Sypialnia w hotelu

Dodane przez: coldblood, 9.08.2014, 13:13
Reklama:
Za oknem szalała burza. Xavier utkwił zaciekawiony wzrok w migoczących przebłyskach jasnych piorunów, które co chwila rozświetlały niebo, przytłoczone ciemnymi, ciężkimi chmurami. Deszcz obijał się o dach auta, szyby. Rodzice nic nie mówili. Zdawali się być kompletnie pochłonięci przez niezbyt przyjazną dla jazdy samochodem pogodę. Wycieraczki ślizgały się po przedniej szybie, ocierając co chwila przemoknięte szkło.

Zahamowali gwałtownie, gdy głośny, potężny grzmot wypełnił całą okolicę. Xavier dostrzegł, jak rodzice wymieniają przerażone spojrzenia.
- Musimy się gdzieś zatrzymać – stwierdził ojciec, naciskając pedał gazu.

Mknęli teraz po asfalcie, rozglądając się na boki i szukając odpowiedniego miejsca na nocleg. A miało być tak cudownie! Wszystkie ich plany co do nocowania pod namiotem, dniami spędzanymi nad jeziorem, łowienia ryb i żywienia się konserwami i zupkami błyskawicznymi legły w gruzach. Rodzice już od dawna planowali zorganizowanie małego obozu przetrwania. Z daleka od nowoczesnych technologii, od komputerów, telewizji. Dla Xaviera ta wizja była lekko przygnębiająca, jednak cieszył się na myśl, że spędzi cały tydzień w towarzystwie rodziców, którzy zazwyczaj zajmowali się bardziej pracą, niż synem. Poszukiwali więc już tylko dobrego terminu. Przejrzeli prognozę pogody na najbliższy tydzień i ten akurat wydawał się być idealny. Nigdzie nie było mowy o takiej burzy! A na miejsce jeszcze spory kawałek…

Zatrzymali się na parkingu przed całkiem zwyczajnie wyglądającym hotelem. Sprawiał wrażenie lekko staroświeckiego, drewnianego budynku z błyszczącym, tanim neonem ‘’usługi hotelowe’’. Xavier wysiadł z auta i prędko ukrył się pod maminą parasolką. Przebiegli po mokrej kostce, rozchlapując na boki głębokie kałuże, aż wreszcie wpadli do holu.
Szczupła recepcjonistka drgnęła na dźwięk otwieranych drzwi. Spojrzała na przybyłych i uśmiechnęła się.

- W czym mogę służyć? – zapytała.
- Dzień dobry – przywitała się matka Xaviera, składając purpurowy parasol.
- Znajdzie się dla nas jakiś nocleg na dzisiejszą noc? – spytał ojciec, podchodząc do lady.
Recepcjonistka zaczęła szperać w komputerze, marszcząc idealnie wyregulowane brwi.
- Przykro mi, ale nie mamy wolnych pokoi. – powiedziała, rozkładając ręce.
- Dziękujemy – ojciec wyraźnie posmutniał – Jest tu może w okolicy jakiś inny hotel?
- To jedyne takie miejsce w promieniu 20 kilometrów.
Ojciec pokiwał głową. Odwrócił się powoli i spojrzał na Xaviera; chłopiec wpatrywał się w niego swoim błagalnym, smutnym spojrzeniem, a w jego dużych, błękitnych oczach odbijało się światło hotelowego żyrandola. Mężczyzna westchnął ciężko, widząc te znajome, potulne spojrzenie, jednak nie mógł już nic zrobić.
- Chyba będziemy musieli spać w samochodzie. – stwierdził.
Xavier spuścił głowę. Zmarkotniał, przypominając sobie o chłodzie, jaki panuje w aucie, o hałasie, wywołanym przez ciężkie krople gęstego deszczu. Tej nocy na pewno nie zaśnie. Wyraźnie zasmuceni, udali się do wyjścia. Recepcjonistka patrzyła na nich ze współczuciem i jakby z wahaniem. Wreszcie rzuciła:
- Proszę zaczekać! Być może jeszcze da się coś zrobić…
Obrócili się wszyscy nagle, podsyceni drobną iskierką nadziei. Była ona jednak nikła, choć z uwagą patrzyli, jak dziewczyna z recepcji jeszcze raz przegląda swoją listę w komputerze.
- Jeden apartament jest wolny – powiedziała – Jednak od dawna go nie używamy. Parę miesięcy temu znaleźliśmy tam zwłoki młodej dziewczyny. Leżała w szafie…
- Nie przeszkadza nam to – uciął szybko ojciec, który był z reguły sceptycznie nastawiony do zjawisk rzekomo paranormalnych, nie wierzył w duchy ani nic z tych rzeczy. Xavier poczuł jednak ciarki na plecach, matka również wyglądała na lekko podenerwowaną.

