Historia

Pierwszy dzień nowego życia

nika200210 7 9 lat temu 5 439 odsłon Czas czytania: ~5 minut

Budzę się z trudem łapiąc oddech. Rozpaczliwie próbuję wstać, wywołując tylko lekkie drżenie mięśni. Moje kończyny odmawiają współpracy, jakby ogarnięte potwornym strachem, zaprzeczały swojej obecności. Gorączkowo odpycham wszelkie myśli, teraz mój umysł musi pozostać pusty, bezpiecznie rozluźniony. Nie chcę otwierać oczu. Wiem, że to, co zobaczę jest rzeczywistością, która sam stworzyłem.

Szukam chwili, w której mogło się to zacząć - zachowanie, zastępujące rutynę codzienności. Złe przeczucie i dziwne wrażenie, jakby odosobnienia. Tak wiele myśli wypalało potrzebny do życia spokój, gdybym tego nie zmienił, zatopiłbym się we własnych lękach, niezdolny do jakiejkolwiek obrony. To zbyt uciążliwe. Walczenie ze sobą, chociaż prawdziwe zło znajduje się nie we mnie, ale wśród ludzi, którzy mieli zawsze stać po tej właściwej stronie. Dlatego właśnie przestałem im ufać. Straciłem resztki tego, co czyniło ze mnie człowieka. Myślę teraz, że po prostu nie chciałem cierpieć. Bo przecież zamknięty w sobie, nie dopuszczając nikogo innego, nie mogłem narazić się na odrzucenie.

Ale to był błąd.

Być może najgorszy jaki mogłem popełnić.

Naprawdę dopiero teraz dostrzegam jak to wszystko źle się potoczyło. Śmierć dziadków, wychowujących mnie, właściwie od zawsze, nie wzbudziła żadnych uczuć. Najmniejszych. Jedynie przyjmowanie wszystkiego chłodno, bez zająknięcia, jakby ktoś poinformować mnie, która jest godzina. Z chwilą, w której coś we mnie zmieniło się, nie byłem w stanie tego cofnąć. A jednocześnie, pomimo wzbudzania pewnego niepokoju, widziałem dobrą stronę takiego zachowania. Zranienie mnie należało do rzeczy wręcz niewykonalnych. Żadne słowa, gesty, czyny – nawet odrobinę nie mogły uszkodzić mojej żelaznej psychiki. Zerwanie jakichkolwiek kontaktów zupełnie spłynęło po mnie i po tygodniu całkiem zapomniałem o innych. Stałem się skałą. Tak mijały dni, miesiące, lata.

Na początku ludzi paliła ciekawość, taka zmiana była całkiem widoczna, Zwłaszcza, że kiedyś należałem do osób mocno optymistycznych, tryskających energią. Co prawda, zaczęto to dostrzegać dopiero nieco później, zrzucając winę na tragedię w rodzinie. Ale ja wiedziałem – to był długi proces, który zaczął się dawno, może nawet kiedy byłem całkiem mały.

W końcu zacząłem odczuwać „to”

Gdybym mógł właściwie wszystko opisać.. nigdy nie interesowały mnie takie rzeczy. Wiedziałem, że coś takiego istnieje. Mimo wszystko nie podejrzewałbym, że tak właśnie będzie wyglądać mój codzienny rytuał i stanie się to dla mnie ukojeniem. Jak ciepła woda, która spływa po zmęczonym ciele. Albo moment przechodzenia w sen. Pamiętam jak pierwszy raz wziąłem do ręki kawałek szkła z potłuczonego słoika.

Nie chciałem go wbijać. Wiedziałem, że to złe.

To pragnienie jednak, które trawiło mnie od środka nie dawało spokoju. Zignorowałem je wtedy, udało mi się je powstrzymać. Przecież to takie nienormalne – czemu? Dlaczego miałbym chcieć ranić swoje ciało, to chore. Niedługo potem, w nocy obudziło mnie szczekanie psa. Przynajmniej tak mi się wydawało, bo po otworzeniu oczu otaczała mnie tylko nieznośna cisza.

Zapaliło we mnie uczucie, którego nigdy wcześniej nie znałem. Z jednej strony można porównać je do głodu, choć trochę różniło się od niego. Było dużo bardziej intensywne. Nie odbierało sił, wręcz przeciwnie – wzmacniało je. Każdy mój krok był taki lekki, a umysł jakby tylko unosił się nad kruchą świadomością. Wziąłem w dłoń nożyczki, leżące na biurku. „Z jakiego powodu miałbym nie spróbować?” - spytałem, patrząc w wielkie lustro, znajdujące się naprzeciwko łóżka. Tak bardzo nienawidziłem tej twarzy.. straszna, zbyt dziecinna. Obrzydliwa. Chciałem się pozbyć resztek osoby, którą byłem. Wymazać przeszłość.

NIKT JUŻ NIE BĘDZIE MNIE WYŚMIEWAŁ.

NIE SPOJRZY NA MNIE Z GÓRY.

NIE WYKORZYSTA.

