Historia

Ptak, który został rośliną

vegaspl 6 4 lata temu 3 961 odsłon Czas czytania: ~4 minuty

Myślałem, że będę ptakiem.

Od dziecka wierzyłem w reinkarnację. Nie nakazywała mi tego religia. Po prostu kiedyś uznałem, że perspektywa odrodzenia się, jako zwierzę lub inny człowiek jest lepsza, niż wieczne potępienie czy nawet niekończące się bieganie po słonecznych łąkach leżących niedaleko rzek mlekiem i miodem płynących.

Od zawsze chciałem być ptakiem.

Ornitologia była czymś, do czego zawsze czułem pociąg. Zachwycałem się tym, jak ptaki poruszają się po bezkresnych przestrzeniach nieba, od czasu do czasu siadając na gałęzi. Wizja obserwowania świata z wysokości i braku obawy przed spadnięciem przepełniała mnie od dziecka. Wiedziałem, że to nie możliwe, żebym nagle został ptakiem. Byłem człowiekiem. Nie zamienię się nagle w ptaka, jak za dotknięciem magicznej różdżki.

Chciałem być ptakiem. Zostałem rośliną.

Mając 20 lat miałem wypadek. Wraz z kolegą wracaliśmy z imprezy. Obaj byliśmy trochę pijani. Nie aż tak, żeby nie wiedzieć, co się wokół nas dzieje, ale na tyle, żeby nasza percepcja była lekko zakłócona. Nie zauważył nas. My go również. Wyjechał z za zakrętu. Prowadził ciężarówkę. Nasz samochód był dosłownie zmiażdżony. Cudem przeżyłem. Mój kolega nie miał tego szczęścia. Szczęścia? Nie można tego nazwać szczęściem. Byłem sparaliżowany. Moja czaszka, praktycznie oddzieliła się od rdzenia kręgowego. Mogłem zapomnieć o chodzeniu, a co dopiero lataniu jak ptak.

Siły wyższe ze mnie zadrwiły.

Reinkarnacja to fakt. Po miesiącu od wypadku zmarłem. Nawet nie wiem, z jakiego powodu. Pewnego dnia po prostu, zaczęła mnie boleć głowa. Kłujący, ciągły ból. To było bardzo dziwne. Do tego czasu nie czułem nic, zupełnie. Dotyku, bólu. Nic. Nie miałem nawet jak wezwać kogoś na pomoc. Nie mogłem krzyczeć. Byłem warzywem, rośliną. Po godzinie – ciemność. Nieskończona ciemność. Byłem w niej sam. Nie wiem ile czasu minęło. Czułem, że coś mnie wypycha w górę. Jakbym przeciskał się przez mały otwór, sam będąc olbrzymem. Otwór ustąpił. Wyszedłem na powierzchnię. „Jak pięknie!” - pomyślałem. To był ogród. Piękny ogród pełen kwiatów. Najróżniejszych. Od tulipanów, po róże. A sam byłem jednym z nich. Byłem kwiatem, rośliną.

To nawet nie było zabawne.

Od zawsze chciałem być ptakiem. Latać, między chmurami. Uwielbiałem się ruszać! Ostatni miesiąc poprzedniego życia spędziłem nieruchomo. Myślałem jedynie o śmierci. Chciałem umrzeć, przejść przez proces reinkarnacji i odrodzić się, jako piękny ptak. Odrodziłem się jako co? Jako kwiat.

Moje jestestwo było zawieszone trochę powyżej kwiatka. Wiedziałem, że jestem tą roślinką, ale spoglądałem, słuchałem i myślałem sponad niej. Jednak nie mogłem się poruszać. Nie mogłem się odezwać. Nie mogłem krzyknąć. Żyłem tak dzień po dniu rozmyślając. Myślałem nad sensem życia. Tworzyłem historie. Wymyślałem kawały, z których sam się później śmiałem. Czy istnieje nudniejsze życie?

Moje życie było nudne. Do czasu.

Zwyczajny dzień. Spoglądałem na wschodzące słońce. Szykowałem umysł do stworzenia kolejnej historii. Zastanawiałem się - „O czym dzisiaj porozmyślać? Może o królewnie w zamku, strzeżonej przez smoka. A może o przyszłości, o podróżach w czasie i kosmicznych walkach?”. I wtenczas, gdy rozmyślałem, o czym będę rozmyślał, przyszła ona. Młoda dziewczyna. Przeżyła, wydawałoby się, najwyżej z dwadzieścia, może dwadzieścia pięć zim. Miała przy sobie łopatkę, doniczkę a w niej trochę ziemi. Po minie można było wywnioskować, że zastanawia się, który kwiatek wykopać. Wybór padł na mnie. Starannie zabrała się do przesadzania mnie, uważając, aby żaden z moich korzonków nie ucierpiał. Po skończonej pracy, zabrała mnie do swojego domu.