Wzięli klucz i powoli udali się do apartamentu. Otworzyli drzwi, a Xavier od razu zauroczył się pięknym wystrojem przestronnego wnętrza. Była tam kuchnia, połączona z małym salonem, dwie niewielkie sypialnie i łazienka. Xavier prędko zaklepał ładniejszy pokój i zamknął się w nim, zupełnie nie podejrzewając, że to właśnie tu, w tej dużej szafie w rogu pokoju znaleziono martwą dziewczynę. Chłopiec usiadł na miękkim łóżku i zsunął z nóg ubłocone buty, które pozostawiły ślady na jasnej podłodze. Szybko sięgnął po paczkę chusteczek i przetarł nimi panele.

Znów położył się na materacu, który lekko ugiął się pod jego ciężarem. Zamknął oczy i zrelaksował się. Było tu naprawdę przyjemnie! A on wolał nocować pod namiotem… Pokręcił głową, ubolewając nad własną głupotą. Powoli zapadał w sen.
Aż podskoczył, gdy drzwi sypialni otworzyły się gwałtownie. W progu stała matka, miała zatroskaną minę.

- Ach, już śpisz, skarbie? – spytała. – Przepraszam, jeśli cię obudziłam. Chciałam tylko powiedzieć dobranoc.
- Nic się nie stało. Dobranoc – odparł Xavier.
Matka jeszcze raz zmierzyła go wzrokiem. Jej spojrzenie było baczne, czułe, a jednocześnie smutne. Matczyna troska wzbudziła się w niej zupełnie nieoczekiwanie, bowiem, choć w duszy czuła, że hotelowy pokój jest bezpieczniejszym miejscem, niż namiot w środku lasu, to jednak właśnie teraz wyraźnie się o niego martwiła.
- Może chciałbyś spać dziś z nami? – zapytała nieśmiało.
Xavier przewrócił oczami. Nie będzie spać z rodzicami, mając 12 lat!
- No co ty, mamo… - rzucił beznamiętnie.
Matka pokiwała głową.
- W porządku. W takim razie przebierz się w piżamę i idź spać.

Gdy zamknęła za sobą drzwi, chłopak wygrzebał się z pościeli i szybko przebrał w dres, który podczas wyjazdu miał mu służyć jako strój do spania. Zgasił światło i zapalił małą lampkę nocną. Jej blade światło rozświetliło niewielką sypialnię, a Xavier wsunął się pod kołdrę i przytulił do dużej, miękkiej poduszki.

Pokój miał jakiś swój niepowtarzalny klimat. Ciężka atmosfera zdawała się przytłaczać całą niewielką przestrzeń, ukrytą w czterech ścianach. Sypialnia była również dość klaustrofobiczna. Znajdowało się tam tylko jedno okno, dlatego Xavier czuł się tak, jakby został zamknięty w tekturowym pudełku, w którym niewielkie otwory stanowiły jedyny dopływ powietrza.

Chłopiec wyłączył lampę i opuścił powieki, ale długo nie mógł zasnąć. Przewracał się z boku na bok, a pokój ,na początku bardzo przyjazny, stawał się coraz bardziej obcy i nieprzyjemny. Xavier nie wiedział, co wywoływało tą wrogą, ciężką atmosferę, która wisiała pod sufitem, niczym gęsta mgła i przyprawiała go o gęsią skórkę. Starał się jednak nie zwracać uwagi na ten nieco przerażający nastrój.

Z każdą godziną sypialnia ciemniała i zdawała się być jeszcze bardziej klaustrofobiczna i nieprzyjazna. Ściany przybliżały się do siebie, tworząc wokół Xaviera mroczne więzienie. Chłopak usiadł, oparł plecy o ścianę. Panowała tu całkowita ciemność. To właśnie w takich chwilach przychodzą człowiekowi do głowy wszystkie historie z horrorów, creepypasta i obrazy zmasakrowanych stworzeń. Przełknął ślinę i jeszcze raz rozważył propozycję matki. Może lepiej byłoby spać dziś z rodzicami?

