać szafę innymi meblami, spać przy zapalonym świetle, prosiłem nawet kilkukrotnie rodziców o to bym mógł spać z nimi jednak za każdym razem mówili, że jestem już na to za duży. W końcu jednak poważnie się zaniepokoili moim stanem, zabrali do psychologa po tym jak im wszystko opowiedziałem. Lekarz twierdził, że to normalne dziecięce lęki przed wyimaginowanymi potworami lub też coś w rodzaju wymyślonego przyjaciela. Ja jednak wiedziałem, że to jest tam naprawdę i cholernie się tego bałem.

Po powrocie do domu z poradni tata przestawił szafę z mojego pokoju do salonu i nawet nie wiecie jak bardzo mi z tego powodu ulżyło. To mogła być pierwsza noc od wielu tygodni kiedy będę mógł w spokoju zasnąć nie będąc obserwowanym przez tajemniczą istotę.
Otulony w kołdrę i wreszcie spokojny wkroczyłem do krainy snów. Nie pamiętam co mi się śniło jednak późno w nocy obudził mnie dziwny odgłos na zewnętrznym parapecie. Łóżko miałem tuż pod oknem więc często słyszałem jak lądują tam ptaki. Tym razem dźwięk był nieco inny. Głośniejszy, cięższy. Poczułem jak bicie mojego serca przyspiesza. Powoli, bardzo powoli uniosłem głowę. Do tej pory żałuję, że to zrobiłem... To co zobaczyłem wyryło piętno na moim umyśle. Myślę, że od tamtej pory rozumiem co to jest prawdziwy strach. Realny, rzeczywisty, oblepiający umysł paskudnym, lodowatym ślimaczym śluzem, który paraliżuje członki i nie pozwala nawet krzyczeć. Strach, który powoduje, że wątpisz w zdrowość swoich własnych zmysłów i zastanawiasz się jak chora wyobraźnia mogłaby stworzyć taką potworność.

To było bezwłose i przerażająco chude. Można było policzyć temu wszystkie kości prześwitujące przez trupio bladą skórę. Kończyny tego stwora były potwornie długie wszystkie zakończone patykowatymi, szponiastymi palcami. To coś miało również ogon, brzydki, szczurzy, wijący się na parapecie niczym wąż i zwisający poza jego krawędź gdzieś w ciemną noc. Ale najgorsza z tego wszystkiego była głowa... Pochylona w stronę szyby, kształtem przypominała ludzką jednak nie posiadała uszu. Miast nosa tylko dwie pionowe szpary a usta były zwykłą, kreską bez żadnych warg. Te wielkie, potwornie duże czarne oczy wpatrywały się we mnie. Udało mi się krzyknąć na co istota zareagowała ucieczką w mrok. Do pokoju wpadli rodzice, zapalili światło...

Po tym wydarzeniu zawsze już spałem z zasuniętymi na sam dół roletami. Co jakiś czas słyszałem groźne skrobanie o ściany w pobliżu mojego okna jednak już nigdy pazury tego czegoś nie zastukały o mój parapet. Nigdy więcej też nie czaiło się w żadnej z moich szaf czy też w innych z mebli.

Teraz, kiedy już znacie moją historię z pewnością będziecie w stanie zrozumieć jakiś strach wzbudziły we mnie słowa mojej 7letniej córeczki. Nie będąc pewnym czy dobrze usłyszałem poprosiłem ją by powtórzyła.
- Tatusiu, jakiś potwór w nocy siedzi w mojej szafie i się na mnie patrzy... - wtuliła się we mnie będąc naprawdę przestraszona. Krew odpłynęła mi z twarzy a lodowaty dreszcz przeszedł wzdłuż kręgosłupa...
Źródło: Własne
Oceń:
11
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!