Kiedy się obudzę.

Dodane przez: egro, 29.04.2014, 10:13
Reklama:
Mieliście kiedyś sen tak realny, że gdy się obudziliście, potrzebowaliście dobrej chwili, by dojść do siebie? Sen tak rzeczywisty, że zaczynaliście się zastanawiać czym tak naprawdę jest rzeczywistość? Zaczynaliście się zastanawiać, czy miejsce, w którym się obecnie znajdujecie, jest realne, czy może to tylko kolejny sen i zaraz się z niego wybudzicie? Ja tak miałem. I przyznam szczerze, że były to chwile pełne lęku. Ale może od początku..

Kojarzycie jeden z tych snów, w którym się spada? Z wieżowca, ze szczytu, czy zwyczajnie przewraca się na chodniku i spada bez końca. Chyba każdy przynajmniej raz w życiu doświadczył, lub doświadczy czegoś takiego.
Tamtej nocy miałem taki sen. Spadałem w otchłań, czekając aż uderzę o ziemię i się wybudzę. Nie myślałem o niczym, niczego nie czułem. Po prostu bezwładnie spadałem. Miałem chyba zamknięte oczy. Pamiętam, że sen ten dłużył się okropnie, jakby każda minuta była wiecznością. W końcu jednak uderzyłem o ziemię. Nie było to jednak zwykłe uderzenie, gdyż zabrało mi dech w piersi tak skutecznie, że gdy obudziłem się we własnym łóżku, miałem trudności ze złapaniem powietrza.

„Wszystko w porządku kochanie?” usłyszałem głos swojej matki, dzięki któremu powoli doszedłem do siebie. „Chodź do kuchni, obiad już prawie gotowy”.
Czasem, zwłaszcza gdy wybudzimy się nagle z głębokiego snu, ma się uczucie jakby się było na kacu. Potrzeba dobrej chwili, zanim mózg przetworzy dane i słowa innych nabiorą dla nas sensu. Na pewno znacie to uczucie, każdy chociaż raz musiał to przeżyć. Ja właśnie byłem w takim stanie, dlatego też bardziej przykuwało moją uwagę rozmyślanie na temat tego, jak długo musiałem spać, skoro już zaraz jest obiad, niż to, że rozmieszczenie pokoi w mieszkaniu było zupełnie inne (zorientowałem się dopiero za czwartym razem. Ale nie wyprzedzajmy faktów).

Przyczłapałem do kuchni najwolniej jak to tylko było możliwe. Myślę, że wolniejszy byłbym tylko wtedy, gdybym się czołgał. Nie lubiłem wchodzić do kuchni, gdy moja matka gotowała. Zawsze kazała mi sprawdzać dania i mówić, czego w nich brakuje, by później wysyłać mnie do sklepu po brakujące składniki. Nie zakładałem więc, że tym razem będzie inaczej. Spojrzałem na mamę i nie zauważyłem i niej niczego dziwnego (kac po nagłemu przebudzeniu, kojarzycie).
„Posmakuj i sprawdź, czy niczego nie brakuje” powiedziała i wskazała łyżką na gotujący się garnek. „Zupa.. nienawidzę zup.”, pomyślałem wtedy i zdjąłem pokrywkę. Mdły zapach obudził mnie momentalnie, jednak nie to mnie przeraziło. W garnku pływała głowa mojego ojca. Twarz pozbawiona oczu, z przeraźliwym, całkowicie nienaturalnym uśmiechem, kołysała się na wszystkie strony.
„Wiem. Brakuje jeszcze jednej.”, nim zdążyłem zareagować, matka była już przy mnie. Z twarzą przekręconą o 180 stopni, pozbawioną oczu i wielką gębą, wyszczerzoną w przerażającym uśmiechu. Rzuciła się na mnie, nie dając mi żadnej szansy. Jej wielka paszcza z łatwością chwyciła moją głowę. Zanim zacisnęła szczęki, usłyszałem bulgoczący śmiech. A potem nastąpiła fala bólu i..

...I obudziłem się w swoim łóżku, nie mogąc złapać oddechu. Z trudem podniosłem się i usiadłem, rozglądając dookoła.
„Wszystko w porządku kochanie?”, znów głos matki. Dreszcz przeszedł mi po całym ciele i podświadomie zaciągnąłem kołdrę pod szyję, jakby miała mnie przed czymkolwiek obronić. „Chodź do kuchni, obiad już prawie gotowy”.
Postanowiłem odpalić komputer i napisać do mojego kumpla, który zajmował się tego typu rzeczami. Studiował coś związanego z mózgiem, więc uznałem, że może wie co nieco na temat snów.

Po krótkiej rozmowie dowiedziałem się, że to nic takiego i nie powinienem się tym przejmować. To po prostu zły sen i jeżeli chcę, to może sprawdzić w swoim senniku co to znaczy, jeżeli ma mnie to uspokoić. Nie wierzę w senniki, więc dałem sobie z tym spokój. Pożegnałem się z nim i w tym momencie zauważyłem, że nie jestem w pokoju sam.
„Dlaczego mnie ignorujesz?”, moja matka zbliżała się do mnie a jej twarz zaczęła się zmieniać jak poprzednio. „Sprawiłeś, że moje serce krwawi. Spójrz!”, krzyknęła i wyciągnęła przed siebie rękę, w której znajdowało się ciągle jeszcze pulsujące serce, ociekające krwią.
„Jak mogłeś mi to zrobić? Jak mogłeś zrobić to własnej mamie?!”, rzuciła się na mnie, nim nawet zdążyłem pomyśleć. Ból był mniejszy, jakbym zaczynał się do niego przyzwyczajać.

