Czary Mary

Dodane przez: danvue, 30.09.2014, 17:50
Reklama:
Obserwowałem jakiegoś typa na Omegle. Młody, czarne włosy, nie wyróżniał się niczym szczególnym. Przykuł moją uwagę tym, że trzymał przed sobą żyletkę i uważnie się jej przyglądał. Ot, ciekawe popołudnie, obserwuje sobie przyszłego samobójcę. Zawsze to jakaś rozrywka. U niego cisza U mnie w tle K2, niezły kocur, ten jego ostatni album... O, typ zaczął mówić:
-Krew. Od zawsze uważałem, że używanie żyletki do samobójstwa jest idiotyzmem – zakrztusiłem się herbatą, kiedy ni z tego, ni z owego przeleciał żyletką po nadgarstku, nawet się nie krzywiąc - krew. Podcinanie żył było dla ciot, które nie pragnęły śmierci, a zwrócenia na siebie uwagi.
-Kurwa, typie, co Ty, co Ty? - nie wypowiedziałem tych słów. Bezwiednie się ze mnie wyrwały. Ten jednak nawet nie zwrócił na mnie uwagi. Ciągnął dalej:
-Więcej krwi. Kończę jak ciota. Mając do wyboru powieszenie, które momentalnie załatwiłoby sprawę, a pigułki nasenne, które po chwili by mnie zmuliły, kończę jak ciota, mając na swoje wytłumaczenie jedynie chęć pokazania tego szitu – powiedział, robiąc jeszcze kilka przecięć. Mówił beznamiętnym głosem, jakby jego umysł zaślepiony był jakimś narkotykiem. Raz za razem przejeżdżał żyletką po wzdłuż ręki. Krew spływała mu biurko i koszulkę.
-Oniryczny stan zaplata nas, no cóż, a powieki opadają niczym... kurz – zanucił, malując krwią jakieś bohomazy na biurku. Na chwilę przestał, podparł głowę zakrwawioną dłonią i nie ruszał się dobre kilka minut. Z narastającym niepokojem obserwowałem krew spływającą na biurko.
Wtedy nagle zaczął się histerycznie śmiać, patrząc prosto na mnie. Wiem, że to nie możliwe, zapewne patrzył prosto w kamerę, ja jednak miałem wrażenie, że patrzył prosto na mnie. Irracjonalny strach sprawił, że mój oddech stał się szybki i głęboki. Nie chciałem na to patrzeć, byłem jednak jak zahipnotyzowany.
-Ha, ha, ha, zgrywam się, typie – ostatnie słowo zaakcentował dokładnie tak, jak ja to robię. Jego szczery, spokojny uśmiech sprawił, że od razu się uspokoiłem. Wyglądał już normalnie, jego oczy przestały sprawiać wrażenie naćpanych, i gdyby nie ta krew, wyglądałby jak pierwszy lepszy użytkownik. Tak, to musiała być sztuczna krew. No przecież. Uśmiechnąłem się do niego niepewnie.
-Masz prawo zachować sumienie – zaczął, a jego oczy znowu nabrały tego obłędnego blasku – oskarżam Ciebie o zamordowanie siebie. Siebie.
Ja pieprze, pomyślałem. Znowu robi sobie ze mnie jaja, a ja boję się tak samo jak wcześniej. Skierowałem kursor w prawy górny róg – nie zamierzałem znów bawić się w to gówno. Wtedy chłopak wykonał kilka szybkich ruchów, przypominających amerykański gest "wystarczy". Zamachał ręką przy szyi, i gdyby nie bryzgająca z tętnicy krew, pomyślałbym że to do mnie. Ale tak naprawdę wiedziałem, co się stało. Właśnie przejeżdżał żyletką po swojej szyi. Tym razem nie miał beznamiętnego wyrazu twarzy.
-Czary mary, skurwysynu, czary mary – mówiąc to, zaczął płakać. Jego oczy wyrażały szaleńcze przerażenie. Strach, strach, strach. Zaczął się śmiać przez łzy, odrzucając głowę do tyłu. Tętnica otworzyła się bardziej, a krew obryzgała klawiaturę.
Drżącą ręką wyłączyłem przeglądarkę. Nie chciałem tego oglądać. To nie były śmieszne żarty. To wcale, kurwa, nie było śmieszne.
Ciągle w głowie mam ten śmiech. Ha, ha, ha. Czary mary, skurwysynu. Nie śpię już drugą noc.
Źródło: Własne.
Oceń:
4
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!