Martwa Utopia

Dodane przez: wytrych, 14.02.2014, 13:33
Reklama:
Mam na imię Włodzimierz, mam 39 lat i mam Ci coś ważnego do przekazania. Jednak, zanim Ci to przekażę, chcę, żebyś troszkę dowiedział się o mnie, żebyś mógł bardziej zrozumieć sytuację w której się znajduję.
Pracuje w firmie dostarczającej żywność do różnych, trudno dostępnych miejsc. Często dostajemy zlecenia z Afryki, od bardzo zamożnych dobroczyńców. Im dalej musimy dostarczyć towar, tym więcej nam płacą.
Mam żonę - Annę, 2 dzieci - małego, pięcioletniego Zbyszka i siedemnastoletnią Zuzię. Nie narzekam też na brak pieniędzy, wręcz przeciwnie, z moich pensji, jesteśmy w stanie prowadzić życie na dość wysokim poziomie. Żona nie lubi gdy wyjeżdżam bardzo daleko, więc staram się brać te bliższe lokacje.
Ostatnio dostawaliśmy bardzo dużo zleceń odległej części Rosji, z miasteczka Solikamsk. Zlecenia były bardzo dobrze płatne, ale żaden z naszych dostawców nie chciał jechać kilka dni pociągiem, do miasta w którym jest okropnie zimno, nawet za duże pieniądze. Pierwsze zlecenie szef wymusił na Konradzie, pod groźbą zwolnienia go z pracy.
To było wyjątkowo małe zlecenie. 5 zgrzewek po 10 butelek Coca - Coli i 10 paczek krakersów. No cóż, zmieści się na jednym wózku. Szef wykupił przedział w pociągu i Konrad pojechał razem z towarem do Rosji. Miał jechać tam 4 dni. Minął tydzień, Konrad powinien już wracać, a my dostaliśmy kolejne zlecenie. Znowu na 5 zgrzewek po 10 butelek coli i 10 paczek krakersów. Tym razem szef wybrał Aleksandrę. To jedyna kobieta w naszej załodze. Aleksandra pojechała, a Konrad nie wracał. I tu zaczęliśmy mieć podejrzenia. Minął kolejny tydzień, my znowu dostaliśmy zlecenie na 5 zgrzewek po 10 butelek coli 10 paczek krakersów, a ani Ola, ani Konrad nie wracali. Szef oczywiście próbował do nich dzwonić, ale nikt nie odbierał. Skontaktował się też z klientem. Powiedział, że dostawa przebiegła zgodnie z planem, a dostawcy odjechali w drogę powrotną. Szef stwierdził poprostu, że spodobało im się w Rosji, i tam zostali, na stałe, więc ich zwolnił. To była głupia decyzja, ale trudno, nie kłóciłem się z nim. W końcu i ja, zostałem wysłany do Rosji, z tą samą przesyłką.
Do rzeczy.
Jechało mi się dobrze. Podczas podróży nic dziwnego się nie stało. Ludzie z całego pociągu powoli wysiadali. Dwie stacje przed Solikamskiem w całym pociągu zostałem tylko ja. W końcu wysiadłem. Było strasznie zimno. Według instrukcji miałem iść w stronę jeziora, tuż za nim zakręcić w prawo, następnie iść prosto aż znajdę szyld "Utopijny Jubiler". Właśnie tej firmie miałem dostarczyć towar. Ciągnięcie wózka z colą i krakersami po mrozie było bardziej wyczerpujące niż się spodziewałem. Wejście do fabryki wyglądało jak długi, stopniowo zwężający się tunel, z pojedynczymi świetlówkami co kilka metrów. Szedłem nim, gdy nagle poczułem przypływ ciepła w tyle głowy, upadłem na ziemie i straciłem przytomność.
Obudziłem się w moim pięknym domu. Z bandażem na głowie. Wstałem z łóżka i spojrzałem na zegarek. 8:00
Czas wybrać się do pracy. Założyłem garnitur, wziąłem kilof i ruszyłem.Na dworze wszystko było równomiernie oświetlone, przez olbrzymie panele znajdujące się na suficie. Wyszedłem z domu i skręciłem w lewo. W tym samym czasie z 20 identycznych domów wyszło 20 mężczyzn w takich samych garniturach jak mój. Jedyną różnicą było zabrudzenie kilofa. Każdy, kto kilof miał czarny od pracy, wsiadł do swojego samochodu, i powoli ruszył w kierunku, w którym szła całą reszta. Wszyscy, łącznie ze mną, wyprostowani, z kilofem na ramieniu,szli aż do końca alei. Tam, skręciliśmy w dużą ulicę, równocześnie z 120 innymi mężczyznami w takich samych garniturach. Maszerowaliśmy tak gąbczastym, bezpiecznym, mięciutkim chodnikiem przez 20 minut. W tle moża było usłyszeć radosną muzykę. Gdy wszyscy weszli w równym rzędzie do kopalni, stanęli w równych odstępach od siebie i równocześnie zaczęli kopać. Raz na jakiś czas mężczyzna w niebieskim stroju podchodził do kogoś z taczką i zabierał kawałek rdzawożółtego, brudnego surowca. Ode mnie też zabierał. Nagle, na głowę spadł mi jakiś kamień. Upadłem na ziemie. Obficie krwawiłem. Dwaj mężczyźni z kopalni, Ci którzy pracowali na lewo i na prawo ode mnie, bez żadnych emocji wzięli mnie za ręce i nogi, i zaczęli gdzieś nieść. Nikt poza nimi nie zwrócił nawet na mnie uwagi. Nieśli mnie przez gąbczaste ulice. Minęliśmy budynek z podpisem "huta". Zauważyłem tam około 30 bardzo starych mężczyzn, kulejących w tamtą stronę równym rzędem. Spojrzałem w drugą stronę. Kilkudziesięciu chłopców w wieku mniej więcej 7 - 8 lat szło tam, równym rzędęm. Straciłem przytomność.
