Zabawa z Piotrem

Dodane przez: adam_dyskowiak, 4.12.2014, 22:27
Reklama:
Pierwsze dwa tygodnie wakacji zawsze były dla mnie udręką, rodzice wywozili mnie poza miasto, do babci. Sami przez ten czas wyjeżdżali na urlop żeby odpocząć od pracy, obowiązków i mnie. W domu zostawało starsze rodzeństwo. Ja musiałem, z racji na swój wiek, zostać z osobą dorosłą i odpowiedzialną - jak moja babcia.

Babcia nie była zła, robiła często moje ulubione frytki z kurczakiem, do tego kompocik z owoców z ogródka. Czasami wieczorami rozpalała grilla, siadaliśmy z pieczonymi na nim szaszłykami na werandzie, i słuchałem jej historii o tym co w życiu przeżyła.

Czasami opowieści były ciekawe, czasami wyjątkowo nudne, lecz słuchałem żeby nie robić jej przykrości. Dnie mijały nudno, powiedziałbym bardzo nudno. Większość dnia zajmowało mi pomaganie babci w ogródku, chodzeniu z nią do sklepu lub kościoła. Nie pozwalała mi samemu chodzić po miasteczku, była bardzo nadopiekuńcza.

Po kilku godzinach jazdy, gdy byliśmy na miejscu otworzyłem drzwi samochodu, wziąłem swoją walizkę i poszedłem przywitać się z babcią. Babcia siedziała w ogrodzie z sąsiadką z naprzeciwka, która przychodziła czasem na kawę i ciasto. Przywitałem się uściskiem i buziakiem z babcią. Ta oczywiście jak co roku mówiła że urosłem i rośnie ze mnie mężczyzna jak tata. Babcia poinformowała, że w tym roku nie będę się nudził, bo do przyjaciółki również przyjeżdża wnuczek - Piotr, i jest w tym samym wieku co ja. Ucieszyła mnie ta wiadomość, będę miał się z kim bawić przez dwa tygodnie, szybciej czas zleci i wrócę do swoich kolegów.

Poszedłem się wypakować do swojego pokoju, który miałem na poddaszu, za dawnych czasów należał on do mojego taty. Zjadłem pyszną kolację - frytki z kurczakiem, wykąpałem się, umyłem zęby, przeczytałem magazyn o grach komputerowych, o nowym Diablo 2 i poszedłem spać. Rano wstałem obudzony przez promienie słoneczne ogrzewające moją twarz, podniosłem się z łóżka i poszedłem do toalety się ogarnąć.

Pobiegłem po schodach na dół do kuchni i babcia już szykowała dla mnie płatki z mlekiem, po czym powiedziała żebym zjadł i umył miseczkę, bo musimy iść na zakupy.

Zjadłem, pomyłem, ubrałem buty, zabrałem z szafy wiklinowy koszyk i poszliśmy na targowisko. Babcia kupiła mi piłkę, żebym miał jak spędzać czas u niej. Gdy wracaliśmy przed domem stała przyjaciółka babci z chłopakiem o rudych włosach, wzroście i posturze taka jak moja.

Przedstawiła go jako swojego wnuczka Piotra, powiedziała, że spędza u niej pierwsze wakacje, i że możemy się zakolegować. Ucieszyłem się. Nie z powodu nowego kolegi, a że z kimś szybciej czas zleci. Piotr był trochę dziwny mało się odzywał, wypowiadał krótkie zdania tylko gdy go o coś zapytałem. Nie inicjował rozmów, miał wiecznie głowę spuszczoną w dół, taką smutną, bez wyrazu.

Na początku myślałem, że nie przypasowało mu moje towarzystwo, lecz powoli zaczynał się sam odzywać, a jego twarz nabierała uśmiechu. Do wieczora okazał się fajnym kompanem wspólnych zabaw, na koniec dnia mieliśmy już swój własny klan łowców demonów.

Następnego dnia rano, przed piątą, obudziło mnie uderzanie czegoś w okno, była to moja piłka, a na dole stał Piotr. Zapytałem go czy wie która godzina, on skinął głową i powiedział, że chce mi coś pokazać. Zeszedłem cicho do ogrodu, tak aby nie obudzić babci.

