Sypialnia na piętrze

Dodane przez: coldblood, 22.04.2014, 09:51
Reklama:
Witajcie. Mam na imię Daniel i mieszkam sobie w małym miasteczku w urokliwym domku w spokojnym osiedlu. Jestem osobą raczej towarzyską i bardzo gościnną – uwielbiam zapraszać do siebie ludzi i przesiadywać z nimi w moim pięknym salonie, z lampką wina i dobrym ciastem. Samotność lekko mnie przeraża, a ponieważ nie mam dzieci, ani nawet dziewczyny, muszę zadowalać się jednorazowymi wizytami.
Mawiają, że w moim domu straszy. Znajomi, którym zdarzyło się tam nocować uważają, że sypialnia na piętrze jest nawiedzona. Bzdury! Pewnie stamtąd akurat lepiej słyszą trzeszczący dach, albo skrzypienie w rurach i uznają to za zjawiska paranormalne. Mnie samemu nigdy nie zdarzyło się tam spać – mam własną sypialnię, w której jest mi dobrze. Ale gdy po raz już dziesiąty goście z krzykiem opuszczali progi mojego domu postanowiłem temu zaradzić i samemu ocenić sytuację, gdyż – jak już mówiłem – nie lubię samotności, a znajomych staram się przyjmować jak najlepiej.
Tę noc zamierzałem spędzić w rzekomo nawiedzonym pokoju. Wyszukałem z mojej biblioteczki jakąś prawdopodobnie ciekawą książkę, ustawiłem na szafeczce nocnej szklankę wody i radio (muzyka działa na mnie kojąco i zdecydowanie lepiej mi się przy niej zasypia). Nie chciałem opuszczać ani na chwilę sypialni na piętrze, dlatego starałem się przyjmować jak najmniej płynów, by nie być zmuszonym nawet do wyjścia za potrzebą.
Nastał więc wieczór, a ja ułożyłem się w cieplutkim łóżku i otwarłem książkę. Nie zaciekawiła mnie, nie lubię czytać suchych faktów historycznych, bez urozmaicenia ich jakąkolwiek fabułą. Wrzuciłem książkę pod materac, zgasiłem lampkę, wyłączyłem radio i próbowałem zasnąć. Niestety, coś nie pozwalało mi odpłynąć. Obróciłem się, by sięgnąć po szklankę z wodą i tu spotkało mnie pierwsze zaskoczenie – książka, którą schowałem pod materacem, leżała znowu na szafce nocnej. Chwilę wpatrywałem się w nią z uwagą. Jak to możliwe? Byłem przekonany, że jej tam nie położyłem. Hmm… Coś musiało mi się pomylić. Przekręciłem się na drugi bok i zamknąłem oczy.
Chwila spokoju. Było mi tak miło i ciepło, prawie już zasnąłem. Ale wówczas moje stare radio włączyło się. Podskoczyłem aż z zaskoczenia i usiadłem na łóżku. Dziwny kobiecy głos nadawał coś po rosyjsku, w tle głośno szumiało. Trzasnąłem pięścią w radio. Ucichło. Rozejrzałem się z przerażeniem po pokoju. Obrazy powieszone na ścianach wydawały się być teraz niesamowicie odrażające. Stały się ciemniejsze, a twarze postaci przyglądały się mi z nieukrywaną niechęcią. Przełknąłem ślinę i opadłem na poduszki. Co jeszcze spotka mnie tej nocy?
Nie musiałem długo czekać, by uzyskać odpowiedź. Ledwie zamknąłem powieki, a z szafy spadło ogromne pudło z ozdobami choinkowymi. Trzask łamanego szkła zadudnił mi w uszach. Skoczyłem na równe nogi. Co, do diabła, zrzuciło z szafy ten głupi karton?! Zajrzałem do środka, a kawałki potłuczonych bombek i lampek wyskoczyły wprost na moją twarz. Odruchowo cofnąłem się. Ozdoby posypały się na podłogę.
Z mocno bijącym sercem i plecami, całymi zalanymi potem, usiadłem na łóżku i ukryłem twarz w dłoniach. Co to wszystko ma znaczyć?! Nic nie rozumiałem.
I wówczas zmroziło mnie skrzypienie otwieranych drzwi. Wytrzeszczonymi oczami spojrzałem ku nim. Usłyszałem kroki na korytarzu. Zbliża się! Nie wiedziałem, co robić, gdzie uciekać. Boże, ratuj!
Trząsłem się cały, gdy wkroczyła do pokoju. Otwarte szeroko usta z pokiereszowaną szczęką wydawały się wykrzywiać w przerażającym uśmiechu. Oczy były małe, wręcz niewidoczne, zauważałem tylko dwie czarne szpary. Policzki wygryzione, jakby napadło na nie jakieś dzikie zwierze. Unosiła się nad ziemią, stopy nie dotykały podłogi. Była cała w krwi, na niesamowicie chude ciało narzucona była jedynie biała sukienka z koronki.
Zacząłem krzyczeć, a ona przyglądała mi się z pogardą. Stałem teraz tuż przed nią, nie mogłem uciec, zagrodziła mi drzwi. Zacząłem błagać, by nic mi nie zrobiła. Modliłem się głośno, szczypałem w rękę, przekonany, że to tylko sen.
I wtedy przemówiła.
- Nie musisz się już bać samotności. Nie zapraszaj tu nikogo. My odwiedzamy cię codziennie. Może chcesz zostać wśród nas na zawsze?
Zacząłem ciężko dyszeć. Zamknąłem oczy, łudziłem się, że gdy je otworzę, zjawy już nie będzie. Lecz gdy znowu uchyliłem powieki, była tu nie tylko ona. Było mnóstwo innych postaci, zmasakrowanych ludzi z pokiereszowanymi twarzami. Przełknąłem ślinę, a oni powoli zaczęli przesuwać się w moją stronę…
Źródło: własne.
Oceń:
15
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!