Kpina z mocy boskiej

Dodane przez: guerreiro, 3.09.2013, 07:01
Reklama:
Witam.

Nazywam się Rafał- na cześć bytu, którego nazywamy Archaniołem. Dlaczego o tym mówię, dowiecie się zaraz. Pominę znaczną część historii mnie opisującej, moje doświadczenia i marzenia. Pominę również opis mojej osoby i większość elementów, które mogłyby zasugerować, że jestem wyjątkowy i inny niż reszta, bo tak nie jest- uważam się za najnormalniejszego człowieka na Ziemi. Nie chcę również, żebyście odebrali mój tekst w sposób, że przeżyłem coś, co nikomu innemu nie ma prawa się zdarzyć. Bo teoretycznie mogło się to zdarzyć każdemu i nie każdy mógł mieć okazję o tym powiedzieć... Chcę uświadomić Wam, że nie jesteśmy pozostawieni samym sobie. Interesują się nami potężniejsze istoty. Nawet nie wiecie jak bardzo i jak często One są bliżej niż myślimy.

Jestem osobą bardzo wierzącą w Boga i wiedzącą o istnieniu Szatana. Użycie słów "wierzącą" i "wiedzącą" nie jest tu przypadkowe.
Znowu- nie wdając się w szczegóły, odkąd pamiętam, kiedy miało mi się zdarzyć coś złego jak upadek z roweru, samochód pędzący w moją stronę na przejściu dla pieszych, czy oberwanie pod dyskoteką zawsze wychodziłem bez najmniejszego uszczerbku i jednocześnie zawsze widywałem postać. Nie wiem jak to opisać. Kiedyś byłem przekonany, że to Kostucha przyszła upewnić się, że opuszczam ten świat, ale po kilkudziesięciu przypadkach, kiedy wychodziłem bez szwanku z potencjalnie niebezpiecznych sytuacji, uznałem tę postać za coś, co może nawet się mną opiekuje...
Sam nie mogłem w to uwierzyć, bo wyglądała i wciąż wygląda jak Śmierć- głęboki kaptur, szary płaszcz. Blada skóra dłoni i długie palce.
Jednak mimo wszystko, żyłem zawsze ze świadomością, że ta postać jest blisko i nie pozwoli, żeby stała mi się krzywda.

Z racji mojej wiary i charakteru chodzę do Kościoła. I przez ten zwyczaj odkryłem coś, co dotyczy mojej osoby. Jeden raz w ciągu ostatnich kilku lat poszedłem do innej Parafii. Ksiądz, który podawał Komunię odmówił mi jej podania. Dlaczego- nie wiedziałem. Aż do momentu kiedy zaczepił mnie za drzwiami Kościoła pewien chudy mężczyzna. Powiedział tylko: "Masz prawo wiedzieć". Oczywiście z mieszanką obaw i zaciekawienia, może nawet lekkiej ochoty "potrollowania" faceta, zacząłem drążyć.

- No, to co chce mi Pan powiedzieć?

-Wiesz kim jestem. Jestem twoim opiekunem i moim zadaniem jest Ciebie chronić.

-A kto powiedział, że potrzebuje opieki ?

-Potrzebujesz jej bardziej niż myślisz.

Po tej kwestii trochę nawet się przestraszyłem, podjąłem marsz szybkim krokiem, byle jak najdalej od tego faceta. Nie, żebym się go bał, oceniając jego posturę i wygląd raczej nie mógł mi nic zrobić. Niemniej jednak chciałem się oddalić.
Idąc, bardzo nieuważnie odwracałem głowę, oglądając się za siebie i na boki szukając wzrokiem tego gościa.
W efekcie wpadłem pod samochód. Tak po prostu, bez majestatycznego upadku, bez wyjątkowych okoliczności i bez ogromnych prędkości. Wyjazd auta z parkingu nieszczęśliwie zbiegł się z moim niefortunnym 'zeskokiem' z chodnika na jezdnie i też trochę przydługim upewnianiu się kierowcy, czy nic nie jedzie po jego lewej stronie. Oczywiście zobaczyłem zbliżający się samochód. Ale nie było możliwości na reakcję, widziałem zbliżającą się tonę blachy z moim kierunku. Uderzenie przewróciło mnie i uderzyłem potylicą w asfalt.

Obudziłem się w tym samym miejscu stojąc nad własnym, leżącym ciałem. Widziałem każdy szczegół. Cały świat, jakby bardziej barwny, kolorowy, wyraźniejszy... Tylko wszystko, jakby z włączoną pauzą. Żadnego ruchu, samochód stoi, pobliskie drzewo się nie kołysze, w sklepie trochę dalej jakaś uśmiechnięta klientka stoi w zastygłej pozie między framugą a drzwiami.
Jedyny ruch zauważyłem odwracając się za siebie i dostrzegając zakapturzoną postać.

