Rysa 2.

Dodane przez: amel, 22.03.2014, 13:33
Reklama:
Część pierwszą znajdziesz tu: http://straszne-historie.pl/story/6247

18.11.2013
Postanowiłam założyć dziennik. W sumie to zostałam do tego namówiona. Mój psycholog mówi, że to pomoże mi uporać się z problemami, da mi możliwość "wygadania się". Jakoś niezbyt w to wierzę, ale ok - posłucham się faceta od psycholi i zobaczę co z tego wyjdzie. Może powinnam zaczynać wpisy od "kochany pamiętniczku" jak zwykły to robić słodkie dziewczynki, których największym problemem jest
sprawdzian z przyrody lub niechęć rodziców do kupienia im biletów na koncert Justina lub innego wielkiego idola. Ale dobra, koniec pierdzielenia, pora usatysfakcjonować mojego doktorka, bo wylezie z niego Mr Hyde.
Minęły dwa tygodnie od mojej próby samobójczej. Okazało się, że znalazł mnie S. Przyszedł porozmawiać, przeprosić za swoje zachowanie i za to, że był takim dupkiem. Kiedy nie otwierałam drzwi, zadzwonił. Usłyszał dźwięk telefonu za drzwiami, więc zaczął się głośniej dobijać, bo wiedział, że jestem w środku. Gdy nadal nie otwierałam, poczuł jakiś niepokój i postanowił wyważyć drzwi. Nie wiem jak mu się to udało, chyba za dużo 'CSI" się naoglądał. Znalazł mnie nieprzytomną w wannie i zadzwonił po pogotowie. Podobno byłam przez kilka minut martwa. Nie wiem co to znaczy i chyba wolę nie wiedzieć. Ważne, że żyję i ta świadomość mi całkowicie wystarcza.
S. odwiedzał mnie codziennie. Codziennie przepraszał, obiecywał poprawę. Postanowiłam dać mu ostatnią szansę. Dziś mam wyjść ze szpitala, a S. obiecał, iż się mną zaopiekuje.
Słabo pamiętam mój pobyt w szpitalu. Ciągle dostawałam jakieś kroplówki i leki, które sprawiały, że czułam się jak we śnie. Momentami miałam wrażenie oderwania od rzeczywistości, widziałam jakieś dziwne rzeczy i miałam pojebane sny. Tłumaczę to sobie otępiającym działaniem leków i stresem.
Dziś wprowadzam się do S., bo nie mam nikogo innego. Moi rodzice nie żyją, bliscy mają mnie w nosie. Nie chcę być teraz sama.


19.11.2013
Jest cudownie. S. przygotował specjalnie dla mnie pokój. Mieszkamy w malutkim mieszkanku. Ciągle mi usługuje, pyta jak się czuję i przeprasza. Nadal mu nie wybaczyłam, ale go kocham, więc to kwestia czasu. Ale na razie nie musi o tym wiedzieć, chcę go sobie wychować
i trzymać na dystans. Całe dnie spędzam w łóżku, nie mam na nic siły. Lekarze uprzedzali, że przez jakiś czas będę się czuła osłabiona, bo wpakowałam w siebie ogromną ilość toksyn.
W ostatnim wpisie wspominałam, że mam dziwne sny i jakby wizje. Odkąd jestem w domu, nie pojawiły się ani razu. To pewnie ten cholerny szpital i leki tak na mnie działały. Jedynie czasami mam wrażenie, że dostrzegam jakiś ruch kątem oka, ale chyba każdy czasami tego doświadcza. Ostatecznie jeśli zaczyna mi odwalać to dostanę jakieś fajne tabletki. Ewentualnie wpakują mnie w gustowny kaftanik i zamkną w apartamencie bez klamek, ale za to z miękkimi ścianami.