Chciałem to poczuć wyraźnie, Rozkoszować się bólem, który zaczął wypełniać mnie całego. Starałem się stworzyć najpiękniejszą kompozycję – to jest dzień moich narodzin. Wkładałem stopniowo więcej lub mniej siły w modelowanie swojego ciała. Odrywałem niepotrzebne płaty skóry, by zrobić miejsce na prawdziwe piękno zamknięte pod tą ohydną postacią. Cierpienie, ból i krew mieszały się z ekscytacją i rosnącym podnieceniem. Sprawiało mi to tak wiele przyjemność.. było czymś, czego nigdy wcześniej nie czułem. Z moich oczu poleciały łzy, nie rozumiałem dlaczego. Gryzłem się w kontraście. uczuć. Przecież pozbyłem się tego, co mnie więziło, miałem być skałą. To budziło lekkie zmartwienie. Jednak ignorując wszystkie obawy, zacząłem czerpać przyjemność z niecodziennego zachowania – emocje, uwalniane tylko podczas tej zabawy wybuchały o wiele mocniej. Śmiałem się, płakałem, wpadałem w nieopisany gniew, wbijając nowe kawałki szkła z potłuczonego lustra. Wszystko teraz wracało jak kamień rzucony z wieżowca, żeby uderzyć z całą siłą. Wypełniało mnie pragnienie. Chciałem więcej..

Więcej cierpienia.

Więcej mięsa.

Więcej bólu.

Dotykałem rozpalonych miejsc, dochodząc patrząc na swoje zakrwawiane ciało. To było cudowne. Niesamowite. Najlepszy moment w moim życiu, taki realny. Nigdy nie było mi tak dobrze, zaspokajałem siebie i okaleczałem jednocześnie.

W końcu wszystko zaczęło się oddalać.

Poczułem osłabienie, nagle stałem się potwornie zmęczony. Upadłem na podłogę, dopadła mnie panika. Z ciała wylewał się płyn, który dawał mi życie i wiedziałem już, że ponoszę konsekwencję tego, co zrobiłem. Nie żałowałem jednak niczego. Nawet najmniejszego nacięcia. Liczyła się chwila, w której pierwszy raz mogłem być szczęśliwy. Śmiać się szczerze, nie z przymusu. Cisza i ciemność wokół były palące, za bardzo narastały bym mógł je zignorować. Bałem się,

I wtedy rzeczywistość zniknęła. Poczułem błogi spokój.

Teraz leżę na zimnej, mokrej posadzce. Moje ręce są lodowate, usta sine. Nie jestem do końca pewien co się stało. Tak jakby ktoś kazał mi wstać, choć wiem, że powinienem leżeć. Spać i nigdy więcej się nie obudzić. A jednak jestem, narodziłem się na nowo. Moja twarz pokryta nacięciami, brudna, potrafi tylko budzić lęk. Mogła się rozpaść, więc pozszywałem ją dokładnie czerwoną nitką. Nie zostały ślady żadnej przeszłości. Ten wspaniały świat, który poznałem, ból ukojenia jest czymś, czego nie mogę trzymać jedynie dla siebie.

Dlatego wychodzę, żeby pokazać Ci, jak to jest doświadczyć prawdziwej rozkoszy.

Oznacz jako: przeczytane ulubione chcę przeczytać

Komentarze

za bardzo wydumane i filozoficzne. nie straszne
Odpowiedz
Wersja audio: https://www.youtube.com/watch?v=FShzVE7VQ-c
Odpowiedz
Podoba mi się. Opisy stanów emocjonalnych i przeżyć, tłumaczą czerpanie radości z podjętych przez bohatera kroków. Początek jest jasny, bohater budzi się, w zasadzie odzyskuje przytomność. Potem następuje wyjaśnienie okoliczności narodzin jego nowej pasji. Koniec zaś jest nawiązaniem do początku, a dokładnie do chwili w której boi się otworzyć oczy by nie zobaczyć dzieła swych rąk. "Rzeczywistości, którą sam stworzył". Ciekawi mnie tylko ostatnie zdanie "Dlatego wychodzę, żeby pokazać Ci, jak to jest doświadczyć prawdziwej rozkoszy." Mówiący "wychodzi" czyli umiera? A może jest to pole do dowolnej interpretacji? Tak czy owak podoba mi się.
Odpowiedz
uhuhuuh zajrzał tu pan od czasu z tłumacząc ,, "Dlatego wychodzę, żeby pokazać Ci, jak to jest doświadczyć prawdziwej rozkoszy " myślę że dla niego rozkoszą jest okalecznie się więc chce iść nas okaleczać żeby nam pokazać jakie to rozkoszne
Odpowiedz
Bogusław Harapin Faktycznie, masz rację. Chyba zacząłem trochę za bardzo kombinować na temat końcówki. "...pokazać Ci..." jasno sugeruje, że idzie pokazywać a nie tylko mówi o tym.
Odpowiedz
O my hot
Odpowiedz
Pomysł fajny ale za dużo opisów 6/10
Odpowiedz
Zaloguj się, aby dodać komentarz.

Archiwum

Najnowsze i warte uwagi

Artykuły i recenzje