CHCIAŁBYM BYĆ SZALEŃCEM

Dodane przez: poszukiwaczdobrejcreepypasty, 23.01.2015, 14:36
Reklama:
To długa historia, ale mam nadzieję, że poświęcicie mi chwilę i wysłuchacie tego, co mam do powiedzenia.

Nawiązywanie przyjaźni nigdy nie było moją mocną stroną.

Moi rodzice umarli, kiedy byłem młody. Straszny wypadek samochodowy. Mój ojciec został pozbawiony głowy, a matkę przebiły 24 stalowe pręty, kiedy zderzyli się z ciężarówką wiozącą materiały budowlane.
Po tym zdarzeniu zamknąłem się w sobie. Nie byłem w stanie porozumiewać się z innymi, obojętnie jak bardzo się starałem. Doprowadziło mnie to na skraj załamania. I pewnego dnia, kiedy po powrocie do domu siedziałem w łazience i rozważałem wszystkie za i przeciw podcięcia sobie żył w nadgarstkach, pojawił się on.
Nazywał się Kyle.

Od tego momentu Kyle i ja byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Wychodziliśmy razem w weekendy, rozmawialiśmy, nawet dostaliśmy pracę w tym samym szpitalu.
Moje życie obróciło się o 180° i dzięki Kyle'owi powoli otwierałem się na świat. W końcu spotkałem słodką dziewczynę i zakochałem się. Pobraliśmy się, kochaliśmy, doczekaliśmy się dziecka. Każdy dzień był lepszy od poprzedniego. Najlepsze w tym wszystkim było to, że początkowo pracowałem tylko około dwóch dni w tygodniu!
Wszystko układało się rewelacyjnie.
Któregoś dnia rozmawiałem z Kylem i zaproponowałem, żeby wpadł do nas i poznał moją żonę. Długo się wahał, ale przekonałem go, umówiliśmy się na konkretny dzień na kolację.

Kiedy go przyprowadziłem, przez cały wieczór moja żona uśmiechała się w zakłopotaniu i nie odezwała się do niego ani słowem podczas kolacji.
Kiedy skończyliśmy, Kyle wyraźnie czując się niezręcznie podziękował mojej żonie za posiłek, ona jednak mu nie odpowiedziała, patrzyła jedynie na mnie z wyrzutem, jakbym dopuścił się zdrady. Do tego mój syn zaczął płakać ze swojej kołyski w innym pokoju, więc cała ta sytuacja zrobiła się nieco dziwna.
Szepnąłem do żony, że powinna być nieco bardziej gościnna i poszedłem odprowadzić przyjaciela. Kiedy szliśmy do samochodu Kyle powiedział, że dobrze się bawił, ale tuż przed tym, jak wsiadł do samochodu odwrócił się i spojrzał mi prosto w oczy.

Z żalem w głosie powiedział:
— Przykro mi. Nie musiałeś tego robić — po czym uruchomił auto i odjechał.
Od tamtej pory czułem, że moja żona oddalała się ode mnie. Zachowuje dystans. Czasami ignorowała mnie zupełnie, kiedy mówiłem, innym znów razem wychodziła w połowie zdania.

Spędzałem w biurze coraz więcej godzin i ostatecznie byłem w punkcie, kiedy zasadniczo mieszkałem już w nim, by uporać się ze wszystkim i zdążyć z terminami. Co gorsza, moje biuro się skurczyło, przeniesiono mnie do małego pomieszczenia bez okien, ale mimo to nadal lubiłem swoją pracę.
Nadal codziennie rozmawiałem z Kylem, jednak co chwilę ludzie zaglądali do mojego pomieszczenia. Codziennie przez szybę w drzwiach mojego biura widywałem 4-ro lub 5-cioro ludzi w białych płaszczach.
Zawsze było tak samo. Patrzyli, jak rozmawiam z Kylem, coś notowali w zeszytach i odchodzili.