Od tamtej pory, zacząłem żyć cudzym życiem.

Postawiła mnie w kącie. Z tego kąta obserwowałem cały pokój gościnny. Po niedługim czasie okazało się, że dziewczyna ma rodzinę. Dwie córki i męża. Dziewczynki przychodziły, aby ze mną porozmawiać. W zasadzie to tylko one mówiły. Ja nie miałem jak się odezwać. „Szczęśliwa rodzina” pomyślałem. Ach, gdyby to, o czym pomyślałem, stawało się prawdą, byłbym teraz ptakiem a nie rośliną.

Rodzina, już nie taka szczęśliwa.

Zaczęło się, gdy ojciec rodziny wrócił do domu. Nie był w humorze. Wręcz przeciwnie – był wściekły. Dziewczynki podbiegły do niego wesoło krzycząc „Tata!”, lecz on tylko coś odburknął. Podszedł do żony. Żona od razu zauważyła, że coś jest nie tak. Spytała się o przyczynę złego samopoczucia. Spojrzał na nią. Uśmiechną się. Uśmiechał się coraz szerzej. W końcu zaczął się śmiać. Śmiał się głośno i długo. Przerażająco. Dziewczyna była przerażona. Wzięła córki i pobiegły do pokoju, w którym stałem ja. Samotnie obserwująca z kąta roślinka. Kobieta szeptała do córek, że nic im nie będzie. Że tata ma zły dzień. Żeby się nie bały. Wtedy ojciec wpadł do pokoju. Z nożem. Kobieta krzyknęła. Urwała krzyk w połowie. Krew trysnęła z brzucha kobiety na podłogę, po czym dziewczyna upadła. Siostry wybiegły z pokoju krzycząc. Mężczyzna poszedł za nimi. Nie widziałem tego, ale z krzyków i pisków mogę się domyślać, co się właśnie stało. Po chwili mąż wszedł z powrotem do pokoju gdzie leżała jego żona. Trzymał w ręku kanister z benzyną. Rozlewał płyn po pokoju tańcząc i gwiżdżąc ze szczęścia, jakby właśnie wygrał na loterii. Poleciała zapałka. W jednej chwili cały pokój stanął w płomieniach. „Świetnie” - pomyślałem. „Umrę, jako roślina, a w końcu odrodzę się jako ptak”. W ostatnich chwilach mojego życia patrzyłem na mężczyznę. Przeraźliwie się śmiał. Zamiast wić się, płakać, krzyczeć z bólu – on się śmiał. Po chwili, gdy już jego twarzy nie można było rozpoznać, przez rany i dym, ojciec jeszcze do niedawna szczęśliwej rodziny upadł na kolana, po czym przewrócił się na twarz i już nie wstał.

Nieszczęśliwe zakończenie nieszczęśliwej historii.

Ogień całkiem szybko zbliżał się do miejsca, w którym stałem. Moje płatki zaczęły się palić. Ogień w sekundę przeszedł też na listki i łodygę. Moja świadomość, zawieszona w przestrzeni zaczęła gasnąć. W ostatnich chwilach, mojej świadomości zobaczyłem ich. Cała rodzina, ojciec, żona, dwie siostry. Ojciec patrzył się w dół, ze spuszczoną głową i przerażającym spokojem na twarzy. Matka patrzyła na ojca ze smutkiem. Na jej twarzy widać było żal. Z za drzwi wyglądały dwie dziewczynki. Obie miały uśmiech na ustach. Potem widziałem jedynie ciemność.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

super ale zakończenie takie jakby.... urwane jak dla mnie to albo dorób zakończenie albo 2 część
Odpowiedz
Hmm... Zastanawia mnie powód jego szaleństwa... Może za duży stres... Nevermind, ignorujcie mnie, mój konik xD. Dobra, aczkolwiek nie straszna, no, ale dobra. Wydaje mi się, że powinni zrobić specjalną stronkę do takich opowiadań, pięknych, ale nie nadających się na śmieszne, czy też straszne :P.
Odpowiedz
6/10
Odpowiedz
dobre 10/10
Odpowiedz
historia przyjemna,chociaż brakuje zakończenia 6/10
Odpowiedz
"Wymyślałem kawały, z których sam się później śmiałem" - brzmi znajomo ;__;
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Inne od tego autora

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje