Opowiadanie świąteczne

Dodane przez: sacredq, 24.12.2013, 08:32
Reklama:
Ciemna postać powoli zbliżyła się do komina. Spojrzała na kopertę od listu. Adres nadawcy się zgadzał. Obejrzała się do tyłu. Wszystko było na swoim miejscu. Zajrzała wgłęb. Tak jak się spodziewała w kominku nie paliło się ani nie było kratki. Można było spokojnie się włamywać. Ostrożnie, uważając na oblodzenie i śliskie dachówki podeszła do pojazdu, wyciągnęła worek i wróciła do tylnego wejścia. Przełożyła jedną nogę przez gzyms i wyszukując punkt podparcia w postaci braku cegły w obmurowaniu dołożyła drugą.

Chwilę potem wylądowała na jeszcze ciepłych węgielkach i dławiąc przekleństwo, jakie cisnęło się na jej ustach pomyślała „Znów to samo” mając na myśli jak zawsze komin tak pełny sadzy że się na niej można było ślizgać. Sprawdziła szybko czy wszystkie kości ma na swoim miejscu a następnie podniosła worek i pomaszerowała do punktu docelowego. Stojąc przed swym celem, spokojnie wyciągnęła z worka wagę i list. Zaczęła po cichu czytać na głos.

- Drogi święty Mikołaju. Mam na imię Hania i mam siedem lat. Byłam bardzo grzeczna w tym roku, dlatego też proszę cię abyś dał mi pod choinkę: takiego samego pieska jakiego ma Marcelina ode mnie z klasy, paczkę gumek do włosów oraz lalkę Barbie, ten sam typ co dostała Ola co mieszka obok mnie. W zamian obiecuje że będę bardzo grzeczna i nie pozwolę by mojemu małemu braciszkowi stała się krzywda w przyszłym roku. Podpisano: Hania Janukowycz.

Mikołaj uśmiechnął się, wyciągnął z kieszeni mapę domu i udał się z wagą do pokoju dziewczynki. Wszedł cicho do pokoju dziecka i podszedł do śpiącej. Wyciągnął z kieszeni obcinaczkę do paznokci i spokojny ruchem obciął paznokcia u dużej stopy lewej nogi po czym rzucił na wagę. Szala ani trochę się nie przechyliła. Święty nie przejmując się tym zaczął po kolei obcinać paznokcie dziewczyny i wrzucać je na szale od wagi. Nadal ona spoczywała w jednym miejscu. Zniesmaczony wyciągnął nożyczki i odciął jedno pasemko włosów i rzucił na wagę. Waga się przechyliła. Zadowolony schował wagę do worka a odważniki wrzucił pod łóżko dziecka i wrócił do pokoju gdzie stała choinka.

Spokojnie wyciągnął z worka lalkę Barbie i gumki do włosów. Niestety spadając siedem metrów w dół wylądował on na worku wskutek czego „piesek taki sam jaki ma Marcelina” wyglądał troszkę bardziej jak naleśnik niż jak piesek o którym marzyła dziewczyna.

Mikołaj wzruszył ramionami, obiecał sobie że schudnie te dwadzieścia kilogramów po czym zaczął się z powrotem wspinać by wyjść z komina.

Siadając w saniach spojrzał na następny adres. Zaklął. Poznań. A powietrze między Łodzią a Poznaniem było naprawdę lodowate. Spokojnie wystartował z pobliskiego dachu i poleciał.
Mikołaj po drodze przeklinał dwudziesty pierwszy wiek. Nie z powodu faktu że na niebie latało mnóstwo samolotów lecz tego że ludzie szybko uwierzyli w fakt że Mikołaj nie istnieje i przestali w niego wierzyć w skutek czego otrzymywał przerażająco małą ilość listów.
Święty ściągnął lejce i wylądował na dachu pobliskiego bloku. Instynktownie czuł gdzie mieszka nadawca kolejnego listu. Znowu zaklął. Tym razem bardzo szpetnie. Kolejnym przekleństwem nowych czasów był fakt istnienia bloków. Nie było komina, ogrzewanie było na gaz. Westchnął po czym chwycił listy w zęby, podszedł do przewodu wentylacyjnego, odłamał kratkę i zaczął się przeciskać. W końcu doszedł do mieszkania swojej następnej klientki i wyłamując kratkę wszedł do salonu. Wyciągnął list i zaczął czytać:
-Kochany Santa Clausie. Hej. Jestem Łucja. Mieszkam w Poznaniu i chodzę do trzeciej klasy podstawówki. Jako że chodziłam do kościółka i byłem bardzo miła dla wszystkich proszę o zestaw klocków lego, czekoladę i żołnierzyki bo tamte już mi się pogubiły. Pozdrawiam Łucja Myśliwska
Mikołaj uśmiechnął się, wyciągnął z kieszeni mapę domu i udał się z wagą do pokoju dziewczynki. Wszedł cicho do pokoju dziecka i podszedł do śpiącej. Wyciągnął z kieszeni obcinaczkę do paznokci i spokojny ruchem obciął paznokcia u dużej stopy lewej nogi po czym rzucił na wagę. Szala ani trochę się nie przechyliła. Święty nie przejmując się tym zaczął po kolei obcinać paznokcie dziewczyny i wrzucać je na szale od wagi. Nadal ona spoczywała w jednym miejscu. Zniesmaczony wyciągnął nożyczki i odciął jedno pasemko włosów i rzucił na wagę. Waga nie poruszyła się. Zawiedziony uciął kolejne. I kolejne. Ogolił dziewczynce całą głowę ale waga nadal się nie poruszyła. Zasmucony delikatnie otworzył usta dziewczynki i wyrwał jej mleczaka. Jęknęła przez sen ale się nie obudziła. Magia tej nocy nie pozwoliłaby żadnemu dziecku na świecie obudzić się. Waga nadal się nie przechyliła. Mikołaj zmartwił się strasznie. „Niedobrze” pomyślał zasmucony. Niestety takie było prawo i musiał postępować dalej. Dziecku należało dać prezent, a aby dać prezent szala dobra musiała przechylić szale zła. Na szali zła były umieszczone wszystkie złe uczynki dziecka, a na szali dobra należało dawać części ciała dziecka by przechylić je. Mikołaj westchnął i wyrwał dziecku drugiego mleczka. I trzeciego. I czwartego. Dopiero przy siedemnastym, gdy krew zaczęła się wylewać z kącików ust szala przechyliła się. Zadowolony schował wagę do worka, a odważniki wrzucił pod łóżko dziecka, z wyjątkiem mleczaków które schował pod poduszkę w nadziei że wróżka Zębuszka je odnajdzie i wrócił do pokoju gdzie stała choinka. Z worka wyciągnął prezenty i położył pod choinką. Zadowolony, że kolejne dziecko będzie dzięki niemu szczęśliwe wszedł do wentylacji i udał się do następnego mieszkania. Był to trzeci i ostatni list w Polsce. Potem miał ruszyć do Czech. Przecisnął się przez oblężoną przez pająki wentylację i wtoczył się do pokoju gdzie stała choinka.