25.11.2013
Nie pisałam kilka dni, bo nie miałam o czym. Jest tak spokojnie i cudownie, że czasami zastanawiam się czy nie śnię. Myślę, że może ta
próba samobójcza była nam potrzebna abyśmy się ogarnęli, zrozumieli pewne rzeczy. Z perspektywy tych kilku tygodni żałuję, że chciałam
umrzeć. Kiedy już odlatywałam w tej cholernej wannie, był taki moment, kiedy poczułam, że chcę żyć. Ale koniec moich psychologicznych
rozkmin, bo nikt mi za to nie płaci i nie chcę robić konkurencji mojemu lekarzowi, bo bidulek by się jeszcze załamał.
Nie wychodziłam z domu odkąd tu zamieszkałam. Potrzebuję spokoju, samotności, czasu na przemyślenie wielu rzeczy. Poza tym nie wyglądam najlepiej i nie chcę aby ludzie widzieli mnie w takim stanie. Jedynie czasami brakuje mi kogoś. S. poświęca mi dużo czasu, ale ma też obowiązki. Kasa sama się nie zarobi, a jego pracodawca jest okropny.
Dziś wręcz rozpiera mnie energia. Czuję się jak chomik po Acodinie. Zaraz spróbuję ugotować jakiś obiad. Mam nadzieję, że coś z tego wyjdzie i się nie otrujemy.


27.11.2013
Przedwczoraj powiedziałam S. o tym, że czuję się samotna i brakuje mi towarzystwa. Długo o tym rozmawialiśmy, a on obiecał, że postara się przekonać szefa aby dał mu kilka dni wolnego. Wczoraj S. wrócił z pracy "lekko" wkurzony. Co to było za wejście smoka! Wpadł z kurwami i innymi epitetami na ustach. Okazało się, że jego szef zamiast dać mu zasłużony urlop, dołożył mu nadgodziny. Potrzebujemy teraz kasy, więc S. się zgodził, ale obiecał, że jakoś wynagrodzi mi swoją nieobecność.
No i wynagrodził - dziś rano ten wariat wtoczył się do domu z jakimś kartonowym pudłem. Myślałam, że przywiózł z mojego starego domu kilka książek. Jednak wtedy moje "książki" wydały głośne miałknięcie. Zawsze marzyłam o kocie! Podbiegłam do S. Biedaczyna chyba myślał, że chcę go przytulić, ale ja jedynie cmoknęłam go w policzek i przejęłam od niego karton z moim maleństwem. S. miał minę jak małe dziecko, które nie dostało cukierka, ale wtedy nie zwracałam na to zbytniej uwagi. W kartonie było najsłodsze stworzenie jakie kiedykolwiek widziałam. Malutki czarny kotek z białą łatką pod oczkiem patrzył się na mnie z zaciekawieniem. Delikatnie wyjęłam go z pudła i postawiłam na podłodze. Podeszłam do S. i się w niego wtuliłam. Chyba w końcu się zmienił i wydoroślał.
Teraz cała nasza trójka siedzi przed telewizorem. Maleństwo nazwałam Neko. Czuję, że w końcu jestem całkowicie szczęśliwa.


30.11.2013
Dziś stało się coś dziwnego. Gdy S. był w pracy, bawiłam się z Neko w salonie. Nagle kot odwrócił się w stronę kuchni, nastroszył sierść i zaczął tak jakby syczeć. Trochę mnie wystraszył. Do tego stopnia, że zrobiło mi się zimno i miałam wrażenie, jakbym zobaczyła jakiś ruch kątem oka. Głupi kociak. Poza tym nic ciekawego się nie działo.


1.12.2013
Jak S. wróci z pracy mam zamiar sobie z nim porozmawiać. To przegięcie, żeby całą noc oglądać telewizję. Później narzeka, że się nie wysypia, a sam jest sobie winien.
Jutro jedziemy na grób moich rodziców. Tęsknię za nimi.