-Gdzie jestem ? Kurwa, umarłem ? - czułem nadchodzące przerażenie.

-Nie, nie umarłeś... Jesteś w Pierwszym Kręgu. To takie ni niebo, ni piekło. Stąd trafisz tam gdzie powinieneś.

-Piekło, niebo ? - zapomniałem języka w gębie. Do przerażenia dochodziła rozpacz. Czułem zbierające się łzy.

-Nie bój się. Zaraz sam zdecydujesz, gdzie chcesz iść; wracać do żywych czy zająć miejsce w Piekle, czy Niebie. Choć to ostatnie odradzam...

-Chcę do domu. Chcę żyć !

-Nie umrzesz. Jesteś w miejscu, gdzie jeszcze masz wybór. Pozwól tylko przekazać Ci coś, o czym musisz wiedzieć.

-OK. - Powiedziałem przez łzy, ciągle skrajnie przerażony.

-Więc... Kiedyś, gdy byłeś jeszcze noworodkiem, twoi rodzice wybrali się na wycieczkę. Pech chciał, że zakrztusiłeś się elementem jednej z zabawek, które miałeś w wózku. Oczywiście natychmiast zrobiłeś się czerwony i potem siny. Dusiłeś się kawałkiem plastiku. Twój ojciec oczywiście podjął się ratowania Ciebie. A twoja wierząca bezgranicznie w Boga i jednocześnie przerażona matka ochrzciła Cię korzystając z resztki wody w butelce. Taki "polowy chrzest". Jest dopuszczany przez Niebo i pomioty wychwalające Boga. Twoja matka była przekonana, że uratował Cię Rafał- Archanioł Uzdrawiania.

-Jezu... Skąd Ty niby o tym możesz wiedzieć ?

-Bo właśnie wtedy stałem się twoim opiekunem.
Miejsce w którym zostałeś ochrzczony było poniekąd "przeklęte". Było to miejsce w którym został popełniony grzech, lub jak ja to nazywam- czyn morderstwa. Złożyło się na to trochę innych czynników- Już wyjaśniam. My- Upadli Aniołowie nie ujawniamy się, tak jak Aniołowie Stróżowie. Mogę Cię zapewnić, że każdy z was takiego ma. Anioł Stróż tego mordercy postanowił się ujawnić i zamanifestować swoją moc, pomagając w mordzie. W tym momencie stał się Upadłym Aniołem i masz go przed sobą.

-Czemu ma to związek ze mną ?

Bo przez to wydarzenie stałeś się niejako "szyderstwem z mocy Boga", stałeś się żartem, elementem zagrażającym polityce Cherubów i Serafinów. Twój chrzest został uznany za kpinę z całego systemu funkcjonującego u góry. Nie wiem czemu jeszcze z tobą nic nie zrobili. Na Ziemi im nie zagrażasz, jednak twoja obecność w Niebie wyda na Ciebie wyrok najwyższych Aniołów, Archaniołów, Cherubów i Serafinów. Każda boska istota będzie chciała się Ciebie pozbyć. Z tego samego względu twoja obecność w Piekle też nie jest wskazana. Było by to dowodem na to, że "Żart", jakim nazwałem Cię wcześniej, stał się symbolem niemocy Nieba, jego słabości.
My, jako honorowe istoty nie chcemy Ci zrobić krzywdy- Może nawet znalazłbyś wśród nas wielu przyjaciół. Jednak wywołałbyś wojnę- Co dla śmiertelnych dusz oznacza Armageddon. Te bajki o wstających trupach, ogniu, Bestii, strachu i bólu to nie do końca bajki.

-Chcę do domu, proszę wypuść mnie stąd... Chcę żyć i być jak najdalej od tego...

-Zapewne kiedyś pomyślisz, że to był tylko sen, jednak pamiętaj: kiedyś będziesz musiał wybrać. Ty, albo ludzkość. Twoja wieczna egzystencja w pustce i nicości lub śmierć siedmiu miliardów ludzi...

-Ja pierdolę ! Wypuść mnie, nie chcę, zrób tak, żebym wrócił ! Boże ! Pomóż mi !

-Bóg Cię nie słyszy. Nawet najbliższe jemu istoty nie widziały Go od ponad dwóch tysięcy lat...



C. D. N.
Źródło: Własne
Oceń:
0
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!