SEN...

Dodane przez: białadama, 16.12.2012, 07:20
Reklama:
Kilka lat temu brałem udział w strasznym wypadku samochodowym. Zatrzymałem samochód przed przejazdem kolejowym, byłem ostatnią osobą, która nie zdążyła przejechać.
Słyszałem zbliżający się pociąg. Uwielbiam pociągi, więc cieszyłem się, że jestem tak blisko. W pewnym momencie uderzył we mnie samochód za mną i popchnął moje auto kilka stóp do przodu. Barierki nie wytrzymały i znalazłem się na środku torów. W panice wrzuciłem wsteczny bieg i próbowałem cofnąć, ale nie pozwoliło mi na to auto z tyłu. Otworzyłem drzwi i chciałem uciekać, ale zapomniałem o pasach bezpieczeństwa. Zanim udało mi się je rozpiąć, było za późno. W ułamku sekundy usłyszałem najgłośniejszy dźwięk w życiu, potem nastała ciemność i cisza. Byłem pewny, że umarłem. Nie czułem bólu, a gdybym przeżył, przecież byłbym w agonii. Próbowałem otworzyć oczy, ale bez skutku. Próbowałem wydać z siebie jakiś dźwięk, poruszyć palcami, ale nie mogłem. Nie byłem sparaliżowany, czułem jakby nie miał ciała. Jakbym był tylko umysłem w basenie nicości.
Stopniowo znów zacząłem odczuwać. Fale ciepła i wilgoci pozwoliły mi na nowo odkryć, że posiadam fizyczne ciało. W tym samym czasie zacząłem odczuwać ból. Czułem się, jakby każdy centymetr mojego ciała był w siniakach. Nawet otworzenie oczu było ponad moje możliwości.
Byłem w szpitalu. Więc mimo wszystko przeżyłem. Otoczyli mnie ludzie, kiedy udało mi się otworzyć oczy. Twarze cały czas były rozmazane, a dźwięki dochodziły jakby spod wody. Bardzo szybko znów poczułem się słaby i zasnąłem.
Tracenie i odzyskiwanie przytomności trwało bardzo długo w moim odczuciu. Ale lekarze powiedzieli, że minęło zaledwie kilka dni. Uczyłem się mówić i przełykać, co może wydawać się śmieszne, ale wtedy było wielkim wyzwaniem. Kiedy zdjęto mi większość gipsu, pozwolono mi usiąść i obrócić głowę, za co byłem niezmiernie wdzięczny.
Według mojej rodziny, byłem nieprzytomny przez kilka dni po wypadku. Sarah, moja dziewczyna, wydawała się bardzo szczęśliwa, że może ze mną porozmawiać.
Czas mijał mi w ślimaczym tempie. W końcu rehabilitacja zaczęła przynosić jakieś efekty i mogłem poruszać się na wózku. Lekarze byli nastawieni zaskakująco optymistycznie i uważali, że będę jeszcze chodził. Nikt nie chciał mi powiedzieć, że będę kiedyś samodzielny, bo gdyby tak się nie stało, musieliby przyznać się do pomyłki. Osobiście byłem pełen nadziei.
Pewnego dnia zdałem sobie sprawę, że nic nie śni mi się w nocy. Kiedy spałem, czułem tą samą pustkę, która otoczyła mnie po wypadku.
Czas, który nastał później zlał mi się w jedną całość. Następną rzeczą, jaką pamiętam, była pierwsza próba samodzielnego chodzenia. Pielęgniarki podpierały moje ramiona na wypadek gdybym upadł i z ich pomocą udało mi się przejść cały pokój. Lekarze zapewnili mnie, że nigdy wcześniej nie widzieli tak szybkich postępów. Byłem z siebie dumny.
Oczywiście czekało mnie jeszcze dużo pracy,ale mogłem wrócić do domu i stamtąd uczęszczać na rehabilitację. Kilka tygodni później wróciłem też do pracy. Moje życie stało się całkiem normalne. Utykałem tylko lekko na lewą nogę, ale poza tym czułem się dobrze. Po około miesiącu zaczęły dziać się dziwne rzeczy.
Najpierw zauważyłem okazjonalny, ostry ból w prawym ramieniu, jakby ktoś wbijał mi w nie igłę. To były delikatne ukłucia, zdarzały się może dwa razy na dzień. Zignorowałem to jednak, tłumacząc sobie, że to trauma po wypadku. Niestety później zacząłem słyszeć głosy i tego już nie mogłem zignorować. Pewnej nocy, kiedy czytałem w łóżku, wydawało mi się, że słyszałem płacz Sarah. Nadstawiłem uszu aby się upewnić i definitywnie słyszałem szloch, ale jakby z wielkiej odległości.
Szybko zszedłem na dół zmartwiony, że coś jej się stało. Zastałem ją w kuchni zmywającą naczynia.
- Wszystko w porządku? – zapytałem ostrożnie.
- Tak, dlaczego pytasz? – odparła od niechcenia.
- Bez powodu.
Starałem się wymazać to z pamięci. Poza tym, jak mogłem oczekiwać, że po zderzeniu z pociągiem nie będę odczuwał długoterminowych skutków? Od czasu do czasu, kiedy próbowałem zasnąć albo siedziałem w ciszy, słyszałem okazjonalne dźwięki, których początkowo nie rozpoznawałem. Z czasem zdałem sobie sprawę, że to odgłosy szpitala – stoliki przesuwane po podłodze, piszczące maszyny, rozmowy pielęgniarek i lekarzy.