Piotr stał z wózkiem jego babci jaki brała zawsze na targowisko, prosty wózek składający się z koszyka, dwóch rowerowych kół i rury. Miał w nim butelki po mleku, kamienie i dwie petardy własnej roboty, o których mi opowiadał. Powiedział że znalazł wylęgarnie demonów, o której opowiedziała mu jego babcia. I że musimy iść tam z rana bo potem będzie za dużo ludzi i zbyt niebezpiecznie.

Pomyślałem że zbyt wcześnie na zabawę, że babcia się obudzi i zobaczy że mnie nie ma i będę mieć kłopoty. Powiedziałem że kiedy indziej, Piotr tylko westchnął i poszedł, powiedział, że będzie popołudniu. Przybiłem mu piątkę. Z lekkim grymasem sam ciągnął wózek, ja wróciłem do pokoju dalej spać.

Obudziłem się i jak co rano, ogarnąłem się, zjadłem śniadanie, udałem się z babcią na targ.

Wróciliśmy do domu z koszem pełnym owoców, znajomy sprzedał babci po niższej cenie bo wybiera się na wakacje i chce wyprzedać towar. Po wypakowaniu zakupów i umyciu owoców, babcia zapytała mnie o Piotra. Jak podoba mi się nowy kolega, jak spędza nam się wspólnie czas. Opowiedziałem babci, że wszystko w porządku, że z Piotrem spędza mi się fajnie czas, i że dziś pewnie też się pobawimy jak przyjdzie. Babcia powiedziała, że po obiedzie da mi parę drobnych, oraz pozwoli z kolegą udać się do miasta, żebym pograł trochę na automatach lub kupił słodycze. Mam tylko być uważny i pilnować się nawzajem z Piotrem, żeby nie przychodziły nam do głowy głupie pomysły. Obiecałem to babci i podziękowałem za zaufanie, że wszystko będzie dobrze i wrócę do domu o ustalonej porze.

Zjadłem pyszne hamburgery z grilla i czekałem na Piotra w ogrodzie, trochę zacząłem się obawiać o niego. Chciałem już babci powiedzieć o porannych odwiedzinach Piotra, lecz wtedy otworzyła się furtka i zobaczyłem rudowłosego kolegę. Powiedział, że babcia dała mu drobne, i że możemy udać się w miasto, odpowiedziałem, że również dostałem parę monet i moja też się zgodziła. Zaproponowałem, że najlepszym rozwiązaniem będzie przejechać się rowerami, on powiedział że lepiej udać się pieszo i musi mi coś pokazać.

Zgodziłem się. W drodze zapytałem go o wylęgarnie demonów, odpowiedział, że właśnie tam zmierzamy i chce mi ją pokazać.

Trochę się zaniepokoiłem bo obiecałem babci, że nie wpakuje się w żadne kłopoty. Jednak Piotr nalegał, że tylko zobaczymy i pójdziemy do miasta na lody i automaty. Szliśmy leśną dróżką wydeptaną przez ludzi, mijaliśmy schronisko oraz opuszczoną fabrykę zabawek, która została zniszczona przez pożar. Piotr opowiadał jak próbował się do niej dostać, lecz stare zakładowe drzwi były nie do ruszenia, a okna aż do pierwszego piętra zostały zamurowane.

Oddaliśmy się od leśnej dróżki co trochę mnie zaniepokoiło, Piotr wytłumaczył, że wylęgarnia leży na uboczu. Obeszliśmy gęste krzaki i zobaczyłem stary, nieczynny zajazd. Pamiętam jak była organizowana tu stypa po moim dziadku. Ogromna sala restauracyjna i niewielki hotelik, gdzie spoczywali zmęczeniu podróżą turyści lub kierowcy ciężarówek.

Zajazd od kilku lat był zamknięty, kilkanaście kilometrów dalej wybudowano autostradę, lokalną drogę zamknięto i zajazd przestał być opłacalny, popadł w ruinę.

