Samanta

Dodane przez: wojtek1996x, 9.10.2013, 07:36
Reklama:
Czy zdarzyło ci się kiedyś wracać późną nocą przez wielki, ciemny las? Nie? To masz szczęście bo mi tak. Niby nic wielkiego, chodziłem tamtędy już wiele razy, nawet w nocy, ale tym razem byłem trochę wstawiony, oglądaliśmy z kumplami horrory, piliśmy jak to zawsze jest z kolegami. Ale nie, dziś nie będę mówił wam o tym co robi się na urodzinach przyjaciela. Wracając do tematu, wyszedłem z urodzin Jamesa dość szybko, dostałem telefon od rodziców, że natychmiast mam wracać do domu, wiecie jak to jest mieć nadopiekuńczych rodziców? Pożegnałem się ze wszystkimi i ruszyłem w stronę chaty, do domu mam daleko, więc postanowiłem skrócić sobie drogę i pójść przez las, nie był to najlepszy pomysł o czym przekonałem się dopiero w połowie drogi, no nic przecież nie będę się wracał - pomyślałem. Żeby trochę umilić sobie drogę włączyłem muzykę, jaki ja byłem głupi, nie dość, że bałem się tamtędy iść to mogłem tą muzyką kogoś lub coś zwabić, ale wtedy nie myślałem trzeźwo. Po paru minutach muzyka natychmiast przestała lecieć z głośnika "kurwa!" krzyknąłem głośno, nie dość, że jestem w środku zasranego lasu to jeszcze telefon mi padł, gorzej już chyba być nie może, a jednak pośpieszyłem się, najgorsze dopiero było przede mną. Stanąłem na chwilę rozglądając się, chyba się zgubiłem, zajebiście no genialnie po prostu. Nagle usłyszałem cichy szelest krzaków, teraz pewnie powinienem się wystraszyć, mruknąłem cicho pod nosem a szelest zdawał się być coraz głośniejszy, tak jakby ktoś się zbliżał. Nagle usłyszałem nucenie, ktoś nucił jakąś melodię, chyba gdzieś ją już słyszałem, kurwa nie ważne, że ją słyszałem ważne, że ktoś tu do chuja jest. Otrząsnąłem się i zacząłem błądzić wzrokiem wokół mnie, patrzałem wszędzie, na drzewa, krzaki, niebo, ktoś tu musi być. Nucenie stało się nie do wytrzymania, było przesiąknięte złem, tak wiem jak to brzmi, ale takie było, głos stawał się coraz głośniejszy, teraz już wiem, że jest to głos dziewczyny, czyli mogę wykluczyć któregoś z moich kumpli, muszę się przyznać, że na początku myślałem, że to koledzy próbują mnie nabrać. nagle wszystko ucichło, ale nie był to powód do radości. Na karku poczułem zimny oddech który mnie sparaliżował, nie mogłem się ruszyć. Próbowałem odwrócić trochę głowę, ale znów usłyszałem to potworne nucenie za moim uchem, zamknąłem oczy, myślałem, że to sen krzyczałem w myślach obudź się głąbie, i nic. W końcu to ona wykonała pierwszy ruch, rozdzierając powoli swoim długim, czarnym paznokciem mój policzek. To był już koniec, wiedziałem. W końcu pozbierałem się od środka i odwróciłem gwałtownie głowę, co bardzo jej się nie spodobało, otworzyła szeroko swoje duże zielone oczy i uśmiechnęła się, chciałem uciekać lecz coś mi nie dało, przyglądałem się jej a ona mi, pamiętam nawet jak wyglądała, ubrana była na czarno, czarna luźna koszulka, czarne porwane na kolanach spodnie i mały, zardzewiały łańcuszek z imieniem "Samanta", jej twarz była blada, policzki zapadnięte, oczy duże i zielone a usta małe, krwisto czerwone. Czarno czerwone, gęste włosy nachodziły jej na twarz, jej ciało było całe w bliznach. Złapałem oddech i popychając ją ruszyłem, biegłem ile sił w nogach, niestety nie jestem typem sportowca, więc co jakiś czas uginały mi się w biegu, opadałem z sił, wiedziałem, że zgubienie jej nie będzie takie łatwe, przystanąłem nie mogąc złapać oddechu i rozglądając się czy nigdzie jej nie ma. Zapomniałem już nawet o ranie na policzku, złapałem jeszcze kilka krótkich oddechów i zacząłem biec dalej, w końcu widzę światło lamp, biegnę przez ulicę i już jestem prawie koło domu, prawie potrącił mnie samochód, spojrzałem tylko na kierowcę, później za siebie i leciałem dalej, już widziałem mój dom, resztkami sił podbiegłem i zadzwoniłem domofonem, otworzyła mi moja mama już w szlafroku, odwróciłem jeszcze głowę i wbiegłem do domu, nie witając się z nikim wbiegłem na górę po schodach do mojego pokoju, zamknąłem okna i drzwi i wszedłem od razu pod kołdrę, nie zgasiłem światła, za bardzo się bałem. Nie wiem jak udało mi się zasnąć, ale obudziłem się po południu o niczym nie pamiętałem, dopiero po wejściu do łazienki i spojrzeniu w lustro, ta blizna, ona tu jest, zaczęło do mnie dochodzić, że to nie był sen, ta dziewczyna jest tam, tam w tym lesie i czeka, ale czemu od razu mnie nie zabiła, czemu czekała, tak po prostu pozwoliła mi uciec, to niemożliwe, to nie może się tak skończyć. Minął dokładnie rok odkąd spotkałem dziewczynę w lesie, starałem się o tym nie myśleć, nikomu nie powiedziałem, nikt nic nie wie, a ona.. czy ona nadal tam jest? Właśnie wybieram się na urodziny Jamesa, zakładam buty, żegnam się z rodzicami i wychodzę, idę, tym razem nie skrótami, dochodzę pukam, wszystko jest tak jak powinno, tym razem jest trochę więcej osób, rozglądam się, prawie nikogo tu nie znam, no cóż nie dziwcie się przez prawie pół roku nie wychodziłem z domu, po prostu bałem się, że ona na mnie gdzieś czeka. To już koniec, ona już nie wróci, dała mi odejść, idę na górę, wszyscy są na dole, wchodzę do łazienki, siedzę tam pół godziny, siedzę sam nie wiem czemu. W końcu ktoś puka, przebudziłem się, otwieram drzwi, to ona, stoi tam, taka jaką ją zapamiętałem, to już koniec dziś już nie wrócę do domu, wiedziałem, że nie da mi tak po prostu zapomnieć, ostatnia myśl, ostatnie pytania które siedzą w mojej głowie czy mogę ją powstrzymać, czy będzie zabijała dalej, kim jest, czemu ten dzień, czemu nie wcześniej, ta sama godzina, ten sam dzień, minął dokładnie rok, ostatnie spojrzenie, jej ostatni uśmiech, wyjęła ręce zza siebie i wbiła swoje długie paznokcie prosto w serce, rozdzierając moją klatkę piersiową tak wygląda moja śmierć, nie zdołałem nikogo uratować, przyciągnąłem śmierć, cały dom we krwi, wszyscy nie żywi i ona, wracająca do lasu, do swojej kryjówki czekając na następne ofiary.
Źródło: nie ma
Oceń:
10
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!