Szacunek dla zmarłych.

Dodane przez: assenoiss, 9.01.2014, 03:47
Reklama:
W zeszłym roku razem z trzema kolegami wybraliśmy się do Rosji. Jako zapaleni eksploratorzy i pasjonaci historii, postanowiliśmy wybrać się w okolice Kurska, by dowiedzieć się nieco więcej o historii tego regionu oraz poszukać w ziemi ciekawych pamiątek z ubiegłego stulecia.

Kursk, oraz obszar otaczający miasto, to miejsce samo w sobie niezwykłe. Od wielu stuleci, była to arena działań zbrojnych. Podczas ostatniej wojny, rozegrała się tam największa bitwa pancerna w historii. Zaopatrzeni w wykrywacze metali, magnesy neodymowe oraz mapy i mnóstwo zapału, dojechaliśmy na miejsce pociągiem. Był lipiec, więc pogoda była piękna, idealna do wypadów w teren. Wynajęliśmy domek letniskowy, leżący bardzo blisko miejsca w którym mieliśmy rozpocząć poszukiwania. Po rozpakowaniu i rozeznaniu się w okolicy, już na drugi dzień ruszyliśmy w las. Liczyliśmy, że uda nam się znaleźć przedmioty, nawet z przełomu XVI i XVII wieku. W lesie, postanowiliśmy się rozdzielić, by przeszukać większy obszar. Komunikowaliśmy się za pomocą radia. Po kilku godzinach, spotkaliśmy się w punkcie wyjścia i wymienialiśmy się opiniami o tym miejscu, oraz oglądaliśmy wspólnie wykopane przez nas przedmioty. Udało nam się znaleźć Żelazny Krzyż I klasy oraz kilka monet i łusek po pociskach. To hobby nauczyło nas cierpliwości, jednak jak na pierwszy dzień, znaleziska były naprawdę świetne. Wróciliśmy do domu, gdy zapadł zmrok. Mocno zmęczeni przygotowaliśmy sobie coś do jedzenia i postanowiliśmy wypić po piwku na ganku. Po jakimś czasie, zauważyliśmy, że do sąsiedniego domku wprowadzają się nowi lokatorzy. Myśleliśmy, że to pewnie wczasowicze, jednak okazało się, że są to rosyjscy pasjonaci historii, którzy również przyjechali tutaj z zamiarem poszukiwania pamiątek historycznych. Zagadaliśmy do nich, by wyciągnąć jakieś informacje. Okazało się, że czterech gości w naszym wieku, wie o wiele więcej od nas o tym regionie, gdyż udało im się zdobyć informacje z Archiwum Państwowego w Moskwie. Przedstawili nam swoje ustalenia- w tej okolicy, a dokładniej w lesie, nie licząc walk, które toczyły się tutaj przez kilka miesięcy, znajdował się również szpital polowy, dla niemieckich żołnierzy. Przywożono ich prosto z frontu i opatrywano, a w przypadku poważnych obrażeń, kierowano dalej na głębokie zaplecze frontowe, gdzie funkcjonowały lepsze szpitale. Rosjanie, mówili o Niemcach z pogardą. Trudno im się dziwić, w końcu ich naród, podobnie jak i nasz, wiele wycierpiał w czasie wojny. Późnym wieczorem pożegnaliśmy się i poszliśmy spać.


Następnego dnia rano o godzinie 6:30 wybraliśmy się na kolejne poszukiwania. Do tej pory przeczesaliśmy obrzeża lasu, więc teraz postanowiliśmy się zagłębić w sam jego środek. Nim dotarliśmy na miejsce, zauważyliśmy grupę ludzi z wykrywaczami, to byli właśnie nasi wczorajsi rozmówcy. Jeden podbiegł do nas i powiedział, że chcę nam pokazać co znaleźli. Byliśmy ciekawi, toteż poszliśmy za nim. On i jego koledzy, odkopali fundamenty jakiegoś budynku. Byli bardzo podekscytowani. Po chwili, wyjaśnili nam, że to najprawdopodobniej wspomniany szpital polowy, gdyż na to wskazuje ich mapa. Doszliśmy do wniosku, że może znaleźli jakiś stary sprzęt medyczny i chcą się pochwalić.

Rosjanie jednak szybko wyprowadzili nas z błędu. Okazało się, że obok budynku, grzebano również zmarłych żołnierzy Wehrmachtu. Gdy poszliśmy nieco dalej, zauważyliśmy, jak z niewielkiego dołka, koledzy naszego rozmówcy wyciągają na powierzchnie kości i rozrzucają je gdzie popadnie. Nie spodobało się nam to. Nie jesteśmy hienami cmentarnymi. Tego typu odkrycie, powinno być natychmiast zgłoszone na policje i zabezpieczone. Tutaj, tego typu zasady chyba jednak nie obowiązywały. Zwłoki, odziane w mocno już zniszczone mundury oraz hełmy były przez Rosjan traktowane jak zwykłe, stare przedmioty. A przecież to ciała ludzi... Z odrazą patrzyliśmy na to co robią, jeden wyciągnął z ziemi czaszkę i za pomocą noża próbował wyrwać ze szczęki złoty ząb. Inny ściągał buty zmarłemu, nie zważając na to, że bezcześci zwłoki. Każdy z nich był w doskonałym humorze, a my, po pewnym czasie, odeszliśmy stamtąd bez słowa. Nie mieliśmy ochoty już więcej poszukiwać czegokolwiek w tym lesie. Być może to jedna wielka mogiła.

Jakby tego było mało, gdy po kilku godzinach, Rosjanie wrócili do swojego domku, dwóch z nich niosło zwłoki! Tego już było stanowczo za wiele. Poszliśmy do nich i zapytaliśmy się, dlaczego to robią. Z rozbrajającym śmiechem stwierdzili, że ten trup ma tyle złotych zębów, że na miejscu nie dali rady wszystkich wyrwać. Zrobią to więc w domu. Staliśmy przerażeni i biali jak kreda.

Tej nocy, nikt z nas nie spał. Ciągle słyszeliśmy pijacie zabawy, jakie Rosjanie urządzili u siebie w domku, oraz jak naśmiewali się z ciała żołnierza. Dla nas to było coś niepojętego. Owszem, można nienawidzić Niemców, za to co robili, jednak nie wszyscy byli źli, a takie traktowanie zmarłych, jest tak czy inaczej niedopuszczalne. Krzyki i śmiech ucichły dopiero około 3 w nocy. Cały następny dzień, spędziliśmy na pakowaniu się i szukaniu środka transportu do Polski. Wieczorem, przyszedł do nas jeden z Rosjan. Stwierdził, że jeden z jego kolegów chyba źle się czuje i czy nie mamy jakichś lekarstw. Byliśmy zaopatrzeni jedynie w apteczkę, ale postanowiliśmy pójść i zobaczyć co się dzieje. Chłopak był blady i siedział przy stole. Okazało się, że siedział tak całą ubiegłą noc, nawet gdy jego kompani świetnie się bawili. Nie odzywał się do nikogo, nie jadł, nie pił, nie chodził do toalety. W pierwszym momencie, odniosłem wrażenie, że jest obłąkany, gdyż jego spojrzenie, puste i bez życia na to wskazywało. Powiedzieliśmy, że nie jesteśmy w stanie mu pomóc i powinni wezwać pomoc w postaci np karetki. Tamci się jednak obruszyli i powiedzieli, że sami dadzą sobie radę. Wróciliśmy do siebie. Pociąg do Polski, mieliśmy dopiero za dwa dni. Domek był opłacony, więc musieliśmy poczekać. Tego samego dnia, w nocy ktoś energicznie zaczął się dobijać do naszych drzwi. Jak nietrudno się domyśleć, był to Rusek, który prosił nas o pomoc. Tak było i tym razem. Okazało się, że ich kolega, ten który siedział kilkanaście godzin przy stole nagle zniknął. Cóż, poszliśmy razem z nimi na poszukiwania. W drodze opowiedzieli nam, że byli na zakupach, a jego zostawili samego w domu. Gdy wrócili, nie było ani jego, ani ciała żołnierza. Wzdrygnęliśmy się na samą myśl o zwłokach, ale kontynuowaliśmy poszukiwania zaginionego chłopaka. Po godzinie, dotarliśmy do miejsca, w którym znajdował się szpital. Rozdzieliliśmy się i postanowiliśmy przeczesać ten teren bardzo dokładnie. Błądziliśmy po ciemnym lesie, mając jedynie małe latarki. Panowała cisza, więc każdy szelest można było bez problemu usłyszeć. Po kilkunastu minutach, kolega wywołał nas przez radio. Był przerażony. Kazał nam jak najszybciej przyjść do miejsca, skąd Rosjanie wzięli zwłoki. Ile sił w nogach pobiegliśmy w tamtą stronę. Gdy zobaczyliśmy co się stało, nie mogliśmy z siebie wykrztusić nawet jednego słowa.

Na gałęzi, która zwisała nad dołem ze zwłokami, wisiał chłopak, którego szukaliśmy. Jego twarz, zastygła w grymasie, przedstawiającym przerażenie. Jego podkoszulek, leżał roztargany na ziemi, a na klatce piersiowej, miał wycięty napis "Bandyta" w języku niemieckim. Zwłoki żołnierza, spoczywały w grobie.

Nie mieliśmy bladego pojęcia, jak to wszystko wytłumaczyć. Kto mógł mu zrobić coś takiego? Jak sam zaniósł zwłoki do grobu? Nie znaliśmy odpowiedzi na te pytania. Staliśmy tylko, wpatrując się w wisielca. Po chwili, dołączył do nas jeden z jego rodaków. Reszta zaginęła. Oni również mieli radio, ale nie odpowiadają na wezwania. Cała ta sytuacja zaczynała się coraz bardziej komplikować. Doszliśmy do wniosku, że czas poszukać reszty, gdyż wisielcowi już i tak nie pomożemy. Wkrótce ich znaleźliśmy. Byli martwi...

Pierwszego znaleźliśmy jakieś 500 metrów od miejsca, w którym były groby. Siedział pod drzewem, a w ręce trzymał włączone radio. Charakterystyczny szum, usłyszeliśmy z daleka. Wydawało nam się, że żyje, jednak gdy podeszliśmy bliżej okazało się, że również ma na klatce piersiowej wycięty napis "bandyta", a zaraz pod tym swastykę. Co mieliśmy robić? Wiać gdzie pieprz rośnie, czy szukać drugiego gościa? Postanowiliśmy szukać dalej. W końcu i jego znaleźliśmy. To był ten, który z taką lubością i zawziętością wyrywał zmarłym zęby. Teraz, leżał w trawie, nie mając połowy szczęki. Była wyrwana i leżała obok niego. Nie było już kogo szukać, ile sił w nogach, pobiegliśmy w stronę naszych domów, by się spakować i opuścić to miejsce.


W drodze powrotnej, gdy już znaleźliśmy się na ścieżce prowadzącej przez las, zobaczyliśmy w oddali postać. Stała sobie na skraju dróżki i była zwrócona w naszym kierunku. Była dziwnie ubrana, czapka z szerokim rondem, długi płaszcz oraz wysokie buty. Zdawało się, że kiwa głową. Dobrze znaliśmy ten ubiór i idealnie pasował do opisu oficera Wehrmachtu. Byliśmy tak przerażeni, że wszyscy jak na komendę, zaczęliśmy uciekać w przeciwnym kierunku. Po kilku minutach biegu, mocno już zmęczeni, postanowiliśmy przez moment odsapnąć. Nie wiadomo skąd, usłyszeliśmy równy krok wielu osób i na ścieżkę, wyszedł oddział żołnierzy, ubranych w niemieckie mundury, razem z bronią i całym oporządzeniem. Po ubraniu, rozpoznaliśmy żołnierza, którego ciało Rosjanie przynieśli do domu. Nie, on nie wyglądał na trupa. Miał krótkie blond włosy, furażerkę na głowie i wyglądał całkiem żywo. Przez moment patrzyliśmy się na nich, aż wreszcie przed szereg wyszedł inny i wyszczerzył się do nas. Miał same złote zęby... Wtedy dopiero, pojęliśmy o co chodzi. Żołnierz podszedł do nas i zmierzył wzrokiem, a następnie wskazał na Rosjanina. Ten bez słowa poszedł razem za nim i cały oddział, udał się w kierunku grobów oraz szpitala. Zniknęli po chwili wśród drzew.


Doszliśmy do domu, nie niepokojeni już przez nic. Jak się potem okazało, policja znalazła wszystkich Rosjan. Ostatni, który poszedł razem z żołnierzami, leżał obok ich grobu, pozbawiony ubrań i oszpecony. Dlatego właśnie, należy szanować zmarłych i pozwolić im na wieczny odpoczynek...
Źródło: Moja głowa
Oceń:
18
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!