Historia

Mój raj

vegaspl 8 5 lat temu 6 767 odsłon Czas czytania: ~6 minut

Miałem żonę, Marię. Pamiętam nasz ślub. Nic się dla mnie nie liczyło, poza nią. Jej ciemne oczy, czerwone usta. Włosy ciemne, gęste, długie do ramion. Oczy i włosy ślicznie kontrastowały z bielą sukni ślubnej. Pamiętam słodycz jej ust, poczułem je podczas pocałunku. Pocałunku, po sakramentalnym "tak".

Żyliśmy w szczęściu przez dwa lata. W między czasie urodziła się nasza córeczka, Natalia. Mieszkaliśmy w jednopiętrowym domu. Dom był koloru łososiowego. Z okien widzieliśmy ulicę, a na ulicy przechodniów. Uśmiechali się do nas. Ich szczere, pogodne uśmiechy witały nas każdego ranka, gdy wstawaliśmy z łóżka. Ja szedłem do pracy, Maria opiekowała się Natalią. Wracałem do domu spacerem. Podczas codziennych przechadzek rozmawiałem z sąsiadami. Wymienialiśmy grzecznościowe "dzień dobry" oraz "ładna dzisiaj pogoda, nieprawdaż?". Wydawałoby się, że te szczęście będzie trwać wiecznie. Nie trwało.

Pewnego cudownego dnia, wróciłem do pracy jako pierwszy, Marii nie było w domu. Bardzo mnie to zaskoczyło, w końcu musiała się opiekować córką. Nie mogła zostawić rocznego dziecka samego w domu. Najgorsze, że Natalii również nie mogłem znaleźć. Nie było jej w łóżeczku. Zacząłem poważnie się bać. Czy ktoś je napadł? Nie było śladów włamania. Wszystko było na swoim miejscu, poza moją rodziną. Wtem poczułem dziwny zapach. Coś, jakby gaz się ulatniał. Przestraszyłem się, że moja żona i córka zatruły się gazem. Miałem już biec do kuchni, sprawdzić zawory, gdy do domu wpadła moja żona. Zataczała się. Wrzeszczała. Krzyczała "Ty stary draniu, śmierdzielu, kutasie, zapierdolę cię" i tym podobne. Nie wiedziałem co się dzieje. Maria pobiegła do kuchni. Otworzyła piekarnik. Wyjęła z niego coś, co wydawało ten nie przyjemny zapach. Gdy podniosła to coś, zauważyłem czym to jest. To była Natalia. Cała zwęglona. Maria rzuciła nią we mnie. Byłem zbyt zszokowany, żeby się zasłonić. Dostałem w twarz własną, zwęgloną córką. Jej zwęglone ciało rozłamało się w kilka części, na mojej przerażonej twarzy. Myślałem, że to jakiś popieprzony sen. Zaraz to się skończy, wstanę jak zawsze do pracy, przywita mnie uśmiech Marii. Jakim ja byłem wtedy idiotą. Zamiast się bronić w obliczu zagrożenia ze strony oszalałej żony, ja próbowałem się obudzić. Maria nadal krzyczała wyzwiska, mieszając je z warczeniem. Cudem uskoczyłem od jej cięcia nożem, zadanego w kierunku mojej twarzy. Upadłem na szklany stół, przy okazji go niszcząc. Maria się zatrzymała. Nie wiedziałem co się dzieje. Nagle zaczęła biec. Nie w moją stronę - w stronę drzwi wyjściowych. Wybiegła wprost na ulicę, pod przejeżdżającą ciężarówkę. Usłyszałem jak jest miażdżona przez pęd ciężarówki. Przy takiej prędkości nie ma jakichkolwiek szans na przeżycie. Została z niej krwawa plama. Podniosłem się, chwilę ustałem na nogach i zaraz znów upadłem. To było dla mnie za dużo. Czemu ona się tak zachowywała? Nie kochała mnie? Była dla mnie wszystkim. Ona i moja córka. Zrobiło mi się ciemno przed oczami. Odpłynąłem.

Obudziłem się w karetce, któryś z sąsiadów musiał zobaczyć całe wydarzenie i zawiadomić odpowiednie służby. Po zbadaniu przez lekarzy, i wypisaniu mnie ze szpitala, do którego mnie wcześniej przewieziono, stawiłem się na komisariat, na przesłuchanie. Policjant rozmawiający ze mną, wytłumaczył mi, co dokładnie się stało. Podczas gdy opowiadał, jego słowa nie docierały do mnie. Rozpływały się w powietrzu jak mgła.

