AUTOBUS

Dodane przez: białadama, 27.11.2012, 04:35
Reklama:
Była godzina 22:22 a pracę kończyłam dokładnie dwadzieścia dwie minuty temu. Musiałam jednak zostać trochę dłużej, gdyż nie zdążyłam wyrobić się z układaniem towaru i przeliczeniem pieniędzy w kasie. Byłam z tego powodu ogromnie wściekła, ponieważ właśnie za trzy minuty odjeżdżał mój autobus i nie miałam absolutnie żadnych szans, aby na niego zdążyć. Było widać po mnie niemałe zmęczenie po ciężkich i pracowitych dwunastu godzinach pracy, a to „tylko” dlatego, że koleżanka poprosiła mnie o przejęcie jej zmiany, bo źle się poczuła.
Chyba jestem trochę zbyt naiwna. Pewnie teraz siedzi sobie w domu i szykuje się na jakąś imprezę – pomyślałam sobie. Na szczęście pocieszał mnie fakt, że dzisiaj właśnie był piątek i jutro nie musiałam iść do pracy. W końcu po całym tygodniu mogłam się porządnie wyspać. Nareszcie.
Jednakże najpierw musiałam skończyć to głupie układanie i przeliczyć kasę. Zawsze coś...
Szef wyszedł z zaplecza i powiedział:
Szef : Wiesz co Zosiu? Idź już, ja się zajmę resztą. Pracujesz ciężko cały dzień, więc ja to dokończę za ciebie. Nie chcę, abyś miała problem z dojazdem, a jest już naprawdę późno.
Zosia : Oj, dziękuję panu bardzo. - odpowiedziałam, po czym z trudem się uśmiechnęłam.
Poszłam przebrać się na na zaplecze i pięć minut później byłam gotowa do wyjścia. Spakowałam wszystko do swojej torebki i spojrzałam ukradkiem na zegarek. Do autobusu było jeszcze sporo czasu, ale zawsze wolałam chuchać na zimne.
Zosia : Dobranoc. - powiedziałam w wyjściu.
Szef : Dobranoc, miłego weekendu. - odpowiedział życzliwie, po czym dodał – Tylko uważaj na siebie. Jest późno i kręci się tutaj wielu nieprzyjemnych typków. Nie chcę, aby coś ci się stało.
Zosia : Dziękuję i bez obaw, umiem o siebie zadbać(czy aby na pewno? - pomyślałam). - odpowiedziałam i wyszłam.
Na zewnątrz lało tak jakby strażacy oblewali mnie wodą z węża. Założyłam kapotę na głowę i prędko zaczęłam biec w stronę przystanku autobusowego. Istna ulewa. Z ledwością mogłam dostrzec co znajdowało się przede mną i raz nieomal wywróciłabym się na pierwszej, lepszej, większej kałuży błota. Byłam już tak przemoczona, że nie zważałam na nic innego, byle tylko szybko dotrzeć na ten przystanek i znaleźć się w miarę ciepłym i suchym autobusie.
Po parunastu minutach znalazłam się w końcu na moim wymarzonym – jak na ten moment – przystanku. Cała się trzęsłam i w końcu po raz pierwszy zaczęłam żałować tego, że nie słuchałam prognozy pogody i nie wzięłam parasola. Usiadłam sobie na ławce i zaczęłam chuchać na dłonie, wierząc w to jakoby coś to w ogóle dawało. Było bardzo zimno, a przede wszystkim mokro. Wokoło ani żywej duszy. Jedynie od czasu do czasu przebiegające cienie czarnych kotów odbijające się w strudze światła od najbliższej lampy. A może to nie były koty? Byłam tak zmęczona, że nie chciałam nawet o tym myśleć. Oczy powoli się zamykały, a ja w głowie miałam jedynie moje piękne, ciepłe łóżko. W takich sytuacjach zwykle doceniamy takie proste i pospolite rzeczy.
Czekałam i czekałam niecierpliwiąc się coraz bardziej, a autobus miał nadjechać dopiero za trzydzieści minut. Z każdą chwilą było mi coraz zimniej, ale przynajmniej deszcz zaczął ustępować, to był jedyny plus. Panowała istna ciemność oprócz tej jednej pobliskiej lampy. Szczerze mówiąc to bałam się ciemności i mrok jakoś dziwnie działał na moje zmysły. Teraz byle dźwięk mógł mnie bardzo wystraszyć tak, że na pewno uciekłabym dalej niż gdzie pieprz rośnie. Jednakże mimo wszystko nie miałam ani nastroju, ani humory by bawić się w takie rzeczy.
