Iskra

Dodane przez: meanness, 6.08.2014, 18:15
Reklama:
Szybkie kroki rozlegają się pośród ciszy parku. Biała sukienka zbrudzona jest szkarłatem. Zegar na odległej wieży kościoła wybija północ, a księżyc oświetla drogę swym pełnym światłem. Dziewczyna biegnie przed siebie, nie zwracając uwagi na krzewy, na gałęzie pobliskich drzew, które chwytają jej włosy pośród ciemności. Na ziemię spada kilka małych, białych wstążek, nieco czerwonych spinek, które wcześniej utrzymywały jej piękne włosy w zaplanowanym porządku. Teraz królować zaczyna chaos. Urywany oddech wydaje się być zbyt głośny pośród delikatnego szelestu liści. Wydaje się, iż kruk zleciał z drzewa na ziemię, lecz dziewczę widzi przed sobą jedynie rudego kota. Zatrzymuje się niepewnie. To wydaje się być takie nierealne. Dziewczyna wręcz oczekiwała, iż każde zwierzę w tym pustym parku będzie czarne, pośród tej ciemności wszystko wydawało się być sceną z horroru. Jednak rudy kot patrzy na nią inteligentnymi oczami, zupełnie, jakby należały one do człowieka. Dziewczę stoi w bezruchu, gdy biała sukienka trzepocze na coraz mocniejszym wietrze, wciąż zabarwiając się szkarłatem. Kot nagle znika w pobliskich krzewach, zupełnie jakby nie istniał nigdy. To przecież takie normalne, zwyczajne. Zwykły kot, pośród zwykłego parku... Jedynie myśli dziewczyny wydawały się krążyć pośród przerażających zdarzeń, które miały miejsce tego dnia... Zdarzeń, których nie chciała pamiętać. Rusza znów, jednak idąc nieco wolniej, przypominając sobie o bólu, który zawładnął całym jej tułowiem. Nagle zaś znów słyszy szelest. Spogląda ku krzewom, śmiejąc się sama do siebie, że przecież wiatr musiał poruszyć liśćmi i nie ma się czego bać. Najgorsze było już za nią, teraz nie było już nic, co mogłoby ją bardziej wystraszyć. Chwilę stała nieruchomo, patrząc na krzewy, w których chwilę temu zniknął kot. Usłyszała kroki. Zwyczajne kroki człowieka, delikatne, jakby stąpała ku niej młoda osoba. Z ciemności, roztaczającej się za krzewami wyjrzała postać młodzieńca o rdzawych włosach. W pierwszym odruchu cofnęła się nieco, wystraszona. Lecz po chwili zrozumiała, że to przecież jedynie zwykły człowiek, który bardziej mógł zlęknąć się widoku jej zakrwawionej sukienki. Wydawało się, iż to ona sama była najstraszniejszą rzeczą, jaką można było ujrzeć w tym parku. Uśmiechnęła się delikatnie, by nie wystraszyć nieznajomego, by udawać, że wszystko jest dobrze.
- Dokąd chcesz iść? – zapytał nagle młodzieniec. – Jeszcze masz wybór... – wiatr rozwiewał jego włosy, nadając im wygląd dzikiego płomienia, którego nic nie mogło poskromić. Dziewczyna cofnęła się nieco, spoglądając na niego bez zrozumienia, nie wiedząc, co mógł mieć na myśli. – Już nie musisz się niczego bać. Zauważ, że Twa krew przestała już płynąć – podszedł do niej, delikatnie dotykając koronek białej sukni, na której zatrzymała się zaschnięta krew. – Nie boli już, prawda? – Dziewczyna zrozumiała, że mówił on prawdę. Krew nie płynęła, rany nie bolały. Lecz ona wciąż niczego nie zrozumiała.
- Kim jesteś? – zapytała niepewnie, przyglądając się jak szmaragdowe oczy lustrują całą jej sylwetkę.
- Każdy nazywa mnie inaczej. A raczej każda grupa ludzi... Nadają mi różne imiona, raz nazywając dobrym, raz nazywając złym. Czasem nie wierzą całkowicie w moje istnienie, a czasem pragną mi służyć. Jednak nie istnieje to, co nazywacie dobrem czy złem, prawdą czy kłamstwem. Istnieje tylko porządek i chaos. Ty stoisz na ich granicy... – młodzieniec delikatnie dotknął coraz bledszego policzka dziewczyny, która stała przed nim bez ruchu, drżąc lekko.
- To nie wyjaśnia mi tego, za kogo się podajesz... – dziewczę odsunęło się, nie chcąc pozwolić na, choćby tak niewinny, dotyk obcego mężczyzny.