Zapytałem Kyle'a o nich, ale powiedział, żebym sobie nie zawracał nimi głowy. Spojrzał na mnie posępnie, ale po chwili ten wyraz twarzy zniknął i kontynuowaliśmy rozmowę, głównie o tym, jak dobrze mi się żyje. Po kilku tygodniach takich rozmów Kyle przyszedł do mojego biura i powiedział, że udaje się w długa podróż i że nie będziemy mogli prowadzić naszych dyskusji. Zapytałem, kiedy mam się spodziewać jego powrotu, ale on tylko pokręcił głową i powiedział, że nie wie, po czym wyszedł.
Pewnego dnia obudziłem się w pokoju, którego nigdy wcześniej nie widziałem.
Wokół mnie były betonowe ściany. Nie było okien, a w pomieszczeniu znajdowało się jedynie łóżko, biurko i ciężkie, stalowe drzwi. Krzyczałem i krzyczałem, żeby mnie ktoś stąd wypuścił, aż w końcu ktoś się pojawił.
Rozpoznałem w nim jedną z osób, które podglądały mnie w biurze. Widziałem, jak podbiega do szyby w drzwiach ogłaszając coś o jakimś przełomie.
Zapytałem jak długo jestem w tym miejscu i kazałem wypuścić mnie natychmiast.
Spojrzał na mnie i powiedział, że w końcu mam szansę stąd wyjść po raz pierwszy od czterech lat, jeśli moje leki dały skutek. Zwariowałem.
Początkowo myślałem, że to niemożliwe, ale szybko sobie uświadomiłem, co się stało.

Kyle.

Usiadłem i zacząłem płakać. Po tym wszystkim, co przeszedłem okazuje się, że mój najlepszy przyjaciel był wytworem mojej wyobraźni. Byłem załamany.
Z czasem jednak cała sytuacja zaczęła się wyjaśniać. Dowiedziałem się, że najpierw odwiedzałem lekarzy 2-3 razy w tygodniu, zanim umieszczono mnie pod ich opieką na stałe, aby specjaliści mogli przyjrzeć się mojej przypadłości dokładnie i że wcale nie pracowałem w szpitalnym biurze.
Po miesiącu byłem gotowy wrócić do domu.
Wszyscy lekarze stali wzdłuż korytarza i bili brawo, że w końcu mi się udało i opuszczam to miejsce. Byłem zmęczony, ale zadowolony. Jeśli było coś, co trzymało mnie w kupie przez parę ostatnich tygodni, to to, że w końcu zobaczę się z żoną i dzieckiem. Idąc do wyjścia myślałem tylko o tym.
Tuż przy końcu korytarza w drzwiach pojawiła się znajoma twarz. To był Kyle ze swoim standardowym uśmiechem.
— Przerwałem podróż jak tylko się dowiedziałem, że cię wypisują. Nie mogło mnie ominąć wyjście mojego ulubionego pacjenta. Pewnie się cieszysz, że nie będziesz już musiał ze mną gadać!
Krzyknąłem.
Pobiegłem do domu tak szybko, jak tylko mogłem, przy okazji potykając się kilkukrotnie o własne nogi. W końcu dotarłem do mojego domu, nic się nie zmienił. Szybko przedarłem się przez trawnik, pędem otworzyłem drzwi, gdzie zostałem powitany przez...
Ciszę. Nic.

Z czasem dowiedziałem się, że to moja rodzina nigdy nie istniała, a Kyle, chociaż całkowicie prawdziwy, był nikim więcej, niż moim lekarzem. Po raz kolejny zostałem całkiem sam.

Jeżeli za tą historią kryje się jakiś morał, to chyba to, że punkt widzenia i przystosowanie do życia nie dla każdego są takie same.
Na podłogę prysznica spływa moja krew, otacza mnie jedynie samotność i jej zatęchły, martwy odór.
Czy rzeczywiście jest w porządku leczyć czyjeś zaburzenia psychiczne? Zabierać go z nierzeczywistego świata i umieszczać w tym? Czy lekarze mają prawo do takich działań?

Pisząc moje ostatnie słowa zakrwawionymi palcami, nie uważam, żeby mieli takie prawo.

Bo gdyby to zależało ode mnie, to wolałbym nadal być szaleńcem.

------
Oryginał: reddit nosleep
Przetłumaczył: ~Phosphoester
Źródło: Creepypasta polska na facebooku
Oceń:
13
Oceniać mogą tylko zalogowani użytkownicy

Skomentuj! Daj znać innym co o tym sądzisz!