Krucza Straż

Dodane przez: pariah777, 22.06.2014, 07:04
Reklama:
– Obudź się stary, za chwilę będziemy na miejscu, a chyba nie chcesz wyglądać gorzej od naszego klienta? – powiedział kierowca.

– Cholera... – rzekł, przeciągając się, drugi mężczyzna – co tym razem?

– Zobaczysz na miejscu. Chyba powinieneś wziąć trochę urlopu, szef też ma syna, zrozumie. Lekarze nadal nic nie mówią?

– Pieprzone urzędasy albo nic nie wiedzą, albo nie chcą powiedzieć.

– Wyjdzie z tego, zobaczysz. Moja żona też była w psychiatryku i...

– Skończ.

Resztę drogi jechali w ciszy. Mężczyzna na miejscu pasażera wlepił tylko wzrok w krajobrazy za oknem, a kierowca skupił się na prowadzeniu, nucąc od czasu do czasu, gdy leciał jakiś znany kawałek w radiu.
Auto zatrzymało się przed bramą jednego z domów. Wysiedli i weszli na podwórze, mijając funkcjonariuszy pilnujących miejsce zbrodni. Naprzeciw wyszedł im facet w policyjnej kamizelce.

– Chyba nawet wam to się nie spodoba – powiedział z uśmiechem na ustach.

– To lipa, Adam ma kiepski dzień i nie radzę... – powiedział i nagle urwał kierowca.

Obaj spojrzeli na przygnębionego mężczyznę, wpatrującego się w dwie czerwone plamy na oknie mieszkania.

– To nasza wisienka na torcie – powiedział przewodnik i nagle spoważniał – chodźcie. Nie wyglądasz najlepiej, jesteś pewien, że chcesz to oglądać? Nie potrzebujemy zarzyganych dowodów.

– O to się nie martw. Prowadź – przerwał swoje milczenie Adam i ruszyli w trójkę na oględziny.



Weszli do domu. W przedpokoju wisiały plakaty różnych zespołów, takich jak Nightwish, Sonata Arctica i Blind Guardian. Tuż przy wejściu leżała wywrócona klatka dla ptaka. Miejsce wypełnione było świecami, w większości już wypalonymi. Na podłodze rozrzucone były książki, między innymi „Psychonauta czyli Magia Chaosu w teorii i praktyce” Petera Carrolla, a na ścianach nabazgrane były pentagramy. Wszystko to budowało atmosferę mroku.

– Tędy – rzekł przewodnik i uchylił drzwi do jednego z pokoi.

Przeszli do drugiego pomieszczenia. To było schludniejsze, wielkie okno z widokiem na podwórze oczyszczało pokój z ciemności, a czarno-białe fotografie ludzi, wiszące na ścianie, stwarzały pozory, że mieszkała tutaj kochająca się rodzina. Wszystko, niczym jeden wielki dysonans, psuły zwłoki i ślady krwi, będące dosłownie wszędzie.

– Czy to jest to, o czym myślę? – powiedział mężczyzna z samochodu, wskazując na dwie białe, skąpane we krwi, rozgniecione kuleczki na parapecie.

– Ha, intuicja cię nie zawodzi. Tak, to są oczy – po czym dodał – wszystko macie tutaj.

Gdy Adam oglądał trupa z bliska, jego partner wziął do rąk dziennik ofiary. Otworzył i pogrążył się w lekturze.

– Tobie też radzę to przeczytać – powiedział przewodnik – warto.

Mężczyzna wstał i spojrzał na partnera.

– Co tam jest?

Odpowiedziało mu jedynie milczenie.

– Rozejrzę się trochę po domu, jak skończysz, to podrzuć mi ten pamiętniczek.

– Czekaj... – odpowiedział – mówiłeś, że twój syn zaczął zbierać dziwne rzeczy. Od tego się ponoć zaczęło. Plakat, był tam jakiś plakat?

– Co to ma za znaczenie? – Adam zmarszczył brwi. – Chyba był...

– Masz, ja doczytam później. To cię powinno zaciekawić.


Zmartwiony ojciec, już nie jako policjant, ale właśnie jako ojciec, chwycił dziennik i go otworzył.


„ Jeśli to czytasz, to masz to, kurwa, odłożyć. To jest moja prywatna rzecz.