Nie miałem siły wrócić do swojego domu. Postanowiłem, że wpadnę do swojego starego mieszkania, w którym mieszkałem przed ślubem. Było dość małe. Położyłem się w łóżku, wyjąłem telefon i zacząłem przeglądać internet. W zasadzie, robiłem to tylko po to, aby nie leżeć bezczynnie. Nienawidziłem bezczynności, nawet gdy próbowałem rozmyślać, musiałem coś robić. Tak też było w tym przypadku. Rozmyślałem co teraz zrobię. "Trzeba zorganizować pogrzeb. Kogo zaprosić? Na jakim cmentarzu pochować ciała? Może poddać je kremacji? W zasadzie, moja córeczka już była skremowana, hehe." Boże, nie wiem czemu tak pomyślałem. Myślę, że strach przed przyszłością bez rodziny spowodował, iż moja psychika zaczynała wariować. Śmiałem się nawet ze śmierci córki. "Trzeba by było pochować żonę, tylko problem w tym, że nie ma czego chować" , "Może przed pogrzebem kazać lekarzom pozszywać Marię, aby ładniej wyglądała w trumnie? Niech zrobią z niej rzeźbę, w końcu była artystyczną duszą hehe". Chciałem w myślach krzyknąć stop, ale nie mogłem. Moje myśli schodziły na zły kierunek. Znacie to uczucie, kiedy nie chcecie o czymś myśleć, ale wasz mózg i tak podsuwa te myśli spowrotem? Tak było i w tym przypadku. Nagle moje oko zatrzymało się na reklamie umieszczonej w pewnym serwisie informacyjnym. "Możemy Ci pomóc" - krzyczała reklama. "A chuj mnie to" - pomyślałem. Przewijałem strony dalej. Ta sama reklama pojawiła się znów na innej stronie. I znów i znów, i tak w kółko. Dostawałem spam z tym na skrzynkę. Wyglądałem przez okno - baner w centrum wyświetlał tą reklamę. W końcu nie wytrzymałem. Kliknąłem ją.

Wyskoczył człowiek przed kręcącym się kołem fortuny. "Wyślij Pusty SMS - możemy ci pomóc zostać milionerem!". To była jedna z tych reklam, które można było zobaczyć dosłownie wszędzie. No nic. Postanowiłem iść spać. W śnie myślami wracałem do chwili śmierci żony i córki. Po obudzeniu wiedziałem, że coś było nie tak. "Czemu moja żona tak się zachowywała? Krzyczała na mnie. Co ja jej musiałem zrobić? Nie możliwe, żeby zachowywała się tak bez przyczyny. Może miała chorobę psychiczną? Ukrywała ją przede mną. Taak. W końcu nie wytrzymała. Ale czemu akurat dziś? Czemu upiekła nasze dziecko?" - te myśli krążyły po moim umyśle bez przerwy. Wróciłem do mieszkania. Policji już nie było. Zacząłem badać ślady. Nic nie mogłem znaleźć. Moje obsesja na tym punkcie rosła. Rosła z każdym dniem mojego "śledztwa". Wracałem tam. Oglądałem mój własny dom, moje własne podwórko, jakby było dla mnie obce. Wypytywałem sąsiadów. Nikt nic nie mógł mi powiedzieć co by było w jakimś stopniu pomocne. Wszystko wskazywało na chorobę psychiczną. "Moja żona była wariatką? Nie wierzę! To nie ona była chora! TO WY JESTEŚCIE CHORZY!" Krzyczałem przez okno do sąsiadów. Zapomniałem już, że sam ją o to podejrzewałem jeszcze kilka dni temu. Teraz oni patrzyli się na mnie jak na wariata. Nie mogłem wytrzymać. Wiedziałem, że jeden z moich sąsiadów był myśliwym. Kiedyś pokazywał mi gdzie chowa broń. Wszedłem do jego mieszkania. Zatłukłem go stołkiem, zanim zdążył jeszcze zareagować. Zabrałem mu strzelbę i amunicję. Wyszedłem na ulicę i strzelałem do sąsiadów. Padali jak muchy, jeden za drugim, jedna za drugą, jedno za drugim. Tak. Dzieci też nie oszczędzałem. Przypominały mi o mojej córce. Nie chciałem widzieć ich szczęśliwych wówczas gdy moja Natalcia nie była szczęśliwa. Zabiłem wszystkich moich sąsiadów a została mi jeszcze jedna kula. Postanowiłem wykorzystać ją na siebie. Wsadziłem lufę do ust. Strzał. Ciemność.