19.12.2013
Nie pisałam kilka dni, bo mieliśmy wypadek. Dziś się obudziłam.
Wspominałam, że mieliśmy zamiar pojechać na cmentarz. Miejscowość, w której się on znajduje, jest oddalona kilkadziesiąt kilometrów od naszego miasta. Tego dnia wypadała pierwsza rocznica śmierci moich rodziców, więc całkowicie się rozkleiłam. S. jedynie stał koło mnie i mnie obejmował. Nie znał moich rodziców, bo wiedziałam, że ciężko byłoby im zaakceptować mój związek z facetem starszym o pięć lat. Zamknęłam oczy i wróciłam myślami do cudownych wspomnień z dzieciństwa. Rodzice zawsze chcieli mojego dobra, tęskniłam za nimi... To ja powinnam zginąć w tym wypadku a nie oni. Miałam wtedy 18 lat, ale czym jest jedno życie w stosunku do trzech? Tak, trzech-moja mama była w ciąży. Miałabym teraz siostrzyczkę. Z rozmyślań wyrwał mnie gwałtowny podmuch wiatru. Gdy otworzyłam zapłakane oczy miałam wrażenie, że ktoś stoi w oddali na końcu cmentarza. Nie przejęłam się tym zbytnio, to była zapewne wina łez.
Chwilę później opuściliśmy cmentarz i wsiedliśmy do auta. Było już ciemno więc jechaliśmy powoli leśną drogą. Śnieg uderzał o szybę, a muzyka leniwie sączyła się z radia. S. dotknął mojej dłoni, spojrzałam na nasze splecione ręce, a później na jezdnię. Krzyknęłam. Coś stało na
środku drogi. Wydawało się mieć ludzki kształt. S. gwałtownie odbił w lewo, a sekundę później poczułam uderzenie i odleciałam.
Następną rzeczą jaką pamiętam jest szpital. Nie rozumiem tego, co się stało. Zaczyna mnie to przerażać. Mój psycholog uważa, że pewnie ta postać na jezdni tak naprawdę była jakimś zwierzęciem, ale mój zmęczony umysł zinterpretował błędnie ten obraz. Nikt nie chce mi powiedzieć gdzie jest S. Boże, boję się o niego.


20.12.2013
Wybłagałam pielęgniarkę aby powiedziała mi co się stało z S. Nie wierzę w to, co mi powiedziano, to nie może być prawda! Podobno zapadł w śpiączkę i jest ciężko ranny. Dlaczego?! To powinnam być ja. To moja wina, to ja chciałam tam jechać, to ja wybrałam tamtą drogę. Lekarze nie wiedzą, czy S. się w ogóle obudzi. Dziwią się, że nie stało mi się nic poważnego. Chciałabym być na jego miejscu, to niesprawiedliwe.


24.12.2013
Dziś wigilia, a ja siedzę sama w domu. Przed chwilą wróciłam ze szpitala. S. nadal się nie wybudził. Siedziałam tam dwa dni pod rząd, a dziś pielęgniarka mnie wręcz wygoniła mówiąc, że muszę odpocząć. Tęsknię za nim. Mam mu tyle do powiedzenia. Nie daruję sobie jeśli coś mu się stanie.


25.12.2013
Dziś zauważyłam, że Neko gdzieś zaginął przez te kilka dni. Przed wyjazdem prosiliśmy sąsiadkę aby się nim zajęła w trakcie naszej nieobecności. Nie mogę go nigdzie znaleźć, a ona powiedziała, że ostatni raz widziała go 10.12. Nie mam na nic siły. Wolę nie myśleć o tym co dzieje się z S. Boję się, że jeśli dopuszczę do siebie te myśli, to ta sytuacja mnie całkowicie przerośnie. Nie mogę go stracić. Nienawidzę tego pustego mieszkania. Nie chcę być sama. Te dziwne sny znowu powróciły, pewnie przez stres. Nie pamiętam ich, ale podświadomie czuję, że śni mi się coś okropnego.


28.12.2013
Spędziłam wczoraj cały dzień w szpitalu u S. Jego stan się pogorszył. W ciągu doby kilka razy doszło do zatrzymania pracy serca. Czuję się pozbawiona uczuć jakbym miała jakąś znieczulicę. Mam wrażenie jakbym była w śnie, to wszystko do mnie nie dociera. Każdy dzień jest taki sam. Wstanie, śniadanie, szpital, dom, spanie. Wszystko robię automatycznie. Jeszcze nigdy nie było tak źle.
Do tego te okropne sny. Boję się zasypiać.