Wyciągnął z ust list i zaczął czytać:
„Siemaneczko Mikołajciu. Piszę ten list tylko dlatego że Łucja mnie o to prosiła. Nie wierzę w twoje istnienie. No ale musze zgrywać pozory więc walimy koksem. Jestem Sara, mam czternaście lat i gdy tylko skończę pisać ten list spalę go. Tak samo jak list Łucji. W każdym razie musze cię o coś poprosić, a więc jeśli byś mógł to daj mi pod gwiazdkę okres bo mi się spóźnia on już trzy miesiące. Trzym się tam ciepło bo podobno pizga u was. Sara Druga”

Mikołaj uśmiechnął się ponuro, bądź co bądź takiego listu się nie spodziewał, ale pomyślał „co mi tam?” po czym udał się z wagą do pokoju nastolatki. Wszedł cicho do pokoju i podszedł do śpiącej. Wyciągnął z kieszeni obcinaczkę do paznokci i spokojny ruchem obciął paznokcia u dużej stopy lewej nogi po czym rzucił na wagę. Szala ani trochę się nie przechyliła. Święty nie przejmując się tym zaczął po kolei obcinać paznokcie dziewczyny i wrzucać je na szale od wagi. Nadal ona spoczywała w jednym miejscu. Zawiedziony wyciągnął nożyczki i odciął jedno pasemko włosów i rzucił na wagę. Waga nie poruszyła się. Zrozpaczony uciął kolejne. Niestety i tym razem ogolił dziewczynę na łyso. Najpierw na głowie a potem na całym ciele. Niestety nic to nie dało. Zrozpaczony spojrzał na zęby dziewczyny.

Mruknął:
-Cholera jasna. Nie chce ale muszę.
Pierwszy stały ząb nie przechylił wagi. Ani trzydziesty drugi. Zrozpaczony Mikołaj zaczął drapać się po głowie myśląc co dalej. Nie mógł zakończyć ważenia ponieważ nastolatka chciała prezent i on jej musiał go dać. A musiała ona pokazać że jest dobra. W końcu uznał co należy następnego uciąć. Zaczął ucinać jej kolejne palce u stóp. Niestety pełny komplet dwudziestu palców, sromu, łechtaczki, włosów i paznokci nadal nie przechylił szali zła.

Obciął więc nożyczkami jedno ucho dziewczyny, potem drugie, następnie usta, język, nos i wydłubał oczy za każdym wrzucając odciętą część ciała na szalę która nie mogła przeważyć. Zły i zirytowany Mikołaj wyciągnął z worka tasak. Był on rzadko używany więc w przeciwieństwie do obcinaczki od paznokci i nożyczek był zardzewiały. Chwycił Sarę za jedną łydkę, odciągnął i machnął narzędziem, odcinając jej stopę, którą zaraz rzucił na szale. Zaczął się irytować. Ani drgnęło. Przesunął rękę na udo nastolatki i ciął raz jeszcze w kolano, odcinając łydkę. Równie dobrze mógłby tam rzucić piórko. Waga ani o milimetr nie zmieniła swojego rozstawienia. Tak samo gdy na wagę poleciała druga stopa, łydka, obie dłonie, ręce i ramiona. Waga ani trochę nie ruszyła się.
Zrozpaczony Mikołaj osiadł na podłodze opierając głową się o ścianę. Łzy powoli ciekły mu po policzkach. To była pierwsza taka sytuacja w jego karierze.

Niestety.

Gdy zabrakło jakiś dwóch centymetrów by szala dobra była niżej niż szala zła waga przestała się przechylać.

Mikołaj powstrzymując płacz, wrócił do pokoju gdzie stała choinka i robiąc to po raz pierwszy w swojej karierze wyciągnął z worka rózgę dla niegrzecznej Sary.

Po czym wrócił do sań i wyciągnął butelkę koniaku. Wziął solidnego grzdyla i poleciał do Czech

A czy wy drogie dzieci napisałyście już list do świętego Mikołaja?

Opowiadanie specjalnie dla http://straszne-historie.pl napisał Sacredq.

Sprawdź jego fanpage:
http://www.facebook.com/pages/Sacredq/341524932630574
Oceń:
9
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!