Piotr wytłumaczył mi, że właśnie tam jest wylęgarnia, mówił że to nie zabawa czy wymysły.

Jednak wiedziałem, że to kolejna zabawa z naszej serii "Klan łowców demonów".

Z pensjonatu zaczęły dochodzić trzaski i krzyki.

Piotr powiedział, że właśnie budzą się do życia i żebym dobrze schował się w krzakach.

Ukryliśmy się i dostrzegaliśmy okna starego hoteliku, nagle w jednym z nich ujrzałem postać z obandażowaną twarzą wydającą z siebie dziwne odgłosy. Twarz była zasłonięta brudnym bandażem z miejscowymi śladami krwi, przestraszyłem się i zacząłem uciekać ile sił w nogach do leśnej dróżki. Piotr biegł za mną mówiąc, że nas zauważył i żebym biegł jak najszybciej mogę, biegłem nie patrząc na gęste krzaki, odwracałem się raz na jakiś czas aby sprawdzić czy jest ze mną Piotr.

Dobiegliśmy do miasta, usiedliśmy w miejscowej lodziarni, zamówiliśmy dwa małe pucharki lodów. Zdyszani chłodziliśmy się lodami w ciszy, żaden z nas przez kwadrans nie wydusił z siebie ani słowa. Gdy w końcu spytałem go co to było, odpowiedział, że właśnie demony z którymi walczył dziś rano. Mówił mi żebym nie wspominał o tym babci bo tak mi nie uwierzy, że poślą nas do zakładu dla obłąkanych - jak jego wujka Darka, który słyszał głosy demonów. Że tacy ludzie jak my rodzą się z darem do obserwowania takich zjawisk, i że musimy z tym normalnie żyć jak dwunastoletni chłopcy i walczyć z nimi. Trudno mi było uwierzyć w to co mówi, brałem to trochę za zabawę, trochę za rzeczywistość. Po powrocie pogadałem z babcią, żeby nie zbudzać podejrzeń, położyłem się lecz nie spałem - myślałem tylko o stworze w bandażach. W głowie miałem tylko widok twarzy otulonej w bandaże przesiąknięte krwią. Pomyślałem, że może mnie nawiedza, próbuje obezwładnić mój umysł. W końcu zasnąłem. lecz mój sen nie trwał zbyt długo, obudził mnie dźwięk piłki uderzającej o okno.

Spojrzałem w dół. Jak poprzedniego ranka był to Piotr, który miał swój wózek pełen szklanych butelek, słoików z jakimś płynem. Powiedział, żebym schodził na dół, więc po cichu na paluszkach pokonywałem kolejne stopnie schodów, żeby nie obudzić babci. Zapytałem się czy dziś też idzie w to ponure miejsce, odpowiedział, że tak i potrzebuje mojej pomocy bo wózek jest ciężki i musimy ciągnąć go we dwóch.

Tym razem zgodziłem się. Było na wcześnie, dodatkowo moja babcia oglądała do późna TCM bo leciał maraton filmów z Bogartem. Mówiła nawet podczas naszej wieczornej pogawędki, że pośpimy trochę dłużej, a jakbym wstał to mam ją obudzić lub posiedzieć w ogrodzie. Ubrałem się i wyruszyłem z Piotrem. Latarnie na ulicach jeszcze się paliły, na ulicach nie było żywej duszy. To dobrze, nikt nie doniesie mojej babci, że widział mnie w okolicy, nie chciałbym żeby było jej przykro lub żeby straciła do mnie zaufanie.

Piotr całą drogę się nie odzywał, ciągnął wózek patrząc do przodu. Zapytałem go co znajduje się w słoikach, odparł, że jest to środek jaki jego babcia stosowała do usunięcia grzyba z piwnicy. Rozwodnił go pół na pół żeby nie budzić podejrzeń babci lub wujka, a to ma być tylko przed smak przed Armagedonem jaki zgotujemy demonom przed naszym wyjazdem.