5.01.2014
Boże, to nie może być prawda. Nie mogę uwierzyć w to wszystko, że jego już nie ma. Wczoraj był jego pogrzeb. Zmarł cztery dni temu. Nie było mnie wtedy. Kurwa, nie było mnie w chwili, gdy mój ukochany umierał. Spałam w naszym pieprzonym mieszkaniu. Od tamtej pory nic nie ma sensu. Płakałam pierwszy raz od dawna. Dzień po śmierci S. przyjechał do mnie mój psycholog. Długo z nim rozmawiałam. Dał mi jakieś tabletki. Śpię po nich większość dnia. Czuję się totalnie otumaniona. Nie mogę pogodzić się z tym wszystkim, ale jestem zbyt otępiała aby o tym myśleć. Może tak jest lepiej. Nie mogę pogodzić się z tym, że on odszedł.
Obudziłam się dzisiaj w środku nocy. Miałam wrażenie, że ktoś stoi w kącie pokoju. Pewnie to te cholerne tabletki. Nie wiem, zanim zapaliłam światło, to coś zniknęło.


10.02.2014
Jest już lepiej. Wyprowadziłam się z domu S., spakowałam wszystkie jego rzeczy do pudeł i oddałam jego rodzicom, chodzę na terapię. Chyba powoli dochodzę do siebie. Nadal za nim tęsknię, mam wrażenie, że zaraz wejdzie do domu, zadzwoni, przytuli mnie. Ale wiem, że tak nie będzie. Przestałam brać leki, ale nadal mam dziwne sny i przewidzenia. Lekarz mówi żebym się nimi nie przejmowałam, bo to pewnie wina szoku i stresu.


12.02.2014
Muszę porozmawiać z właścicielem mieszkania na temat moich sąsiadów. Od jakiegoś czasu wracają późno do domu i rozmawiają o naprawdę pojebanych porach. Postanowiłam stanąć na nogi, ogarnąć się i znaleźć pracę. Udało się. Zaczynam od jutra. Fakt, niezbyt ambitnie, bo będę pracować jako woźna, ale lepsze to niż nic. Będę miała mniej czasu na myślenie, zajmę się czymś i być może poznam nowych ludzi. Poza tym kończą się pieniądze, które zaoszczędziłam razem z S. Dziś mam zamiar odwiedzić jego grób.


14.02.2014
Poznaliśmy się dokładnie 4 lata temu. Napisał do mnie na facebook'u. Okazało się, że pomylił mnie z jakąś znajomą o tym samym nazwisku, ale gadało nam się o tyle dobrze, że spędziliśmy na tym cały dzień. Kilka miesięcy później zaczęliśmy się spotykać. Brzmi jak tandetne love story, no ale cóż - nie szukałam miłości, to ona znalazła mnie. A teraz go nie ma. Chyba powoli przestaję czuć ból, pewnie dzięki mojemu niezastąpionemu lekarzowi.
Na cmentarzu było wyjątkowo spokojnie. Miałam wrażenie jakbym była tam sama. Nie płakałam, wiedziałam, że S. jest teraz szczęśliwy i że nienawidził jak płakałam. Jedynie doszło do pewnego niemiłego wydarzenia - gdy wspominałam mojego chłopaka, mój telefon zaczął dzwonić. Myślałam, że go wyciszyłam, ale się najwidoczniej myliłam. Dobijał się do mnie jakiś zastrzeżony numer, ale nie odebrałam, bo nie miałam ochoty z nikim rozmawiać.
Dziś śnili mi się moi rodzice i S., mówili, że za mną tęsknią. W pracy obyło się bez jakiś rewelacji. Zwykłe sprzątanie po kilka godzin dziennie. Rozmawiałam także z facetem, od którego wynajmuję mieszkanie. Kutas bezczelnie kłamie - powiedział, że tylko ja mieszkam na tym piętrze. Jakoś niezbyt mu wierzę, bo kto niby waliłby właśnie w ścianę, która rozdziela mieszkanie moje i sąsiednie?


