Babcia

Dodane przez: scaryguy, 25.11.2012, 03:50
Reklama:
Życie i śmierć babci pamiętam tak, jak opowiadała mi mama. Z tego co zrozumiałam, 2 lutego 1998, została ofiarą wypadku samochodowego i zmarła w szpitalu niedługo później. Nie miałam już innych dziadków ani babci, wszyscy umarli na długo przed moimi urodzinami.
W chwili jej śmierci miałam tylko trzy lata i słabo pamiętam pogrzeb lub babcię w trumnie. Niejasno pamiętam też to, że byłam tym trochę zafascynowana, jako, że mój młody umysł nie rozumiał koncepcji śmierci.

Przez większość swojego życia podróżowałam, ponieważ tata pracował dla United Airlines. Latanie nie było dla mnie niespodzianką, pomimo tego, że miałam jedynie osiem lat. Był 2 lipca 2002 roku, o ile dobrze pamiętam, kiedy z mamą i tatą wylądowaliśmy w Chicago lecąc z Las Vegas, gdzie planowaliśmy zamieszkać.
Wujek Ray zawiózł nas do domu cioci Lindy i wujka Joe w Algonquin. Był to całkiem spory budynek i bardzo przytulny zresztą. Razem z mamą dzieliłam pokój na górze, który musiał należeć do kuzynki Lorie, zanim się wyprowadziła.

Nastąpił dziwny zbieg okoliczności; mama, ciocia Linda, wujek Joe jak i większość bliskich zaczęli opowiadać mi historie o naszych zjazdach rodzinnych. Co z kolei sprowadziło się do rozmów o babci Lily, czyli tej, której dotyczyły te zjazdy od czasu jej śmierci. Była niezwykłą kobietą, bardzo inteligentną, opiekuńczą i kochającą. Bezbłędnie wychowała mamę, ciotki i wujków. Była najlepszym przykładem tego, jaka każda kobieta powinna być. Poza tym, była bardzo zdrowa - nie miała żadnych problemów zdrowotnych przed śmiercią, nawet z powodu starzenia się. W chwili śmierci miała nieco ponad 70 lat i gdyby nie ten fatalny dzień, może i dożyłaby stu lat.
Od słuchania tych wszystkich historii od mamy, ciotek i wujków, zaczęłam żałować, że już nie żyje, ponieważ bardzo chciałam ją spotkać. Jedną rzeczą tak urzekającą w mojej babci, było to, że bardzo kochała wszystkie swoje dzieci, dzieci jej dzieci, ich przyjaciół i wszystkich którzy ją otaczali.

Wtedy nadeszła noc, która zaszokowała mnie do tego stopnia, że wciąż mnie nawiedza.

To wydarzyło się jakieś dwa dni przez zjazdem, kiedy mama i ja przygotowywałyśmy się do pójścia spać. Musiałyśmy dzielić jedno łóżko w pokoju, co wcale mi nie przeszkadzało, ponieważ nie spałam sama dopóki nie skończyłam 9 lat. Według budzika, była wtedy godzina dziewiąta albo dziesiąta.

Obudziłam się w środku nocy i spojrzałam na zegarek. 1:36. Wycierając oczy i pozwalając im przyzwyczaić się do ciemności, zauważyłam, że mama zostawiła szafę otwartą. Kiedy mogłam już normalnie widzieć, zobaczyłam coś strasznego. Było to coś białego, przypominającego antropomorficzną chmurę, mniej więcej kształtu człowieka, bez twarzy i ze słabo zaznaczonymi kończynami. Wyglądała, jakby miała zaraz przebiec wzdłuż pokoju.

Zamrugałam oczami a postać się zmieniła; tym razem, miała ręce schowane za plecami. Wpatrywała się we mnie swoją pustą twarzą, a ja mogłam tylko odpowiadać tym samym, nie wiedząc co robić. Byłam tak zaszokowana, że nie potrafiłam nawet zbudzić matki, która znajdowałą się w tym samym łóżku; po prostu gapiłam się bezradnie na tą rzecz.

Nie zdawałam sobie nawet sprawy z tego ile czasu mogło minąć a nastał ranek. Pamiętam, że siedziałam w łóżku straciwszy przytomność na jakiś czas. Kiedy otworzyłam oczy, mama przygotowywała się do wyjścia do miasta. Zaczęłam płakać, co sprawiło, że mama się zmartwiła i zaczęła mnie wypytywać. Opowiedziałam jej, co zobaczyłam w nocy. Próbowała to racjonalnie wytłumaczyć, że widziałam po prostu białą sukienkę w szafie, ale tam absolutnie nie było nic białego, tylko ciemne ubrania. Dokładnie ją przeszukałam, żeby się upewnić. Nie znalazła żadnego wytłumaczenia, więc po prostu zapytała się mnie czemu jej nie obudziłam. Nie wiedziałam tego wtedy, i nie wiem nawet teraz.

Wujek Joe, ciocia Linda i mama, wszyscy o tym ze mną rozmawiali i powiedzieli, że to pewnie babcia mnie odwiedziła, więc nie powinnam niczego się bać. Nie zmieniło to jednak moich odczuć i wciąż się bałam. Lata później usłyszałam, że jeśli dusza jest kimś bliskim lub przyjacielem, to osoba nawiedzona nie odczuje strachu, kiedy zobaczy ducha, nie zważając na trwogę i zaskoczenie. Ta obserwacja jest dla mnie o tyle straszna, że w tamtej chwili byłam przerażona do granic możliwości. Odrzucam możliwość, że to mogła być moja babcia.

Do dzisiaj nie zasnę, jeśli nie zamknę szafy, ponieważ boję się, że po przebudzeniu coś zobaczę. Cały czas zastanawiam się, co wtedy zobaczyłam i czy była to moja babcia. Kiedy przyjeżdżam na zjazdy rodzinne, upewniam się, że szafa w moim pokoju jest zamknięta, i śpię z zapalonym światłem.
Oceń:
2
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!