Kopalnia

Dodane przez: misteriuz., 18.03.2014, 19:25
Reklama:
Po śmierci rodziców przeprowadziłem się w góry. Poznałem ciekawych ludzi i obecnie swoją dziewczynę. Postanowiłem zostać górnikiem.

Praca w kopalni była dla mnie fajnym przeżyciem. Zdawałem sobie oczywiście sprawę, jakie jest to niebezpieczne, ale lubiłem to, co robiłem. Płaca dość przyzwoita.

Moje życie było wydawać się wszystkim świetne, ale tak nie było. Tęsknię za rodzicielami. W takich chwilach najbardziej pomoga bliskość ukochanej osoby. Kocham moją dziewczynę.

Po wyczerpującym tygodniu w pracy wybieraliśmy się do restauracji na romantyczną kolację, na spacery, często wygłupialiśmy się jak dzieci na ławce w parku. Byliśmy szczęśliwi.

Moje życie uległo zmianie pewnego dnia. Moja ukochana przywitała mnie w progu domu z papierem na ręku. Przestraszyłem się, że to pozew o rozwód, ale się myliłem.

Wykrzyczała. Jest w ciąży. Cieszyliśmy się niezmiernie. Płakałem ze szczęścia. Zapomniałem o wszystkich złych rzeczach i postanowiłem zacząć nowe życie. Kończę pracę kopalni.

Zostało pięć dni pracy po 12 godzin z przerwami. Nie wiem dlaczego, ale każdy dzień męczył mnie coraz bardziej. Zrzuciłem winę za to na niepohamowane uczucie radości.

Piątek. Ostatni dzień, następny tydzień spędzimy sam na sam z moją najdroższą. Niestety. Ogarniało mnie coraz większe uczucie strachu, szczęście zanikało. Czułem, że coś się stanie.

A więc stało się. Strop się zawalił, zostaliśmy odcięci od świata. było nas wtedy czterech. Znaliśmy się świetnie i dobrze się dogadywaliśmy. Chłopaki nie chcieli, bym kończył pracę.

Jeden kolega chciał zapalić pochodnię. Wyrwałem mu ją i zgasiłem ogień. Nie zdawał sobie sprawy, że mamy ograniczone zapasy tlenu. Wykorzystaliśmy latarkę. Nieźle zasypało.

Spędziliśmy siedząc dużo czasu. Nie wiemy ile. To wydarzenie bardzo nas do siebie zbliżyło. Opowiadaliśmy swoje najlepsze przeżycia. Wszyscy, oprócz mnie, byli samotni.

Czuliśmy, że to już koniec, ale nikt nie chciał po sobie tego poznać, śmialiśmy się. Jednakże czymże jest śmiech w takiej sytuacji? Próbą zamaskowania prawdy.

Przypomniałem sobię ukochaną, która nosi nasze dziecko. Zacząłem płakać jak dziecko przy nich, ale nie wstydziłem się, chciałem się wypłakać. Chłopaki też zaczęli płakać.

Nie mieliśmy szansy na przeżycie. Iskierka nadziei wyparowała, jak woda w upalny dzień. Ku zdumieniu wszystkich, usłyszeliśmy skrobanie za zawaloną ziemią. Zacząłem krzyczeć.

Pojawiło się światło. Po spędzeniu w ciemności tyle czasu, raziło mnie w oczy, ale szybko się przyzwyczaiły. Zobaczyłem ludzi. Znowu płakałem, ze szczęścia.

Jestem w domu, to moi rodzice.
Źródło: Moje.
Oceń:
9
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!