Jego głos był trochę dziwny, przerażał mnie bardziej niż wyprawa do miejsca, do którego zmierzaliśmy. Chciałem spytać co planuje, lecz skończyła się ścieżka i zostały krzaki. Piotr powiedział że musimy ciągnąć zdecydowanie po nierównym terenie, ale cicho żeby nas nie zauważyli. Od tego zależy czy nam się powiedzie czy nie. Dotarliśmy na miejsce naszej wędrówki, siedzieliśmy w krzakach bardziej gęstych niż ostatnio lecz bliżej okna. Bałem się, ale Piotr położył rękę na moim barku, uświadamiając mnie, że robimy dobrze dla świata.

Złapał za słoik z cieszą i rzucił go do środka, usłyszałem trzask rozwalającego się szkła i krzyk. Powiedział, że mam rzucać zanim się zorientują gdzie jesteśmy. Złapałem za słoik i rzuciłem, lecz nie trafiłem - rozbił się na futrynie drzwi wejściowych. Następnym już nie spudłowałem, trafił idealnie do środka rozbijając się. Zaczęliśmy rzucać resztą zawartości wózka, z wnętrza dobiegały coraz większe krzyki i przekleństwa.

Piotr złapał wózek i krzyknął: "chodu". Zaczęliśmy uciekać w stronę starej fabryki. Zapytałem czemu nie kierujemy się w stronę dróżki, opowiedział, że oni wiedzą, że będziemy uciekać właśnie tam. Miał trochę racji - z dróżki można szybko ewakuować się do miasta, do dzielnicy gdzie mieszkały nasze babcie jest jedna droga.

Piotr podciągnął siatkę która ogradzała starą fabrykę, powiedział, że mam przechodzić bo zna fajny skrót do nas. Przechodząc przez stary plac fabryki patrzeliśmy na boki, zegarek wskazywał że było koło ósmej. Martwiłem się, że babcia dowie się o tym co robię, Piotr też nic nie mówił.

Dotarliśmy, pożegnałem się z Piotrem i otworzyłem furtkę, babcia stała w ogrodzie zdziwiona moim wejściem. Spytała gdzie byłem i dlaczego wyszedłem bez jej zgody, odpowiedziałem, że byłem na chwile u Piotra. Babcia powiedziała, że zawsze jak wychodzę to mam dać jej znać, zakomunikowała też, że śniadanie na mnie czeka.

Zjadłem śniadanie i pomyślałem czy na pewno dobrze robię, czy na pewno to demony czy może moje fantazje. Może Piotr tak na mnie wpływa, zanim go spotkałem nie widziałem żadnych demonów.

Znajomość z Piotrem coraz bardziej odbija się na mnie, resztę dnia chodziłem przygnębiony, smutny i zdołowany. Podczas obiadu babcia zapytała mnie czy wszystko w porządku. Odpowiadałem, że wszystko dobrze. Nie umiałem znaleźć wytłumaczenia co mnie martwi, bałem się powiedzieć prawdę. Babcia wyręczyła mnie mówiąc, że pewnie tęsknie za rodzicami i domem, pokiwałem głową bo wydało mi się to najrozsądniejszym rozwiązaniem. Przekonywała mnie, że mam się nie martwić, że ma dla mnie zajęcie w postaci uporządkowania piwnicy oraz porządków w ogrodzie. Czas szybciej będzie mi mijał, i zrobię coś pożytecznego. Ja widziałem w tym też inny cel, oddalenie się od Piotra i tej całej wylęgarni.

Wieczorem gdy spotkałem się z Piotrem, powiedziałem mu, że będziemy się mniej spotykać bo muszę pomóc babci. Z dziwnym wyrazem twarzy odpowiedział, że w porządku. Po chwili spojrzał na mnie spod byka w złości, ale cichej i opanowanej. Powiedział, że od tego nie ucieknę. Chciał mnie przekonać, że to dopiero się zaczęło, że rozpętaliśmy to piekło i sam nie da rady. Zaczął nazywać mnie tchórzem i nieudacznikiem, używał innych wyzwisk.

Odwróciłem się i odszedłem od niego, emanował gniewem grożąc mi, że tego pożałuje.

Dni wakacji mijały jeden za drugim, przez dzień nie myślałem o tym co spotkało mnie za starą fabryką. Wspomnienia wracały nocą, w snach spotykałem postać, która miała owiniętą twarz w bandaże. Z Piotrem kontakt ograniczył się do przywitania i pożegnania, był na mnie bardzo zły. Jednak poczułem małą ulgę gdy się od niego odseparowałem, wylęgarnia demonów była zamkniętym tematem.

Podczas porządków w piwnicy znalazłem stary album z fotografiami, obtarłem go z kurzu i postanowiłem, że zrobię babci niespodziankę. Dochodziła już pora obiadu, w piwnicy pozostało mi tylko umyć podłogę.

Wychodząc z niej spotkałem Piotra stojącego przed klapą, zapytałem co tu robi. Piotr powiedział, że chce się pogodzić, że powiedział parę słów za dużo i mu przykro. Wyciągnął rękę na zgodę. Przyjąłem, w końcu każdy popełnia błędy. Zaproponował popołudniowe wyjście do miasta na automaty, że ostatnie dni chciałby spędzić w czyimś towarzystwie.

Powiedziałem mu że zapytam babci, i tak uczyniłem zajadając się kurczakiem z frytkami. Babcia ucieszyła się, że się pogodziliśmy, zostawiła mi na stoliku parę drobniaków. Po czym usiadła w ogrodzie na swoim leżaku, zagłębiając się w romansidła z miejscowej biblioteki.

Piotr stał przed swoim domem, miał czerwony plecak z motywami superbohaterów. Spytałem go po co mu plecak, odpowiedział, że ma zamiar kupić sobie trochę słodyczy i popcornu. Dziś wieczorem do późnej nocy był w telewizji maraton z horrorami, na który babcia mu pozwoliła.

Powędrowaliśmy w stronę miasta, o dziwo nie skręciliśmy w leśną dróżkę na skróty. Spytałem czemu nie wybrał drogi przez starą fabrykę, odpowiedział, że nie chce kusić losu. Wiedziałem że chodziło mu o wylęgarnie demonów, dziwiło mnie, że nic na ten temat nie wspomina. W salonie gier Piotr był dziwnie spokojny, nie chciał grać w naszą ulubioną bijatykę. Większość czasu spędził na symulatorze motorów, powiedział, że idzie kupić słodycze i zniknął. Byłem tak wciągnięty walką z ostatnim bossem, żeby się tym przejąć.

Gdy się zorientowałem jego już w salonie nie było, wybiegłem na ulicę. Wychodził z sklepu budowlanego, zapytałem go co tam kupował. Odpowiedział że babcia poprosiła go o zakup środka na krety, zniszczyły jej cały ogródek - małe szkodniki. Na koniec odwiedziliśmy sklep którym zakupiliśmy napoje, słodycze i inne przekąski.

Gdy Piotr pakował rzeczy do plecaka zauważyłem dziwną butelkę, która znajdowała się na dnie plecaka. W drodze do domu bardziej się rozgadał, wiedziałem, że zmierza do jednego tematu. Zapytałem w prost czy chce odwiedzić wylęgarnie demonów, powiedział, że chce to uczynić rankiem ostatni raz. Potem rozjedziemy się do domów, i zapomnimy o tym jakby to był sen.

Z jednej strony wiedziałem, że to złe, z drugiej chciałem zamknąć ten rozdział. Pomyślałem, że ostatnia wyprawa utwierdzi mnie w przekonaniu, że człowiek w bandażach to wymysł mojej wyobraźni, przez co łatwiej będzie mi zapomnieć. Zaproponował żebym przyszedł do niego na noc, powiedzenie babci, że nocuję u niego i oglądamy horrory będzie dobrą wymówką. Zgodziłem się. Po powrocie zapytałem babci o seans u Piotra, odpowiedziała, że spyta jego babci czy na to przystaje. Po krótkiej rozmowie telefonicznej, powiedziała że naszykuje mi parę smakołyków.