16.02.2014
Dziś dorwałam właściciela. Dla świętego spokoju otworzył mieszkanie, z którego dochodzą te wkurzające odgłosy. Koleś jednak nie kłamał - mieszkanie jest puste. Początkowo się wystraszyłam, ale przecież na wszystko jest jakieś wyjaśnienie. Pewnie hałas niesie się z innych mieszkań, jak to w starych blokach.
Dzisiaj, gdy wracałam do domu, zagadał do mnie jakiś facet. Na oko był całkiem niezły i miły. Zaproponował mi kawę, ale go spławiłam. Nie mam ochoty na jakieś durne znajomości ani tym bardziej romanse. Nie jestem na to jeszcze gotowa.
Jutro zamierzam poprzestawiać meble w moim pokoju, ponieważ ten układ w ogóle mi nie odpowiada.


17.02.2014
Ok, ten cholerny fagas, od którego wynajmuję mieszkanie, ma nieźle zrytą banię i pojebane poczucie humoru. Nad ranem obudził mnie dźwięk włączonego telewizora. Powoli wstałam i cicho udałam się do salonu. Aby tam dojść musiałam pokonać dość długi korytarz, pośrodku którego były drzwi wejściowe. Gdy doszłam do drzwi mojej sypialni usłyszałam tupot stóp, a gdy wyszłam na korytarz - dźwięk zamykanych na klucz drzwi. Tylko ja i ten dupek mamy klucze do domu, więc to musiał być on. Nie wiem tylko po cholerę to zrobił.
Wieczorem do niego zadzwonię aby go opieprzyć za te dziecinne żarty.


18.02.2014
Nie mam pojęcia co się tu dzieje. Gadałam wczoraj z właścicielem. Gość twierdzi, że jest we Francji, a na dowód wysłał mi nawet kilka zdjęć. Niby to mogą być fotomontaże, ale w świetle ostatnich wydarzeń, zaczynam się bać.
To już nie mogło być przewidzenie ani sen. Robiłam obiad, a z radia sączyła się muzyka. Nagle spadła szklanka, która znajdowała się na suszarce, kątem oka dostrzegłam szybki ruch w kącie kuchni, a urządzenie zaczęło trzeszczeć. Nikt normalny by w to nie uwierzył, ale trzeszczenie i szum zdawały się układać w słowa. Jestem pewna, że wyłapałam coś, co brzmiało jak "nie uciekniesz, sama tego chciałaś", a później nastąpił głośny pisk. Pewnie większość ludzi spieprzyłaby w tym momencie jak najdalej, ale ja podeszłam do tego cholernego sprzętu i wyciągnęłam wtyczkę z kontaktu. Szczerze mówiąc spodziewałam się sceny rodem z horroru klasy B., w trakcie której radio nadal by nadawało. Jednak tak się nie stało, a urządzenie grzecznie zamilkło. Wyszłam z domu i poszłam prosto do psychologa.
Lekarz zatroskał się i zapytał, czy biorę jakieś leki lub narkotyki. Oczywiście zaprzeczyłam. Uznał, że to mogły być halucynacje lub wynik przemęczenia. Jakoś niezbyt w to wierzę. Wytłumaczenie tak trochę z dupy wzięte.
Szczerze mówiąc boję się. Zadzwoniłam do szefowej i biorę dziś nocną zmianę w pracy. Nie zasnęłabym tej nocy w domu, a nie mam gdzie pójść, więc chociaż trochę zarobię.


19.02.2014
Kurwa, nie wiem co się dzieje! Gdy wieczorem wróciłam do domu od razu zauważyłam złożoną kartkę przyczepioną do lustra w przedpokoju. Gdy ją rozłożyłam, okazało się, że to krótki list.