Nagle niespodziewanie zza rogu dostrzegłam dwa długie, świecące pary oczu. To były światła autobusu. Wstałam w nadziei, że to właśnie ten, który zabierze mnie ja najszybciej do domu. Chwilę potem pojazd zbliżył się tak blisko( przejeżdżał akurat obok tej lampy ), że dostrzegłam, że to nie jest ten. W myślach przeklinałam tę noc, jednakże z drugiej strony nie było aż tak źle. Ten autobus jechał w stronę mojego domu tyle, że naokoło. Zaczęłam myśleć sobie, czy poczekać na następny – ten właściwy – , czy wsiąść do tego. Nie zastanawiałam się długo. Było zimno i nie chciałam już dłużej czekać, a przede wszystkim nie chciałam już dłużej marznąć. Gdy tylko autobus się zatrzymał, wsiadłam do niego.
Kierowcą autobusu był młody chłopak, taki całkiem całkiem. Przyjrzał mi się uważnie przenikliwym wzrokiem i skasował pieniądze za bilet. Zrobiłam parę kroków w głąb autobusu i wtedy dostrzegłam, że był on całkowicie pusty. Przynajmniej mam miejsce do wyboru – pomyślałam sobie i usiadłam po prawej stronie, cztery miejsca od kierowcy. Wtedy drzwi się zamknęły, a autobus ruszył.
Podczas podróży oczy zamykały mi się niemiłosiernie. Byłam już tak strasznie zmęczona, że powoli zapominałam o poczuciu rzeczywistości. Co chwila zamykałam oczy i je otwierałam. Wiedziałam, że nie mogę zasnąć, gdyż dopiero by się porobiło gdybym przegapiła swój przystanek, a podwójnej zapłaty i podróży chciałam serdecznie uniknąć. Jednakże sen ogarniał mnie coraz silniej i silniej. W końcu pomyślałam, że zamknięcie oczu na chwilę czy dwie nic nie zaszkodzi, a wręcz będzie bardzo przyjemnym doznaniem.
I właśnie gdy tak sobie odpoczywałam autobus wpadł w dziurę, a ja podskoczyłam i o mało co nie wypadłam z siedzenia. To był znak, aby nie zasypiać. Zaczęłam spoglądać w okno i podziwiać bezkresną ciemność tego ponurego miasta. Nagle minęliśmy przystanek, a kierowca się nie zatrzymał. Zdziwiłam się trochę i zerknęłam na zegarek, autobus jechał za wcześnie, było to trochę niepokojące, ale jednocześnie ucieszyłam się z tego, że wcześniej będę w domu, dlatego też ułożyłam się na fotelu jak tylko było najwygodniej i z niecierpliwością oczekiwałam celu mojej podróży.
Autobus jechał coraz szybciej i szybciej, i minęliśmy drugi, trzeci i czwarty przystanek, jednakże autobus się nie zatrzymał, mimo tego, że widziałam na przystankach ludzi, którzy mogliby czekać akurat na ten autobus. Zaczęłam coraz bardziej się niepokoić i przez chwilę przeszył mnie niezrozumiały strach. Przecież nic mi nie grozi – pomyślałam sobie. Jednakże faktycznie było coś w tym niewinnie przerażającego. Kierowca co chwila zerkał na mnie swoimi przenikliwymi oczyma w swoim przednim lusterku. Widział to, że ja również na niego spoglądam i z pewnością dostrzegał również to, że zaczęłam się bać.
Gdy wyjechaliśmy z miasta było jeszcze gorzej. Kierowca zgasił światło, które było wciąż zapalone i włączył romantyczną muzykę. Wtedy mój instynkt samozachowawczy nakazywał mi uciekać, ale przecież nie miałam dokąd. Teraz nikt by mnie nie usłyszał gdyby coś się stało. Serce biło mi niczym młotem pneumatycznym, a do głowy przychodziło mi jedynie to, że zaraz mnie zgwałci albo zabije. Jego wzrok coraz częściej wpatrywał się we mnie, a dokładniej na mój lekko odsłonięty dekolt. Byłam zupełnie przerażona. Strach sparaliżował mnie zupełnie.
Nagle kierowca zatrzymał autobus i wyłączył silnik. Ja przypatrywałam się tylko temu i miałam nadzieję, że to była tylko jakaś usterka czy coś innego. Byliśmy w jakiejś słabo oświetlonej wiosce, gdzie w pobliżu nie dostrzegałam ani jednego domu i gdyby coś chciał mi zrobić nikt by tego nie widział, ani nie słyszał. Kierowca wstał ze swojego miejsca i spojrzał się na mnie. Na jego twarzy wymalowany był maleńki, demoniczny uśmieszek, który przeraził mnie o wiele bardziej niż wszystko co działo się przedtem.
