Magazyn na ulicy Długiej 10/8

Dodane przez: yappir, 15.08.2014, 23:27
Reklama:
Dostałem nową pracę. Właśnie jechałem na swoją pierwszą zmianę. Miałem być stróżem nocnym w jakimś magazynie. Oferta pracy była interesująca, bo płaca była naprawdę duża jak na ochroniarza. Gdy dotarłem na miejsce, przywitał mnie jakiś staruszek. Zaprowadził mnie do niedużego biura ochrony. Znajdowało się tutaj biurko, komputer, szafki i agregat prądotwórczy, a także dwie pary drzwi.

- Kiedyś byłem tutaj stróżem nocnym - zaczął mówić - Muszę odejść ze względu na zdrowie, serducho już nie te.
- Pewnie niechętnie pan odchodzi. Bardzo dobrze tutaj płacą. - Chciałem wybadać, gdzie jest haczyk.
- Nie. - Odpowiedział. - Albo tak. Nie wiem sam. Kasa dobra, ale stresująca praca.
- Dużo włamań? - Zapytałem.
- Tak, nie. Słuchaj...
- Walnę z góry, czy ja pilnuję tu czegoś nielegalnego? W umowie miałem napisane, że firma nie odpowiada za urazy fizyczne i psychiczne pracownika, nawet śmierć.
- Nie, to nie tak, jak to wygląda, wyjaśnię ci wszystko po drodze.
- No dobrze...
- Najpierw twoje wyposażenie. - Wyciągnął z szafki przedmioty. - Oczywiście klucze, mundur, latarka, zapasowa bateria do niej, druga latarka na korbkę, pałka. Dostaniesz duży pistolet, mianowicie MP5K oraz zapasową M9.
- Trochę dużo jak na ochronę magazynu. - Spojrzałem na broń przed sobą.
- MP5K, 30 naboi w magazynku, ogień ciągły lub pojedynczy, trzy magazynki zapasowe, dodatkowa latarka pod lufą i pas nośny, amunicja pełno-płaszczowa przeciwpancerna. - Dzidek dał mi do ręki broń. Drgnąłem, bo nigdy nie miałem tak dużej broni w ręku, a ochroniarzem nie jestem pierwszy dzień. - Tutaj masz zapasowy pistolet. Coś mniejszego, M9, 15 naboi, latarka pod lufą, dwa zapasowe magazynki, amunicja przeciwpancerna pełno-płaszczowa, tylko ogień pojedynczy.
- Nie wystarczy mi tylko pistolet? - Zapytałem.
- Oby. Strzelałaś kiedyś z automatu? - spytał dziadek.
- Tak. - Odpowiedziałem.
- Świetnie, ruszamy dalej. - Staruszek położył rękę na dużym monitorze komputera. - Tutaj możesz obserwować wszystko przez kamery, cały budynek. Działają nawet w absolutnej ciemności. Z kolei tutaj masz włączniki światła. Możesz włączyć lub wyłączyć światło w całym budynku. W piwnicy jest generator awaryjny, możesz go włączyć zdalnie z tego pokoju. Jeśli i on zgaśnie, masz tutaj agregat, ale on oświetli tylko ten pokój. Bezpieczniki niestety są w piwnicy, ale są zrobione jak w szpitalu, więc nie będziesz tam musiał schodzić. W biurku jest do nich instrukcja.
- Po co tego tyle? - Zapytałem. - Zabezpieczenia prądu jak w szpitalu.
- Zaraz ci powiem. Za tymi drzwiami jest korytarz, prowadzi do toalety i pokoju socjalnego, masz tam kawę i inne duperele. Możesz też nim przejść do sali magazynowej i piwnicy. Drzwi do tego pokoju są pancerne. Twoim zadaniem tutaj jest dopilnować, aby nikt nie wszedł ani nie wyszedł do godziny 9 rano.
- Dobra, świetnie, ale czego ja pilnuję? - Zapytałem, dziadek włączył monitor.
- Manekinów. - Odpowiedział. Na ekranie pokazały się obrazy z kamer i cały pokój wypełniony manekinami. Wszystkie były nagie i pozbawione twarzy. Nie stały pod żadną płachtą ani niczym. Po prostu ustawione były w szeregach w wielkiej sali magazynowej.
- Co jest w nich specjalnego? Są wypełnione kokainą?
- Gorzej. Ożywają w ciemności.
- Heh, dobre. - Zaśmiałem się.
- To nie dowcip. Dlatego dostajesz tyle sprzętu i tyle światła.
- To taki chrzest świeżaka, prawda?
- Młody, to nie są jaja. Jeśli w tej sali zgasną światła, to wszystko ożyje i, co gorsza, będzie próbowało zedrzeć ci twarz i założyć ją sobie.
- Więc co, firma sprzedaje mordercze manekiny?
- Nie. Są normalne, ożywają tylko w tym budynku.
- Więc dlaczego magazyn się nie przeniósł?
- I co ma kierownik magazynu powiedzieć prezesowi w firmie? „Musimy przenieść magazyn, ten starty jest na przeklętym cmentarzu Indian. Tutaj jest kosztorys, będziemy musieli przenieść całą jednostkę.” - Zadrwił dziadek. - Nikt by tego nie kupił, co się dało, zrobił, by nic się nie zawaliło. Dlatego twoja wypłata jest taka wysoka.
- Dobre! - Powiedziałem po chwili. - Prawie ci uwierzyłem!
- Kurwa. Dobra, jak chcesz. Ubieraj mundur, ja muszę znikać. Jak tylko zajdzie słońce, mają być zapalone światła całą noc. Jeśli nawet jedno zgaśnie na sekundę, jesteś zwolniony! Rozumiesz!?
- Tak, dobrze. Dopóki płacą te pieniądze, mogę tu nawet tańczyć całą noc.
- Młody, to nie jest beka, nie spierdol tego, bo cię rano wywiozą w worku. Miłej nocy, widzimy się o 9 rano, do widzenia. - Powiedział i wyszedł, zamykając za sobą drzwi. Usiadłem na krześle i spojrzałem w monitor.
- Martwe w chuj. Głupi dziad. - Parsknąłem. Zacząłem ubierać się w mundur. Założyłem kaburę z mniejszym pistoletem. Większy schowałem do szafki. Nie chce mi się tego taszczyć całą noc. Resztę oczywiście zabrałem, latarki i pałka się przydadzą.