Gdy się obudziłem, przez chwilę nie wiedziałem, gdzie się znajduję. Dezorientacja i lęk, który ciągle we mnie siedział, nie pozwalała mi się skupić. Rozejrzałem się wokół siebie i po chwili odetchnąłem z ulgą. Oczywiście... przecież jestem na studiach, mieszkam gdzie indziej. Obudziłem się w wynajętym przez siebie mieszkaniu. W końcu się obudziłem.

Otworzyłem okno, gdyż z zewnątrz dobiegał straszny hałas. Wyjrzałem i zobaczyłem tysiące ludzi, maszerujących ulicą. Każdy z nich zdawał się coś mówić, niektórzy krzyczeli. Wszystkie te głosy łączyły się w jeden nieznośny jazgot, który okropnie ranił uszy. Chciałem zamknąć okno, ale poczułem, że ktoś za mną łapie mnie za nogi i wyrzuca na zewnątrz.

Wylądowałem na ulicy, jednak nie czułem bólu (a mieszkam na drugim piętrze), wtedy już wiedziałem, że to nie koniec.
Przede mną stanęła jedna z osób i pomogła mi wstać.
„Okropne. Czy ty wiesz jak wyglądasz?”, zapytała a ja po raz pierwszy przyjrzałem się twarzom tych wszystkich ludzi. Każdy z nich wyglądał zupełnie jak moja matka. Twarze powykręcane do góry nogami, brak oczu i wielkie paszcze, wykrzywione w przerażającym grymasie, mającym być uśmiechem.
„Chodź, coś poradzimy.”, rzekła osoba i zaczęła dotykać mojej twarzy. Trwało to kilka chwil, przez które nie mogłem nic zrobić. Nie to, że nie chciałem. Po prostu nie mogłem, jakby całe ciało odmówiło mi posłuszeństwa. „Spójrz w górę”, poleciła postać a ja posłusznie uniosłem głowę. Niebo było czerwone.. nie, wręcz karmazynowe, pozbawione chmur i słońca. Mimo to było jasno jak w południe.
„Skończyłem. Teraz wyglądasz dobrze.”, osoba, która się mną zajmowała, wyszczerzyła się w jeszcze bardziej przerażającym uśmiechu i podała mi lusterko. Było całe popękane i zamazane, nie byłem w stanie niczego w nim zobaczyć. Czułem jednak, że moja twarz wygląda całkowicie inaczej. Dotknąłem jej i gdy poczułem pod opuszkami palców, wyszczerzoną paszczę, obróconą do góry nogami, wrzasnąłem. Albo przynajmniej wydawało mi się, że wrzasnąłem.

Obudziłem się u siebie w pokoju. Łapiąc ciężko oddech, wiedziałem, że ten koszmar się nie skończy. Przez następny czas (nie mam pojęcia ile to trwało), schemat powtarzał się cały czas. Nie zależnie od tego, co robiłem, kończyło się tak samo.

„Wszystko w porządku kochanie?”

„Chodź, coś poradzimy.”

„Moje serce krwawi, Spójrz!”

„Czy ty wiesz jak wyglądasz?”

„Skończyłem.”

„Chodź do kuchni, obiad już prawie gotowy.”

Trwałem w tym szaleństwie tak długo, że z czasem zacząłem myśleć, że nie pamiętam już niczego innego, poza tym, co dzieje się w tych snach. Wiedziałem, że dłużej tego nie wytrzymam, ale co mogłem zrobić? Nie mogłem się zabić, zresztą po co.. ginąłem bardzo często z rąk mojej matki i niczego to nie zmieniało. Zatracałem się, wariowałem... nie widziałem wyjścia z tej beznadziejnej sytuacji.

I wtedy... obudziłem się w wynajmowanym mieszkaniu. Wszystko wokół ucichło. Niepewnie wyjrzałem za okno. Nikogo nie było. Co jakiś czas przejeżdżał jakiś samochód i to wszystko.
Obudziłem się, wróciłem...

Mieliście kiedyś sen tak realny, że gdy się obudziliście, potrzebowaliście dobrej chwili, by dojść do siebie? Sen tak rzeczywisty, że zaczynaliście się zastanawiać czym tak naprawdę jest rzeczywistość? Zaczynaliście się zastanawiać, czy miejsce, w którym się obecnie znajdujecie, jest realne, czy może to tylko kolejny sen i zaraz się z niego wybudzicie? Ja tak miałem. I przyznam szczerze, że były to chwile pełne lęku.

Ale teraz już się nie boje. Wiem kim jestem.. wiem jak wyglądam. Znowu lubię patrzeć w niebo. Jego czerwony kolor zawsze mnie uspokaja.
Źródło: własne
Oceń:
4
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!