Zakładam ten dziennik, żeby śledzić moje postępy w praktykowaniu magii. Wbrew wszystkim radom, postanawiam się rzucić od razu na głębokie wody. Zaciekawił mnie artykuł znaleziony w necie o serwitorach. Magicznych bytach, które są niczym niewolnicy, wypełniający każde żądanie ich pana. Może warto takiego sobie stworzyć? Oczywiście, że cholera warto! Będzie miał za zadanie mnie chronić. W dzień i w nocy. Proste jak budowa cepa.


Jestem świeżo po rytuale! Wypadałoby go tu opisać. Zacząłem od narysowania symbolu, który ma odzwierciedlać mojego stróża! Wyglądał mniej więcej tak: O.O Następnie wiedziałem, że muszę go jakoś pobudzić do życia. Pomógł mi w tym mój najlepszy przyjaciel, kanarek. Otworzyłem klatkę i go wyciągnąłem. Następnie, trzymając go nad kartką z symbolem, odciąłem mu łeb nożem kuchennym. Trochę musiałem się natrudzić, to nie było takie łatwe, ale fontanna krwi wynagrodziła mi to! Skąpałem kartkę w posoce, czując, jak serwitor budzi się do życia. Jestem pieprzonym bogiem, panem życia i śmierci! Ciało kanarka spaliłem, po czym pobiegłem to zapisać. On jest przy mnie, czuję na sobie jego spojrzenie!


Jest ranek, nie mogłem spać z podniecenia. Czuwał nade mną całą noc. Teraz muszę iść do pracy.


Widziałem go! W tłumie widziałem jego oczy. Żółte, świecące, pełne miłości. On mnie kocha!


Jest noc, być może trzecia, może druga w nocy, nie wiem. Piszę to i jednocześnie się wgapiam w podwórze. Przez ułamek sekundy tam był. Widziałem go. Nie usnę, póki go nie zobaczę!


Już świta, muszę znowu iść do pracy. Nie, nie mogę. Nie teraz! Zostaję tu. Będę tu czekał na niego!


Zapada ciemność. Nie mogę się rozpisywać. Nie mogę spuszczać oka z podwórza. On tam jest i chce, żebym go zobaczył.


Noc. On. Widziałem go. Jego kruczy łeb i ludzką sylwetkę, ale ,co najważniejsze, jego ślepia! Jest piękny. Mój.


Słońce już się wspięło na horyzont, ale on nadal tam stoi. Gapi się. Niech przestanie. Pomocy, potrzebuje pomocy. Boję się do kogokolwiek zwrócić. Jestem zmęczony, muszę iść spać.


Dosyć! Koniec, błagam! Za każdym razem, gdy zamykam oczy, widzę go. Mam wrażenie, że wydziobuje mi oczy. Wiem. Przekaże go komuś innemu. Tak. Rozwieszę plakaty. Każdy, kto na nie spojrzy, będzie jego! Zajmie się innymi, mnie zostawi w spokoju. Zbawienie.


Całą drogę był ze mną. Chodził za mną. Nieraz odwracałem się w nadziei, że go nie będzie. Ale był. Zawsze. Nawet teraz, gdy po powrocie to piszę, stoi na środku podwórka. Nie rusza się. Tylko patrzy. Czy wie, co ja zrobiłem? Że go zdradziłem? Nie wiem, ale jeśli tak, to jest zły. Plakaty rozwiesiłem wszędzie. Przy teatrze, szkole podstawowej, kinie. Wystarczy, że ktoś na nie spojrzy.


Czemu to nie działa? On tam jest. Nie mogę zasnąć, nie mogę funkcjonować. Za każdym razem, gdy zamykam oczy, on mi je wydziobuje, a gdy je otworze, go tam nie ma. Znowu jest na środku. Na podwórku.


Ucieknę mu. Jest noc, może nie zauważy. Wydrapię dziurę w podłodze, przez którą ucieknę! Tak, to jest to!


Nie da się. Jestem uwięziony. On tam jest. Stoi w blasku księżyca, ze swoimi cholernymi ślepiami! Moje palce... krwawią, połamane paznokcie. Dam mu to, co chce. A potem się zabiję. Chcesz wydrapać mi oczy? Chcesz je? To je sobie, kurwa, weź!”


– Jasna cholera... – mruknął Adam – Jadę do szpitala psychiatrycznego. Muszę im to pokazać.

– Otrzymaliśmy nowe, podobne wezwanie... – odpowiedział z niechęcią jego partner.

– Nie mam czasu. Tu chodzi o mojego syna. Wiem, co mu jest.

– Adam, to wezwanie jest właśnie z psychiatryka...
Źródło: Własne opowiadanie.
Oceń:
13
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!