Wyczołgał się z łóżka i ruszył w kierunku drzwi. Jednak kiedy nacisnął na klamkę, okazały się być zamknięte. Włosy stanęły mu dęba. Jest uwięziony! A może to mama zamknęła go w pokoju? Przecież w swoim domu zawsze zamykał sypialnię na klucz…

Wbiegł do pościeli i zakrył się kołdrą, jakby ona miała obronić go przed wszystkimi istotami paranormalnymi. Miała być niepozorną tarczą ochronną, która dusząc go swym ciężarem i gorącem sprawi, że nic go tu nie nawiedzi. Leżał z otwartymi ustami, pochłaniając ciężkie powietrze, które kłębiło się w tym ciasnym kokonie. Nagle usłyszał skrzypienie drzwi. Nie dobiegało jednak od strony wejścia do pokoju, jednak z kąta w którym stała szafa…

Xavier wrzasnął. Miał nadzieję, że rodzice przybiegną mu na ratunek, jednak żaden dźwięk nie dobiegał od ich sypialni. Chłopak zaczął przeraźliwie krzyczeć, ale wciąż nikt nie zwrócił na to uwagi.

Dlaczego rodzice mnie nie ratują? – pomyślał Xavier, w jego oczach pojawiły się łzy.
Przypomniał sobie o tym, co mówiła recepcjonistka. Ciarki przebiegły mu po plecach, gdy pomyślał, że to zmarła dziewczyna mogła właśnie próbować wydostać się z szafy. Niepewność była coraz bardziej męcząca i straszna. Postanowił wychylić nos zza kołdry i tak też zrobił.

Przejechał wzrokiem po pokoju. Drzwi do szafy były całkowicie otwarte, lecz Xavier nie widział tam nic, poza bezdenną ciemnością. Wyciągnął komórkę z kieszeni dżinsów, które leżały teraz obok łóżka. Zaświecił wyświetlaczem w stronę szafy, jednak nie udało mu się niczego dostrzec.

Nagle wpadł na pomysł. Zadzwoni do rodziców! Spojrzał w wyświetlacz komórki, jednak nie miał ani jednej kreski zasięgu. Załamał się.

Wtedy małe okienko otworzyło się z hukiem. Xavier wydał z siebie głośny okrzyk. I poczuł na ramieniu czyjąś dłoń…

Odwrócił się. Na zewnątrz wciąż panowała burza i to w tym momencie błysk pioruna rozświetlił pokój. Właśnie wtedy Xavier ujrzał potworną zjawę. Stała przy nim, zimna i blada. Czarne włosy spływały po kościstych ramionach, okalając podłużną twarz koloru mleka. Jasne, przekrwione oczy obrabowane sinymi kręgami koloru intensywnej purpury wpatrywały się w niego nieustannie. Uśmiechała się, ukazując dwa rzędy ostrych, długich kłów, pokrytych czerwoną mazią. Jej spojrzenie przeszywało go na wylot, a żylasta dłoń, zakończona brudnymi pazurami wbijała się w jego ramię. Była cała poraniona, a jej jasna skóra jakby gniła, rozpadała się…

Xavier krzyczał z przerażenia, czując, że robi mu się słabo. Chciał uciekać, wyskoczył z łóżka i wsunął na nogi ubłocone buty (sam nie wiedział, po co). Stał już na panelach, ale po widmowej postaci nie było ani śladu. Podbiegł do drzwi i zaczął szybko naciskać klamkę. Wołał rodziców, ale oni nie reagowali na jego krzyki. Zastanowił się, czy w ogóle go słyszą. Osunął się na podłogę i zaczął głośno płakać. Nie wiedział, która godzina i jak przetrwa tą całą noc. W mroku znów dojrzał intensywnie jasną skórę. Zjawa podążała w jego kierunku. Pochyliła się nad chłopcem i głośno zachichotała.



Rodzice obudzili się bardzo wcześnie rano. Matka Xaviera spojrzała na męża, ten właśnie zakładał koszulkę. Sama podniosła się z łóżka i ruszyła w stronę drugiej sypialni. Denerwowała się o synka. Ona pewnie bałaby się spać w tym pokoju. Tymczasem u nich noc minęła całkiem spokojnie. Poza tym, że śpiąc, pozostawała czujna i każdy, najdrobniejszy dźwięk wyrywał ją ze snu. Parę razy nasłuchiwała przy drzwiach sypialni syna, jednak nie dobiegały stamtąd żadne, najcichsze szmery.
Wciąż dość zatroskana powoli otworzyła drzwi pokoju. Xaviera nie było! Co prawda łóżko było pościelone, jego ubrania ładnie poukładane. Brakowało tylko jego samego. Podłoga jednak była ubłocona. Matka z przestrachem podeszła bliżej, kierując wzrokiem po śladach brudnych butów syna. A ślady prowadziły prosto do szafy, której drzwiczki otwarte były na całą szerokość…
Źródło: własne
Oceń:
15
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!