Obudziłem się w pokoju. Ściany były białe, tak śnieżnobiałe jakbym był w niebie. "Czy ja umarłem?" - powiedziałem na głos. "Nie umarłeś" - odpowiedział mi głos. Wtedy zauważyłem, że za mną są drzwi. Zza tych drzwi dało się usłyszeć głos. "Nie umarłeś. Jesteś tu już wiele lat.". "Gdzie jestem?" - zapytałem. "Jesteś w szpitalu, takim dla baaardzo ciężkich przypadków, wiesz? Ale nie bój się, wyleczymy cię." - usłyszałem. To było miłe. Zrobiłem tyle złego, a lekarze nadal chcą mi pomóc. Gdyby Maria nie umarła, jej też na pewno by pomogli. Zamknąłem oczy. Myślami przeniosłem się do czasów, gdy mieszkałem w naszym mieszkanku z żoną i córką. Nie chciałem ich nigdy opuszczać. Chciałem wrócić spowrotem do mojego raju.

-Nie ma już dla niego szans, prawda? - Zapytała pielęgniarka.

-Niestety - odpowiedział doktor. -To najcięższy z moich przypadków.

-Z jakiego powodu jest teraz taki a nie inny, doktorze?

-Cóż... w dzieciństwie zamordował rodziców. Właściwie nie wiemy dlaczego. Z jego teraźniejszych halucynacji możemy wywnioskować, że od zawsze pragnął mieć szczęśliwą rodzinę. Jak pani widzi, codziennie wraca do świata wyobraźni, w którym ma rodzinę, żonę i dziecko. Zastanawiające jest to, że mówi swoje myśli na głos, nie zdając sobie z tego sprawy. Oszalała żona to głos sumienia. Podświadomie wie, że źle zrobił mordując rodziców. Żona mu o tym przypomina. Mordowanie sąsiadów to odzew jego wewnętrznej frustracji. Nie może poradzić sobie z tym wszystkim. Ma szczęśliwą rodzinę, a nagle ją traci. Przeżywa to samo każdego dnia. Każdego dnia mówimy mu kim jest, on stara się to zapamiętać, lecz gdy wraca do świata wyobraźni, natychmiast zapomina o prawdziwym świecie. Tylko jedna rzecz mnie zastanawia.

-Jaka, doktorze?

-Co miało symbolizować to zwęglone dziecko?

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

Już podczas czytania pierwszej linijki drugiego akapitu zimny pot oblał mi plecy. Wyraźnie czułam dziwną presję, zdziwiłam się. Nagle usłyszałam cichy, rozpaczliwy skowyt „W międzyczasie pisze się razem...” „Nie kochała mnie?” Z jej żony właśnie się ostał sam kotlet, a ten myśli o takich rzeczach, lol. Dobra, sorry, zawsze mnie bierze na takie rozmyślanie podczas czytania. Pierwsza część pasty jest słaba, druga prezentuje się dużo lepiej. Właściwie to pierwszą można tłumaczyć urojeniami bohatera... Cokolwiek, całość jest spoko, ale bez szału :P.
Odpowiedz
Jakim cudem to trafiło na główną? Styl rodem z podstawówki, historia raczej śmieszna, niż straszna. Do tego nie dokończona. I beznadziejnie przewidywalna...
Odpowiedz
No chyba nie przewidziałaś, że obudzi się w szpitalu psychiatrycznym, i że jest tam trzy lata?
Odpowiedz
Bardzo przypomina mi to film pt. Dream House :)
Odpowiedz
O co chodzi w końcówce?
Odpowiedz
Mam specyficzne poczucie humoru, i kiedy przeczytałam fragment "(...) moja córeczka już była skremowana, hehe" zaczęłam się śmiać :')
Odpowiedz
Wszystko fajnie, ale "to" dziecko, TO! Rodzaj nijaki :)
Odpowiedz
Mnie też to zawsze denerwuje :D
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje