Facet od Biologii

Dodane przez: dragotrim, 27.01.2014, 16:43
Reklama:
- Daj spisać, lamusie. – Piotrek po tych słowach doskonale wiedział, o co chodzi. Te trzy cienie, które ogarnęły całą jego osobę należały do Arka i jego bandy. A Arek… no cóż, ujmując sprawę delikatnie, nie należał do grupy osób, która uznawałaby sprzeciw. Jego koledzy wyglądali praktycznie tak samo jak on, ale nie byli jego tępymi sługusami. Każdy w tej bandzie był panem swojego losu i wymyślał na własną rękę coraz to nowsze sposoby, aby się rozerwać.
I zazwyczaj wszystko było w porządku, ponieważ Piotrek nie był głupi i starał się systematycznie odrabiać zadania domowe. Problem polegał na tym, iż tym razem ten stary grubas Krystian przegiął i zadał coś, czego nie zawarto w podręczniku i o czym pojęcie mają jedynie studenci trzeciego roku medycyny. Nic dziwnego, że tak postąpił – ta banda znów wyprowadziła go z równowagi.
- Głuchy jesteś? – Arek sapał jak zwierzę, które właśnie upatrzyło bezbronną ofiarę.
- N-n-n-nie mam… - wyjąkał Piotrek, wiedząc, że za chwilę zaboli go nos.
- Mieliśmy umowę – warknął Arek i w tym momencie wyprostował się tak bardzo, że przypominał olbrzyma. – Nie chciałbyś chyba, żebym dostał pałę? To byłoby niekorzystne dla nas obydwu…
- Jesteś bogatym gnojkiem! Załatw sobie korepetycje! Gdybyś nie zdenerwował Krystiana, nie musiałabyś niczego robić! – Piotrek nie sądził, że to powie, ale to tłamsiło się w nim o wiele za długo. Logiczne więc, iż musiało po jakimś czasie się uwolnić. Niestety wypowiedź ta wiązała się z konsekwencjami, srogimi konsekwencjami.
Tego dnia Piotrek nie pojawił się na zajęciach, ponieważ całą godzinę lekcyjną przemywał ranę w męskiej toalecie. Nie chciał iść do pielęgniarki – zaczęłaby pytać go o różne rzeczy, a ten, kto przeciwstawia się Arkowi, przeciwstawia się jednemu z najpopularniejszych chłopców w szkole. Nie, nie może na niego naskarżyć. Nie chce w końcu utrudniać sobie życia jeszcze bardziej – taki stan rzeczy zupełnie mu wystarczy.
- Kurwa – zaklął Arek. – Jeśli ten kujon nie ma tego zadania, to jestem w dupie! Ten grubas na bank się do mnie przyczepi. On mnie nienawidzi jak psa!
- Spoko, Arek – uspokajał Tomasz, jeden z członków paczki. – Coś wymyślimy. Poza tym nikt nie traktuje tego cwela na serio. Wystarczy na niego spojrzeć.
- Jeżeli nie zdam drugiej klasy, ojciec przeniesie mnie do prywatnej szkoły, a wiecie, jak tam jest: mundurki, sztywni ludzie, brzydkie pasztety i jeszcze do tego obce miasto. Dlatego tak mi zależy. A może wy coś macie?
- Chyba sobie kpisz – prychnął Tomasz. – Miałem lepsze rzeczy do robienia…
- No, ja też. Wiesz, Kaśka do mnie na weekend przyjechała – wyznał mocno podniecony tym faktem Andrzej.
- No, Andrzej, a ponoć po szkole krąży fama, że jesteś gejem – zadrwił Tomasz, za co kolega podziękował mu środkowym palcem.
- Taa, a ty pewnie walisz sobie przy fotach grubcia Krystiana. Pewnie mu nawet ołtarz postawiłeś przy łazience, żeby było bliżej…
Rozmowę przerwał nadbiegający Patryk. Był on czwartym członkiem paczki i tym typem człowieka, który mieszka najbliżej szkoły i zawsze zjawia się w niej najpóźniej ze wszystkich. Tym razem jednak udało mu się przyjść kilka minut przed zajęciami.
- Coś się działo, jak mnie nie było? – zapytał, otwierając usta tak szeroko, że dało się poczuć, iż ze szczoteczką do zębów nie spotykał się już od jakichś kilku dni.
- Nie – zaprzeczył Andrzej. – Tylko Piotrusiowi wypłaciliśmy chleby, bo nie chciał ładnie współpracować.
- Masz zadanie na Krystiana? – spytał z nadzieją Arek.
- Chyba żartujesz… Nawet nie wiem, co on zadał…
- Kurwa…
Dalsza konwersacja została przerwana dźwiękiem dzwonka. Po schodach spiesznym i lekko kulejącym krokiem schodził Krystian. Na jego nosie tkwiły grube okulary, a pod ręką trzymał jasnobrązową, skórzaną teczkę oraz dziennik służący mu za największą broń, jaką dysponował. Był ubrany w żółty, poplamiony kawą sweter oraz sztruksowe spodnie. Gdy tylko mijał poszczególne osoby, te natychmiast po cichu zaczynały się śmiać.
Tak, był znienawidzony. Tak, miał kompleksy i to one powodowały, że robił wszystko, by jak najmocniej zaszkodzić uciążliwym uczniom. Nienawidził tych, którzy mieli renomę z powodu swojego majątku, jednak awersja ta trwała tylko przez trzy lata. Później poszerzyła się, obejmując swym kręgiem każdego nieletniego gimnazjalistę przebywającego w klasie.
Wyjął klucze i otworzył salę. Czwórka kolegów natychmiast pozajmowała ostatnie ławki, mimo iż wiedziała, że ta sztuczka już nie odniesie skutku. Na Krystiana nic nie działało. Nie działało do tego stopnia, że niektórzy życzyli mu upadku z wysokości albo wsadzali banany lub petardy do rury wydechowej jego starego Golfa. Raz wybito mu szybę, jednak chuligana zarejestrowała kamera i natychmiast został wydalony ze szkoły. Pewna dziewczyna, której groził brak promocji z biologii, narysowała jego karykaturę i rozwiesiła na korytarzu parę kopii w formie listu gończego dobrze znanego z wszelakich westernów. Pod twarzą nauczyciela widniał napis „Poszukiwany zboczeniec – 100.000$ za głowę”. Na Krystiana podziałało to jak płachta na byka i zdenerwował się do tego stopnia, że zmienił życie dziewczyny w piekło. Nie zdała dwa razy tej samej klasy.
Chłopcy przyglądali się, co też ich szanowny grubas raczy zrobić w pierwszej kolejności. Krystian miał pewne przyzwyczajenie: lubił zachwycać się różnymi eksponatami znajdującymi się w klasie. Czasami dokupywał jakieś z własnej kieszeni, bo jak twierdził „Dla nauki należy się poświęcić”. Gdy przez około pięć minut opowiadał o jakimś eksponacie, czerwieniąc się przy tym jak burak, było wiadomo, iż dopisuje mu humor, a więc zrezygnuje on z zadawania pytań przy tablicy oraz sprawdzania pracy domowej.
Dziś jednak żaden element wyposażenia sali nie przykuł jego uwagi. Powiedział tylko sam do siebie, że bardzo ubolewa nad brakiem modelu szkieletu w jego klasie i że taki sprzęt to obowiązkowy przyrząd do studiowania anatomii człowieka. Potem przeszedł do smutniejszej części zajęć.
- Którego dzisiaj mamy? - zamyślił sie Krystian. - Aha, 24 marca. A więc, będąc w pełni sprawiedliwym, wybiorę numer osiem.
- Że co, kurwa!? - Istotnie, Arek posiadał właśnie taki numer.
- Dwa razy cztery daje osiem. Prosta matematyka. Gdybyś więcej czasu poświęcał na naukę zamiast na szlajanie się z kumplami po osiedlu, wiedziałbyś o tym. To co? Mam zadać pytania, czy od razu wpisać ci niedostateczny. Bo to, ze nie masz zadania domowego, jest dla mnie bardziej niż oczywiste.
Pójście pod tablicę nie miało sensu – i tak niczego by nie wydukał. A poza tym, ten grubcio szczerzyłby się jeszcze mocniej, niż robił to w owej chwili.
- Kiedyś cię zabiję... - wycedził przez zęby Arek. - Zaszlachtuję, zapakuję w worek, wywiozę do lasu i zakopię! Zrobię to, ty tłusta parówo!
- A więc dwie jedynki i na dokładkę uwaga – odparł Krystian niezwruszony. Znowu był górą i doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
Tego dnia Arka całkowicie opuścił humor. Czuł nagłą potrzebę zapalenia, a jego paczka Viceroyów świeciła pustką. Pierwsze kilka minut przerwy spędził samotnie, na tyłach szkoły niedaleko studzienki. Ale potem przyszła trójka kumpli. Oni zawsze wiedzieli, gdzie go szukać, gdy coś wyraźnie go trapiło.
- Słuchaj, stary, wymyśliliśmy...
- Dajcie spokój. Nie chce mi się słuchać żadnych dowcipów i słów otuchy. Absolutnie niczego mi one nie dadzą.
- Ale wpadliśmy na pomysł, jak pomóc ci z tym ciećwierzem. I to nie jest jakiś pomysł wyssany z palca, tylko coś, co może udupić tego frajera do końca życia.
- Znowu mamy mu spuścić powietrze z opon? Takie rzeczy już nie działają...
- Nie, spójrz. - Patryk wyjął z plecaka kilka spiętych gumką zdjęć. Na nich znajdowało się coś nader obrzydliwego i przeznaczonego dla ludzi, których zwykło się popularnie nazywać pedofilami. Arek odwrócił wzrok natychmiast po tym, jak baczniej się im przyjrzał.
- Co ty przyniosłeś!?
- Już dawno myślałem o tym, żeby mu podłożyć te foty, ale uważałem to za przegięcie. Teraz jednak się doigrał.
- Gdzie ty znalazłeś takie rzeczy?
- Niektóre strony są... no, specyficzne. Zresztą, czy to ważne? Mógłbyś podjechać do jego domu tak koło osiemnastej, kiedy już będziesz pewien, że na bank znajduje się w środku, i rzucić tekst, że niby bardzo ci przykro i go przepraszasz. A jak cię zaprosi do domu, wykorzystasz moment jego nieuwagi i cykniesz fotkę telefonem, że podłożyłeś zdjęcia. Wtedy zadzwonimy na gliny.
- O ile oczywiście masz wystarczająco duże jaja, żeby wyciąć taki numer... - dodał Tomasz.
Arek musiał przyznać, że ten plan mógł się wiązać z ogromnymi konsekwencjami, jeżeli Krystian w porę by się zorientował, lecz po pierwsze: był to chyba najlepszy sposób na zemstę, a po drugie: wyszedłby na mięczaka, gdyby tego nie zrobił.
O godzinie siedemnastej pięćdziesiąt chłopak znajdował się już przed domem Krystiana. Większość osób wiedziała, gdzie mieszka, bo jego dom wyglądał na dość antyczny. Przypominał zmniejszoną o kilka rozmiarów kamienicę, która posiadała poddasze i niewielki ogródek.
Arek trzymał zdjęcia za koszulą, przytrzymując je skórzanym paskiem, aby przypadkiem nie wysypały się w najmniej oczekiwanym momencie. Nacisnął przycisk z dzwonkiem.
Nie musiał zbyt długo czekać na otwarcie drzwi. Za nimi rzecz jasna stał nie kto inny jak spasiony Krystian w tym samym swetrze i tych samych spodniach. Nigdy ich chyba nie zmieniał, co wydawało się nawet logiczne, zważywszy na to, że nie przejmował się brązową plamą po kawie. Nie był ani zdenerwowany, ani zaskoczony; zdawał się nie wyrażać uczuć. Mruknął tylko:
- O co chodzi, Arek?
- Ja… - Arek nie umiał dobrze kłamać, ale dla dobra sprawy należało się wysilić. – Tego… Chciałem… Chciałem przeprosić. Nie powinienem był się tak zachować.
- Nie mówisz tego szczerze – stwierdził zimno nauczyciel.
- Jak to nie? Oczywiście, że mówię… Mieszkam kawał drogi stąd, nie przyjeżdżałbym tu przecież, żeby…
- Dobrze już, wejdź. – Machnął ręką Krystian. – Możemy porozmawiać w cztery oczy, ale jeśli okaże się to kolejną twoją sztuczką, nie popuszczę ci. Sklejam ważny model i jestem troszeczkę zajęty.
Dom od wewnątrz wyglądał dokładnie tak samo jak na zewnątrz – mógł służyć za biologiczne muzeum. Krystian wpychał szafy ze szklanymi ścianami w każde miejsce, które świeciło pustką, wypełniając ją modelami kości, tkanek, martwymi zwierzętami w formalinie oraz makietami. To miejsce pachniało jakąś maniakalną obsesją.
Nauczyciel zaprosił Arka do kuchni, a kiedy chłopak usiadł przy brudnym od pyłu stole, zauważył na nim pociętą formę czaszki.
- W klasie nie ma szkieletu, więc ktoś musi go zbudować – zaśmiał się z własnych słów, jakby były żartem. – Niestety trochę spartoliłem sprawę i nie starczyło mi materiału na cały model. No ale mniejsza z tym… Powiedz mi, co tak naprawdę cię do mnie sprowadza.
- Chcia… chciałbym zapytać o możliwość wzięcia korepetycji – znów skłamał.
- Jestem pod wrażeniem – odparł Krystian. – Może wreszcie poszedłeś po rozum do głowy. Cóż, nawet najgorszy może się zmienić na lepsze… Ojej, jaki ja niegrzeczny! Nie zapytałem, czy chcesz się czegoś napić.
- Nie, dziękuję.
- Zrobię ci herbatę.
- Nie, naprawdę nie trzeba.
- Nalegam.
- No, dobrze – Arek dał za wygraną. Wolał grzecznie przytakiwać temu grubasowi, żeby zbić go z tropu i usunąć wszelkie podejrzenia co do celu swojego przybycia. Jednocześnie musiał też znaleźć moment na podłożenie kompromitujących zdjęć.
- Mógłbym skorzystać z toalety? – to był najbanalniejszy z pomysłów i zarazem pierwszy, jaki przyszedł mu do głowy.
- Jasne, kieruj się na koniec korytarza.
Kiedy chłopak bez trudu dotarł do drzwi ubikacji, zaraz postanowił zapoznać się z terenem. Niedaleko łazienki znajdował się pokój, zapewne sypialnia bądź coś w tym rodzaju. Wystarczyło po cichu się do niego wślizgnąć, zostawić zdjęcia, udokumentować czyn i szybko stamtąd wypełznąć.
Krystian chyba nie usłyszał. Nie, na pewno nie usłyszał – wpatrywał się w czajnik, żeby zagotować tę cholerną wodę. Teraz poruszenie klamką – byle tylko zawiasy były naoliwione… Nie słychać skrzypienia. Teraz lekko wsunąć się do ciemnego pokoju. Gotowe.
Zasunięta na oknie roleta uniemożliwiała zobaczenie szczegółów, więc Arek postanowił poszukać włącznika. Chociaż nie… To kolejny dźwięk, który mógłby go zdekonspirować. Bez sensu podejmować takie ryzyko. Telefon – tak, wystarczy włączyć latarkę w telefonie. Działa.
Arek podszedł do małej, czarnej szafki i delikatnym ruchem otworzył szufladę. W środku znajdował się katechizm i chusteczki, tak więc bez problemu zmieścił się również kompromitujący pliczek. Chłopak szybko pogrzebał w opcjach telefonu, zrobił zdjęcie i natychmiast zasunął szufladę. „Żeby tylko ten grubas mnie nie przyłapał”.
Nawet po dość energicznym zamknięciu drzwi wyglądało na to, że Krystian w ogóle niczego nie zauważył. Arek z nieukrywaną satysfakcją wrócił do kuchni, gdzie na stoliku już czekała na niego szklanka z herbatą. Sam nie wiedział, ile czasu zajęła mu cała jego „akcja życia”, ale przypuszczał, że trwało to około pięciu minut.
Podniósł szklankę i pociągnął łyka. Krystian zdążył już wysiorbać niemal całą zawartość swojej herbaty i tylko patrzał się na niego zza grubych szkieł. To było dość niepokojące.
Arek wypił jeszcze trochę i wtedy poczuł, jak jego dłonie robią się miękkie. Szklanka spadła na kafelki i roztrzaskała się na drobne kawałeczki.
- Przepraszam – wysapał chłopak, a bezwładność ogarnęła również i stopy. Ukląkł jak do pacierza. Kręciło mu się w głowie, choć próbował zachować pełną świadomość. Nigdy nie czuł jeszcze czegoś takiego, nawet po wypiciu zbyt dużej ilości alkoholu. Kolejno wyłączała mu się czułość w szczęce, nosie, stawach oraz szyi.
Krystian schylił się do niego i wydawało się w jednej chwili, że chce mu pomóc. Powiedział jednak tylko:
- Dziękuję za wizytę. – Dalszych słów gimnazjalista nie zdołał zapamiętać, gdyż stracił przytomność. Zażyty środek zapewniał niezmierzoną relaksację.
Potem otworzył oczy już tylko trzy razy. Za pierwszym razem zdołał zauważyć, że leży na stole. Za drugim razem zauważył Krystiana z dziwnym zestawem narzędzi, za trzecim razem natomiast odczuł jak gdyby lekkie ukłucie, choć mogło być ono zneutralizowane pod wpływem wypitego specyfiku.
Koledzy z paczki nie zobaczyli Arka dzień po tych wydarzeniach, sądząc przy tym, że najzwyczajniej w świecie stchórzył i bał się do tego przyznać. Nie było sensu martwić się jego nieobecnością, zwłaszcza że Krystian był cały w skowronkach i dało się to odczuć od razu po jego wejściu do sali. Wynikało to głównie z faktu, że wreszcie wyposażył swoją klasę w bardzo realistyczny model ludzkiego szkieletu.
Źródło: Tekst własny
Oceń:
13
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!