Rozsiadłem się w fotelu i otworzyłem mrożoną kawę w puszce. Myślałem o tym, co powiedział ten stary dziad. Musiał po prostu mi sprzedać te dzikie myśli i teraz będę widział ruch w każdym zaciemnionym rogu pokoju.

Minęło trochę czasu. Oczywiście, nic się nie działo. Zrobiłem sobie kawę w pokoju socjalnym, byłem w łazience, no nic, praca jak praca. W pewnym momencie światła zamrugały. Komputer zapiszczał, miał zabezpieczenie, żeby się nie spalić w przypadku skoków napięcia. Zadzwonił telefon, podniosłem słuchawkę.

- Halo? - Powiedziałem do słuchawki.
- Halo. Czy to ulica Długa 10/8? - Zapytał głos z słuchawki.
- Tak, magazyn. - Odpowiedziałem.
- Tutaj fabryka z 6, tuż obok. Mamy kłopoty z transformatorem. Chłopaki to naprawiają, ale mogą być skoki w napięciu. Wiemy, że dla was prąd jest ważny, więc ostrzegam.
- Spoko, dzięki. Raczej nic mi się nie stanie.
- Dobra. Musze obdzwonić resztę ulicy. Do widzenia i powodzenia. Spokojnej nocy.
- Do widzenia. - Odpowiedziałem i odłożyłem słuchawkę.

Spojrzałem na monitor. O kurwa, jeden manekin jest poruszony. Ktoś go musiał trącić. Poderwałem się i ruszyłem do sali magazynowej. Wszystko wydawało się być w najlepszym porządku. Brama była zamknięta, manekiny trwały w bezruchu, jeden tylko miał zmienioną pozycje.

- Jest tu kto?! - Zapytałem i odpiąłem kaburę przy pasie. - Ochrona! Wychodzić!

Rozejrzałem się po magazynie. Pusto, nikogo tu nie ma. Jebany dziad, może się tu zakradł i jaja sobie ze mnie robi? Nie, zobaczyłbym go na kamerach. Poprawiłem manekina, dobra, to pewnie nic, po prostu gościu mnie nastraszył i świruje. Zapiąłem kaburę i ruszyłem z powrotem do swojego pokoju.