"Kilka miesięcy temu podjęłaś decyzję. Nie ma od niej odwrotu. To, że miałaś szczęście nie znaczy, że my odpuścimy. Byłaś już u nas, ale uciekłaś. Nie na długo. Wkrótce znowu się spotkamy. Nie próbuj uciekać, bo i tak nie masz szans. Wszędzie Cię znajdziemy. Na Twoim miejscu zacząłbym obawiać się własnego cienia i przestałbym lekceważyć dziwne rzeczy.
ps Słodko wyglądasz we śnie, już niedługo stanie się on wieczny."

Wystraszyłam się nie na żarty. Jakim cudem ktoś dostał się do mojego mieszkania?! A co, jeśli to prawda?
Wtedy stała się najgorsza rzecz jakiej mogłam doświadczyć - usłyszałam dźwięk w kuchni. Poszłam tam uzbrojona w parasolkę. Wiem, zajebista broń, która powstrzyma najgorsze potwory, terrorystów i komornika. Nikogo jednak nie było w pomieszczeniu. Trochę uspokojona poszłam do swojej sypialni. Nie wiem co tu się dzieje, ale może to zwykłe żarty.
Odechciało mi się przebywania w kuchni więc zamówiłam pizzę. Zaczynam myśleć o zmianie pracy - dzisiaj jakąś godzinę przed końcem mojej zmiany wysiadł prąd i musiałam zapieprzać w ciemnościach. Poza tym chciałabym pójść na studia. Przerwałam naukę w technikum, ale zawsze mogę ją wznowić. W sumie to chyba to by mi dobrze zrobiło. Zastanowię się nad tym i być może we wrześniu zacznę ponownie naukę. O właśnie ktoś puka, to pewnie mój Superman z pizzą.


24.02.2014
Cholera, nie pamiętam ostatniego wpisu ani opisanych w nim wydarzeń. Obudziłam się w swoim łóżku. Gdy spojrzałam na telefon coś mi się nie zgadzało. Nie pamiętam abym zasypiała. To dziwne, ale odnoszę wrażenie, że nie usnęłam, że tak to ujmę, z własnej woli. Czuję się jakbym spała przez kilka dni i cholernie boli mnie głowa. Do tego śniły mi się jakieś pojebane sny. Nie pamiętam ich dokładnie. Powoli zaczynam dostrzegać jakiś chory sens w ostatnich zdarzeniach. Po przeczytaniu ostatniego wpisu wszystko powoli staje się jasne. Muszę to jeszcze przemyśleć, może mnie olśni.