Było koło dwudziestej, pożegnałem się z babcią i przeszedłem do Piotra. Usiedliśmy w dużym pokoju naprzeciwko wielkiego telewizora, poprzynosił miseczki, do których wsypywaliśmy zawartość różnych przekąsek. Duże prawie litrowe kubki leżały na tacy, takie zabezpieczenie przed wylaniem na dywan. Babcia Piotra przesiedziała z nami do połowy pierwszego filmu, potem tabletki nasenne jakie brała dały o sobie znać.

Wychodząc powiedziała, że mamy nie siedzieć zbyt długo, oraz mamy być grzeczni i nie wpadać na głupie pomysły. Po zamknięciu się drzwi jej pokoju na górze Piotr powiedział, że musimy jeszcze posiedzieć pół godziny. Po tym czasie będzie spała jak zabita, a my będziemy mogli się przygotować do podróży naszego życia.

Minęło pół godziny, Piotr wyłączył telewizor i powiedział, że idziemy do piwnicy. Zeszliśmy po ciemnych schodach w dół, na dole Piotr podszedł do płachty pod którą znajdował się stary samochód wujka. Otworzył bagażnik, w którym znajdował się arsenał na wyprawę. W skład wchodziło pięć słoików z benzyną, dwie z rozwodnioną trutką na krety i szczury, butelka zakupiona w sklepie z oderwaną naklejką, noga od starego stołu nabita gwoździami, zapałki, stare szmaty oraz stary metalowy krzyż. Spakowaliśmy wszystko na wózek, popatrzyliśmy na siebie i ruszyliśmy w drogę.

Byliśmy już przy starej fabryce, Piotr powiedział, że przy tak zakrojonej akcji musimy mieć jakaś bazę. Zanim ruszymy musimy mieć miejsce, do którego będziemy kierować się w razie pościgu lub otoczenia. Tak na wszelki wypadek, bo pewnie oczekują nas dopiero nad ranem, nie spodziewają się nocnego ataku.

Piotr uniósł drut od strony ogromnych krzaków, przecięcie go w takim miejscu zajęło mu kilka dni. Po przejściu odsłonił starą deskę która prowadziła w dół, zakomunikował, że musimy szybko wchodzić i zakrywać miejsce ucieczki. Prowadził mnie w dół, do jakiegoś pomieszczania w starej fabryce. Znajdowały się tam ukryte przez niego bandaże, zgrzewka wody oraz duża ilość słodyczy. Na wypadek jak mieliśmy przesiedzieć tutaj kilkanaście godzin. W starej szafie znajdowały się również petardy jego produkcji oraz dwie siekiery. Siekiery znalazł przeczesując fabrykę, znajdowały się w pomieszczeniu socjalnym. Spojrzał na mnie i zapytał czy jestem gotowy, odpowiedziałem, że czym szybciej to się skończy tym lepiej. Wyszliśmy na zewnątrz, złapałem wózek z krzaków.

Chwilę myśleliśmy z której strony podejść. Postanowiliśmy, że z takim arsenałem zaatakujemy od środka. Piotr szedł z przodu, w jednej ręce trzymając nogę od stołu, w drugiej słoik z benzyną. Ja z tyłu ciągnąłem wózek zresztą amunicji, niespokojnie odwracając się do tyłu. Byliśmy już przy starym hoteliku, metalowe drzwi dzieliły nas od środka.

Piotr pewnym szarpnięciem otworzył drzwi, po czym skinieniem głowy pokazał, że wchodzimy.

W środku śmierdziało tak bardzo, że o mało nie zwymiotowałem. Piotr ciągle mówił żebym się uspokoił, bo robię za dużo hałasu. Smród, śmieci, resztki jedzenia, krew i szczątki zwierząt oraz odchody dawały poczucie przerażenia i bezsilności.

W środku dużego pokoju znajdował się ogromny materac, na nim leżała wyziębiona, brudna, cuchnąca i odrażająca starsza osoba. Piotr powiedział, że to demon, ja wiedziałem że to osoba bezdomna.

Powiedziałem, że to tylko bezdomni tutaj mieszkają, i lepiej jak z stąd pójdziemy.

Przyznał mi racje i powiedział żebym kierował się do wyjścia, nic tu po nas.

Wyszedłem z tego pokoju i kierowałem się w stronę wyjścia, po chwili spostrzegłem, że Piotr nie wyszedł. Zostawiłem wózek i wróciłem do środka.

Piotr okładał bezdomną staruszkę kijem po głowie, gwoździe wbijały jej się w twarz.

Zamurowało mnie, podbiegłem i szarpnąłem go krzycząc co wyprawia.

Kazał mi się zamknąć, powiedział, że to właśnie wypędzanie demonów i zanim odkryją zwłoki nas już nie będzie. Uderzyłem go z całej siły w twarz, lecz za słaby byłem żeby zrobić na nim jakieś wrażenie.

Uśmiechnął się, wylewając zawartość benzyny na zwłoki i podpalając.

Zaszokowany zacząłem uciekać w stronę drzwi, Piotr biegł za mną. Otworzyłem drzwi i poczułem uderzenie, przewróciłem się myśląc że Piotr chce mnie zabić. Lecz to było coś gorszego. Napastnik, którego twarz była cała w bandażach. Krzyczał, że co im zrobiliśmy, że go okaleczyliśmy słoikami z żrącymi środkami, i teraz podpaliliśmy pomieszczenie gdzie śpi jego żona.

Po chwili oczy napastnika stały się puste, ręce osłabły a ciało upadło na bok. Piotr zadał mu śmiertelną raną wbijając kij z gwoździami w potylicę. "Potem mi podziękujesz" - powiedział. Musieliśmy się pozbyć ciała, więc zawlekliśmy je do pokoju gdzie płonęło już jedno. I rzuciliśmy ważącego około 70 kg mężczyznę, i obserwowaliśmy jak ciało staje w płomieniach. Dla podsycenia płomienia rzucaliśmy w ognisko słoiki z benzyną, przez chwile łzy w moich oczach prawie zaczęły się wylewać. Piotr złapał mnie za ramie i spokojnym głosem, oznajmił, że musieliśmy tak postąpić.

Po chwili ogień chwycił się stropu, zaraz ogień zacznie się bardziej rozpowszechniać i obejmie cały budynek. Wtedy ktoś zaalarmuje straż i nie wytłumaczymy się dlaczego przebywamy tu o tej porze.

Wychodząc usłyszeliśmy krzyki wypowiadające imię Horst i zapytanie co się tam dzieje.

Piotr powiedział, że musimy się czym szybciej wymknąć do domu, tłumacząc, że jakby policja pytała to nic nie wiemy. Ślady znajdujące się w starej fabryce, są jakby co z zabaw jakie prowadziliśmy w poprzednim tygodniu. Idąc do domu ciągnąc za sobą stary wózek, przy wyjściu z lasu już było widać jasny błysk palącego się zajazdu. Gdy byliśmy już w domu babci Piotra dobiegała północ, przysięgliśmy sobie, że to co nas spotkało zostanie między nami. Że nie możemy mówić tego nawet naszym znajomym jak przyjedziemy, powiedział, że jak się wyda zamkną nas w więzieniu i już nigdy z niego nie wyjdziemy.

Piotr jakby nic się nie stało złapał miskę chipsów, włączył tv i oglądał. Mnie ciągle przechodziły koszmarne myśli, wizji spędzenia długich lat w więzieniu. Uważałem Piotra za człowieka obdartego z uczuć, ale sam nie byłem lepszy. Nie martwiłem się o tych pokrzywdzonych ludzi, lecz co może spotkać mnie. Zasnąłem na dywanie, rano zostałem obudzony przez babcię Piotra, która poinformowała nas o ogromnym pożarze w lesie.

Pożar objął cały zajazd, fabrykę i sporą część lasu, popołudniu miejscowa policja i straż mają wydać oświadczenie w tej sprawie.

Cały dzień chodziłem struty, babcia myślała, że to pewnie bez zarwaną noc. Przyrządziła kurczaka z frytkami, mówiąc że to mój ostatni. Przeraziłem się, trochę blednąc oraz wyjękując dlaczego ostatni. Opowiedziała z uśmiechem na ustach, że jutro przyjadą po mnie rodzice, bo ojciec musi wrócić do pracy trochę wcześniej.