Lampy ponownie zamrugały. Gdy światło wróciło do normalności, zobaczyłem, że wszystkie manekiny w całej sali mają wyciągnięte ręce w moją stronę. Ja pierdole! Mój umysł oszalał. Ciało dostało polecenie, aby wypierdalać z tego pokoju. Zamknąłem za sobą drzwi na klucz. Serce waliło mi jak młotem. Stałem, dysząc. Wszystkie żarówki w holu nagle zaczęły świecić jaśniej. Nagle usłyszałem coś jakby kliknięcie i wszystko zgasło.

- Ja pierdole. - Szepnąłem do siebie. Usłyszałem walenie w drzwi za swoimi plecami. „Bezpieczniki, szybko do piwnicy!” Krzyknąłem w myślach. Wyciągnąłem latarkę zza paska i ruszyłem najszybciej jak mogłem do piwnicy. Zamknąłem drzwi za sobą na klucz. Podszedłem do wielkiego panelu i otworzyłem jedyną klapkę.

- O kurwa.... - Nie wyglądało to jak bezpieczniki w zwykłym domu Kowalskiego. „Instrukcja jest w biurku.” Usłyszałem głos dziadka w głowie. Oczywiście w nudach nie skusiłem się na lekturę. Jeździłem w ciemnościach wzrokiem po panelu, nic, nic, nic, tylko panika. Nie jestem elektrykiem, nie umiem, nie umiem. Usłyszałem walenie w drzwi za sobą. Agregat w kanciapie! Jak mam tylko wyjść z tej pułapki.

Rozejrzałem się po piwnicy. Było tu jedno malutkie okienko pod sufitem. Bingo. Usłyszałem, jak drzwi puszczają, odwróciłem się. Zobaczyłem manekina, pierwszego z tłumu. Jednak gdy tylko oświetliłem je latarką, zamarły w bezruchu.

- O wy skurwysyny. Już nie jesteście tacy cwani. - Położyłem latarkę tak, aby oświetlała wejście. - Już nie tacy cwani, co skurwiele?

Wiozłem łom do skrzyń i wybiłem okienko. Sięgnąłem po drugą latarkę, tę na korbkę. Wyszedłem z łomem za paskiem i latarką w rękach. Ruszyłem szybko, nawet bardzo szybko, do zewnętrznych drzwi kanciapy.

Otworzyłem drzwi kopniakiem i oświetliłem latarką pistoletu całe pomieszczenie. Stały tu trzy manekiny, nieruchomo w świetle latarki.

- Wypierdalać! - Rzuciłem sucho i zacząłem strzelać. Pociski rozbiły sztuczne ciała. Szybko zamknąłem pancerne drzwi na klucz. Rzuciłem się na agregat. Nacisnąłem guzik i szarpnąłem linką. Szarpnąłem drugi raz. Ktoś mnie złapał od tyłu i sprowadził na podłogę. Syntetyczny napastnik zaczął drapać mi twarz.

- Spierdalaj, kurwo! - Przyłożyłem mu pistolet do głowy i pociągnąłem za spust kilkukrotnie. Manekin zastygł w bezruchu, zwaliłem go z siebie. Rzucił się na mnie następny, i jeszcze jeden, kurwa! Strzelałem niemal na oślep na podłodze.

- Zajebię, zajebię wszystkie! - Wrzeszczałem, szarpiąc się na podłodze. Pistolet kliknął, zamek pozostał w odciągniętym ustawieniu.

Rankiem, o godzinie 9 stary ochroniarz przyszedł sprawdzić, jak się miewa młody. Otworzył zamknięte drzwi do kanciapy. Na fotelu siedziała postać w mundurze ochroniarza, była odwrócona tyłem. W ręku trzymała kubek kawy.

- Słyszałem, że były problemy z zasilaniem w nocy. - Powiedział i odwrócił fotel. Na fotelu siedział manekin z twarzą młodego chłopaka przyklejoną klejem do plastikowej głowy.

- O kurwa. - Powiedział staruszek. Rzucił się do komputera, nie było jednak zasilania. Rzucił się więc do sali magazynowej. Kiedy przeszedł przez wyważone drzwi, zobaczył pustą salę magazynową skąpaną w promieniach porannego słońca. Sięgnął po telefon z kieszeni.

- Halo, policja? - Powiedział do słuchawki. - Możecie mieć w najbliższym czasie serię morderstw.
Źródło: Sam pisałem
Oceń:
13
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!