04.03.2014
Chyba wiem o co chodzi, ale nie rozumiem tego ani trochę. Dziś miałam sen. Był chory, ale mam wrażenie, że wszystko mi wyjaśnił. Nigdy nie wierzyłam w takie pierdoły jak życie po śmierci i nadprzyrodzone zjawiska, ale chyba zacznę.
Najpierw śnili się moi rodzice, a później S. Mówili, że popełniłam błąd decydując się na samobójstwo. Gdy wtedy na chwilę umarłam, przeszłam na chwilę do świata zmarłych. Wchłonęłam jakąś cząstkę tamtej krainy, a gdy lekarze przywrócili mnie do życia, zabrałam ją ze sobą. Gdzieś we mnie tkwi kawałek śmierci. Dlatego widzę cienie, mam dziwne sny i inne takie. W skrócie - dzięki temu czemuś widzę to, co przenika z zaświatów. Niby spoko, można się przyzwyczaić, ale jest druga strona medalu. Otóż dzięki temu widzą mnie także stworzenia z drugiej strony. Część jest niemal przyjazna i jestem im obojętna, ale są też istoty złe, które chcą mojego powrotu do krainy zmarłych i za mną podążają. Gdy z S. miałam wypadek prawie mnie schwytały. To one go spowodowały. To przez te kurestwa straciłam ukochanego. To wszystko moja wina. Gdybym nie próbowała się zabić lub zrobiłabym to raz a porządnie, on nadal by żył. Wszystkie dziwne wydarzenia, które miały miejsce od czasu mojej próby samobójczej, są sprawką tych demonów. Rodzice powiedzieli mi także, że prędzej czy później te stwory mnie dopadną, już są blisko. Kiedy mnie dorwą będą mnie torturować, będę doświadczać niewyobrażalnego bólu, gdyż dla nich jestem uciekinierką, zdrajczynią, a dla takich osób nie mają litości. Istnieje jednak inne rozwiązanie. Mogę sama zadecydować o swojej śmierci. Jeśli te demony mnie dopadną, wtrącą mnie za karę do piekła, a tam nie będzie różowo. Lecz jeśli sama zdecyduję się umrzeć, będę mogła samodzielnie podjąć decyzję, gdzie chcę pójść po śmierci. Dzięki temu będę mogła wybrać miejsce, gdzie są rodzice i S. Ostatnim, co pamiętam z tego snu jest spojrzenie S.
Po przebudzeniu byłam całkowicie spokojna. Nie rozumiem do końca tego wszystkiego, ale czuję, że to prawda. Innego wytłumaczenia nie jestem w stanie znaleźć. Jeśli to wszystko jest prawdą, to mam niewiele czasu zanim te cholerstwa mnie dopadną. Nawet jeśli to kłamstwo, to i tak nie mam po co i dla kogo żyć. Muszę to jeszcze przemyśleć i załatwić kilka spraw.


22.03.2014
Podjęłam już ostateczną decyzję. Zrobiłam wszystko, co pragnęłam załatwić przed śmiercią. Od kilku dni coraz wyraźniej dostrzegam te cienie. Myślę, że mogłyby mnie już dopaść, ale chyba wiedzą, że się poddałam i pozwalają mi dokończyć wszystkie sprawy. Trzymają się na dystans. Już się nie boję. Dziś byłam na grobach rodziców i S.-to była ostatnia rzecz, którą chciałam zrobić.
Dziś rano kupiłam pistolet. Nie chcę bawić się z tabletkami. Już raz się to nie udało. Fakt, że teraz nie miałby mnie kto uratować, ale to trwa za długo. Jestem zdecydowana, że chcę to zrobić. To znaczy nie chcę, ale muszę. Mam dwa wyjścia, a to jest tym lepszym. Napisałabym list pożegnalny, ale nie mam dla kogo.
Jeśli ktoś znajdzie ten dziennik, zapewne uzna mnie za kolejną psycholkę jakich wiele. Może to wszystko jest wytworem mojej wyobraźni, jednak wątpię w to. Nawet jeśli, to nie byłabym w stanie żyć z tymi imaginacjami własnego umysłu. Czasami lepiej po prostu umrzeć. Z perspektywy czasu widzę, że to inna chęć śmierci niż tamta, która towarzyszyła mi w listopadzie. Gdyby nie ówczesna próba, nie musiałabym teraz umierać, S. by żył i wszystko byłoby dobrze. Ale nie mogę cofnąć czasu. Tak musi być.
Cienie otaczają mnie coraz ciaśniej, zbliżają się do mnie. Wiedzą co zaraz nastąpi, czekają na to i obserwują niczym film w kinie. Dziwię się, że pozwalają mi nawet teraz o tym pisać. Chyba one nie są aż tak złe. Po prostu chcą abym zakończyła to, co zaczęłam.
Już pora. Biorę pistolet do ręki, przystawiam do skroni. Patrzę wokół - humanoidalne cienie stoją wokół mnie z pochylonymi głowami. Czas to zakończyć. Naciskam spust.

-----
"Rysę" pisałam bez zamiaru jej kontynuowania, jednak po przeczytaniu komentarzy, postanowiłam stworzyć ciąg dalszy. Nie ma on zbyt wiele wspólnego z pierwszą częścią, ale zgodnie z Waszymi sugestiami dodałam trochę dziwnych zjawisk ;)
Oceń:
5
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!