Sięgnął dłonią do kieszeni i wyciągnął nóż. Wtedy moje źrenice zawęziły się niemiłosiernie, a oczy prawie, że wyszły na zewnątrz. Kierowca podniósł nóż po czym przejechał sobie nim po języku. Było to najbardziej piorunujące i zaskakujące wydarzenie jakie kiedykolwiek widziałam. Krew zaczęła spływać po jego języku i wyraźnie sprawiało mu to przyjemność. Chciałam uciekać, lecz moje ciało mnie nie słuchało. Byłam kompletnie sparaliżowana i jedyne co odczuwałam to moje drgawki. Z oczu zaczęły płynąć łzy i w myślach błagałam go tylko, aby mi nic nie zrobił.
Po tym ten chłopak ruszył w moją stronę. Gdy tylko doszedł do mnie wsadził kolano pomiędzy moje nogi i przybliżył się swoją twarzą do mojej. Następnie wystawił język tak, że prawie dotykał mojego policzka. Czułam ogromne obrzydzenie do niego. Chciałam go uderzyć i zacząć uciekać, lecz nie mogłam się poruszyć i praktycznie miał mnie już w garści. Chciałam krzyczeć, lecz z mojego gardła nie wydobywał się żaden dźwięk. To było straszne. Nie chciałam umierać tak młodo.
Chłopak podniósł nóż w górę i przyłożył go do mojego ramienia. Szybko poczułam zimną stal, która zaczęła spadać coraz niżej. Poczułam w tamtym rejonie ciepło, lecz jedyne co widziałam to ten demoniczny uśmiech kierowcy i jego czarne jak smoła oczy. Nóż zatrzymał się na dekolcie i wtedy chłopak odezwał się do mnie:
Kierowca : Nie bój się, nic ci się nie stanie. Z pewnością nie jesteś pierwszą, ani nie ostatnią. Pobawimy się troszkę, to wszystko. - po tym rozległ się jego donośny śmiech.
Wtedy nie wiadomo skąd paraliż ustąpił, a ja krzyknęłam jak tylko mogłam najgłośniej i wydzierałam się tak z nadzieją, że albo ktoś mnie usłyszy, albo ten chłopak wbije ten nóż w moją pierś, albo gdzie indziej. Kierowca chwycił mnie dłonią i zaczął potrząsać i powiedział z niezwykłym spokojem:
Kierowca : Halo? Proszę pani? Czy coś się stało?
Otworzyłam oczy i zobaczyłam jego twarz już z mniej demoniczną, za to z bardzo poważną miną, spoglądającego na mnie jak na jakąś idiotkę.
Zosia : Proszę, niech pan nie robi mi krzywdy. Proszę... - wybełkotałam tylko. Kierowca spojrzał na mnie z ogromnym zdziwieniem i odpowiedział:
Kierowca : Słucham? Zatrzymałem autobus bo pani niespodziewanie zaczęła krzyczeć i rzucać się we wszystkie strony, dlatego chciałem sprawdzić czy wszystko w porządku. Chyba pani zasnęła.
Popatrzyłam się na niego z ogromnym zawstydzeniem nie będąc w pełni świadoma o co w ogóle chodzi. Przetarłam dłonią czoło oddychając z ulgą.
Zosia : Musiałam mieć jakiś zły sen. Przepraszam za kłopot.
Kierowca : Nic nie szkodzi. - opowiedział, po czym usiadł z powrotem na miejsce i autobus ruszył dalej.
Światło było wciąż zapalone i muzyka również nie leciała z radia. Poczułam się głupio i zaczęłam zastanawiać się kiedy mogłam zasnąć. Ale jedno było pewne – zrobiłam z siebie kompletną kretynkę. Już zaczęłam nienawidzić tej nocy. Przez całą drogę tylko wlepiałam się w okno i nie miałam siły już na nic więcej. Nadal czułam lekki strach, lecz zdążyłam się w pełni opanować. W końcu po chwili dotarliśmy na miejsce.
Nigdy w życiu nie cieszyłam się jeszcze na widok mojego starego, zniszczonego przystanku autobusowego. Był jak skarb na końcu tęczy.
Drzwi autobusu otworzyły się. Gdy wychodziłam z niego pożegnałam się z kierowcą:
Zosia : Dobranoc panu.
Kierowca : Dobranoc. - odpowiedział i zamknął za mną drzwi.
Ruszyłam w kierunku domu, aż nagle poczułam lekki ból w lewym ramieniu. Przetarłam go dłonią i następnie spojrzałam na nią. To była krew. W tym momencie moje ciało obiegły dreszcze i serce ponownie zaczęło bić jak szalone. Szybko odwróciłam się w stronę autobusu i w tym właśnie momencie ruszył on przy piskach opon i zniknął w strugach wszechogarniającej go ciemności...

Artur Izaak Szczygielsk
Oceń:
8
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!