Mimo że wydawało mi się to całkiem normalne biorąc pod uwagę traumę, jaką przeżyłem, zdecydowałem się wspomnieć o tym mojemu lekarzowi. Powiedział mi, że nie mam powodów do niepokoju i przepisał mi tabletki nasenne. Cieszyłem się, że lekarz wyjaśnił mi wszystko.
Niestety słyszałem te dźwięki coraz częściej. Kiedy spałem, znów zacząłem mieć sny, ale wciąż było to to samo. Jeśli w ogóle cokolwiek widziałem, był to pokój w szpitalu. Czasami byli w nim inni ludzie, czasami tylko ja i maszyny.
Pewnej nocy sen był wyraźniejszy niż zwykle. Otworzyłem w nim oczy i zobaczyłem Sarah śpiącą na krześle obok mojego łóżka.
- Sarah? – wycharczałem, a ona aż podskoczyła.
- Henry! – zbliżyła się i złapała moją rękę. W tym momencie zdałem sobie sprawę, że śnię. Spojrzałem Sarah prosto w oczy i powiedziałem:
- Tylko śnię.
Sarah wydawała się zmartwiona:
- Nie, Henry. W końcu się obudziłeś. Jestem tutaj z tobą, tyle czasu czekałam.
- To oczywiste, że to powiedziałaś. Jesteś częścią mojego snu – uśmiechnąłem się. – Prawdopodobnie zaraz się obudzę.
- Henry, nie! – zdenerwowanie Sarah przybrało na sile. – Nie wiem, o czym mówisz. Zostań ze mną Henry. Nie zasypiaj. Spójrz na mnie.
Przecząco pokręciłem głową i zamknąłem oczy. Kiedy je otworzyłem, byłem z powrotem w swoim własnym łóżku. Dochodziła 3:30 nad ranem. Usiadłem i rozmyślałem nad tym, co przed chwilą widziałem. Znów miałem wrażenie, że słyszałem płacz mojej dziewczyny, chociaż doskonale widziałem, że śpi obok mnie.
Kiedy się obudziła, odwróciła się do mnie i objęła mnie ramieniem.
- Dzień dobry, mięśniaku – uśmiechnęła się zadziornie.
- Jeśli w tej chwili śnię, powiedziałabyś mi? – zapytałem.
- Co? – otworzyła szeroko oczy. – O czym ty mówisz?
- Odpowiedz mi. Gdybym spał, wiesz – śnił, powiedziałabyś mi?
- Ja czuję się całkiem prawdziwa – odparła dotykając swojego ciała. – Myślisz, że nie istnieję naprawdę?
- Oczywiście, że nie – odparłem.
Zajęliśmy się własnymi sprawami, a ja nie mogłem przestać myśleć o swoim śnie. Zauważyłem, że kiedy mocno się skupiałem, mogłem usłyszeć szpitalne odgłosy całkiem wyraźnie. Martwiłem się.
Tamtej nocy położyłem się wcześniej i natychmiast przeniosłem się do szpitalnego łóżka. Czułem cienkie prześcieradło pod palcami. Otworzyłem oczy i zobaczyłem Sarah czytającą książkę. Siedziała na tym samym krześle, co wcześniej. Patrzyłem na nią przez dłuższy czas, zastanawiając się, czy jest prawdziwa. Wyglądała na prawdziwą. Przewracała strony tak samo, jak zawsze i marszczyła czoło.
W pewnej chwili spojrzała na mnie i nasze spojrzenia się spotkały.
- Obudziłeś się! – krzyknęła. – Victoria, Paul, obudził się!
Moi rodzice weszli do pokoju, wyglądali na podekscytowanych.
Rozmawiałem z nimi długo. Oczywiście moi rodzice również zapewnili mnie, że nie śnię, ale szybko zmienili temat. Zamiast tego dyskutowaliśmy o moim stanie. Od trzech miesięcy byłem w śpiączce. Powoli tracili nadzieję, że z tego wyjdę, ale mój mózg zaczął wykazywać jakąś aktywność. Od tego czasu przychodzili do mnie regularnie z nadzieją, że się obudzę. To wszystko brzmiało przekonująco.
Po kilku godzinach musiałem im przerwać – byłem naprawdę śpiący. Oczywiście rozumieli mnie i zasnąłem. Tylko tym razem nie obudziłem się w swoim własnym łóżku. Obudziłem się w tym samym szpitalu kilka godzin później. Długo nad tym myślałem i doszedłem do wniosku, że wyobraziłem sobie swoje szybkie ozdrowienie i cały czas byłem w śpiączce. Możecie sobie wyobrazić, jak ciężko było mi to zaakceptować.
Od tego czasu na nowo przechodziłem rehabilitację, ale tym razem wszystko szło wolniej. Dlatego byłem już przekonany, że naprawdę nie śnię. Nikt nie da rady znów chodzić po takim wypadku bez długotrwałej, ciężkiej pracy. Do dzisiaj tylko czasami poruszam się bez wózka, a minęło sześć lat.
Przyzwyczaiłem się do myśli, że resztę życia spędzĘ na wózku. Wszystko byłoby dobrze, gdyby nie jeden fakt – wciąż słyszę odgłosy szpitala, kiedy kładę się spać.
Wiem, co powiecie. Że to nie sen, że wszyscy jesteście prawdziwi. Ale to jest coś, co powinniście powiedzieć. Nikt nagle nie powie mi przecież, że nie istnieje naprawdę, a ja żyję we śnie. Nadal pewnie jestem w śpiączce, ale nauczyłem się z tym żyć. Wiem, że nikt kogo spotykam w ciągu dnia, nie jest prawdziwy, ale jestem już tym zmęczony i muszę się z tym pogodzić.

autor: tiyafwons
tłumaczenie: harpoonek
Oceń:
8
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!