Pukanie do drzwi rozległo się po całym domu, poczułem strach, że policja już wie. Zbiegłem szybko na dół otwierając drzwi, stał w nich Piotr. Przyszedł się pożegnać, oraz przypomnieć o obietnicy jaką złożyliśmy. Pogroził również w łagodnych słowach, że nie był sam i wszystko będzie na nas dwóch, jakby co.

Podałem mu rękę, choć wolałem mu nią przyłożyć w twarz. Zamknąłem drzwi wróciłem do babci, zjadłem obiad i powiedziałem, że udam się do pokoju na drzemkę.

Nie spałem, męczyły mnie wizje palących się zwłok, oraz uchodzącego życia z osobnika w bandażach. Obudziłem się późnym popołudniem, przyszedłem do kuchni po coś do picia. Babcia słuchała uważnie radia o przyczynach pożaru, powiedziała, że przyczyną byli bezdomni zamieszkujący zajazd. Z śledztwa wynika że rozpalili ognisko w środku, a potem usnęli, a płomień objął wszystko wkoło.

Do wieczora grałem z babcią w ogródku w karty, podsumowując wakacje spędzone u niej. Obiecała mi, że na święta przyjedzie, zrobi pyszną pieczeń z śliwkami i rolady. Gdy już zrobiło się ciemno, wróciliśmy do środka. Komary nie dawały żyć o tak późnych porach, umyłem się i położyłem się w łóżku.

Rano obudził mnie ojciec wchodzący do pokoju, pytając się jak minęły wakacje i czy tęskniłem. Przywiózł mi pistolet na śrut, od razu informując, że tylko do zabaw pod jego nadzorem. Powiedział, że zjemy obiad, wypiją kawę, posiedzą chwile z babcią i wyjeżdżamy.

Przypomniało mi się o albumie który znalazłem w piwnicy, który na pewno uszczęśliwi babcię. Pobiegłem do piwnicy i złapałem za niego, ponownie rękawem obtarłem kurz. Dam go dopiero po obiedzie, przeglądniemy wspólnie w salonie. Pewnie będzie masa niesamowitych opowieści, które przyćmią to co dzieje się w mojej głowie.

Po obiedzie siedzieliśmy w salonie, rodzice pili kawę jedząc ciasto, ja zajadałem się lodami. Opowiadali o wakacjach które spędzili wspólnie, babcia znowu mówiła, że byłem bardzo grzeczny, bawiłem się z wnukiem sąsiadki. Po skończonych lodach zaniosłem pucharek do kuchni, wróciłem z albumem mówiąc babci, że znalazłem go w piwnicy.

Babcia uśmiechnęła się, rodzice trochę zmarkotnieli. Babcia otworzyła album wyjaśniając, każde zdjęcie po kolei, po chwili powiedziała, że tutaj mój tata i mój wujek jak grają w piłkarzyki na wakacjach w Bułgarii. Zapytałem o jakiego wujka chodzi, przecież tata nie ma brata. Tata powiedział, że długa historia i za młody jestem, babcia wtrąciła się że odpowiedni wiek żebym się w końcu dowiedział.

Mój tata miał brata, byli jak dwie krople wody, zawsze nierozłączni. Gdy tata poznał mamę kontakt z bratem się urwał, ten mieszkał u babci i nie chciał się usamodzielniać mimo dorosłego wieku.

Pewnego wieczora wyszedł z domu i nigdy już nie wrócił, minęło już dwanaście lat. Policja sprawę zamknęła z poszlak wynikało, że wyjechał do Niemiec Zachodnich.

Tata powiedział, że z niemieckim imieniem pewnie łatwo było mu się tak zaaklimatyzować, babcia wtrąciła, że nie wiadomo czy tam przebywa. Powiedziała również, że boli ją jako matkę, że musi się z tym zmagać co noc.

Powiedziała również, że jej drzwi nigdy nie będą zamknięte dla Horsta.

Adam Dyskowiak 04-12-2014
Źródło: http://adamdyskowiak.blog.pl/zabawa-z-piotrem/
Oceń:
7
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!