- Ale wspaniale odpowiada na pytanie kim Ty teraz jesteś. I czemu Twa biała suknia, w której jeszcze tego samego poranka szłaś ku jednej z waszych świątyń, jest teraz skąpana w czerwieni. Uwierzyłaś, że ten, który kochał jedynie pieniądze i ciała młodych kobiet, pokochał Ciebie prawdziwie? Ciebie, która jako jedyna posiadała tak wielki majątek, który Twój mąż mógłby odziedziczyć po Twej śmierci? Ciebie, która zawsze była piękna, lecz nigdy nie pozwoliła choćby na siebie spojrzeć? On kochał spadek, który mógł po Tobie dostać i ciało, które mógłby posiąść. Wystarczył mu jeden krok do tych dwóch celów, zostać Twym mężem, czyż nie? Uwieść Cię, wykorzystać i zabić... Wciąż masz na sobie białą suknię, która teraz splamiona jest szkarłatem... Cóż, widzę, że poradził sobie bardzo szybko...
- To był wypadek! Nie mów tak o nim! Jechaliśmy samochodem i...
- Wpadliście na drzewo, dziwnym trafem tak, że jemu się nic nie stało? Czy wcześniej nie chwalił się tym, jak wspaniale umiał jeździć, tak, że byłby w stanie uderzyć celowo w taki sposób w to niewinne drzewo? Jesteś pewna, że wyszłaś z samochodu...? Cóż, część Ciebie musiała go opuścić... – młodzieniec zaśmiał się tajemniczo, zaś dziewczyna odsunęła się od niego.
- Mów natychmiast... Kim jesteś?! – złapała jego rękę, lecz ta nagle zapłonęła, parząc ją, jednak się nie spalając. – Starasz się mi wmówić, że nie żyję, co? Przecież wtedy nie czułabym... – dopiero po chwili dziewczyna zrozumiała, że stało się coś całkowicie nienormalnego. Dłoń mężczyzny, która skąpana była w płomieniu, lecz tak, jakby był on w okół niej, nie zaś ją palił. – Czym... Czym Ty jesteś...?
- Mówiłem już, mam wiele imion. I niczego Ci nie wmawiam. Wciąż możesz żyć. Wystarczy, że pójdziesz za mną – młodzieniec wyciągnął przed siebie drugą dłoń, by dziewczyna mogła ją ująć. – Wybór należy do Ciebie.
- A jeśli za Tobą nie pójdę?
- Stanie się to, co powinno stać się w takiej chwili. Twoje ciało umrze naprawdę. To, co się dzieje teraz wy nazywacie „Śmiercią kliniczną”, czyż nie? To jedynie przedsmak tego, co Cię czeka. Wciąż możesz jeszcze wrócić, otworzyć oczy. Jednak nie masz już siły, bo zrobić to samodzielnie, a nie ma tam już nikogo, kto mógłby Ci pomóc. Ten, któremu wierzyłaś uciekł, zostawił Cię samą. Wkrótce znikniesz, a ludzie znajdą jedynie martwą dziewczynę w zniszczonym samochodzie. On powie, że nie mógł nic zrobić, a spadek po Tobie od razu osuszy jego łzy żałoby... Jest jeszcze jedna droga, nie umrzeć nigdy... – młodzieniec uśmiechnął się delikatnie, czekając na ruch ze strony dziewczyny.
- Masz na myśli wieczne życie...?
- Na pewno będzie ono lepsze niż śmierć z powodu chciwości Twego męża, który zdążył wcześniej Cię zabić niż zdjąć z Ciebie suknię ślubną...
- Ty też możesz kłamać. Możesz być diabłem! Rodzice mówili mi o nim!
- Mówili Ci o kimś, kogo nazywają „Szatanem”, a kto chciał jedynie żyć według własnej woli, nie zaś według czyichś rozkazów. Być może mnie również nazwaliby tym imieniem. Mówiłem już, nie istnieje to, co wy nazywacie dobrem czy złem, prawdą czy kłamstwem. Każda z waszych „religii” nadaje mi inne imię, już od wielu, wielu wieków. Istnieje jedynie porządek i chaos. Które z nich wybierasz? Mogę dać Ci nawet sprawiedliwość, wypełnić zemstę, której będziesz pragnąć... Czy wolisz spokojnie umrzeć, oddając wszystko temu, kto kochał pieniądze bardziej niż Twoje życie? – słysząc te słowa dziewczyna spojrzała ku młodzieńcowi z gniewem, jednak nie skierowanym ku niemu. Ujęła jego dłoń.
- Dzięki kłamstwu można poznać prawdę, czyż nie? Bez zła nie docenisz dobra. Chaos sprawia, że pragniemy porządku. Nie będzie mi dane umrzeć tak jak człowiek, ale nie pozwolę żyć temu, który ceni wyżej pieniądze niż życie.
- Nie tylko jemu, moja droga, nie tylko jemu... – dwie postacie zniknęły pośród płomieni, biała suknia zmieniła się w czarną, by nie było widać na niej krwi, by nie wystraszyć tych, którzy nie muszą się już niczego bać.
Wkrótce znaleziono samochód, w którym powinno być ciało tej młodej, zagubionej kobiety. Jednak były w nim zwłoki jedynie kierowcy, który zginął, mimo, że wydawało się być to niemożliwe. Nikt nie pamiętał istnienia dziewczyny, z którą wtedy miał jechać, nie pozostały żadne ślady. Dwa płomienie tańczyły na ścianach odległych budynków.
Oceń:
5
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!