Obudziłem się w ciemnej sali szpitalnej i zacząłem sobie coś przypominać. Pamiętałem, że miałem dostarczyć gdzieś żywność, nie wiedziałem czemu, nie wiedziałem po co. Jednak pewien byłem, że coś jest tu nie tak. Próbowałem wstać. Nie mogłem, byłem związany i zakneblowany. Szarpałem się i robiłem dużo hałasu. Przede mną zapaliło się światło. Stał w nim tęgi, siwy mężczyzna w czarnym garniturze i czerwonym krawacie. Za krawat trzymała go, przytulona do niego młoda pielęgniarka.
-I co z nim zrobimy? - zapytała mężczyznę
-Odsuń się. - odparł nawet na nią nie patrząc.
Kobieta udała smutną minę i wycofała się w cień.
Mężczyzna oparł się rękami o krawędź mojego łóżka, nachylił się i zaczął mówić po polsku, niskim głosem, jednak z wyraźnym rosyjskim akcentem.
-Kim jesteś? - zapytał, narazie spokojnie
Byłem zakneblowany.
-A ... no tak. - wyjął mi drewniany knebel z ust - kim jesteś?
-Nazywam się Włodzimierz. Włodzimierz Ogiński. - odpowiedziałem
Mężczyzna uderzył mnie w twarz. Cofnął się i zaczął krzyczeć coś po rusku. Nie mówię za dobrze w tym języku. Jedyne co zrozumiałem, to to, że ta pielęgniarka nie spełniła swojego zadania, że miała mi coś zrobić, ale jej nie wyszło. Pielęgniarka przepraszała, po czym usłyszałem kolejne uderzenie w twarz i ucichła.
-Nie zabijajcie go! - znajomy głos krzyknął - Nie zabijajcie go, on ma żonę i dzieci, zabijcie mnie!
To był Konrad. Był związany, na łożu szpitalnym około 2 metrów na lewo ode mnie.
-Konrad ... - zacząłem mówić, jednak przerwał mi krzyk mężczyzny w garniturze
-CISZA! ... Dlaczego mam go niby nie zabijać?
-Podobam Ci się! Będę Twoja, zrobię co zechcesz, tylko zostaw Włodka w spokoju! - usłyszałem, z prawej strony.
Zauważyłem, że leżała tam Aleksandra. Też była związana, ale miała rozdarte ubranie.
-Widziałam tu jakąś strzykawkę, może uśpij go, niech zapomni, niech dalej pracuje! - krzyczała
-Ola nie .... - chciałem powiedzieć ale znowu przerwał mi ten rusek
-CISZA, MÓWIĘ! Do tej pory zgromadziłem tylu pracowników, że spokojnie dam radę zabić was bez żadnych strat materialnych. I TAK MOGĘ ZROBIĆ Z TOBĄ CO CHCE. Ale ... niech będzie. - odwrócił się do mnie - Skoro tak bardzo tej ślicznej panience na Tobie zależy - pielęgniarka podeszła do mnie ze strzykawką w ręce - to daruje Ci życie. W zamian zginie ten chłystek - pokazał na Konrada. - Do pracy!
Pielęgniarka wbiła mi igłę w rękę. Minęło kilka sekund, a ja znowu straciłem przytomność.
Jest 8:15. Piętnaście minut temu się obudziłem. Na wieszaku wisi garnitur a kilof, brudny już, oparty jest o ścianę. Na stoliku leżą kluczyki od samochodu. Czułem obowiązek zapisania tego. Obowiązek wobec Konrada i Aleksandry. Ale zaraz ... ktoś tu idzie. Ukryję gdzieś ten notes, może ktoś go kiedyś znajdzie. Biorę kilof. Spróbuję odbić Ole i Konrada.

Powyższy notes został znaleziony w tzw. "Martwej Utopii" - podziemnym mieście w Rosji, oddalonym 12 km od Solikamska. Miasto swą sławę czerpie z kopalni złota w której znajduje się 300 niepochowanych ciał.
Źródło: wymyśliłem, napisałem
Oceń:
5
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!